- 3 months ago
Sztuka na bazie prozy Stanis艂awa Lema. Jak dla mnie ciekawe spojrzenie na relacje cz艂owiek robot.
Category
馃摵
TVTranscript
00:00Muzyka
00:30Muzyka
00:49Halo?
00:54Wyklepne.
00:56A kto pan? Nie pozna艂em pana. Tak, no s膮dz臋, 偶e do tygodnia. No jestem tego pewien, pisze mi si臋 coraz lepiej. Tak, dostarcza panu wszystko we czwartek. Oczywi艣cie bez jednego maszynowego b艂臋du.
01:11Co 偶ona panu m贸wi艂a? W艂a艣nie, zapraszam oboje pa艅stwa do siebie na przysz艂y pi膮tek. Przyjd膮 tak偶e do Nelowie. Ale zna go pan, zna go. Panu mnie go pan pozna艂. No to ten inspektor policji.
01:26A rzeczywi艣cie takie znajomo艣ci u艂atwiaj膮 stworzenie lokalnego kolorytu. Tak. Dobrze, dobrze. A wi臋c przysz艂y pi膮tek. Do zobaczenia.
01:38A ju偶 tam znowu diabli nadali.
01:54A ju偶 tam znowu diabli nadali.
01:56Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaah.
02:00Tom Klemtner?
02:21Tak.
02:24R贸偶ana 46.
02:27Zgadza si臋.
02:28Prosz臋 podpisa膰.
02:29Co to jest?
02:30Potwierdzenie odbioru.
02:31Ale co jest z tej skrzyni?
02:33A tu napisane.
02:34Robot.
02:36Taki robot?
02:38Ja nie zamawia艂em 偶adnego robota.
02:40To ju偶 nie moja rzecz.
02:41Jestem z firmy przewozowej.
02:43Prosz臋 podpisa膰.
02:43Nie.
02:53Pi臋kne.
02:55Zatakuj.
02:55KONIEC
03:25KONIEC
03:55KONIEC
03:57KONIEC
03:59KONIEC
04:01KONIEC
04:03KONIEC
04:05KONIEC
04:07KONIEC
04:09KONIEC
04:11KONIEC
04:13KONIEC
04:15KONIEC
04:17KONIEC
04:19KONIEC
04:21KONIEC
04:23KONIEC
04:25by si臋 chwali膰. My, roboty, jeste艣my skromne.
04:28Stwierdzam tylko fakt.
04:31O!
04:32Je艣li mi wolno zauwa偶y膰,
04:34stolik jest
04:35藕le ustawiony.
04:38Pisz膮c,
04:39zaslania pan sobie 艣wiat艂o.
04:44Tak b臋dzie lepiej.
04:46W ten spos贸b b臋dzie pan m贸g艂
04:47艂atwiej si臋 skoncentrowa膰.
04:49Ale偶 ja nie potrzebuj臋 ciebie do diad艂a.
04:51To si臋 zawsze tak wydaje na pocz膮tku,
04:53ale to mi nie.
04:55Przekona si臋 pan. Czy pan dobrze 艣pi?
04:58Nie! Kto ci臋 tu przys艂a艂?
05:00O! Cierpi pan na bezsenno艣膰?
05:02Doskonale.
05:03Jak to doskonale? Bo to si臋 teraz zmieni.
05:08Aha! Tu s膮 inne domy w pobli偶u.
05:10A zatem wieczorem,
05:12kiedy psy szczekaj膮, gdy kto艣 przechodzi,
05:14w nocy koty,
05:15nad ranem koguty, doskonale.
05:18Znam 艣wietny spos贸b.
05:19Na psy i na koty.
05:21A kogut贸w pan ju偶 odt膮d nie us艂yszy.
05:23B臋dzie pan spa艂 jak zabity.
05:24Przekona si臋 pan.
05:25Ale pytam si臋, kto ci臋 tu przys艂a艂?
05:28Och!
05:29Prosz臋 nie podnosi膰 g艂osu.
05:31S艂ysz臋 doskonale.
05:32Wystarczy szept.
05:34Nie wiem, kto mnie przys艂a艂,
05:35ale to bardzo 艂atwo mo偶emy sprawdzi膰.
05:37Nadawca powinien figurowa膰 na opakowaniu.
05:40A, naturalnie.
05:48Dravenport.
05:50Biuro po艣rednictwa i wynajmu
05:51s艂u偶by domowej.
05:5238, 62, 48.
05:54Halo.
06:13Czy biuro Dravenporta?
06:15Tu m贸wi s艂u偶膮cy robot.
06:17Panie cz艂owieku, za chwil臋 m贸j pan
06:18b臋dzie m贸wi艂 z panem.
06:19Prosz臋.
06:20Halo?
06:25No w艂a艣nie, otrzyma艂em przesy艂k臋 robota,
06:27kt贸rego wcale nie zamawia艂em.
06:30Ale偶 to jaka艣 idiotyczna pomy艂ka.
06:32S艂ucham?
06:34Tom Klempner, r贸偶ana 46.
06:37Ale zabierzcie go sobie st膮d natychmiast.
06:40Co?
06:40Nie wysy艂ali艣cie.
06:42Nie wysy艂ali艣cie.
06:44Jest pan tego zupe艂nie pewien?
06:46Ale...
06:49M贸wi, 偶e niczego nie wysy艂ali.
06:54No i co teraz b臋dzie?
06:55B臋dzie jak najlepiej, prosz臋 pana.
06:58Zapewne 偶yczy pan sobie by膰 sam,
07:00偶eby nikt nie przeszkadza艂 w pracy.
07:01Tak, tak.
07:02Do diab艂a.
07:03Tak, tak.
07:03艢wietnie, doskonale.
07:04B臋dzie pan sam.
07:06Jest pan sam.
07:06W pewnym sensie mnie tu w og贸le nie ma wcale.
07:09Opr贸cz pana nie ma 偶adnego cz艂owieka.
07:11A wi臋c nie ma nikogo.
07:13Jeszcze tylko kilka drobnych szczeg贸艂贸w.
07:17Czy pan ma robota?
07:18Nie, nie.
07:19I nie potrzebuje 偶adnego.
07:21艢wietnie, bo ja te偶 sam nie cierpi臋 robot贸w.
07:23Lubi臋 tylko ludzi.
07:24Dlatego tak si臋 ciesz臋, 偶e pan b臋dzie moim panem.
07:29Czuj臋, jak zaczynam otacza膰 pana czci膮 i szacunkiem.
07:35Czy pan jada w domu?
07:37Nie, nie, nie, nie.
07:38Przesta艅 tylko tyle m贸wi膰.
07:39Przesta艅 tyle m贸wi膰.
07:40Ja musz臋 si臋 zastanowi膰, co ja mam z tob膮 zrobi膰.
07:43Od tego ja jestem, prosz臋 pana.
07:45Od wszystkiego.
07:46Pozwol臋 sobie zauwa偶y膰, 偶e od dzi艣 b臋dzie pan jada艂 w domu.
07:49Jedzenie w restauracjach jest bardzo szkodliwe.
07:51Psuj臋 偶o艂膮dek.
07:52Znam r贸偶ne kuchnie.
07:54Szczeg贸lnie polecam chi艅sk膮.
07:57O, widz臋 tam.
07:59Martel.
08:01Tak jest, ale przyda艂by si臋 tak偶e gin.
08:04P贸艂 na p贸艂 z lodem i ze sk贸rk膮 sytynow膮.
08:07艢wietnie robi.
08:07Za艂atwi臋 to.
08:10Przesta艅.
08:11Przesta艅.
08:11Wreszcie mnie ju偶 g艂owa p臋ka.
08:13A.
08:14Zawsze tak jest na pocz膮tku.
08:17Ale to minie.
08:25Prosz臋 przyj膮膰.
08:26Co to jest?
08:26Prosz臋, kod w贸lu g艂owy.
08:27Ale ja...
08:28Prosz臋.
08:28A, a, a.
08:34No, co?
08:36Ju偶 czujemy si臋 lepiej.
08:37Ju偶 nas tak nie 艂upie, prawda?
08:40A to jest ca艂y m贸j dobytek.
08:43Bo ja sam siebie naprawiam w razie potrzeby.
08:46A mo偶e pan chce wiedzie膰, jak jestem skonstruowany w 艣rodku?
08:50Konstrukcja nadzwyczaj ciekawa.
08:51Daj mi spok贸j.
08:54Daj mi spok贸j.
08:56Na tym polega moje zadanie.
08:57Dawa膰 spok贸j.
08:59Jeszcze tylko drobiazg.
09:00Musimy ustali膰 matryc臋 stosunk贸w.
09:04Jak膮 matryc臋?
09:05Matryc臋 stosunk贸w.
09:07Pan ma zapewne krewnych, znajomych, przyjaci贸艂.
09:10R贸偶ni ludzie b臋d膮 tu do pana przychodzili.
09:13B臋d膮 si臋 z panem chcieli widzie膰.
09:14Musimy prze to ustali膰 prosty spos贸b porozumiewania si臋.
09:17Je偶eli pan przywita go艣cia s艂owami...
09:22O, jak偶e si臋 ciesz臋, 偶e ci臋 widz臋!
09:25Niebawem wejd臋 i powiem, 偶e pan ma bardzo wa偶n膮 konferencj臋 z profesorem Czertwikiem.
09:30A je偶eli go艣膰 akurat zna tego Czertwika?
09:33O, to niemo偶liwe, prosz臋 pana.
09:35To by艂 m贸j pierwszy pan.
09:36Umar艂 bardzo dawno.
09:38Ju偶 nawet zaczynaj膮 si臋 zaciera膰 litery na gorobie.
09:41Chodz臋 do niego na cmentarz ka偶d膮 drug膮 niedziel臋 miesi膮ca.
09:45Ale wr贸膰my do rzeczy.
09:46Je偶eli pan przywita go艣cia s艂owami...
09:50No, nareszcie jeste艣!
09:51Dawno si臋 ciebie spodziewa艂em!
09:53Wejd臋 i podam trunki w najgorszym gatunku.
09:56Ale co ty mi to opowiadasz?
09:58Prosz臋 pana, obaj wiemy doskonale, jak to jest.
10:02Panowie tylko dla fa艂szywego wstydu nie chc膮 si臋 do tego przyzna膰.
10:07W ka偶dym domu istniej膮 pocz臋stunki dla go艣ci pierwszej klasy, dla go艣ci drugiej klasy oraz takie,
10:13kt贸rymi si臋 w og贸le nikogo nie cz臋stuje.
10:15O, na przyk艂ad tam zauwa偶y艂em p艂ask膮 flaszk臋 ukryt膮.
10:20Jest to prawdopodobnie 70-letni koniak Saliniak.
10:24Pan j膮 schowa艂 bardzo dobrze i tak w艂a艣nie powinno by膰.
10:29Ale widz臋, 偶e pan jest zm臋czony.
10:31Wobec tego pozwol臋 sobie przygotowa膰 panu wzmatniaj膮cy ros贸艂 i lekk膮, ale po偶ywn膮 kolacj臋.
10:36Prosz臋 tylko relaksowa膰.
10:38Relaks.
10:39Og贸lna bierno艣膰.
10:40Rozlu藕nienie mi臋艣ni.
10:41Prosz臋.
10:41Relaks.
10:41Ja to ci kawa艂a, no.
10:56Za chwil臋 wszystko b臋dzie gotowe.
10:58Jeszcze tylko jeden szczeg贸艂 bardzo wa偶ny tycz膮cy kobiet.
11:02Co?
11:04Prosz臋 si臋 nie niepokoi膰.
11:07Posiadam specjalnie w tym celu budowane trzy obwody.
11:11Odt膮d kobiety b臋d膮 pana rado艣ci膮, oslod膮 pa艅skiego 偶ycia, a nie zmor膮.
11:24呕adnej, kt贸rej nie zechce pan widzie膰, nie przepuszcz臋 za pr贸g.
11:27Poniewa偶, prosz臋 pana, posiadam te trzy obwody i nie wpuszcz臋 偶adnej za pr贸g i za wczasu b臋d臋 m贸g艂 panu powiedzie膰, jak wiele spodziewa si臋 kobieta, kt贸ra pragnie pana odwiedzi膰.
11:41Zreszt膮, zreszt膮 nies艂ychane.
11:43Jak 艣miesz.
11:44Nie 偶ycz臋 sobie tego.
11:45O, 偶yczy pan sobie, 偶yczy, tylko pan sam o tym jeszcze nie wie.
11:48Widz臋, 偶e nale偶y pan do tej kategorii nieszcz臋艣liwych ludzi, kt贸rzy nigdy w 偶yciu nie zaznali dobrodziejstwiernego i oddanego robota.
11:57Pozna pan smak szcz臋艣cia.
11:59Przepraszam, ros贸艂 dochodzi.
12:02O Bo偶e, Bo偶e.
12:04Panie, podano do sto艂u.
12:10Ale ja nie chc臋, 偶eby艣 mi tutaj...
12:11Po艣mielam si臋 zwr贸ci膰 uwag臋, 偶e po s艂owach podano do sto艂u nie powinny pa艣膰 偶adne inne do chwili, gdy nie podam pierwszego aperitifu.
12:19Prosz臋.
12:34Dzi臋kuje.
13:04KONIEC
13:34Pan ma doskonalny styl, co za dynamika, jaka zwi臋z艂o艣膰, dumny jestem, 偶e mam takiego pana.
13:42O艣mieniam si臋 tylko zauwa偶y膰, 偶e zbrodniarz w drugim rozdziale nie powinien u偶ywa膰 cjanku potasu.
13:47Cjanek potasu ju偶 wychodzi z mody, jest zbyt ograny.
13:51Tak my艣lisz? To ty si臋 i na tym znasz?
13:54M贸j trzeci z kolei pan by艂 toksykologiem i niezwyk艂ym, ale zbieraczem.
13:58Zbiera艂 trucizny, jak inni zbieraj膮 motyle, biedak.
14:02Dlaczego biedak? Co mu si臋 sta艂o?
14:03Pomyli艂 si臋. Bra艂 zawsze trzy ly偶eczki cukru do kawy.
14:09Oczywi艣cie nie zdarzy艂oby to si臋. Akurat wypad艂a niedziela, w kt贸r膮 chodz臋 na cmentarz.
14:15Kiedy wr贸ci艂em, by艂o ju偶 po wszystkim.
14:19Pomyli艂 si臋 biedak. Zamiast os艂odzi膰 kaw臋 cukrem, wsypa艂 do kawy trzy ly偶eczki trutki na szczury.
14:28On zwyk艂膮 trutk膮 na szczury.
14:30Chodz臋 teraz do niego na cmentarz, ka偶d膮 drug膮 niedziel臋 miesi膮ca.
14:34Bardzo 艂adny gr贸b, z widokiem na rzek臋. Sam go wybiera, ale...
14:43Ale wr贸膰my do rzeczy. O艣mielam si臋 doradzi膰 panu akonityn臋.
14:47Jest to klucizna skuteczna i efektowna. Wystarczy dwadzie艣cia kropel.
14:55Akonityna m贸wisz?
14:56A wiesz, mo偶e by膰. Ja ju偶 my艣la艂em o tym nieraz.
15:08Jak ty si臋 w艂a艣ciwie nazywasz, co?
15:10Grauber, prosz臋 pana, ale mog臋 si臋 nazywa膰 zupe艂nie inaczej, jak pan sobie 偶yczy.
15:14Mo偶e by膰 co艣 z kwiat贸w, na przyk艂ad chiacent. Jak panu b臋dzie si臋 podoba艂o?
15:17Nie, nie, nie. Mo偶esz by膰 Grauber. Mo偶esz.
15:18Dzi臋kuj臋, panu.
15:21Grauber.
15:21S艂ucham pana.
15:23W przysz艂y pi膮tek.
15:24Tak jest, prosz臋 pana.
15:25Urz膮dzam takie ma艂e przyj臋cie dla czterech os贸b.
15:29Tak jest, tak jest.
15:30Nie wiem tylko, czy 偶eby by艂 zimny bufet, czy mo偶e poda膰 ciep艂膮 kolacj臋.
15:36B臋d膮 to zapewne go艣cie pierwszej klasy.
15:37No, rozumie si臋. M贸j wydawca i Donnell.
15:42Obaj z 偶onami.
15:44Donnell, inspektor policji.
15:47Tak. A co?
15:49Jest pana przyjacielem, to doskonale.
15:51Radzi艂bym na pocz膮tek co艣 cieplego, a potem pewnego rodzaju zimn膮 suit臋 gastronomiczn膮.
15:55Prosz臋 mi to zostawi膰.
15:56Nie zawiod臋 zaufania.
15:59Smakowa艂o panu.
16:01Owszem, owszem.
16:03Owszem, bardzo dobre.
16:04Przepraszam.
16:19Dzi臋kuj臋.
16:20Poma艂u pan si臋 nauczy.
16:21O, widz臋, 偶e pan zamierza pisa膰.
16:30Nie doradzam.
16:31Ma pan podkr膮偶one oczy.
16:34Pierwszy wiecz贸r zawsze jest wyczerpuj膮cy dla nowego pana, zw艂aszcza dla pocz膮tkuj膮cego.
16:38Dlatego te偶 o艣mieli艂em si臋 pos艂a膰 panu 艂贸偶ko.
16:41Za艣wiecimy ma艂e 艣wiate艂ko.
16:50Tak, prosz臋 jedn膮 nogawk臋.
16:52Prosz臋 drug膮 nogawk臋.
16:53A teraz robot opowie panu kilka usypiaj膮cych historijek.
17:01Pewnego razu bardzo dawno temu, kiedy nie by艂o jeszcze elektryczno艣ci, za g贸rami 偶y艂 sobie pewien gruby pan, kt贸ry mia艂 parowego robota.
17:16A parowy robot rano chodzi艂 do lasu po chrust i po grzybki.
17:23Pewnego razu w lesie zjawi艂 si臋 z艂y monter z obc臋gami.
17:28Stan膮艂 za drzewem i kiedy robot zbli偶y艂 si臋 do niego, powiedzia艂
17:32Sierota jestem, nie mam nikogo na 艣wiecie, tylko te par臋 obc臋g贸w.
17:41艢licznie.
17:42艢pi jak dziecko.
17:43I nawet oby艂o si臋 bez sznura.
17:46Sierota jestem, nie mam nikogo na 艣wiecie, ale nie mam nikogo na 艣wiecie.
17:47Sierota jestem, nie mam nikogo na 艣wiecie, ale nie mam nikogo na 艣wiecie.
18:07Raumer?
18:08S艂ucham pana.
18:10Raumer, daj mi pi膰.
18:12Czy to co zwykle?
18:13Tak.
18:13Tak.
18:16Dzwoni艂 cz艂owiek Higgins. Powiedzia艂, 偶e b臋dzie mia艂 w klubie odczyt o literaturoznawstwie wczesnej epoki wiktoria艅skiej. Powiedzia艂em, 偶e pan bardzo 偶aluje, ale w tym samym czasie b臋dzie mia艂 konferencj臋 z profesorem Czertlikiem.
18:30Dobrze. Grauwer? S艂ucham pana. Nie wiesz, gdzie si臋 podzia艂a moja gumowa mata z 艂azienki? Pozwoli艂em j膮 sobie zabra膰, prosz臋 pana.
18:51To zabra艂e艣 gumow膮 mat臋? Grauwer, stajesz si臋 niemo偶liwy. Prosz臋 pana, pociol臋 j膮 na kawolki i podklej艂em sobie podeszwy, 偶eby cicho艣膰.
19:00Dost膮pa膰, bo razi艂 pana m贸j 偶elazny ch艂贸d. Postaram si臋 o inn膮 mat臋.
19:05Raduj raz. Prosz臋 mnie pyta膰 o pozwolenie. Podaj mi zw艂aszcza.
19:08Tak jest, prosz臋 pana.
19:20Mam nadziej臋, 偶e wr贸ci pan w lepszej formie ni偶 wczoraj.
19:24Grauwer, na co sobie ty w艂a艣ciwie pozwalasz?
19:26O艣mieram si臋 zauwa偶y膰, 偶e tak zwane picie w kratk臋 jest bardzo szkodliwe. Ani nieboszczyk Brenner, ani profesor Czerwik nigdy nie pili d偶inu po rumie, ale nie tylko o to chodzi, bo to tak偶e jest w z艂ej formie.
19:37Przesta艅 mi m贸wi膰 o twoich nieboszczykach panach. Byli, umarli, nie ma ich klopka. Teraz ja jestem twoim panem i mnie masz s艂ucha膰. Obejdzie si臋 bez twoich rand贸w.
19:44Jak pan uwa偶a? Prosz臋 tylko uwa偶a膰 przy prowadzeniu samochodu. Jest dzisiaj dosy膰 g臋sta mg艂a.
19:48No, no.
20:18Halo? Chcia艂bym m贸wi膰 z profesorem Grenfusem.
20:31Tak jest.
20:33M贸wi doktor Limb.
20:35Szanowanie, panie profesorze.
20:39Ach, tak, oczywi艣cie. Pan mnie nie zna, bo wr贸ci艂em dopiero z Europy.
20:44Prosz臋 pana, w艂a艣nie chcia艂em si臋 zwr贸ci膰 do pana jako do kolegi.
20:50Tak, przeprowadza艂em do艣wiadczenia, ale pa艅sk膮 metod膮 oczywi艣cie i natrafi艂em na pewne trudno艣ci.
20:57Tak, chodzi o to, czy nie m贸g艂by mnie kolega powiedzie膰, w jakim sk艂adzie u偶ywa pan odczynnik贸w?
21:06Aha, dwuprocentowy. Tak. A jeszcze chwileczk臋. A co robi膰, 偶eby si臋 nie 艣ci臋艂o?
21:13Aha, rozumiem. Dzi臋kuj臋.
21:27Halo? Czy to firma farmaceutyczna Tropkins?
21:33M贸wi Klempner z ulicy R贸偶anej.
21:36Tak, tak. To, co zam贸wi艂em wczoraj, dostan臋 ju偶.
21:39Ale chodzi o nowe zam贸wienie.
21:42Potrzebuj臋 10 litr贸w roztworu fizjologicznego i 1 kilograma fosforu.
21:47Ale ten fosfor musi by膰 absolutnie czysty.
21:50Chemicznie czysty.
21:52Co? Dobrze.
21:54Prosz臋 mi to przys艂a膰 jutro rano. No mo偶liwie wcze艣nie.
21:58M贸j robot odbierze wszystko.
22:00Co? Tak jak poprzednio.
22:03Prosz臋 zapisa膰 to na m贸j rachunek.
22:27KONIEC!
22:33KONIEC!
22:34KONIEC!
22:35KONIEC!
22:36KONIEC!
22:36KONIEC!
22:37KONIEC!
22:38KONIEC!
22:39KONIEC!
22:40KONIEC!
22:41KONIEC!
22:42KONIEC!
22:43KONIEC!
22:44KONIEC!
22:45KONIEC!
22:46KONIEC!
22:47KONIEC!
22:48KONIEC!
22:49KONIEC!
22:50KONIEC!
22:51KONIEC!
22:52KONIEC!
22:53KONIEC!
22:54KONIEC!
22:55KONIEC!
22:56KONIEC!
22:57KONIEC!
22:58KONIEC!
22:59KONIEC!
23:00KONIEC!
23:01KONIEC!
23:02KONIEC!
23:03KONIEC!
23:04DZI臉KI ZA OBSERWACIE
23:34Panie doktorze, ten szkielet, kt贸ry zam贸wi艂em u pana, musi mie膰 metr sze艣膰dziesi膮t pi臋膰, a nie metr siedemdziesi膮t pi臋膰.
23:44Co? Tak. Poza tym taki sam. A wi臋c przy艣lep. Dobrze? Doskonale?
24:04DZI臉KI ZA OBSERWACIE
24:34Tych przenajs艂odszych pieszczot nigdy, przenigdy nie zapomn臋. Ani Twych ust gor膮cych, ni s艂贸w mi艂o艣ci膮tchn膮cych.
24:51Jak Pa艅stwo maj膮 zamiar sp臋dzi膰 wakacje w tym roku?
24:56Nie wiemy jeszcze. My艣leli艣my o ksi臋偶ycu.
24:58Ach, ksi臋偶yc. Ludzie zupe艂nie poszaleli na jego punkcie. Osobi艣cie nie ci膮gnie mnie tam ca艂kiem. Ten upa艂 za dnia.
25:07Tak, zw艂aszcza przy obecnych cenach powietrza. Czy Pani wie, ile zap艂aci艂 m贸j znajomy za kilo tlenu?
25:13I to ju偶 po sezonie? Pi臋膰dziesi膮t dolar贸w.
25:16O, zauwa偶y艂am, 偶e Pan ma nowego robota. Jak si臋 sprawuje?
25:20Gramer? Ha, dzi臋kuj臋. Nie藕le. Tak sobie zno艣nie.
25:24Dawno go Pan ma?
25:25Nie, niedawno.
25:26A, to jeszcze nic nie wiadomo. Na pocz膮tku ka偶dy si臋 stara, dopiero potem si臋 zaczyna.
25:32Co?
25:32No, to zawsze ze s艂u偶b膮 opuszczaj膮 si臋 w pracy. Zamiast 艣ciera膰 kurze, otwieraj膮 okna na o艣cie偶 i robi膮 dzikie przeci膮gi.
25:41Przeci膮gi?
25:43Tak, 偶eby wy mia艂o kurz. I przeci膮gi przecie偶 nie szkodz膮, a cz艂owiek potem dostaje automatyzmu.
25:49Oj, dawniej to byli prawdziwi s艂u偶膮cy. Babka mi o tym opowiadala. Mia艂a 偶yw膮 pokoj贸wk臋. Prosz臋 sobie wyobrazi膰.
25:59No, automaty maj膮 swoje dobre strony.
26:02Ciekawam jakie.
26:04Nie, no, moja kochana. Przecie偶 taki 偶ywy s艂u偶膮cy nieraz myszkowa艂 w 艣pi偶arni. 艢pija艂 wino, robi艂 plotki.
26:12Tak. Powiedzia艂by kto艣, 偶e艣 ty widzia艂 kiedy艣 偶ywego s艂u偶膮cego. A czy 偶ywy s艂u偶膮cy krad艂 w elektryczno艣膰, a rachunek Pana? Albo chodzi艂by w czasie burzy po dachu?
26:23Po dachu? A w jakim celu nie s艂ysza艂em o tym?
26:27Nie s艂ysza艂 Pan o tym? Naprawd臋? To s膮 tak zwani piorunatycy. Tak jak lunatyk贸w.
26:34Przeci膮ga ksi臋偶yc. Tak ich ci膮gnie do piorun贸w i b艂yskawi膰.
26:39Co nie s艂ysza艂? Nieprawdopodobnej nie ma na to rady? Bo m贸j graumer nie jest piorunatykiem. To bym to chyba zauwa偶y艂. Ale to jest chyba nieszkodliwe, prawda?
26:48O nie, prosz臋 Pana. Jak si臋 taki na艣ci膮ga, na艂yka tych piorun贸w, to potem wszystko przepala mu si臋 w g艂owie. To znaczy w tym m贸zgu elektronowym i powstaje kompletny pomylenie.
26:58Tak, tak. Moja znajoma. 呕ona re偶ysera Spinglera. Mia艂a w艂a艣nie takiego.
27:04Nie, no moja droga. Nie mo偶esz tego by膰 znowu偶 taka pe艂na. By艂 po prostu stary, rozstrojony. Kupili go z czwartej r臋ki.
27:11No wi臋c dobrze, dobrze. Mo偶e nie by艂 piorunatykiem. Ale w ka偶dym b膮d藕 razie nie wiedzia艂 sam, co robi.
27:17Kilka razy nakarmi艂 kota z艂otymi rybkami. A w zupie by艂y kulki.
27:23Jakie kulki?
27:25Stalowe. Z艂o偶ysk, bo si臋 wprost rozlatywa艂. M贸wi艂am jej, 偶eby odda艂a go do generalnego remontu, ale ona nie, bo jej m膮偶 by艂 do niego bardzo przywi膮zany.
27:33A, wyjechali nad morzem. A kiedy wr贸cili, to nie poznali swojego mieszkania. Wypastowa艂 艣ciany i okna, a brudn膮 bielizn臋 ca艂kiem rozgotowa艂.
27:46Rozla艂 do s艂oik贸w i m贸wi艂, 偶e to na zim臋. To jest zaraz, a rachunek elektryczny zd臋bia艂a jak go zobaczy艂a.
27:54To jeszcze nic. Czy pani wie, co zrobi艂 robot mojej znajomej? Wzi膮艂 sta艂e ubranie jej m臋偶a, ponaszywa艂 na nim lat i chodzi艂 偶ebr臋.
28:03A na czy偶 mu by艂y pieni膮dze?
28:06A, wstyd powiedzie膰. Naprzeciwko u doktora Smithsona by艂a nowa robocica. Taka niedu偶a, niebieska, oksydowana.
28:15Wyda艂 wszystko na ni膮. Pisywali nawet do siebie. 呕ona doktora pokazywa艂a mi te listy. Nazywa艂 ni膮 Mary.
28:22Przepraszam, nie potrafi臋 nawet powt贸rzy膰.
28:27Nie rozumiem w艂a艣ciwie, co pani widz膮 w tym z艂e. Przecie偶 taki robot, taki elektryczny m贸zg jest bardzo wra偶liwy.
28:34Po偶膮da ciepla, uczu膰, a to nic tylko ca艂y dzie艅, a to zamie膰, a to wymie膰, a to nie wpuszczaj, a to wylicz.
28:40Widz臋, 偶e maj膮 w panu 艣wietnego obro艅c臋.
28:42Musi pani wiedzie膰, 偶e m贸j m膮偶 jest cz艂onkiem miejscowego ko艂a ligi do walki o elektryczne r贸wnouprawnienie.
28:49Tak, tak.
28:52Ale przecie偶 sami艣my ich powo艂ali do 偶ycia. To sobie do istnienia chcia艂em powiedzie膰.
28:58A je偶eli nawet maj膮 jakie艣 b艂臋dy, to to jest nasza wina.
29:01Naszych in偶ynier贸w. Trzeba je lepiej obmy艣la膰, doskonali膰, konstruowa膰, a nie oskar偶a膰.
29:07Ale偶, prosz臋 pana, w ko艅cu nikt im nie robi nic z艂ego. A odk膮d maj膮 ten sw贸j zwi膮zek?
29:12Zwi膮zek?
29:13Nie mo偶na nawet robota zamkn膮膰 do piwnicy, kiedy ona robi szk贸d, bo zaraz podnosi si臋 krzyk, 偶e to zn臋canie si臋, 偶e okrucie艅stwo.
29:20John, jak si臋 nazywa ten zwi膮zek?
29:22Zwi膮zek Elektrycznej S艂u偶by Domowej.
29:24No prosz臋.
29:25A w og贸le, prosz臋 pa艅stwa, m贸j m膮偶 m贸g艂by niejedno powiedzie膰 na ten temat.
29:29I to wcale nie takie niewinne plotyczki.
29:31Czy pa艅stwo wiedz膮, 偶e istniej膮 przypadki w艂膮czenia si臋 m贸zg贸w elektronowych w szajki?
29:37Co?
29:38Zwi膮zane ze 艣wiatem przest臋pczym?
29:40No, ale to chyba by艂o dawno, teraz ju偶 takie rzeczy si臋 nie zdarzaj膮, prawda inspektorze?
29:44Tak, tak, to by艂o dawniej.
29:46Wzi臋艂o si臋 to st膮d, 偶e w艂a艣ciciel nie odpowiada艂 wtedy za sprzeczne z prawem czyny swego robota.
29:52No jest taki gangster, sprawia艂 sobie robota, wchodzi艂 z nim w cich膮 zmow臋.
29:57Robot dokonywa艂 rabunk贸w i w艂ama艅, a w艂a艣ciciel uchodzi艂 bezskarnie twierdz膮c przed s膮dem, 偶e nic o tym nie wiedzia艂.
30:04No, a jak jest teraz? Czy robot mo偶e stawa膰 przed s膮dem?
30:07No, mo偶e, ale zawsze znajdzie si臋 jaki艣 kruczek. Przest臋pcy mi tak 艂atwo daj膮 za wygran膮, a ja mia艂em podobn膮 spraw臋.
30:14Niejaki Globkin mia艂 robota, wi臋c przebiera艂 go za cz艂owieka i wysyla艂 do kin na nocne seanse, 偶eby okrada艂 samotnej kobiety.
30:22No, prosz臋.
30:23Przylapano go na gor膮cym uczynku i zgadnijcie pa艅stwo, co wtedy zrobi艂.
30:27No.
30:28Sam siebie rozebra艂.
30:30Rozebra艂 si臋 na drobne kawa艂ki.
30:33Zosta艂 tylko stos lamp, cewek i drut贸w.
30:36Na stosu radiowych cz臋艣ci nie mo偶na postawi膰 w stan oskar偶enia.
30:40My艣l臋, 偶e si臋 w ten spos贸b wymiga.
30:42I co? I co, uda艂o mu si臋?
30:44No, to nie takie proste.
30:46S膮d zarz膮dzi艂 z艂o偶enie tego robota przez elektromontera s膮dowego w trybie przymusowym.
30:52Ale poniewa偶 by艂 rozebrany na kawa艂ki, wi臋c utraci艂 pami臋膰 czynu.
30:55Tak przynajmniej twierdzi艂a obrona.
30:57A ciekawe jestem, jak si臋 tu sko艅czy艂o?
30:59Wcale si臋 nie sko艅czy艂o, sprawa jest w wy偶szej instancji.
31:02O.
31:03Tak.
31:04No, ale przypuszczam, 偶e ten robot wykr臋ci si臋 siad臋.
31:06No, raczej drutem.
31:07A pan raczej, raczej drutem.
31:10Kiedy pa艅stwu to opowiada艂em, przypomnia艂a mi si臋 inna historia.
31:13O wiele ciekawsza, tylko nie wiem, czy mam prawo j膮 pa艅stwu powiedzie膰, bo 艣ledztwo nie jest jeszcze zamkni臋te.
31:20Panie inspektorze, ma pan do czynienia z lud藕mi dyskretnymi?
31:23Nie.
31:24Nie wiem, jak Klemk teraz podobnie zobowi膮zuje si臋 milcze膰.
31:27No powiedz.
31:28Dobrze, Marisa, ryzykuj臋.
31:29Tylko nie b臋d臋 wymienia艂 偶adnych nazw.
31:31Ot贸偶 od d艂u偶szego czasu jeste艣my na tropie pewnego bardzo niebezpiecznego robota.
31:38Zosta艂 on zbudowany jako model eksperymentalny.
31:41Nie by艂 przeznaczony na sprzeda偶.
31:43In偶yniorowie Forda, d膮偶膮c do idea艂u, chcieli stworzy膰 doskona艂ego robota.
31:48Mia艂 by膰 wszechstronny, rozumny, genialny wprost.
31:52No i uda艂o im si臋 to tak dalece, 偶e kiedy go z艂o偶yli noc膮,
31:56noc膮, kiedy w laboratorium nikogo nie by艂o,
31:58wsta艂, upora艂 si臋 ze wszystkimi zamkami,
32:01zbieg艂 z fabryki i grasuje teraz w kraju.
32:03Ach Bo偶e, jak pan mnie przerazi艂.
32:06A co on teraz robi?
32:08Czy jest on mo偶e jaki艣 nienormalny?
32:10O, w pewnym sensie, tak.
32:12Op臋tany jest ide膮 fix.
32:13Chce stworzy膰 doskona艂ego cz艂owieka.
32:17Wymy艣li艂 sobie ca艂膮 teori臋 nawet.
32:19Ludzie chc膮 stworzy膰 doskona艂ego robota,
32:22a ten robot pragnie stworzy膰 doskona艂ego cz艂owieka.
32:25Co艣 podobnego.
32:27To 偶e robot ma by膰 powylony?
32:28Przecie偶 to ca艂kiem zdrowe my艣li.
32:30Tak, pan s膮dzi艂.
32:32Tropili艣my go bardzo d艂ugo, bo doskonale zatrza艂 za sob膮 wszelkie 艣lady,
32:36ale pewnego dnia zadzwoni艂 do nas jego w艂a艣ciciel,
32:39pewien znany cz艂owiek, u kt贸rego s艂u偶y艂.
32:41Panie, s艂oni cz艂owiek Higins, prosi pana do telefonu.
32:45Uuu, bardzo 偶o艂uj臋, przepraszam.
32:47Wi臋c urz膮dzi艂 sobie w domu swego pana skryt膮 pracowni臋.
32:50Ju偶 by艂 bliski celu, kiedy nagle zosta艂 niespodziewanie zaskoczony.
32:54No niestety szczeg贸艂贸w nie mog臋 pa艅stwu poda膰 ze wzgl臋du na dobro 艣ledztwa.
32:59呕eby da膰 wam wyobra偶enie o sprycie tego robota,
33:02powiem wam w jaki spos贸b zbieg艂.
33:05Ot贸偶 zadzwoni艂 do biura wynajmu i przewozowego,
33:09zam贸wi艂 sobie wielk膮 skrzyni臋,
33:11kaza艂 nades艂a膰 na adres swego pana
33:13i wyekspediowa艂 si臋 w niewiadomym kierunku.
33:16To sam si臋 wys艂a艂, a po co?
33:18Tego mo偶emy si臋 tylko domy艣la膰.
33:20Przepuszczam, 偶e skrzynia przyjdzie na adres,
33:22kt贸ry sobie z g贸ry upatrzy艂.
33:24Jak to ja adresat go przyjmie?
33:26No oczywi艣cie, przynadawca jest sfingowany.
33:28Nie panie sobie wyobra藕ni,
33:30pewnego dnia przychodzi przesy艂k膮 polecon膮 robot.
33:33Odbiorca, kt贸rego nie zamawia艂,
33:35dzwoni do biura wynajmu i m贸wi, 偶e nie b臋dzie p艂aci艂.
33:38Tam odpowiadaj膮, 偶e nic o tym nie wiedz膮.
33:40Wobec tego go艣膰 widz膮c, 偶e dosta艂 robota w prezencie,
33:43za darmo siedzi cicho,
33:45przecie偶 robot kosztuje 艂adnych rok贸w.
33:47Dlaczego nie og艂osicie tego w prasie?
33:49To by nic nie da艂o.
33:50On jest chytry.
33:51On wysy艂a艂, obmy艣li艂 now膮 metod臋 ucieczki.
33:53Wolemy dzia艂a膰 po cichu.
33:55Nied艂ugo b臋dziemy mieli pod kluczem.
33:57Wiecie Pa艅stwo, 偶e te telefony to co艣 strasznego.
33:59Przerwano mi rozmow臋 bez jednego s艂owa.
34:01Pan si臋 zupe艂nie, 偶e wkr贸tce b臋dzie przemkni臋ty, tak jak inny, kt贸ry dokona艂 ogromnych nadu偶y膰 na poludniu.
34:09To by艂 geniusz elektryczny finans贸w.
34:11Wyobra藕cie sobie, otworzy艂 sobie pod fikcyjnym nazwiskiem konto w banku.
34:15Obmy艣laj, oblicza艂 prawdopodobie艅stwo wygranych na wy艣cigach.
34:19Gra艂.
34:21Rozumie si臋, wygrywa艂.
34:23A pieni膮dze przelewa艂 na swoje konto w banku.
34:25A ostatecznie na wy艣cigach ka偶demu wolno gra膰.
34:27Jako艣 to jest szalenie interesuj膮ce.
34:29S艂uchaliby艣my Pana przez ca艂膮 noc.
34:31No ale ju偶 jest tak p贸藕no, 偶e musimy i艣膰.
34:35Ryszardzie.
34:37Nie, no zosta艅cie jeszcze Pa艅stwo.
34:39Ale nie, no niestety nie mo偶emy.
34:41Dzieci zosta艂y w domu same z robotem.
34:45Do widzenia.
34:47Bardzo mi艂o.
34:49Manuskryp przyniesie mi Pan pojutrze.
34:51Tak jak obieca艂em, tak jak obieca艂em.
34:53Do widzenia.
34:55I o nast臋pnej ksi膮偶ce.
34:57Nic innego nie my艣l臋.
34:59Nie robi臋, tylko my艣l臋.
35:01Do widzenia.
35:03Do widzenia.
35:05Do widzenia.
35:25Do widzenia.
35:26Ten plays.
35:27Do widzenia.
35:29Muzyka
35:59Muzyka
36:28Muzyka
36:30Muzyka
36:34Muzyka
36:36Muzyka
36:38Muzyka
36:48Muzyka
36:58Muzyka
37:00Muzyka
37:02Muzyka
37:04Muzyka
37:06Muzyka
37:08Muzyka
37:10Muzyka
37:12Muzyka
37:14Muzyka
37:16Muzyka
37:18Muzyka
37:20Muzyka
37:22Muzyka
37:24Muzyka
37:26Muzyka
37:28Muzyka
37:30Muzyka
37:32Muzyka
37:34Muzyka
37:36Muzyka
37:40Muzyka
37:42Muzyka
37:44Muzyka
37:46Muzyka
37:48Muzyka
37:50Muzyka
37:52Muzyka
37:56Muzyka
37:58Muzyka
38:00Muzyka
38:02Muzyka
38:06Muzyka
38:14Muzyka
38:16Muzyka
39:18Muzyka
39:20Muzyka
39:22Muzyka
39:24Muzyka
39:26Muzyka
39:28Muzyka
39:30Muzyka
39:32Muzyka
39:34Muzyka
39:36Muzyka
39:38Muzyka
39:40Muzyka
39:42Muzyka
39:44Muzyka
39:46Muzyka
39:48Muzyka
39:50Muzyka
39:52Muzyka
39:54Muzyka
39:56Muzyka
39:58Muzyka
40:00Muzyka
40:02Muzyka
40:04Muzyka
40:06Muzyka
40:08Muzyka
40:10Muzyka
40:12Muzyka
40:14Muzyka
40:16Muzyka
40:20Muzyka
40:22Muzyka
40:24Muzyka
40:26Muzyka
40:30Muzyka
40:32Muzyka
40:34Muzyka
40:36Muzyka
40:40Muzyka
40:42Muzyka
40:44Muzyka
40:46Muzyka
40:48Muzyka
40:50Muzyka
40:52Muzyka
40:54Muzyka
40:56Muzyka
40:58Muzyka
41:00Muzyka
41:02Muzyka
41:04Muzyka
41:06Muzyka
41:08Muzyka
41:40Muzyka
41:42Muzyka
41:44Muzyka
41:46Muzyka
41:48Muzyka
41:50Muzyka
41:52Muzyka
41:54Muzyka
41:56Muzyka
41:58Muzyka
42:00Muzyka
42:02Muzyka
42:04Muzyka
42:06Muzyka
42:08Muzyka
42:10Muzyka
42:12Muzyka
42:14Muzyka
42:16Muzyka
42:18Muzyka
42:22Muzyka
42:24Muzyka
42:26Muzyka
42:28Muzyka
42:30Muzyka
42:32Muzyka
42:34Muzyka
42:36Muzyka
42:38Muzyka
42:40Muzyka
42:42Muzyka
42:44Muzyka
42:46Muzyka
42:48Muzyka
42:50Muzyka
42:52drzwiami. Jest sypialnia,
42:55tu jest jadalnia,
42:56tam jest 艂azienka i piwnica.
42:59Ale piwnic臋 Pan ju偶 zna.
43:01To tam na dole,
43:03gdzie te naczynia
43:04i rurki. Tak jest, prosz臋 Pana,
43:06ale prosz臋 o tym zapomnie膰. Czy Pan by co艣 zjad艂?
43:09Nie.
43:11Tak,
43:12naczczo niedobrze. Zrobi臋 Panu ma艂y
43:14koktejl.
43:22Grauner.
43:42Grauner.
43:43Tak jest, prosz臋 Pana, tak si臋 nazywam.
43:44Czy Pan sobie 偶yczy czego艣?
43:47Jako艣 nie.
43:49Nic nie przychodzi
43:50mi do g艂owy.
43:55Grauner.
43:57Bardzo 艂adnie
43:59brzmi.
44:02Grauner.
44:04Jeste艣
44:05mi艂y.
44:07Podobasz mi si臋.
44:09Mam nadziej臋, 偶e b臋dzie nam
44:11ze sob膮 dobrze. Do艂o偶y艂em wielu stara艅.
44:14Wiesz co,
44:15Grauner? S艂ucham Pana.
44:17Wsta艂bym.
44:20Co to jest?
44:24Maszyna do pisania.
44:26Jaka pi臋kna.
44:30Klempner wraca.
44:31M贸wi艂, 偶e b臋dzie dopiero na obiad.
44:32Prosz臋 t臋dy.
44:33T臋dy, prosz臋.
44:34Tu si臋 prosz臋 ulokowa膰.
44:36Tu chodz臋 uczestrze膰.
44:38I prosz臋 czeka膰, a偶 powiem.
44:40A to ci dzie艅.
44:45Oj, z g艂owa mnie boli.
44:48A Gordona nie by艂o, musia艂 akurat wjech膰.
44:51Okropnie upie mnie w schroniach.
44:53Co ty tam robisz?
45:15Przyrz膮dzam Panu lekki nap贸j.
45:19Czy nikt nie dzwoni艂?
45:20Nie, prosz臋 Pana.
45:21Nikogo nie by艂o?
45:22Nie, prosz臋 Pana.
45:26Nie, nie chce mi si臋 pi膰.
45:28Raczej zjad艂em co艣.
45:29Radz臋 najpierw wypi膰.
45:30Kiedy g艂owa mnie boli.
45:32Prosz臋 wypi膰, to przejdzie.
45:35A je偶eli jeste艣 tego pewien...
45:37Ale, wi臋c...
45:39Oj...
45:44Halo?
45:46No tak, jestem przy telefonie.
45:49Gordone, dzie艅 dobry.
45:50Aha, dzie艅 dobry.
45:51Prawd臋 m贸wi膮c, nie spodziewa艂em si臋, 偶e Pana zostan臋.
45:54Mia艂 Pan by膰 u Gordona.
45:55By艂em u niego, ale go nie zasta艂em.
45:57O co chodzi, inspektor?
45:58S艂ucham.
45:58Dzie艅, jakiego. Kwestia ratyny.
46:00Czy m贸g艂bym Pan powiedzie膰, jaki numer ma Pa艅ski robot?
46:04Numer? Numer? Co za numer? Jaki numer?
46:06Pa艅ski robot?
46:07Numer?
46:08Wzyny numer produkcji.
46:10A...
46:11Ten robot go ma.
46:12Tak?
46:12Znaczony na karku.
46:13M贸j... M贸j... Nie, a co? A czego Pan tam interesuje? Czego?
46:17Klemner, w 艣cis艂ym zaufaniu sprawdzamy numery wszystkich robot贸w.
46:22Aha.
46:22Znaczony, 偶e on jest w mie艣cie.
46:25O kim Pan m贸wi?
46:26Jak to? No o tym robocie, o kt贸rym opowiada艂em wtedy u Pana. Nie pami臋ta Pan?
46:31Nie, nie. A jaki numer ma ten robot?
46:33Ustalili艣my to dopiero dzisiaj.
46:35Czterdzie艣ci siedem jedena艣cie.
46:38Tak, a poszukujecie go? Zrobi艂 co艣 z tego mo偶e?
46:41Jeszcze nie, ale mo偶e zrobi膰.
46:44Uuu, no dobrze, niech Pan poczeka.
46:46Prze aparacie zaraz sprawdz臋.
46:48Dobrze, dobrze, inspektorze.
46:50Glamer.
46:52Glamer.
46:53Chod藕 na tu.
46:55Chod藕 na tu.
46:55To ty?
47:05To ja, prosz臋 Pana.
47:06Halo, inspektorze?
47:20Tak.
47:21M贸j robot ma numer...
47:24...126.
47:30126.
47:32W porz膮dku, w porz膮dku, Klemer.
47:34Przepraszam Pana bardzo.
47:35Ja wiedzia艂em, 偶e to niemo偶liwe, ale Pan rozumie, jak to jest na naszym fachu.
47:38Rozumiem, rozumiem.
47:39A, nie ma o czym m贸wi膰, inspektorze.
47:43Do zobaczenia, do zobaczenia, do widzenia.
47:48No co ty znowu wyprawiasz, Kramer?
47:51Tam by艂 w艂os, prosz臋 Pana.
47:52Aha.
47:55Prosz臋 Pana.
47:57Musz臋 Panu wyzna膰, 偶e nie mia艂em Pana za dobrego Pana.
48:00Ale teraz?
48:02No dobrze, dobrze.
48:02Nie ma o czym m贸wi膰.
48:03Nie b臋d臋 si臋 nawet pyta艂, co tam przeskrobale膰.
48:06Ale w zamian pami臋taj, masz mniej m贸wi膰, a bardziej si臋 stara膰.
48:10Tak jest, prosz臋 Pana.
48:10B臋d臋 si臋 stara艂, ale musz臋 Panu co艣 wyzna膰.
48:12No to m贸w tylko szybko.
48:14Prosz臋 Pana, jestem robotem.
48:15Zwyk艂ym robotem i niczym wi臋cej.
48:17Ale zawsze d膮偶y艂em do doskonalo艣ci.
48:20Wydawa艂o mi si臋, 偶e Pan nie jest dobrym Panem.
48:22I dlatego pozwoli艂em sobie zrobi膰 innego Pana.
48:26Takiego, o jakim marzy艂em.
48:27Idealnego.
48:28Przesta艅, Kramer.
48:29Przesta艅.
48:30Twoje marzenia nic mnie nie obchodz膮.
48:32To nie ma sensu.
48:34Zaczynam by膰 g艂odny.
48:35Co jest na obiad?
48:36Ale to ju偶 nie s膮, prosz臋 Pana, tylko marzenia.
48:38Ten Pan, ten idealny w艂a艣nie ju偶 jest.
48:41Kiedy Pan wyszed艂 do Gornodona, wyka艅cza艂em go, prosz臋 Pana.
48:44I teraz nie ma innej rady.
48:45B臋d臋 musia艂 mie膰 dw贸ch Pan贸w.
48:47No, dom jest du偶y.
48:49Miejsca w nim sporo.
48:50My艣l臋 wi臋c...
48:51Przesta艅 my艣le膰.
48:52Kramer, przesta艅 my艣le膰.
48:55A raczej podaj obiad.
48:56Na pewno poci膮gn膮艂e艣 sobie uczciwie z kontaktu,
48:59a ty nie my艣lisz, 偶e ja o tym nie wiem.
49:01No po prostu dwoj ci si臋 w oczach.
49:04Ale偶 zapewniam Pana.
49:05No dosy膰, dosy膰, dosy膰, dosy膰.
49:07Daj mi je艣膰.
49:08Obieca艂e艣, 偶e si臋 b臋dziesz stara艂.
49:10To prawda, prosz臋 Pana.
49:11No wi臋c nakryj do sto艂u.
49:12Ju偶 nakryto.
49:13No to co innego.
49:22A...
49:23A przepraszam.
49:26Ja...
49:28Zreszt膮 ja nie wiedzia艂em.
49:30Graumer mi nic nie m贸wi艂.
49:33Graumer!
49:35S艂ucham Pana.
49:37Podaj drugie nakrycie.
49:39S艂ucham Pana.
49:43Hello.
49:45Hello.
49:49艁adny dzie艅 mamy dzisiaj, to jest?
49:51Dzie艅?
49:53A otrzem.
49:56Czy Pan lubi maszyny?
49:59Bo ja bardzo.
50:01Jak przechodz臋 ko艂o czego艣 偶elaznego,
50:03to zaraz bym pog艂aska艂.
50:05Tak膮 mam ochot臋.
50:07Tak.
50:07Tak.
50:08Przyjemnie jest pomy艣le膰,
50:10偶e jest tyle r贸偶nych rodzaj贸w maszyn.
50:13Po艅czosznicze,
50:15trykotarskie,
50:16do liczenia.
50:17W pewnym sensie roboty
50:19te偶 s膮 maszynami.
50:21Ale to co艣 innego.
50:23Kwiaty maszyn,
50:24偶eby si臋 tak wyrazi膰.
50:26Co prosz臋?
50:28Kwiaty maszyn.
50:32A wie Pan, 偶e...
50:33偶e nawet nie pomy艣la艂em o tym.
50:35To ca艂kiem proste, nie?
50:36Mam nadziej臋, 偶e zupa manu smakuje, prawda?
50:41Nie z艂a, prawda?
50:42Przypuszczam, 偶e ugotowa艂 j膮 m贸j robot.
50:45Pa艅ski robot?
50:46Tak.
50:47Ten, co nas obs艂uguje.
50:48Nazywa si臋 Graumer.
50:50Ale Pan, zdaje si臋, m贸wi艂 mu przedtem po imieniu.
50:53Pan go zna?
50:54Znam, bo to jest m贸j robot.
50:56Pana te偶?
50:57Pozwoli Pan jeszcze doda膰 zupy?
51:01Nie wiem, dzi臋kuj臋.
51:02A czy Pan mo偶e pozwoli doda膰 zupy?
51:03Nie potrafi臋 Ci臋 odm贸wi膰, Graumer.
51:06Zalaz, zalaz, zalaz, zalaz, zalaz.
51:08Przed chwil膮 powiedzia艂 Pan co艣,
51:10co mnie zastanowi艂o,
51:12偶e Graumer to jest Pa艅ski robot.
51:13Czy s艂u偶y艂 kiedy艣 u Pana?
51:15Kiedy艣 nie.
51:17Prawd臋 m贸wi膮c, nie bardzo wiem,
51:19co znaczy kiedy艣.
51:21Aha, Pan m贸wi艂 o Graumerze.
51:24Przyj膮艂em go, by tak rzec,
51:25z ca艂ym bogactwem inwentarza.
51:28Z czym prosz臋?
51:29No, ze wszystkim.
51:35Panie, Pan ma na sobie moje ubranie.
51:38I moja koszula, i m贸j krawat.
51:43No i moje buty.
51:44Nie rozumiem.
51:46To baszczylno艣膰.
51:48Prosz臋, da mi to wszystko zdj膮膰.
51:49Co mam, Dio艅?
51:50No wszystko, przecie偶 to moje.
51:52Pana 偶膮danie jest,
51:53偶eby to 艂agodnie okre艣li膰,
51:55co najmniej dziwne.
51:57Mam si臋 ca艂kiem rozebra膰.
51:59Przecie偶 nie mog臋 zosta膰 nago.
52:01A co mnie to obchodzi, prosz臋 Pana?
52:02Prosz臋 ubra膰 to, w czym Pan przyszed艂.
52:04Przyszed艂em w艂a艣nie w tym ubraniu.
52:05Ale co mi Pan tu g艂ow臋 zawraca?
52:08Prosz臋 to wszystko zdj膮膰.
52:11To jest, Pan jest bezszcz臋dnym intruzem
52:12i to prze艂apanem na gor膮cym uczynku.
52:14Prosz臋 nie krzycze膰.
52:15Traktuj臋 Pana jako go艣cia,
52:17ale wszystko ma swoje danie.
52:19Ja jestem go艣ciem?
52:22A czyim mo偶na wiedzie膰?
52:24Moim.
52:26Ga艂mem!
52:27S艂ucham Pana.
52:28Powiedz mi, kto to jest i sk膮d si臋 tu wzi膮艂.
52:31Ju偶 Panu m贸wi艂em.
52:33Jak to to?
52:34Jak to to?
52:36Jak to to ty?
52:39To ty go...
52:40Tak jest, prosz臋 Pana.
52:42Tak jest, prosz臋 Pana.
52:43Teraz rozumiem.
52:45To ten fosfor, ta siarka, to na to...
52:48Tak jest, prosz臋 Pana.
52:49O co chodzi?
52:51Mam nadziej臋, 偶e zrezygnowa艂 Pan z tych nierozumnych 偶膮da艅.
52:55Co do mnie, got贸w jestem o nich zapomnie膰.
52:58Graumer!
52:58S艂ucham Pana.
52:59Podaj臋 drugie danie.
53:01Na deser przejdziemy do gabinetu.
53:03Przypominam sobie, 偶e tu jest gabinet.
53:05Z maszyn膮 do liczenia.
53:07S艂ucham, zgadza si臋.
53:09Tylko, 偶e to jest m贸j gabinet.
53:11Moja maszyna.
53:13I m贸j to!
53:14O!
53:14Tak!
53:16A je艣li Pan nie wierzy, to prosz臋 spyta膰 Graumera.
53:18To on wszystko narobi艂.
53:19Co narobi艂?
53:21Pana!
53:22Nie rozumiem.
53:24Zdaje si臋, 偶e usi艂uje mnie Pan zastraszy膰.
53:27Prawd臋 m贸wi膮c, zachowuje si臋 Pan dziwnie.
53:30Ja si臋 zachowuj臋, 艣wi臋ty Bo偶e.
53:33Co tu Pan sterczy z tego r臋kawa?
53:37A rzeczywi艣cie...
53:38O, serdecznie przepraszam.
53:39Po stopie膰 przepraszam, to moja wina.
53:42Nie mia艂em niczego innego pod r臋k膮,
53:44wi臋c musia艂em pod艂o偶y膰 pod Pana papier.
53:46Nie chcia艂em, 偶eby Pan mi si臋 odgni贸s艂.
53:50No, teraz ju偶 Pan rozumie?
53:51Nie.
53:53To on Pana zrobi艂!
53:58Graumer?
53:58Tak.
54:00Mnie?
54:01Tak jest, prosz臋 Pana.
54:02Mia艂em jak najlepsze zamiary.
54:04Prosz臋 mi wierzy膰.
54:06To rzeczywi艣cie g艂upia sytuacja.
54:09Ale ja nie mam zamiaru ponosi膰 konsekwencji
54:11wyblik贸w jakiego艣 pomylonego robota.
54:13Prosz臋 opu艣ci膰 m贸j dom.
54:15Ale przed tym zdejmuje Pan wszystkie moje rzeczy.
54:17Pan mnie wyrzuca?
54:18Nago?
54:19No, poszukam tam jakich艣...
54:23starych portek...
54:24Nie.
54:25Jak to nie?
54:27No co to znaczy nie?
54:28Robi臋 Panu 艂ask臋 wyprawiaj膮c go w ten spos贸b?
54:30Nigdzie st膮d nie p贸jd臋.
54:33Bandyta.
54:36Wezw臋 policj臋!
54:37Prosz臋 bardzo.
54:38Czyim robotem jest Graumer?
54:39Moim i co z tego?
54:40To z tego, 偶e odpowiada Pan za swego robota.
54:43Je偶eli rzeczywi艣cie mnie zrobi艂,
54:45musi mnie Pan utrzymywa膰.
54:47W przeciwnym razie...
54:48No, no, no, no, no, no, no, no...
54:49Ja wezw臋 policj臋.
54:51Bandyta!
54:52Ciskanie obelk do niczego nie prowadzi.
54:54No wi臋c dobrze, dobrze.
54:56Zabieraj sobie tego blaszanego ba艂wana i w膮t,
54:58偶ebym Was tu na oczy nie widzia艂.
54:59Mam zabra膰 Graumera.
55:00Tak i to zaraz, bo si臋 mog臋 rozmy艣li膰.
55:02Ani mi si臋 艣ni.
55:04Graumera!
55:05Mo偶e Pan sobie zatrzyma膰.
55:07No przecie偶 m贸wi艂e艣 draniu,
55:09偶e kochasz roboty.
55:11Kocham, ale nie do tego stopnia,
55:13偶eby robi膰 komu艣 prezenty.
55:15Jakie prezenty, sza艂tarzysto?
55:17Przecie偶 to wszystko moje.
55:19Nie mog臋 zrezygnowa膰 z domu.
55:22Bandyta!
55:23Powiedzmy mi z po艂owy domu.
55:24Pr臋dzej zgnoj臋 Ci臋 w wi臋zieniu.
55:26Albo ja Ciebie.
55:28Zabieraj sobie t臋 blaszan膮 po krak臋 i w膮t.
55:30Ty sam wol.
55:31Chcesz doszta膰 po mordzie?
55:32Uwa偶aj, 偶eby艣 sam mnie oderwa艂.
55:34Przecie偶 to jest m贸j dom, sza艂tarzysto.
55:35Uwa偶aj, 偶eby艣 sam mnie oderwa艂 po mordzie.
55:37To jest wszystko moje.
55:40Co艣 nie s艂ucham.
55:41Halo, czy firma Humbrey
55:44prosz臋 natychmiast przys艂a膰 opakowanie
55:46w celu wysy艂ki robota naru偶an膮 46?
55:49Cze艣膰!
56:19Muzyka
56:49Muzyka
Comments