#dailymotion #youtube #facebook #twitter #twitch #motiongraphics #deezer #tv #dlive #instagram #stream #motion #twitchstreamer #fightingmentalillness #twitchclips #twitchretweet #twitchaffiliate #twitchshare #ant #scribaland #tiktok #grecja #spotify #gelio #gry #vimeo #google #motionmate #youtuber #greekquotes
Category
🎥
Short filmTranscript
00:00:13KONIEC
00:00:44KONIEC
00:01:01KONIEC
00:01:03KONIEC
00:01:07KONIEC
00:01:10Niewątpliwie nigdy nie będziemy mogli całkowicie rozwiązać zagadki życia.
00:01:18Wierdzę jednak, że przyjdzie chwila, kiedy lekarz będzie panował nad śmiercią, przywracając życie choremu nawet po ustaniu wszystkich funkcji organicznych.
00:01:36Oczywiście o ile to nastąpiło nie na skutek ich powolnego zamarcia, lecz zostało przerwane w sposób gwałtony.
00:01:45Przytoczyłem tu kolegom kilka wypadków klinicznych potwierdzających moją tezę.
00:01:55To są żonki!
00:01:57Chimery!
00:01:58Fantazja!
00:01:59A czyż nie nazywano również fantastami wielu naszych poprzedników, których pamięć dziś czci, na przykład Pastera lub Kocha?
00:02:12Słusznie!
00:02:13Brawo!
00:02:13Wszystkim nam powinno chodzić o jedno.
00:02:18O zwalczanie śmierci.
00:02:21Oto jest wielkie i szczytne powolanie lekarza.
00:02:24A w spełnianiu tej misji lekarz nie powinien znać granic poświęcenia.
00:02:35Opiniusz to obłęd!
00:02:38Kto wie, czy to nie są skutki tego wypadku?
00:03:11Kto wie pan?
00:03:12Przepraszam bardzo, ja mam jeszcze wizyt na mieście, więc...
00:03:16A pan profesor zapracany.
00:03:18Co robić? Obowiązki, drogi panie, obowiązki.
00:03:23Dobrze płatny obowiązek.
00:03:25Bierze bająńskie honoraria.
00:03:30Niech pan wytchnie tylko...
00:03:32No to...
00:03:35Jeszcze, jeszcze...
00:03:58Niech panu, niech panu, niech panu, niech panu...
00:04:06Lepiej mu za to kurę kupcie, o, bo się musi odżywiać, no.
00:04:10A jak tam sąsiad? Znalazł pracę?
00:04:12Jeszcze nie, od trzech dni nie wstaję.
00:04:14A jak widać wszystko, to ja pójdę do nim, no.
00:04:16Chodźcie, zdrowie, pójdźcie.
00:04:34Dzień dobry, kochany mój panu, dobry.
00:04:36No, jakże, aż tam co?
00:04:39Słyszałem, że kiepsko pracy miną.
00:04:41Nie ma pracy.
00:04:42A i to nie, dobrze.
00:04:45Powiedz mi pan.
00:04:46A kiedy pan jadł ostatni raz?
00:04:49Eee, co?
00:04:50Jeść, to jem.
00:04:51A co pan jadł?
00:04:52Jadł.
00:04:53Eee, do licha, czekaj, no, pan trzeba coś na to poradzić.
00:04:57No, no, no, no, no.
00:04:58Ja, ja, nożmy nie potrzebuję, panie doktorze.
00:05:00Został pan, został pan.
00:05:02Przecież pan musi do licha zapracować, prawda, żeby mieć siry, no.
00:05:07I oddać mi to, co pan myśli, że ja panu to tak daruję, czy co?
00:05:11Nie bój się pan, ja tutaj przyjdę i upomnę się o to, pan.
00:05:14Dziękuję.
00:05:15No, nie szkodzi, nie wiem.
00:05:17Teraz idź pan sobie do knajpy i grobni pan sobie kieliszek.
00:05:21Za moje zdroje, sznapsa trzeba.
00:05:23Nie mu się ponad jednego kieliszka jeszcze nikt nie umarł.
00:05:25No, a ja tymczasem znowu się spóźnimy.
00:05:29Zaraz, zaraz, zaraz. Ten wilczu...
00:05:33Daj pokój.
00:06:02To świetnie.
00:06:03Nie czekam.
00:06:04Och, bodaj by temu znachorowi nigdy pan nie wrócila.
00:06:07Nino, jak możesz.
00:06:10Janku, poznajesz mnie?
00:06:13Poznaję.
00:06:14Pan jest święty.
00:06:19Do mnie często przychodzą święci.
00:06:23No to powiedz tym świętym, że ty do nich nie pójdziesz, rozumiesz?
00:06:28Bo musisz iść do szkoły.
00:06:33Przykryj się pożąd.
00:06:35Co to jest o tym?
00:06:37To męża. Poszedł do pracy bez falca.
00:06:40To ci już wiosna, marzec.
00:06:43No dobrze, ale jakżeż tak można?
00:06:45Chłopak musi w cieple leżeć.
00:06:52Panie doktorze.
00:06:53No, no, no, wiosna, marzec, a tutaj zimno jest.
00:06:56Dziękuję, dziękuję, panie doktorze.
00:06:59Dobrze, to się spóźnię przez was i co będzie.
00:07:01Nie mówię, że nie mogę wchodzić mużę, jeśli zimne szerte twoje.
00:07:16Ty niczym cię nie wzróżę.
00:07:39Czartę sklotań niepokoje, rzeczom biedną duże moją.
00:08:05Czartę sklotań niepokoje, rzeczom biedną duże.
00:08:15Czartę sklotań niepokoje, rzeczom biedną duże.
00:08:19Czartę sklotań niepokoje, rzeczom biedną duże.
00:08:46A ja, ja, ja, ja, ja.
00:08:48Ja wam sobie rynka.
00:08:49Czartę sklotań niepokoje.
00:08:49Co ty powiesz?
00:08:51A niebiedny niedźwia.
00:08:54Ale ja mu, ja go wyleczę, ja mu łapę ze stawię do buzi.
00:08:58he, he, he, he, he. Będzie z długą.
00:09:11Właśnie o tym, że dębic jest formalnie rozrywany.
00:09:15Tak, nie może się uskarżać na brak powodzenia.
00:09:20Ma się wrażenie, że maestro szuka kogoś, bez kogo by się nudził.
00:09:25Nie sądzę, żeby się nudził wśród tylu pięknych pań. Co?
00:09:30To nasza dmienica. Przepraszam, panie.
00:09:33Mój karus. Pani Marysiu, pani mi unika.
00:09:39Muszę się panu poskarżyć. Pańska żona zaniedbuje gości.
00:09:44Nie spostrzegłem tego. Ależ zapewniam pana. Ja pierwszy to odczule.
00:09:49Bo trudno się do pana przydostać. Leszku, a właściwie gdzie jest ojciec?
00:09:54Jestem rak, nie bo rak.
00:09:59Noszę wciąż czerwony frag.
00:10:03Noszę wciąż czerwony frag.
00:10:06A że jestem stary, noszę okulary.
00:10:10A że jestem stary, noszę okulary.
00:10:14A to ładnie. O tej porze.
00:10:17Przepraszam panią bardzo, ale nieszczęście nam się stało.
00:10:20Niedźwiedź się nagle rozkworował i...
00:10:43Niedźwiedź?
00:10:44A pani w to wierzy?
00:10:46Jeżeli ojciec mój wierzy, to i ja wierzę.
00:10:48No tak, tak. To sława europejska.
00:10:51Oczywiście, oczywiście.
00:10:54Tatusiu, Tatusiu.
00:10:56Mam świeżego pacjenta.
00:10:58Ej, żunia mu lapę wybijnęła.
00:11:00Sława europejska. Taki znak.
00:11:05Panie Ciężki, pan polgowy znak.
00:11:07Panie Ciężki, pan polgowy znak.
00:11:17Wiele z nich jest piękniejszych od pani, ale żadna z nich nie ma pani wdzięku ani uroku.
00:11:24O Boże, jak pan przesadza.
00:11:25Nie, nie przesadzam. Proszę mi wierzyć. Ja po prostu szaleję za panią.
00:11:34Panie Juliuszu, mnie tego nie wolno słuchać.
00:11:37Pani musi mnie wysłuchać.
00:11:39Wie pan, może będą banalne, ale czasem wydaje mi się, że jest pani w jakimś letaru.
00:11:46Pani, której każdy ruch, każdy uśmiech, każde spojrzenie to skończone dzieło sztuki tutaj.
00:11:52Tutaj, gdzie nikt tego nie potrafi ocenić.
00:11:56Gdyby pani zechciała, wyrwałbym panią z tej szarzyzny.
00:12:01Świat sztuki, natchnienia, piękna.
00:12:06Panie Juliuszu, lepiej będzie, jeżeli przestaniemy się widliwać.
00:12:11Naprawdę bardzo mi przykro.
00:12:15Panie Czyński!
00:12:19Drogi panie Leszku, to tango specjalnie dla pana zarezerwowała.
00:12:23Przepraszam panią bardzo, szukam żony.
00:12:25Żona i wierzyciel nigdy nie uciekną, nie wie pan?
00:12:28Widzi pan panie Juliuszu, pan się pomylił.
00:12:31Nawet się nie mogę na pana gniewać.
00:12:33Przyzwyczajony pan jest do zwycięzku.
00:12:36Coś dziwnego.
00:12:37Lubieniec kobiet całego świata.
00:12:39Juliusz Dębić.
00:12:41Nie wyobraża pan sobie, żeby któraś z nich mogła mu się oprzeć.
00:12:45Zresztą nie mówmy już na ten temat.
00:12:48Ja kocham swojego męża.
00:12:50Ojca mojej żony.
00:12:52Kocham go.
00:12:54A pana lubię.
00:12:57Nawet bardzo lubię.
00:12:59Ale gdybym nawet przestała go kochać, to i tak by się nic nie zmieniło.
00:13:06Ja jestem prostą kobietą i chcę jasno i uczciwie przeżyć swoje życie.
00:13:13Zrozumiałem.
00:13:17Wiele się od pani nauczyłem.
00:13:20Spokojny, ale piękny jest pani świat.
00:13:24Przepraszam pana.
00:13:25Marysiu, zapomniałaś zdaje się o gościach.
00:13:27Zaczynają się już rozchodzić.
00:13:29Tak.
00:13:30Tak, przepraszam.
00:13:43Do widzenia pani Marysiu.
00:13:46Bardzo miło było u państwa.
00:13:48Do widzenia pani.
00:13:51Do widzenia pani Marysiu.
00:13:54Ach, ten Dębicz ma takie szalone powodzenie u kobiet.
00:13:58Szczególnie u mężatek.
00:14:00Panie Leszku, niech pan uważa na żonę.
00:14:04No, do widzenia.
00:14:05Do widzenia.
00:14:06Do widzenia.
00:14:09Co to za nie takt?
00:14:14Rozumiem.
00:14:24Przepraszam.
00:14:30Sutra kler record
00:14:31Bezpieczny.
00:14:32Soprij 앞으로 nie uğrała przyjąć
00:14:34i że mam na doświadczę to tam jest niestne.
00:14:36Panie jazdicer jest dobrą się postą klagę i pracy.
00:14:48Dzień dobry.
00:15:08Dzień dobry.
00:15:08Dzień dobry.
00:15:09Za dużo światła.
00:15:13Co ty tu robisz?
00:15:16Różę oczy, karissime.
00:15:18Chciałeś mnie okraść?
00:15:20Dziwiam twoją domyślność, cesarzu.
00:15:23Istotnie nie przyszedłem tu na fajfoklok, ale okraść to zbyt wielkie słowo, mon prince.
00:15:29Okraść to znaczy zabrać wszystko.
00:15:32A cóż ja bym robił z tym całym kramem?
00:15:34Przyszedłem dokonać tylko drobnej ekspropriacji dla zaspokojenia potrzeb mego ciała.
00:15:43Tak, tak, my darling, powierzaj mi, że potrzeby ducha...
00:15:48Czekaj, kto ty jesteś?
00:15:51Ja ciebie, ja cię znam.
00:15:55Kto ty jesteś?
00:15:56Ja ciebie gdzieś widziałem.
00:15:59Bardzo możliwe, bo ja tam często bywam.
00:16:01Czekaj, czekaj, czekaj, czekaj...
00:16:05Knajpka...
00:16:07Gdzieś daleko szedłem...
00:16:09Po błocie.
00:16:12A...
00:16:13A ty mi powiedziałeś...
00:16:15A ty mi powiedziałeś zaraz...
00:16:18No, nie sztuka być kimś, sztuka być niczym.
00:16:23Więc żyjesz.
00:16:26A myślałem, że cię wtedy zabili.
00:16:30Pomal mnie zabili.
00:16:32Pewnie mnie broniłeś.
00:16:35Broniłem?
00:16:36A pocóż miałbym bronić?
00:16:39A...
00:16:40Miłość bliźniego, prezydencie.
00:16:43A tak.
00:16:45Właśnie dla tej miłości przyszedłem tutaj.
00:16:48Chciałem ci ulżyć, biorąc na swe barki część twojego bogactwa.
00:16:54Miłość.
00:16:55Dla tejże miłości ty teraz, Amiko, zakrócisz spokój pięciorka ludzi.
00:17:01Dlaczego pięciorka?
00:17:02Przecież to jasne.
00:17:04Zadzwonisz teraz do komisariatu.
00:17:06Więc spokój telefonistki przerwany to raz.
00:17:09Dyżurny przodownik w komisariacie to dwa.
00:17:12Policjant, który po mnie przyjdzie to trzy.
00:17:16Dozorca więzienny cztery.
00:17:18Sędzia piąty.
00:17:19A szereg ogniw pośrednich?
00:17:24Palców by nie starczyło.
00:17:28No, możesz iść.
00:17:31No idź, idź.
00:17:32Idź, o Luby i nie wracaj tu więcej.
00:17:34Nie no.
00:17:35Dlaczego?
00:17:35Przeciwnie, przyjacielu.
00:17:37Gdybyś chciał kiedyś pogawędzić ze mną, no to proszę, przychodź, przychodź.
00:17:41Trudno.
00:17:42Ale czekaj, no czekaj.
00:17:44Pewnie, pewnie nie masz pieniędzy.
00:17:47Pienięte, signory.
00:17:49No to masz i idź.
00:17:52Przepraszam.
00:17:52A co?
00:17:53Drukiszot.
00:17:54Drukiszot.
00:17:55Aha.
00:17:56To moja ulubiona książka.
00:17:58Aha.
00:17:59Moja także.
00:18:01No wolno poprosić o pożyczenie?
00:18:04Pożyczyć?
00:18:04A oddasz?
00:18:06W dziedzinie literatury mogę przysiąść.
00:18:08No, czekaj, zapomniałeś.
00:18:11No wyjdzie.
00:18:12Ach.
00:18:14Waleć na rama, przyjacielu.
00:18:31Pan profesor wrócił.
00:18:33Jakże?
00:18:34Przepraszam.
00:18:35Najmocniej nic nie słyszałem.
00:18:36Bo ci się pewnie śniło, że i zasnął.
00:18:39A.
00:18:49Tu dla wadź, jaki piękny ruch.
00:18:56Ja sam oddam.
00:18:57Możesz odejść.
00:19:27Czy to dla mnie?
00:19:31A tak, to dla ciebie.
00:19:35Potworzyłeś?
00:19:37Żądam, abyś zerwala z tym człowiekiem wszelkie stosunki.
00:19:40Leszku.
00:19:41Nigdy do mnie nie mówiłeś w ten sposób.
00:19:44Bo nigdy mi nie dawałaś do tego powodu.
00:19:46Ale dziś, gdy ludzie po prostu zaczynają was sobie wytykać palcami,
00:19:49gdy te wasze czułe, te tatet, te kwiaty.
00:19:52Zupełnie niesłusznie mnie obrażasz.
00:19:54Więc nie zerwiesz stosunków towarzyskich z tym panem.
00:19:57Nie.
00:20:00Tak jest.
00:20:01Samopoczucie pana ministra Donata doskonałe.
00:20:04Nie ma najmniejszych obaw.
00:20:05Do widzenia panu redaktorowi.
00:20:08Pomyśleć ile to harmideruzacji jednej ślepiej kiszki tego panu.
00:20:12Panie profesorze, ja już mam odciski na ulicy.
00:20:15Setki telefonów.
00:20:18Halo.
00:20:22O, panie, panie.
00:20:23Gdzie tu do naszego znachora?
00:20:25Do kogo?
00:20:26Do profesora Wilczura.
00:20:27A, tędy, proszę bardzo.
00:20:28Tędy, to dobrze.
00:20:29A wie pan, bo od chwili, kiedy ten znachor nasz wyjechał z Radoliszek,
00:20:33to znowu mi powieka zaczęła drgać.
00:20:35Raz prawa, raz lewa.
00:20:37Jak nie lewa drga, to prawa drga.
00:20:39Przesz?
00:20:43No więc dlatego powiedziałam sobie, że trzeba pojechać, no i jestem.
00:20:47Że co?
00:20:47No, że drga.
00:20:49Raz prawa, raz lewa, no.
00:20:51No dobrze, ale o co pani właściwie chodzi?
00:20:53No o naszego znachora.
00:20:55Chyba o profesora Wilczura.
00:20:56Ojej, no profesora.
00:20:58Pan myśli, że on byłby profesorem, żebym ja go nie uratowała w sądzie?
00:21:02Kuzie.
00:21:03Pan profesor jest w gabinecie, ale tam wejść nie wolno.
00:21:06Nie wolno.
00:21:06Mnie, w Szkopkowej, co go uratowała.
00:21:09Też?
00:21:10A.
00:21:32To ty?
00:21:35Chcę koniecznie, by go operował w liczu.
00:21:38Nie mogę się napraszać.
00:21:39Ja tego dłużej nie zniosę.
00:21:42Ten Wilczur zrobił z ciebie chłopca na posyłki.
00:21:48Dobrze, no dobrze.
00:21:50Będę starał się jeszcze raz pomówić to na tym, podczas walenia.
00:21:53Panie profesorze, bez pana to się tam wszystko zupełnie pokielbasiło.
00:21:57Nie, może.
00:21:57No tak.
00:21:58Ja tu mam...
00:22:00Czemu pani ma?
00:22:01Takie podanie.
00:22:02Do mnie podanie, co?
00:22:04Tak, tak.
00:22:04Z podpisami.
00:22:05Tak, tak.
00:22:07A, rzeczywiście, wszyscy się podpisali.
00:22:09Tak.
00:22:10Sami starzy znajomi, wie pani.
00:22:12Co?
00:22:13Prokok na pierwszym miejscu się podpisali.
00:22:15I Wasyl jest to, i Olga jest.
00:22:17No wszyscy, wszyscy.
00:22:18I pani Szkopkowa tutaj.
00:22:19No naturalnie ja też, bo bez pana znachora to mi ciągle dryga.
00:22:23Co pani dryga?
00:22:24No oko.
00:22:25No a pan myślał, że co?
00:22:27Oko mi ciągle.
00:22:28Raz lewe, raz prawe.
00:22:29I co drugi mężczyzna, to myślę, że ja do niego około.
00:22:32No panie znakło, że no przecież...
00:22:34Panie profesorze.
00:22:35Oj Boże, no dobrze, dobrze.
00:22:37Tak.
00:22:40Profesor Wilczur ma swoją metodę.
00:22:42Ja swoją.
00:22:44No ale jeżeli pan minister wyraził życzenie, że tylko profesor Wilczur?
00:22:50Tak, tak drogi panie, Wilczur, tylko Wilczur.
00:22:54Populacja krótka, reakciaki gotowe.
00:22:56Ale on ma niezawodną rękę, ten rzeźnik.
00:23:00Tak, niewątpliwie.
00:23:01No więc panie znachor, jak to będzie?
00:23:04No cóż proszę pani, niech i pani wszystkim powie, że są mi bardzo drodzy.
00:23:09Ale ja nie mam prawa mojej kliniki porzucić.
00:23:13Ja muszę tutaj...
00:23:14Aha, a moje oko?
00:23:16Znajdziemy na to, proszę.
00:23:19A jak się masz po trzy, jak się masz?
00:23:21Pan Czyński!
00:23:23Jak się pan ma?
00:23:25A cóż, masz dobry interes jakiś, co?
00:23:27Aha, tak.
00:23:28No to ja jeszcze nie idę.
00:23:30Tylko tam będę czekać na chustarze.
00:23:32Siadej, siadej mi, proszę.
00:23:34Siadej.
00:23:36No cóż mi powiesz?
00:23:38No co za kamina posebna?
00:23:41Co się stało?
00:23:43Ojciec wie dobrze, czym jest dla mnie Marysia.
00:23:48Ja nie mógłbym już bez niej żyć.
00:23:51A kto Ci każe żyć bez niej?
00:23:53Poza Elżunią była tylko ona.
00:23:56Ona jedna na całym świecie.
00:23:58A teraz mi ją ukradziono.
00:24:02Co takiego?
00:24:05Kto Ci ją mówi?
00:24:07No gadaj zesz po ludzku, bo ja nic nie rozumiem.
00:24:10Dębicz.
00:24:11Dębicz?
00:24:14Śledzi ją wzrokiem.
00:24:17Obsypuje kwiatami.
00:24:19Śpiewa dla niej.
00:24:21Tylko dla niej.
00:24:22Masz ją oczarował.
00:24:25No nie sądzisz chyba?
00:24:27Tak.
00:24:27Jestem tego pewien.
00:24:29Dzisiaj rano za żądale młodni, żeby zerwała z nim stosunki towarzyskie.
00:24:33A ona?
00:24:34Odmówiła.
00:24:39No spokojnie, spokojnie.
00:24:41Wiesz, ja teraz nie mam czasu, bo mam operację, ale ja jutro z nią pomówię.
00:24:45Dziękuje Ci, Wójcie.
00:24:52Przecież my to...
00:24:53Panie profesorze, już wszystko gotowe do operacji.
00:24:55A zaraz, zaraz, zaraz.
00:25:16Nie pobierze.
00:25:28Dziękuję.
00:26:01Dziękuję.
00:26:18Dziękuję.
00:26:47Dziękuję.
00:27:08Żona pana inżyniera.
00:27:10To własnej osobie.
00:27:12Pani inżynier zajęty?
00:27:14Tak, mam dziś dużo pracy.
00:27:19O ty głupi chłopcze.
00:27:22No i pomyśleć, że
00:27:23że Leszek, mój Leszek,
00:27:25mógł na chwileczkę przepuścić.
00:27:28Czyś ty już zupełnie
00:27:30zapomniał Radoliszka.
00:27:32O tym kinie.
00:27:33O rozklekotanym fortepianie
00:27:35i o tym balu, na którym
00:27:37Królewicz z bajki poprosił o rękę
00:27:40Kopciuszkę.
00:27:41Tak.
00:27:44Tam było dobrze.
00:27:45Nic nas wtedy nie dzieliło.
00:27:48Ale to już nie wróci.
00:27:50Tak.
00:27:54Niestety, nie ma już cichego kina.
00:27:57Ani dziewczyny z małego miasteczka.
00:28:00Która dzisiaj...
00:28:01Która dzisiaj może nie kocha cię tak bardzo,
00:28:03jak dawniej.
00:28:05Wiem.
00:28:06Bo cię kocha stokróć bardziej,
00:28:08że jest to tylko możliwe.
00:28:09Marysiu.
00:28:11Marysiu.
00:28:22Po naszej rozmowie wysłałam list do Dębicza.
00:28:26Która.
00:28:37Która.
00:28:39Która.
00:28:40Która.
00:28:40Która.
00:28:50Która.
00:28:52Która.
00:28:52Która.
00:28:59Która.
00:29:01Która.
00:29:04Która.
00:29:17Która.
00:29:27Która.
00:29:33Która.
00:29:35Marysia! Aha, to Szkopkowa, tak. Ja właśnie przyjechałam.
00:29:41Nie, nie, profesor nie może dojść zajęty. Minister Donat się operuje.
00:29:46Tak. Co? Nie uda się. Co? Jak się może nie udać, jak nasz znakom...
00:29:52Tak, jak profesor operuje, to się musi udać. Ja tam jestem spokojna.
00:29:57A, pani jest tu sekretarka, tak? Pani bierze pensję. Nie, nie, to nie do ciebie, Marysiu.
00:30:02I nie ma pani, jak telefon dzwoni. A, wie pani.
00:30:07Cholu. Dzień dobry, pani. Panno Joanno, zechce pani łaskawie powiedzieć tatusiowi,
00:30:12że dzwoniłam, że dzwoniliśmy złem i że jest wszystko dobrze.
00:30:17A, że wszystko dobrze. Tak, powtórzę profesorowi, jak tylko skończy.
00:30:22Do widzenia, pani. To czarująca kobieta ta pani Marysia Arczyńska.
00:30:29Nie dziwię się, że ojciec ją taką wystle. A wie pani.
00:30:33Był dzisiaj czymś bardzo zdenerwowany. Po rozmowie z zięciem.
00:30:37I to przed samą operacją.
00:30:41Słyszałem, jak profesor mówił dziś doktorowi Dobranieckiem, że się źle czuje.
00:30:45Oj. Doktor proponował, że go zastąpi, ale profesor nie zgodził się na to.
00:30:49To chyba być operowanym przez naszego znachora. Ach i Boże, co szczęśliwi ludzie na tym świecie.
00:30:59Oj, myślałem, że ta operacja nigdy się nie skończy.
00:31:06Operacja przeszła doskonale, mimo że robił pan wrażenie czymś zdenerwowanego.
00:31:13Panie profesorze, liczyliśmy narzędzia. Brak peana.
00:31:18Co? Chorego z powodem na stół? Natychmiast.
00:31:23Janiecki.
00:31:24Panie profesorów, pamiętamy.
00:31:30Tak.
00:31:33Tak.
00:31:35Tak.
00:31:40Tak.
00:31:43Tak.
00:31:44Tak.
00:31:45Tak.
00:31:47Tak.
00:31:48Tak.
00:31:48Tak.
00:31:51Tak.
00:32:20Wszystkie prawa zastrzeżone.
00:32:36Wielczor zostawił narzędzie w jamie brzusznej.
00:32:39Serce Donata nie wytrzymało.
00:32:41Umarł podczas drugiej operacji.
00:32:43Musimy z nim teraz skończyć.
00:32:45Musimy.
00:32:46Jeśli teraz nie zdobędziemy się na działanie,
00:32:49to już przez całe życie będziesz przez niego spychany w cień.
00:32:51Druga taka okazja się nie zdarzy.
00:32:53Teraz albo nigdy.
00:33:04Hej, to ja już przyjdę innym razem.
00:33:13Panie profesorze, przecież to mogło każdemu się zdarzyć.
00:33:17Lekarz nie jest cudotwórcą.
00:33:22Panie profesorze, mnie powinien.
00:33:24Panu nie wolno tak.
00:33:25Największy grób nie miałby panu iść do zarzucenia.
00:33:30Zwykła appendicitis.
00:33:32To moja wina.
00:33:33Moja wina.
00:33:35Niestety, panie profesorze, tak jest istotnie.
00:33:40To pańska wina.
00:33:42Jak pan może?
00:33:43Pani się myli.
00:33:44Mam prawo.
00:33:47Przeczuwałem, że to się źle skończy
00:33:49i proponowałem profesorowi, że go zastąpi.
00:33:51Są na to świadkowie.
00:33:55Teraz skutki mogą być fatalne.
00:33:58Choćby nawet tak było, to niegodziwe, że pan w takiej chwili...
00:34:01W tej chwili dla profesora Wilczura
00:34:03ważniejszą rzeczą jest reputacja kliniki
00:34:06niż pani plomienna obrona, pan Joanno, dam.
00:34:11Kolega ma zupełną rację.
00:34:14Odpowiedzialnym tutaj za wszystko jestem ja.
00:34:18Tylko ja.
00:34:20Pan profesor wybaczy się.
00:34:22Dziękuję wam, dziękuję.
00:34:24Państwo darują, ale ja chciałbym zostać sam.
00:35:07Dziękuje.
00:35:15W okolach lekarskich wiele mówi się na temat
00:35:17pewnego popularnego lekarza,
00:35:19który twierdzi, że znalazł sposób przywracania
00:35:21zmarłych do życia.
00:35:23Przeważa zdanie, że jak dotąd owemu lekarzowi
00:35:25łatwiej przychodzi uśmiercanie żywych
00:35:27niż wskrzeszanie martwych.
00:35:28To musi być inspirowane.
00:35:30Naturalnie nawet domyślam się przez kogo.
00:35:33Nareszcie.
00:35:35Nareszcie.
00:35:36Jeszcze kilka takich artykułów
00:35:39i zadamy mu decydujący cios.
00:35:42Nino.
00:35:43Co?
00:35:44Gdybyś tego widziała po tych napaściach,
00:35:47jak on się zestarzył.
00:35:49No ale dlaczego tak naraz,
00:35:51tak jednocześnie,
00:35:52we wszystkich pismach,
00:35:55że to robi wrażenie jakiejś
00:35:56zorganizowanej kampanii?
00:35:59To jest zorganizowana kampania.
00:36:02Jak to?
00:36:04Dobraniecki.
00:36:05Co?
00:36:07Dobraniecki?
00:36:08Aż to niemożliwe.
00:36:09Ja w to nie wierzyłem.
00:36:14Dobraniecki.
00:36:18Człowiek,
00:36:20który tyle mnie zawdzięcza,
00:36:24któremu wyświadczyłem tyle dobrego
00:36:28i on,
00:36:31to zbyt ciężki cios.
00:36:34Czuję,
00:36:35że tracę wiarę w ludzi,
00:36:38w swoją pracę,
00:36:40we wszystko.
00:36:42To bardzo szlachetnie
00:36:45ze strony pana,
00:36:46panie profesorze,
00:36:47że zgodził się pan
00:36:48na poprycie pretensji
00:36:50rodziny Donata.
00:36:52Tak,
00:36:53bardzo szlachetnie,
00:36:55niewątpliwie,
00:36:56ale to dało
00:36:58powód prasie
00:36:59do szczęcia
00:37:01nowych ataków
00:37:02na pana.
00:37:03Czyżby to uważali
00:37:04jako przyznanie się do winy
00:37:06z mojej strony?
00:37:07No,
00:37:09zapewne.
00:37:10Musiał pan
00:37:11odczuć to
00:37:12bardzo boleśnie.
00:37:14Czuć nieszczęście.
00:37:16mówię
00:37:18o tej sumie.
00:37:20Co?
00:37:21A pan o pieniądzach?
00:37:24Oddalę wszystko,
00:37:25co miałem.
00:37:26Tak.
00:37:27Panie profesorze,
00:37:30czy nie sądzi pan,
00:37:32że krótki urlop
00:37:33dobrze by panu zrobił?
00:37:36Mógłby pana
00:37:37zastąpić
00:37:38doktor Dobraniecki?
00:37:41Co pan sądzi o tym?
00:37:47A no cóż,
00:37:50myślę,
00:37:51że pan prezes
00:37:52ma rację.
00:37:58Urlop
00:37:59dobrze zrobi mnie
00:38:01i klinice.
00:38:09Poznajesz mnie,
00:38:11Jan?
00:38:12Tak.
00:38:14Pan jest
00:38:15z panem doktorem.
00:38:17Tu już cię święci
00:38:19nie odwiedzają.
00:38:20Nie.
00:38:23Tęsk mam
00:38:24i za nim.
00:38:26Ale
00:38:27ja już wiem,
00:38:30że to niedługo.
00:38:33Oni
00:38:35czekają na mnie.
00:39:06panie doktorze,
00:39:09panie doktorze,
00:39:10niech go pan ratuje.
00:39:12Niech pan ratuje moje dziecko.
00:39:16Niech go pan ratuje.
00:39:20Niech go pan
00:39:21skrzydzi.
00:39:24Nie chce pan.
00:39:26Nie chce pan.
00:39:29To pan go zabił.
00:39:31Pan.
00:39:32wszystkie gazety piszą,
00:39:34że pan zabija ludzi.
00:39:36Wnachor!
00:39:38Wnachor!
00:39:40Wnachor!
00:39:55Bysku,
00:39:56pościg.
00:39:59Wnachor!
00:40:02Wnachor!
00:40:20DZIĘKI ZA OBSERWACIE
00:40:33W sprawie ablucji transcendentalnych jaźni w dualizmie retrospekcji infernalno-astralnych.
00:40:41Chory, proszę się zwrócić do naszej lecznicy.
00:41:03DZIĘKI ZA OBSERWACIE
00:41:18DZIĘKI ZA OBSERWACIE
00:41:36DZIĘKI ZA OBSERWACIE
00:42:06DZIĘKI ZA OBSERWACIE
00:42:09Możesz iść, Ludwiku.
00:42:19Nie lubię fagazu.
00:42:27Zwrot.
00:42:29Pan pozwoli, prezesie?
00:42:32Dobra, proszę.
00:42:34Pan wybaczy, że nie jestem w zakiecie przewidzianym przez protokół dyplomatyczny.
00:42:39No, co prawda lepiej znam protokoły policyjne.
00:42:43Тут proporcion garde.
00:42:45Ale wizytę moją, jako już z kolei drugą,
00:42:48racz ambasadorze uważać za nieoficjalną,
00:42:50a w dodatku, tym razem, bezinteresowną.
00:42:54Bez aneksji i kontrybucji.
00:42:57Proszę, wina przynieść.
00:43:02Dobrze, żeś przyszedł.
00:43:05Beni, widi i co widzi?
00:43:10Władca przygnębiony, przybity.
00:43:14Wypowiadaje się, hrabio, na memlonie,
00:43:17bez obawy, że spotka cię ironia lub litość.
00:43:20Będę obojętny, jak nur.
00:43:24Jestem bodaj do tego wynaleziony,
00:43:27chociaż Żydy już przed paru tysiącami lat mieli swoją ścianę płaczą.
00:43:33Przysiądź wtedy, hrabi,
00:43:35pił mego podniurza
00:43:36i płacz.
00:43:39Oho, coś cięższego niż lony
00:43:44musiało ci, signore, spaść na głodę.
00:43:48Czy znowu kobita?
00:43:55Ludzie.
00:43:58Ludzie źli, głupi.
00:44:01Chcą mnie pozbawić
00:44:03największego mojego skarbu.
00:44:06Chcą mi odebrać
00:44:08radość mojej pracy.
00:44:11A ty, admirale?
00:44:12Cóż ja mogę zrobić?
00:44:15Ustąpij.
00:44:16To wszystko.
00:44:17Co wszystko?
00:44:19Wszystko jest proste.
00:44:21Niepotrzebnie nie komplikować życia.
00:44:23Bez komplikacji.
00:44:25A tak?
00:44:26Tak.
00:44:26No bo co?
00:44:27Człowiek rodzi się
00:44:29i w przeciągu kilkudziesięciu lat
00:44:31wykonywa miliony, miliardy różnych czynności.
00:44:36Cieszy się, rozmyśla, marzy, pracuje,
00:44:39zużywa tyle energii, co elektrownia warszawska.
00:44:42I po jaką to wszystko
00:44:44excuzele mo cholerę pytam?
00:44:48Pan też wierzył profesorze,
00:44:50że jak się pan poświęci dla ludzi,
00:44:52to wszystko będzie dobrze.
00:44:54I co pan z tego ma?
00:44:56Że gryzą pana
00:44:58w lytki.
00:45:00Co robić?
00:45:01Co robić?
00:45:04Przede wszystkim
00:45:05sprawnionego napoić,
00:45:07a po wtóre
00:45:09zgłodniałego nakarmić.
00:45:11Tak jest, panie profesorze.
00:45:12Bez komplikacji.
00:45:13Ludwiku, proszę,
00:45:14śniadanie na dwie osoby.
00:45:16I jeszcze alkoholu.
00:45:17Tylko żadnych kolorowych budek.
00:45:20Ewentualnie może być
00:45:21koni.
00:45:22Pan profesor rozkaże.
00:45:24Słyszałeś, co pan zadysponował.
00:45:31Sklavus saltans.
00:45:33Czyli po prostu małka.
00:45:40zostaw.
00:45:42Zostaw.
00:45:45Zniknij.
00:45:47I tak, przyjacielu,
00:45:50przeznaczeniem człowieka jest
00:45:53jego praca ustawiczna,
00:45:55dążeniem do doskonałości.
00:45:58Aha.
00:45:58I dlatego
00:46:00Napoleon
00:46:01musiał walczyć.
00:46:03Chociaż może
00:46:04przeczuwał
00:46:05swą klęskę.
00:46:08Takoż
00:46:08oleś macedoński.
00:46:10I dlatego
00:46:11ty, przyjacielu,
00:46:13musisz
00:46:14ratować
00:46:15ludzi,
00:46:15choćby ci
00:46:16w zamian za to
00:46:17robili.
00:46:19Świństwo.
00:46:20To też
00:46:22odejdę
00:46:23stąd.
00:46:24Przed swoim
00:46:25przeznaczeniem
00:46:26nie uciekniesz.
00:46:28Po tygodniu
00:46:30tęskniłbyś
00:46:31za pracą,
00:46:32po miesiącu
00:46:33byś był,
00:46:34a po roku
00:46:35byś
00:46:37obnieśli.
00:46:39Ja ci to lubię.
00:46:41Nie dają ci tu
00:46:42pracować,
00:46:43to znajdź sobie
00:46:45głuchodziurę
00:46:46i pracuj.
00:46:48Świat jest
00:46:49dosyć wielki.
00:46:50Wystarczy
00:46:51ludzi
00:46:51potrzebujących
00:46:52ciebie.
00:46:53Ale nie,
00:46:54ty musisz
00:46:55łamać,
00:46:56krajać i
00:46:56zszywać
00:46:57rozmaitych
00:46:58idiotów.
00:46:59Musisz
00:47:00oś chory,
00:47:02chory na serce.
00:47:03Musisz
00:47:04choćby
00:47:05nie chciał.
00:47:21Przed południem
00:47:23pojadę do
00:47:23Radogiszeka.
00:47:26Pojedziesz
00:47:27panu ze mną.
00:47:28Chce mi pan
00:47:28pomóc.
00:47:30Kraść?
00:47:31Bo przecież
00:47:32ja nic
00:47:32innego apostolu
00:47:34nie potrafię.
00:47:35Nie, panie
00:47:35Niemiu.
00:47:36Potrafi pan
00:47:37znacznie
00:47:38więcej.
00:47:39Pan
00:47:40potrafił
00:47:41utwierdzić
00:47:42mnie w moim
00:47:42postanowieniu.
00:47:44Ja nie wiem,
00:47:44kim pan był,
00:47:46ale wiem,
00:47:47kim pan jest.
00:47:48Jesteś pan
00:47:49zmarnowanym człowiekiem,
00:47:51ale człowiekiem,
00:47:51który jeszcze
00:47:52może...
00:47:53Stop!
00:47:54Nie, mocarzu,
00:47:55ze mnie już
00:47:55nic nie będzie.
00:47:57Ale idealista
00:47:59z pana.
00:48:01Raz
00:48:02omal pana
00:48:02nie zabito
00:48:03przeze mnie,
00:48:05za drugim
00:48:05razem
00:48:06omal
00:48:06nie okradłem
00:48:07pana,
00:48:08a za trzecim
00:48:09razem
00:48:09nie,
00:48:12nie,
00:48:13nie,
00:48:13nie,
00:48:14nie,
00:48:14excelentio.
00:48:27KONIEC
00:48:45KONIEC
00:49:14KONIEC
00:49:44To bilet w przeciwnym kierunku.
00:49:47Oj, przepraszam.
00:49:57Ambarat 2 i 6.
00:49:59A ten zdaje się będzie do oblicy.
00:50:06Bez komunikacji.
00:50:11Co to za portfery, otór?
00:50:13Proszę?
00:50:14A nawet nie wiem.
00:50:16Nie zdążyłem sprawdzić.
00:50:17Zaraz.
00:50:21Zbigniew Gniazdowski.
00:50:23Inżynier dyplomowany.
00:50:25Proszę.
00:50:25Inżynierski dyplomowany.
00:50:28To się musi raz skończyć.
00:50:30Zrozumiano?
00:50:31A cóż miałam robić ekscelencjo, kochana?
00:50:34To tylko dlatego, żeby ratować swą duszę.
00:50:36Inaczej nie trafiłbym tutaj do pana.
00:50:39Cel uświęca środki, jak mawiał wielki makiawek.
00:50:42Odeszlemy to właścicielom z najbliższej stacji.
00:50:46A do...
00:50:46Dobrze.
00:50:48Zaraz.
00:50:49To może by i to razem odesnać?
00:50:51Co?
00:50:51Także cudzie?
00:50:54Tylko do kogo to może należeć?
00:50:56Tyle tych palć tam wisiało.
00:50:59To nie.
00:51:00To nie.
00:51:17To nie.
00:51:20Te palć musi być wszędzie, gdzie Pani nie posiedzą.
00:51:23Grzeczności dla dam, ucz się pan przede wszystkim, dawaj pan kręzy i to, to tam, bo znachor czeka i irytuje
00:51:30się.
00:51:31Mówiłem już pani tysiąc razy Majdaryń.
00:51:33Co Majda, jakie Majda?
00:51:35Pani Szkopchowa, że nie mamy nic wspólnego ze znachorstwem.
00:51:39Ale czemu Szkopek za młotem nasiąkniętym na starość trąci?
00:51:43Co? Kto? Szkopek? Na starość? To niby ja stara? Kto tu stary? Powtórz no pan.
00:51:49Bez komplikacji.
00:51:51To z czego?
00:51:51Nie, bo pani nam to od znachorów wymyśla. Człowiek się zaharowuje, panie, skakańcem oświaty, leczymy, harujemy.
00:51:59Leczymy, harujemy. My, my to, my tamto. Czepia się pan doktora, jak rzepk się go ogona.
00:52:08Primo, nie jestem rzepem. Sekundo, doktor nie jest psim ogonem. A Tercjo, masz pani lekarstwo i wynoś się stąd spóki
00:52:17dobry.
00:52:17Primo, nie jest psim ogonem.
00:52:23Ojej, drga mi. Już mi drga znowu. Tam jakieś czary rzuca.
00:52:33Kobieta. Kobieta. Kobieta.
00:52:37Mniejsza istota. Uferia. Zabartym nocym.
00:53:07Jakaś nieczysta siła w nim siedzi, panie doktorze. Ja to panu mówię.
00:53:10On czary rzuca. I takie jakieś słowa mówi. Sekunda, terca, coś, papaga. Bo ja wiem, może to jakieś świństwo.
00:53:20Trzeba brać trzy razy na dzień po łyżce tego lekarstwa i będzie wszystko dobrze.
00:53:25Trzy razy na dzień mam brać.
00:53:27Ale nie pani, tylko on, ale idź pani, pani szkółko, ja przecież kazał pani.
00:53:30No weź, żeby. Nie bój się, nie pokrzyku, nie bój się.
00:53:34A ty zawsze rzuca.
00:53:39No, łazynku, zróbmy jeszcze te proszki. Dobrze.
00:53:47Słuchajcie, panie doktorze, może resztę ludzi odprawię, bo już od świtu pracujecie.
00:53:53Ale nie, nie, nie, nie. Nie można ich odprawiać. Między nimi są ludzie, którzy po kilka dni jechali, ażeby się
00:54:00poradzić.
00:54:02Dobry z was człowiek, nie taki jak inny. Nie, taki sam, taki sam. Tylko widzisz my, kochany, ja wiem, co
00:54:10to jest cierpienie.
00:54:21No, Wasilu, pewnie ci tam idzie, nauczymy się.
00:54:25Dobrze, nauczyłem się.
00:54:30Jak się macie. No, a weź syf.
00:54:33Panie znakorze, piścia nie ma.
00:54:36Jak się miał żenić się ten oto Józek z moją martinką, swoich pieniędzy do krowy dołożył.
00:54:41Sprawiedliwie mówię, nie zapieram się. Czwarta część krowy do niego na lesie.
00:54:46Ale jak się rozmyślił i zaczął latać za tą rudą, bednażówną, to co ja mu teraz zrobię?
00:54:53Pieniędzy nie mam. Sprzedać krowę, na cenie cię straci.
00:54:57No tak.
00:54:59Rozumiesz.
00:55:00A czemu, Wolewski, jeżeli ci swoją część oddać?
00:55:03No, a czemuś ty się nie chcesz z Malwinką Rynku?
00:55:06Czemu?
00:55:07Ja nie wiem.
00:55:08No to wodzisz, bednażównę?
00:55:10I co mam woleć? Baba to baby podobna, a wszystkie baby równe.
00:55:14No to dobrze się z Malwinką, no.
00:55:16Kiedy Malwinka ma tylko jedną pierzynę, a bednażówną dwie.
00:55:20Jakie tam dwie, lata na łacie.
00:55:22Ale dwie?
00:55:23Durny chłopak.
00:55:24O, racja, dur mi jesteś.
00:55:28Obywatele, profesor wszystkich przyjmie. Bez komplikacji.
00:55:35Dzieńcie z Malwinką, to do Bradzie Bukhado.
00:55:37Do Bradzie Bukhado.
00:55:38Do Bradzie Bukhado.
00:55:39Do Bradzie Bukhado.
00:55:39Nie mają tego wyjść.
00:55:40Józrowie, nie? Tylko do Józrowia, to przecież.
00:55:43To od tylko dzieci.
00:55:47A, co jest Pan taki smutny?
00:55:50A, wstyd mi przed całą psią.
00:55:52Ludzie mnie palcami pokazują.
00:55:54Co?
00:55:56Stara Baba, takie rzeczy.
00:55:58Jakie rzeczy?
00:55:59Dziadon, na wieczerinki chodzi.
00:56:02A zwierzaki w domu bez obrządku.
00:56:05A ona w głowie wciąż jej tylko tańce.
00:56:08To mówię, chodź do znachora, to ci powie, jak należy.
00:56:11A ma rację, twój mąż.
00:56:13Jak ci nie wstyd tak postępować, co?
00:56:16Pomyśl, jakiego ty masz dobrego męża.
00:56:19Innej to by cię zbiły.
00:56:20O, ja bym też ją zbił.
00:56:23Ale nie mogę.
00:56:25Dlaczego nie możesz?
00:56:27Bo ona ode mnie silniejsza.
00:56:32Bez komplikacji.
00:56:33Bez komplikacji.
00:56:41Przepraszam, panie.
00:56:43Bóg mi świadkiem, że chciała o pani zapomnieć.
00:56:46Tylko dotrzymałem pani list.
00:56:48Ten straszny list.
00:56:50Chciałem wyjechać.
00:56:52Nie chciałem więcej widywać pani.
00:56:54Ale to było silniejsze ode mnie.
00:56:56Panie Juliuszu, proszę, niech pan zejdzie z mojej drogi.
00:57:00Mój mąż Leszek jest za zdrowo, panie.
00:57:20O, tak wcześnie dzisiaj.
00:57:24Jak się masz?
00:57:27Słuchaj, wierzę, bierzyłem ci zawsze.
00:57:31Wierzyłem bez zastrzeżeń.
00:57:32Nawet wówczas, gdy miałem powody do podejrzeń.
00:57:35Tymczasem znowuż widziałem cię z tym.
00:57:36Zamierzałam ci sama o tym powiedzieć.
00:57:38Dlaczego ukrywasz przede mną, że się jednak widuje cię?
00:57:41Przestałeś mi wierzyć.
00:57:43Tak, przestałem.
00:57:45Dalaś słowo, że nie zobaczysz się z nim więcej.
00:57:47Zlamałaś to słowo.
00:57:48Ale zrozum.
00:57:49Spotkałam go niespodziewanie przed domem.
00:57:51Błagał mi o parę słów.
00:57:52Odebrała mu wszelką nadzieję i pogodził się z tym.
00:57:54I ty chcesz, żebym temu wierzył?
00:58:03Muszku, dostałam dzisiaj list od ojca.
00:58:07Przyspieszyłabym chętnie swój wyjazd do Ludwikowa.
00:58:11To byłoby bardzo dobrze ze względu na enżunię.
00:58:15Rób co chcesz.
00:58:28Już są przyjechali.
00:58:30Już idą, idą.
00:58:32Dzień dobry pani.
00:58:34Dzień dobry, dzień dobry.
00:58:35Młoda pani przyjechala.
00:58:37Mój Boże.
00:58:38I córeczka uczestności moje.
00:58:41Jaka szkoda, że starsi państwo są za granicą.
00:58:44To by się dopiero ucieszyli.
00:58:46Niech Michalesia da teraz znać do tatusia, że jestem, że przyjechał.
00:58:50Dobrze, proszę pani.
00:58:51Dobrze.
00:58:52Mój Boże.
00:58:53Dzisiejszy mój występ w operze odwola pan.
00:58:55Wyjeżdżamy.
00:58:56Co takiego?
00:58:57Powiedziałem, wyjeżdżamy.
00:58:59Mistrze, miłość bosku.
00:59:00Co?
00:59:00Nie palić.
00:59:01Ja zwariuję przez pana.
00:59:03Zostajemy, wyjeżdżamy, wyjeżdżamy, zostajemy.
00:59:06Chodka i myszkę pan się ze mną bawi.
00:59:07Worla i reszkę.
00:59:09Odwolałem występ tutaj.
00:59:10Zapowiedziałem w Londynie.
00:59:11Odwolałem.
00:59:11W Londynie zapowiedziałem występ tutaj.
00:59:13No i teraz mam znowu tutaj odwoływać.
00:59:17A dokąd gdzie cię?
00:59:18Ja sam wyjeżdżam.
00:59:20Na jeden dzień.
00:59:21A potem pojedziemy dokąd pan zechce.
00:59:38Na miłoską.
00:59:40Dlaczego mnie pan prześladuje?
00:59:42Niezbyt gościnnie mnie pani przyjmuje.
00:59:46Przepraszam, ale...
00:59:52Właśnie.
00:59:54Dlaczego ja panią prześladuję?
00:59:56Sam sobie zadaję to pytanie i nie potrafię na nie odpowiedzieć.
01:00:01Może by mi ktoś jeszcze przed rokiem powiedział,
01:00:04że będę ścigał kobietę, może nawet czarującą,
01:00:08ale taką, która mnie odepchnie każdym swoim słowem,
01:00:12każdym spojrzeniem, roześmiałbym się w twarz.
01:00:18Tak.
01:00:20Urzekł mnie pani.
01:00:22Na to nie ma rady.
01:00:24Ale niechże pan zrozumie.
01:00:26Ja nie jestem wolna i nie chcę być wolna.
01:00:30Przecież pan mi dał słowo.
01:00:33Miałam już tyle przykrości przez panu.
01:00:36A teraz?
01:00:36Czy pan pomyślał, na co mnie pan naraża przyjeżdżając tutaj?
01:00:39Przecież o każdym pańskim ruchu wszyscy wiedzą.
01:00:42O tym, że przyjechałem tutaj nie wie nikt.
01:00:45Naprawdę.
01:00:46No, ale po co pan przyjechał?
01:00:47Żeby spojrzeć na panią.
01:00:49Ostatni raz.
01:00:51Wjeżdżam z kraju.
01:00:53Jutro.
01:00:54Na zawsze.
01:00:55Więc kiedy pomyślałem, że już nigdy pani nie zobaczę,
01:00:58powiedziałam sobie jeszcze ten jeden.
01:00:59Jedyny raz.
01:01:00Spojrzeć na panią.
01:01:01Usłyszeć pani głos.
01:01:02Tak, tak, panie Marysiu.
01:01:04To nawóg.
01:01:05To gorsze od narkotyku.
01:01:08Sam nie myślałem, że tak trudno będzie mi z tym walczyć.
01:01:12Dam panu na to lekarstwo.
01:01:14Jeżeli pan kiedy pomyśli o mnie, to niech pan sobie powie.
01:01:19Ona ma męża, którego bardzo kocha.
01:01:23Niech pan to sobie powtarza często, jak najczęściej.
01:01:27To pomoże.
01:01:30Dobrze, pani Marysiu.
01:01:33Spróbuję.
01:01:36Gdyby jednak kiedykolwiek potrzebowała pani pomocy przyjaciela,
01:01:40nie zawiedzie się pani na mnie.
01:01:45Leszek.
01:01:47Leszek.
01:01:50Leszek.
01:01:52Przecież...
01:01:52Przecież ty chyba nie sądzisz.
01:01:55No...
01:01:56No niech pan przemówi.
01:01:57Niech pan moja tłumaczy.
01:01:59Daję nam słowo, że żona pańska nie wiedziała nic.
01:02:02O pańskim przyjeździe.
01:02:03I że jest pan gotów dać mi satysfakcję.
01:02:05Co ty mówisz?
01:02:06Jak pan może.
01:02:08Przysięgam, że pan się myli.
01:02:09Między mną a panią Mario nie było nic, co by trzeba było ukrywać.
01:02:12Naturalnie słowo dżentlmena.
01:02:15Proszę nas zostawić samych.
01:02:23Leszku, przecież pozwolisz sobie wytłumaczyć.
01:02:26Wracam do Warszawy.
01:02:27O szczegółach pomówi z tobą mój adwokat.
01:02:29Patusiu, przyjechałeś.
01:02:36No...
01:02:37Idź się bawić, Elżunia.
01:02:44Dziecka ci nie zostawię.
01:02:47To sobie zapamiętaj.
01:02:52Elżunia!
01:02:53Elżunia!
01:03:06Elżunia!
01:03:22O czym tak rozmyślasz, a?
01:03:25Że ludzie są tak samo grubi jak osób.
01:03:29Masz rację.
01:03:31Są grubi od osób.
01:03:57Muzyka
01:04:00Jak tu pięknie.
01:04:02Tak, tak, my lord.
01:04:05A człowiek jest jak ten koń dorożkarski.
01:04:08Nic nie widzi przed sobą oprócz tego wąskiego w paska drogi, którego mu nie zasłaniają okulary.
01:04:16Wystarczy tylko je zarwać i proszę.
01:04:19Słońce jest.
01:04:21Powietrze co rozkosz.
01:04:23A żeby już nic do szczęścia nie brakowało, to nawet szkupkowi nie można.
01:04:28He, he, he, he, szkupka.
01:04:30Pamięta pan przetowniku jaki pan był wtedy zrozpaczony?
01:04:34A dziś chce się panu śmiać z tych wszystkich ówczesnych tragedii.
01:04:39Tęsknił pan tylko za córkę.
01:04:41I córka też przyjechała.
01:04:43Bez kompletacji.
01:04:44No ja nie rozumiem dlaczego Marysia wczoraj do mnie nie przyszła.
01:04:47Bo jest kobietą.
01:04:49Dlaczego.
01:04:50Powiedziała, że przyjdzie, więc nie przyszła.
01:04:52Nie rozumiem.
01:04:53Gdyby przyszła tak jak powiedziała, nie byłaby kobietą.
01:04:56A czyż chcesz mieć córkę, która jest mężczyzną?
01:05:00Nie górstwa gadasz.
01:05:20Chodź, chodź, chodź.
01:05:32Co to by mówi?
01:05:33Co się stało?
01:05:34On chce mi zabrać lżunię.
01:05:36Kto?
01:05:36Leszek.
01:05:37Co?
01:05:38Tatusiu.
01:05:39Jak jestem strasznie niebezpieczliwa.
01:05:42Cicho moje dziecko.
01:05:43Cicho, cicho, cicho.
01:05:45Opowiesz mi to wszystko dokładnie.
01:05:47Czekaj.
01:05:49A pan tu czego?
01:05:51Proszę wyjść.
01:05:52Szlachetna osoba, królowo piękności, my darling.
01:05:57Pozwól chwilę popatrzeć na tę niewinną istotę.
01:06:02No to posiedź pan trochę.
01:06:05Tam.
01:06:16No Elżuniu, a teraz pomódl się do Bozi.
01:06:24I zrób Boziu, żeby mamusia była szczęśliwa.
01:06:28I tatuś, i dziadziuś, i Zonia, i on też.
01:06:35Bo już nie zostało nic innego, jak uciec do Elżuniu.
01:06:38Jak i prędzej.
01:06:39Muszę ją ukryć przed nim.
01:06:40Ależ to no, zezna.
01:06:42Ja mu przemówię do rozsądku.
01:06:45A przecież on nie ma prawa tak bez żadnego powodu.
01:06:50Chyba.
01:06:53Czy ty, aby czegoś nie ukrywasz przede mną, Marysiu?
01:06:58No widzisz, ojcze.
01:06:59No widzisz.
01:07:01Jeżeli ty mi nie ufasz, to dlaczegoż by on miał?
01:07:06No cóż zamierzasz robić?
01:07:09Telefonował do mnie Dębicz.
01:07:11Kto?
01:07:11Pytał, czy może mi pomóc.
01:07:13Dębicz?
01:07:14Prosiłam, żeby zawiózł mnie do Warszawy.
01:07:16Ukryję się z Elżunią i będę czekać, aż się Leszek nie uspokoi.
01:07:19Marysiu, wyprzysz to szaleństwo.
01:07:21W ten sposób palisz za sobą wszystkie mosty.
01:07:24Ja mu nie oddam Elżunić.
01:07:26Reszta mnie nic nie obchodzi.
01:07:28Cicho, dziecko, cicho, cicho.
01:07:30Cicho, Marysiu.
01:07:32Cicho, taki jeden krok
01:07:34może zaważyć na całym życiu.
01:07:39Wszystko się powtarza.
01:07:42Wszystko się powtarza.
01:07:44Twoja matka również uczyniła kiedyś taki krok nieszczęsny.
01:07:51Mamy.
01:07:52Mamy.
01:07:53Jeden nieopatrzny krok, który złamał życie jej, mnie i wolanie Tobie.
01:08:03I Królewna Śnieżka zapytała swego dziadziusia.
01:08:08A czy Ty kochasz dziadziusia?
01:08:11Tak.
01:08:14A gdzie?
01:08:16Tak.
01:08:18No to pocały idzie.
01:08:22Można, ale w rączkę.
01:08:27No idź już Pan, idź już Pan.
01:08:31Wiem, Panu.
01:08:31Tak.
01:08:31Tak.
01:08:31Tak.
01:08:31Tak.
01:08:31Tak.
01:08:31Tak.
01:08:32Tak.
01:08:32Tak.
01:08:46Tak.
01:08:50Tak.
01:08:50Padek mi Ciebie wówczas zwrócił, Marysiu, ale mógł również nie zwrócić.
01:08:58Umarłbym, nie zobaczywszy już nigdy mojej córki.
01:09:04Widzisz, to wszystko było przez jeden fałszywy krok Twojej matki.
01:09:12Taki sam niemal jak Ty teraz chcesz zrobić, odjeżdżając Dębicza.
01:09:19Ja nie mam innego wyjścia.
01:09:22Dębic teraz nabidzie autem.
01:09:40A co to się Panu stało?
01:09:43Tak sobie utykam.
01:09:45No przecież przedtem Pan nie kulał.
01:09:47A ja jej też nie kuleję, tylko noga mi zasnęła i w żaden sposób nie mogę jej obudzić.
01:09:55Coś takiego.
01:09:57...
01:10:02...
01:10:06...
01:10:07...
01:10:21KONIEC
01:10:54KONIEC
01:10:56Patrzę, a auto zrobiło w powietrzu kozła i brób.
01:11:00Zachamował widocznie za gwałtownie, więc wzięliśmy go zaraz na bus i...
01:11:14Idźcie stąd. Co się stało?
01:11:17Dębic.
01:11:24Natychmiast wody gorące i bandaży.
01:11:27Ktoż może być za późno?
01:11:30Serce naruszone.
01:11:32Wołaj no Wasyla, niech mi pomoże.
01:11:34Serce jeszcze biło.
01:11:36Ogłuchaj się.
01:11:38Jemu już nic nie pomoże.
01:11:40Poszanałeś?
01:11:41Pan nie rozumie, że to szczęście, że się tak stało.
01:11:45Jeżeli pan go uratuje, pańska cynka zostanie przy nim na zawsze.
01:11:49On na jej wezwanie jechał.
01:11:51Przecież pan sam mówił, że mu serce ledwo bije,
01:11:55a tak umrze bez niczyjej winy.
01:12:03Rzecz!
01:12:05Panie doktorze, już się poda.
01:12:06Wtychmiast chorego przenieść tutaj, wędzej.
01:12:23Wtychmiast chorego przenieść tutaj, wędzej.
01:12:30Panie doktorze!
01:12:32Panie doktorze!
01:12:39Panie doktorze!
01:12:47Panie doktorze!
01:12:56Panie doktorze!
01:12:58Panie doktorze!
01:13:16Panie doktorze!
01:13:18Panie doktorze!
01:13:20Panie doktorze!
01:13:42Panie doktorze!
01:13:45Panie doktorze!
01:13:50Panie doktorze!
01:14:15Panie doktorze!
01:14:18Igo!
01:14:26Panie doktorze!
01:14:28Doятель doktorze!
01:14:28Panie doktorze!
01:14:29Panie doktorze!
01:14:30Panie doktorze!
01:14:31Nie do Lidwikowa, ja zostanę tutaj na noc.
01:14:44Żyje!
01:14:48Ojcze! Ojcze!
01:14:53Boże, Boże, Boże, Doktorko!
01:14:56Wjechać do miasta.
01:14:57Dobrze, dobrze, ja pojadę.
01:14:58Kazała pani Stangrektorowi wracać do domu.
01:15:00Boże, ja pojadę! Ja pojadę!
01:15:36Panie, Panie Doktorze!
01:15:38Panie Doktorze!
01:15:39Panie Doktorze!
01:15:39Panie Doktorze!
01:15:39My tutaj do Pana z młyna!
01:15:40Panie Doktorze, mój ojciec jest nieprzytomny!
01:15:42Panie Doktorze, niech go Pan ratuje!
01:15:44Mnie jest doprawdy niewymownie przykro, Szanowna Pani.
01:15:48Mnie jest bardzo przykro.
01:15:50Ale ja niestety pojechać nie mogę.
01:15:52Panie Doktorze!
01:15:52Ja mam bardzo ciężko chorego.
01:15:55Panie Doktorze!
01:15:56Ja wiem dlaczego Pan nie chce jechać.
01:15:58Bo go Pan nienawidzi.
01:15:59A ten czego tutaj? Także dobry co nie?
01:16:01Tak, nienawidzi go Pan dlatego, że lepiej leczy od Pana.
01:16:03Dlatego, że sąd go uwolnił.
01:16:04Dlatego, że Pan powiedział, że będę wiecznym kaleką.
01:16:07A on mnie uzdrowił.
01:16:08Wyroś się stąd ty!
01:16:09Panie Doktorze!
01:16:10Ja Panią proszę!
01:16:11Ja Panią na wszystko proszę!
01:16:13Niech Pani stąd w tej chwili wyjdzie!
01:16:15Panie Doktorze!
01:16:34Zygmusiu, ty powinieneś tam pojechać.
01:16:38Jak to i mama też?
01:16:41Zaraz, zaraz, przepraszam mama.
01:16:43Dlaczego powinienem?
01:16:44Czy dlatego, że ten człowiek skazuje mnie na coraz większą nędzę?
01:16:47Czy dlatego, że ten człowiek odebrał mi prawie wszystkich pacjentów?
01:16:50Czy dlatego, że ja patrzę, że mama od rana do nocy zacharowuje się,
01:16:54zapracowuje się na to, żeby zdobyć ten mary, ten nędzny grosz
01:16:58i dlatego mamusiu ja powinienem?
01:17:01To wszystko nie jest ważne.
01:17:04Ważne jest to, że tam oczekuje na ciebie człowieka,
01:17:07który potrzebuje twojej pomocy.
01:17:10Zygmusiu, ty musisz tam pojechać.
01:17:15To jest twój obowiązek.
01:17:34Tak.
01:17:36No więc teraz Pani Mario musi poleżyć kilka miesięcy w absolutnym spokoju.
01:17:41Dziękuję Panie Doktorze bardzo.
01:17:43I ostrzegam Panią, że najlżejszy wstrząs grozi śmiercią.
01:17:47Panie Doktorze!
01:17:48No Pani Mario, niech się Panią spokoi, odwagi, odwagi.
01:17:51Ja teraz pójdę do tamtego, zajmę się nim sam.
01:17:55Wie Pani, to jest cud prawdziwy, że Pani ojciec go uratował.
01:17:58Tak, ja go uratował, a tak.
01:18:00Ale odwagi Pani Mario będzie wszystko dobrze.
01:18:02Zabierze Pani ojca do ludzkiego.
01:18:05Ale powtarzam Pani jeszcze raz, że najlżejszy wstrząs grozi ojcu śmiercią.
01:18:11Boże, kochala go niewątpliwie, a to jest główną rzeczą, której mężowie szukają u swych żon.
01:18:18Więc jeżeli znajdują miłość, powinni wybaczyć inne braki albo i w ogóle nie widzieć.
01:18:53Panią dziwi zapewne moja obecność tutaj.
01:18:58Ja wiem, ale mój mąż to stanął się tak niespodzianie.
01:19:07Niezbędna jest miastowa operacja, a on nie wierzy w nikogo poza profesorem.
01:19:13No tak, ale ojciec sam jest ciężko chory.
01:19:16Tak, mówiono mi już, ale myślałam, że...
01:19:20Panie profesorze, ja wiem, że zawiniliśmy ciężko wobec Pana profesora,
01:19:27ale niech Pan zrozumie, Stefan może umrzeć.
01:19:31Błagam Pana.
01:19:33Niech Pani wstanie, niech Pani nie kreka.
01:19:39Więc Dobranicki, kolega chory, nie wzywa, bo ja to...
01:19:49Tatusiu, nie pozwolę, nie pozwolę.
01:19:52Jak Pani może? Raz już zabiliście ojca moralnie, a teraz chcecie dokończyć swego dzieła.
01:19:57Nie pozwolę, nie pozwolę, nie pozwolę.
01:20:02Tatusiu, niech Pani stąd idzie.
01:20:05Niech Pani stąd idzie.
01:20:09Chciałabym.
01:20:15Czart.
01:20:16Niech Pani.
01:20:28Chciałabym.
01:20:30Chciałabym.
01:20:33Chciałabym.
01:20:37Chciałabym.
01:20:48Muzyka
01:21:16Muzyka
01:21:20Musicie mnie zawieźć na stację.
01:21:24Dobra.
01:21:34Muzyka
01:21:35Ja nie przeżyję tej operacji.
01:21:42Ja wiem, że nie przeżyję.
01:21:47Muzyka
01:21:49Stefanie, Stefanie.
01:21:51Zobaczysz, że wszystko będzie dobrze.
01:21:54Polski jest świetnym i lubię.
01:21:56Nie wiem.
01:21:58On jeden mógł mnie uratować.
01:22:02On jeden.
01:22:05No i jak tam samo poczuło?
01:22:07Do operacji wszystko gotowe.
01:22:10Wszystko będzie dobrze.
01:22:11Zobaczysz.
01:22:14Zobaczysz.
01:22:17Zobaczysz.
01:22:22Zobaczysz.
01:22:23Zobaczysz.
01:22:41Zobaczysz.
01:22:42Profesor Wilczur przyjechał.
01:22:45O milo, że pan profesor przyjechał.
01:22:49Pan profesor przyjechał.
01:22:51A gdzie chory?
01:22:52Na sali.
01:22:55Profesor Wilczur przyjechał.
01:22:59Przyjechał.
01:23:02Halo?
01:23:04Marysia?
01:23:07Co? Chory?
01:23:09Gdzie?
01:23:11W Warszawie?
01:23:12Tak. Jadę w tej chwili do kliniki.
01:23:18No cóż tam kolega Dobraniecki, co to?
01:23:21Stwierdziliśmy nowotwór żołądka.
01:23:23Tak jest, niestety, tumor złośliwy.
01:23:26Rad jestem, że pan profesor dokona rezekcji żołądka.
01:23:33Trzebać, profesorze.
01:23:37Zawiniłem.
01:23:38Kolego, cicho.
01:23:39Spokojny.
01:23:43Zawiniłem.
01:23:44Zawiniłem.
01:23:46Zawiniłem.
01:23:51Zawiniłem.
01:23:58Zawiniłem.
01:24:00Zawiniłem.
01:24:03Zawiniłem.
01:24:13Zawiniłem.
01:24:17Zawiniłem.
01:24:34Zawiniłem.
01:24:36Zawiniłem.
01:24:37Zawiniłem.
01:24:39Zawiniłem.
01:24:41Zawiniłem.
01:24:41Zawiniłem.
01:24:42Zawiniłem.
01:24:42Zawiniłem.
01:24:43Zawini.
01:25:04Powiedziano nam, że profesor Wilczur operuje.
01:25:06A przecież on jest chory.
01:25:21Profesorze, pan uratował Dobranieckiego.
01:25:24Tak genialnie operacji jeszcze nie widziałem.
01:25:28Skończone.
01:25:44Cicho, cicho, Marysiu, cicho.
01:25:49I mnie także należy się odpoczynek.
01:25:59Jestem szczęśliwy.
01:26:07Nie mógłbym marzyć o piękniejszym końcu,
01:26:14jak żołnierz na posterunku w walce ze śmiercią.
01:26:25Wiem, że gdy przyjdzie czas,
01:26:30każdy z panów również spiąże.
01:26:36Choćby miał dać za to swe życie.
01:26:45Bo...
01:26:47Bo to jest powołaniem lekarza.
01:26:53Lekarzu...
01:27:07Wiem ją.
01:27:18Czego płaczesz?
01:27:20Nie wstydzisz się?
01:27:23A pamiętasz, jak to było?
01:27:28Jak to było?
01:27:30Bez...
01:27:31Bez aplikacji.
01:27:37Bez...
01:27:39Bez...
01:27:40Bez...
01:27:53Bez...
01:28:01Bez...
01:28:15KONIEC
Comments