Skip to playerSkip to main content
  • 5 months ago

Category

😹
Fun
Transcript
00:00:00Wcześniej Duncan Innes poprosił mnie o rękę.
00:00:05Obiecałam to rozważyć.
00:00:07Nie myślę wchodzić wam w drogę.
00:00:10Odwiedziesz, Claire. A co z oddziałem?
00:00:13Mianowałem cię na kapitana, lecz nie powiedziałem ci, co to znaczy.
00:00:16Dbasz o nasze bezpieczeństwo. Twój ojciec mną gardzi.
00:00:20Gerald Forbes sporządził Nowy Testament.
00:00:23Zapisałam w nim wszystko małemu Jeremiah'owi.
00:00:26Pozwól pani, że przedstawię pan Wiley.
00:00:30Kim jest dr. Rowling? To ja.
00:00:35Nie jesteś tu już bezpieczny.
00:00:37Zostałeś boś po przysiąguł to mojej matce.
00:00:40Zwalniam cię z danego słowa. Nie daj się schwytać.
00:00:49Występują.
00:01:00Zdjęcia.
00:01:09Zdjęcia.
00:01:21Zdjęcia.
00:01:22Zdjęcia.
00:01:23Zdjęcia.
00:01:24Zdjęcia.
00:01:25Zdjęcia.
00:01:26Zdjęcia.
00:01:27Zdjęcia.
00:01:28Zdjęcia.
00:01:29Zdjęcia.
00:01:30Zdjęcia.
00:01:31Zdjęcia.
00:01:32Zdjęcia.
00:01:33Zdjęcia.
00:01:34Zdjęcia.
00:01:35Zdjęcia.
00:01:36Zdjęcia.
00:01:37Zdjęcia.
00:01:38Zdjęcia.
00:01:39Zdjęcia.
00:01:40Zdjęcia.
00:01:41Zdjęcia.
00:01:42Zdjęcia.
00:01:43Zdjęcia.
00:01:44Zdjęcia.
00:01:45Zdjęcia.
00:01:47Zdjęcia.
00:01:48Zdjęcia.
00:01:54Outlander.
00:02:01Lepiej się ożenić niż spłonąć.
00:02:04Na motywach powieści Diane Gabaldon.
00:02:07Szkocja, rok 1746.
00:02:37Przed nami dragoni.
00:02:48Stać!
00:03:01Ktoś cię.
00:03:07Nareszcie, na Boga. Cieszę się, że was widzę.
00:03:13Śpieszymy jak najdalej od Kulodem.
00:03:16Kim jesteś, panie?
00:03:18Wybaczcie, zapomniałem o manierach.
00:03:21Samuel Torrington podróżuje z żoną i córką.
00:03:24Każ im wysiąść.
00:03:26Na rozkaz księcia Camberlanda przeszukujemy podróżujące tą drogą powozy.
00:03:32Ostrożności nigdy dosyć.
00:03:34Moje drogie,
00:03:39buzia na kłódkę.
00:03:41Nikogo nie ma.
00:04:10Świetnie, a zatem ruszajcie.
00:04:20Pozwól, pani.
00:04:23Dokąd jedziecie?
00:04:25Do granicy przez Carlisle.
00:04:27Mój brat ma tam dom.
00:04:29Z pewnością będziecie tam bezpieczni.
00:04:33Szerokiej drogi.
00:04:34Dziękuję.
00:04:35Boże, chroń króla.
00:04:37Kogo masz na myśli?
00:04:46To złoto, poruczniku z pieczęcią króla Francji.
00:04:52Przeznaczone pewnie dla Stuarta.
00:04:54Schwytaliśmy jakobickich zdrajców.
00:04:57Hektorze.
00:04:57Opuść broń, panie.
00:05:05Ojciec!
00:05:06Morna.
00:05:10Morna.
00:05:14Morna.
00:05:27Morna.
00:05:28Morna.
00:05:29Morna.
00:05:30Morno, najmilsza, nie żyje.
00:05:37Nic jej już nie pomoże.
00:05:42Ruszajmy.
00:05:45Wstawaj.
00:05:47Nie zostawię jej.
00:05:50Morno!
00:05:57Ruszaj.
00:06:00O kurde, kurde.
00:06:07O kurde!
00:06:21Poświęć mi chwilę, Panie.
00:06:23Wejdź.
00:06:24Dzień dobry, Panie Ines.
00:06:30Wybacz, że przeszkadzam.
00:06:32Zostawcie nas.
00:06:33Wiem, że pobieramy się dopiero jutro, ale chciałem ci to dać.
00:06:46Czy czuję lawendę?
00:06:49Uśmierzy niepokój.
00:06:51Oblubienice przed ślubem mają mnóstwo zajęć.
00:06:55Wybierają wstążki, kolonki, kwiaty.
00:07:01Jest na niej motto McKenzie.
00:07:05Świecę, lecz nie płonę.
00:07:07W dowód mego przywiązania.
00:07:09Wiem, że jakoś nie pałasz do mnie namiętnością, ale...
00:07:24Nazwisko Ines wywodzi się z Gaelickiego i oznacza wyspę powstałą między dwiema odnogami strumienia.
00:07:33Z czasem, być może, będziemy...
00:07:38Dziękuję.
00:07:40Dziękuję ci, Panie Ines, nadtoś uprzejmy.
00:07:46Wybacz, Pani.
00:07:49Twój siostrzeniec i Pan Forbes czekają na dole.
00:07:53Oczywiście.
00:08:00Opuszczę cię zatem.
00:08:03Myślisz, że nie czuję, jak zerkasz na biedaka?
00:08:13Zależy mi na Twym szczęściu, Pani.
00:08:16Szczęście nie ma tu nic do rzeczy.
00:08:20Liczę, że z czasem Pan Ines zapewni mi nieco...
00:08:25...spokoju.
00:08:33Do wszystkich, którzy to czytają.
00:08:46Wybaczcie, Panowie.
00:08:48Nic się nie stało, ciociu.
00:08:51Przybyliśmy do River Run złożyć wyrazy szacunku.
00:08:54Nie będziemy cię ponaglać.
00:08:56Dziękuję.
00:08:59Jesteś niezwykle chojna, Pani.
00:09:03Brianna będzie zapewne rada, że taką troską otaczasz jej syna.
00:09:08Czy jednak Pan Ines zdaje sobie sprawę z tego, co to oznacza?
00:09:16Pan Ines zgodził się objąć pieczę nad majątkiem do chwili, gdy Jeremiah osiągnie pełnoletność.
00:09:24Żadne z nas nie ma dzieci.
00:09:26Możemy zaczynać?
00:09:50Pułkownik będzie świadkiem.
00:09:56A zatem stało się.
00:10:15River Run ma nowego Pana.
00:10:21Pod jego nieobecność sama zajmę się gośćmi.
00:10:26Zostawiam was.
00:10:28Pani.
00:10:40Dmuchnij w chustkę, mały.
00:10:42Błagam.
00:10:44Nie było źle.
00:10:47Oddałbym życie za papierowe chusteczki,
00:10:49a ja za aspirynę.
00:10:52I tak nic by nie dała.
00:10:54Za dwieście lat ludzie polecą na księżyc, ale nadal nie będzie lekarstwa na Katar.
00:11:03Mogłeś jechać na wesele.
00:11:04Poradziłabym sobie.
00:11:06Wiem, ale chciałem ci pomóc.
00:11:09Jokasta cię uraziła, więc odpłacasz jej afrontem, nie zjawiając się na jej ślubie.
00:11:20Dwie pieczenie na jednym ogniu.
00:11:23A co przyniósł prezent?
00:11:34Co to?
00:11:45Nie, a co to tu przyniósł?
00:11:49I oby to nie była kara Boża.
00:11:58Dwie.
00:12:07Dwie.
00:12:09Dwie.
00:12:09Dwie.
00:12:11Dwie.
00:12:11Dwie.
00:12:12KONIEC
00:12:42To Murtag powinien stać u jej boku.
00:12:53A ja przestaję z łotrami, którzy chętnie posłaliby go na stryczek.
00:12:59Nie oceniaj się zbyt surowo.
00:13:04Prosiłeś, by zaczekał.
00:13:06Nie ma go tutaj, bo tak zdecydował.
00:13:12Chodź.
00:13:19Spróbuj się dobrze bawić, by nie urazić Jokasty.
00:13:29Na.
00:13:30KONIEC
00:14:05Z ręcznym tancerzem.
00:14:08Zatańczyłem chyba z każdą dzierlatką w prowincji.
00:14:12Wszystkie marzą teraz o zaszczytnym mariaszu z Lordem Grae'em.
00:14:19Ten ślub jest towarzyskim wydarzeniem sezonu.
00:14:22Żadna młoda dama nie przegapi okazji, by tu zabłysnąć.
00:14:26Skoro o błyszczeniu mowa.
00:14:39Lordzie Grae'em, pułkowniku, cóż za fortunne spotkanie.
00:14:43Ekscelencjo, miło znów Cię widzieć, Pani.
00:14:48Ekscelencjo, Pani Trajon.
00:14:50Jej ekscelencja.
00:14:52Wybacz, Pani.
00:14:55Nie martw się tym, jak dotąd nie używałam tego tytułu.
00:14:59A gdy mąż zaczął przedstawiać mnie nim w Karolinie Północnej,
00:15:08wyjeżdżamy do Nowego Jorku.
00:15:11Do Nowego Jorku?
00:15:14Pozwólcie, sędzia Martina Tikus.
00:15:17Do usług, Panie.
00:15:19Gdybym miał rękawiczkę, rzuciłbym Ci ją w twarz
00:15:22i sprawdził, któremu z nas nie zbywa na honorze.
00:15:27Któż to?
00:15:27Quincy Arbuckle Ekscelencjo.
00:15:30Na każdym ślubie trafia się butny kiep.
00:15:34Zaskakuje mnie Twój język, Panie, ale co do reszty się zgadzam.
00:15:39Ciągną do mnie tacy jak muchy do miodu.
00:15:42Gdy usłyszą, że msędzią pozują na filozofów albo znawców prawa.
00:15:49Przyznaj jednak, że moje prawnicze posunięcie
00:15:51świadczy jednak o geniuszu.
00:15:54Prawda to.
00:15:54Nasz zacny, miłościwy gubernator
00:15:58ułaskawia nawet buntowników.
00:16:01Na pogranicze wieści docierają z opóźnienia.
00:16:04Pomysł podsunął mi szkod Samuel Johnston.
00:16:08Nasza ustawa o zapobieganiu buntom
00:16:10uniemożliwia zwołanie zgromadzeń
00:16:12liczących więcej niż dziesięć osób.
00:16:15Nie ma zabrań, nie ma spisków.
00:16:17Właśnie.
00:16:19Gdybym wpadł na to wcześniej, porucznik Knox nadal byłby z nami.
00:16:24Wielkie nieba, ekscelencjo.
00:16:26Znów zapominasz o etykiecie.
00:16:29Porucznik odszedł w przykrych okolicznościach.
00:16:33Nie wypada wspominać o tym w tak radosnym dniu.
00:16:39Pozostawmy panów i nudne rozmowy o polityce.
00:16:42Chodźmy.
00:16:45Podobno później będzie można grać w vista o wysokie stawki.
00:16:49Uwielbiam patrzeć na mężczyzn trwoniących fortunę przy stoliku.
00:17:05Rój nadleci jutro.
00:17:08Jeśli będziemy zwlekać, to paskudztwo zeżrę nasze zbiory.
00:17:13Spalmy pola pana Frejzera i pokrzyku.
00:17:15Spokojnie, panowie.
00:17:22Pali się.
00:17:26Wreszcie mnie słuchacie.
00:17:30Narasta w was panika i strach.
00:17:33Pragnienie, by uciec i ratować.
00:17:37A teraz wyobraźcie sobie prawdziwy pożar.
00:17:40Spalimy szkodniki.
00:17:41Krzyle są kolejne.
00:17:43A wy stracicie o wiele więcej.
00:17:46Jeden niefortunny powiew wiatru obróci wasze domy w zgliszczach.
00:17:51Chcesz zaryzykować panie Lindsay?
00:17:55Szkoda, że nie ma z nami pułkownika.
00:17:57On wiedziałby, co robić.
00:17:59Jest o dziesięć dni drogi stąd.
00:18:02Co zatem proponujesz, kapitanie?
00:18:04Nie wiem.
00:18:10Nie wiem.
00:18:22Pałac w New Bern opuszczam bez żalu.
00:18:26Był wprawdzie elegancki, ale wyjątkowo niewygodny.
00:18:30Czy to Philip Wiley?
00:18:31Znasz go?
00:18:34Niewiele widać spod warstwy pudru, ale...
00:18:37Tak, poznaliśmy się w Wilmington.
00:18:40Był nieco natrętny.
00:18:44Raczej nieznośny.
00:18:46Po powrocie z Paryża pozuję na Dandysa.
00:18:49I hula za dwóch.
00:18:53Podobno to nie w długach, bo stracił fortunę,
00:18:56grając w domach o podejrzanej reputacji.
00:19:03Idzie do nas.
00:19:07Do ciebie.
00:19:10Ale może uda mi się odwrócić jego uwagę.
00:19:13Jako żona polityka mam do tego szczególny talent.
00:19:19Szkoda, że nie widziałaś miny Roberta, gdybym mu rzekła,
00:19:23że przynajmniej raz w miesiącu będzie sypiał w pokoju gościnnym.
00:19:28Przystał na to?
00:19:30Pokazałam mu czarno, na białym porady doktora Rawlingsa.
00:19:34Przeklął dzień, w którym niewiasty nauczono czytać.
00:19:38Nie boisz się obrazy boskiej?
00:19:41Dzieci są darem niebios.
00:19:43Jeśli Pan nam je zsyła, któż by się przed nimi wzdragał?
00:19:49Kobiety, które dość już mają dowodów Bożej łaskawości.
00:20:05Przepraszam.
00:20:06Pani Fraser, Pan Wiley, gapa ze mnie.
00:20:12Pozwól, że napełnię Ci kieliszek.
00:20:15Nie trzeba, dziękuję.
00:20:17Miło Cię widzieć, Panie.
00:20:19Cała przyjemność po mojej stronie.
00:20:21Wyglądasz znakomicie.
00:20:34W tym roku fortuna się do mnie uśmiecha.
00:20:37Znów handlujemy z Anglią.
00:20:39Korzystam więc na tym i nie tylko.
00:20:44Ty zaś jak zwykle zachwycasz, Pani.
00:20:46Jesteś największą ozdobą tego przyjęcia.
00:20:49Wybacz, Panie Wiley.
00:20:56Ciatka Pani Fraser prosi ją o radę.
00:20:59Przyszła Panna Młoda nie powinna czekać.
00:21:07Wybacz, że Wam przeszkodziłam.
00:21:09Robisz, co możesz.
00:21:22Przekonaj o tym Lindsay'a albo Sinclera.
00:21:24Boją się i słusznie.
00:21:26Jeśli szarańcza spadnie na pola,
00:21:28zimą będą głodować.
00:21:31Gdyby był tu Twój ojciec,
00:21:34postąpiłby inaczej?
00:21:35Inaczej?
00:21:38Chciałbym to wiedzieć.
00:21:40Ale mam dość zgadywanek.
00:21:49Zabawny jak mózg kojarzy pewne fakty.
00:21:53Szarańcza i dym.
00:22:01Przypomniałem sobie, co czytał mi ojciec,
00:22:04gdy byłem dzieckiem.
00:22:05Opowieść o szarańczy,
00:22:07która nawiedziła zachód Ameryki.
00:22:09Obyś pamiętał szczegóły.
00:22:17Miejscowi wykorzystywali dym,
00:22:19by spłoszyć owady,
00:22:21nim wylądują.
00:22:23To rzeczywiście działa?
00:22:26Większość opowieści opiera się na faktach.
00:22:28Wielcy pisarze splatali prawdę z fikcją.
00:22:32Może się uda.
00:22:33Wokół pól rozpalimy ogniska,
00:22:37dorzucając mokre drewno.
00:22:40Nadymimy tak,
00:22:41że owady nie usiądą na zborze.
00:22:44Część zbiorów pewnie stracimy,
00:22:46ale wiele uda się uratować.
00:22:49Powinno się udać.
00:22:51Uda się.
00:22:55Trzeba tylko dobrze zadymić pola.
00:23:00Wieszać buntowników?
00:23:01Podobno ta ustawa zabrania jeno zgromadzeń.
00:23:07To prawda,
00:23:08ale pozwala mi też osądzić
00:23:09uczestników zamieszek w Hillsborough
00:23:11i innych osadach.
00:23:13Nazwijmy to spóźnioną karą.
00:23:15Powinni siedzieć już od wielu miesięcy.
00:23:18A co jeśli nie stawią się
00:23:20przed królewskim sądem?
00:23:21Opornych oddamy w ręce szeryfa.
00:23:24Pomnicą ci rzekł, gdy się poznaliśmy.
00:23:26Prawo trzeba egzekwować.
00:23:27Dobrze, że tak myślisz.
00:23:35Ale ciekawym...
00:23:36Dlaczego tak ci na tym zależy?
00:23:41Ekscelencjo.
00:23:42Wyjeżdżasz wszak z żoną do Nowego Jorku.
00:23:44Prosiłem, by zachowała dyskrecję,
00:23:47póki pogłoski się nie potwierdzą.
00:23:50Zaproponowano mi tam gubernatorstwo.
00:23:53Trzeba jeszcze dopełnić formalności,
00:23:55lecz przyjaciele zapewniają,
00:23:57że rzecz jest już przesądzona.
00:24:01Zakładam, że owi przyjaciele
00:24:04wiedzą o naszych kłopotach z regulatorami.
00:24:08Gdy zostałem gubernatorem Karoliny Północnej,
00:24:13żona przez tydzień zalewała się łzami.
00:24:17Podzielałem jej obawy,
00:24:18a jednak polubiłem tę prowincję.
00:24:22Nie chcę zostawiać jej pogrążonej w chaosie bezprawia.
00:24:28Tutejsi sprawiają wrażenie dzikusów,
00:24:31ale nie są pozbawieni honoru.
00:24:33Gdybyś okazał im łaskę,
00:24:41o karze, jeśli na to zasłużą.
00:24:44Sami zdecydują, czy czeka ich niebo,
00:24:47czy piekło.
00:24:58Jeszcze dwa.
00:24:59Napełniasz je?
00:25:03Tak, łajnem.
00:25:05Wypłoszy owady.
00:25:08Raczej je przyciągnie.
00:25:12To małe grzejniki olejowe
00:25:15wykorzystywane od stuleci.
00:25:16Wiaderka napełniam łajnem i olejem.
00:25:19Nie mamy tu ropy naftowej,
00:25:20więc stopiłem gęsi smalec.
00:25:22Gdy podgrzejemy mieszankę,
00:25:24uniesie się z niej dym jak z komina.
00:25:27Rozstawimy wiaderka w polu,
00:25:33tam, gdzie nie sięgnie dym z mokrego drewna.
00:25:35Brawo, profesorze McKenzie.
00:25:38Nie wiem tylko, jak zmusić dym,
00:25:41by popłynął nad pola.
00:25:44Wiatr go poniesie.
00:25:46Nie wiemy, skąd zawieje.
00:25:48Mam pomysł.
00:25:56Zostaw to mnie.
00:25:57Wracaj do swojego łajna.
00:26:10Abigail, widziałaś mojego męża?
00:26:13Nie.
00:26:14Poszukać go?
00:26:15Nie trzeba.
00:26:15Dziękuję.
00:26:23Koronki z Chantilly.
00:26:25Ulubiony dodatek metresy króla Ludwika,
00:26:29Madame du Bury.
00:26:30Mój skromny dar dla przyszłej pani Ines.
00:26:34Piękne.
00:26:35Na tobie wyglądałyby lepiej.
00:26:37Tutaj ciężko o koronki,
00:26:41ze względu na uciążliwe podatki.
00:26:44Jeśli jednak zna się odpowiednich ludzi.
00:26:46Na pograniczu koronki mi się nie przydadzą.
00:26:56Dzięki moim znajomościom nie musiałabyś marmieć w leśnej guszy.
00:27:01Cieszyłabyś się życiem.
00:27:03Spełniłbym każde twoje życzenie.
00:27:05Znam pewnego irlandczyka, żeglarza, który prowadzi interesy w Wilmington.
00:27:13Przemytnika?
00:27:15Prawisz my uczucia, pani.
00:27:18Uważasz mnie za rzeźmieszkę?
00:27:21Wspomniałem jedynie, że moi znajomkowie obracają rzadkim i niezwykle cennym towarem.
00:27:26A zatem, panie Wiley...
00:27:36Mam dla ciebie propozycję.
00:27:56Grzeszna przyjemność
00:28:06Dzieło mego męża
00:28:08Którą dał ci obrączkę?
00:28:12Srebrną czy złotą?
00:28:15Srebrną
00:28:16Złotą dostałam od zmarłego męża
00:28:20Wyrazy współczucia
00:28:25Dziwne, że pan Fraser pozwolił ci zachować dar innego
00:28:31Jest bardzo niezwykły
00:28:36Kiedy zmarł twój pierwszy mąż?
00:28:47Wieki temu
00:28:48Musiał być wyjątkowy, skoro nadal darzysz go przywiązaniem
00:28:53Był
00:28:55Wyjątkowy
00:28:56Jego gwiazda pozostała na firmamencie twojego serca po wsze czasy
00:29:00Za miłość
00:29:02Zaiste
00:29:05Pozwól, że spytam cię o radę, panie
00:29:12Oczywiście, służę
00:29:16Chodzi o interesy
00:29:20Twój znajomy
00:29:23Wie
00:29:26Zapewne
00:29:27Jak zręcznie ominąć
00:29:32Pewne finansowe niedogodności
00:29:34Załatwi wszystko, czego zapragniesz
00:29:38Zastanawiałam się
00:29:39Zastanawiałam się
00:29:42Gorzelnia mego męża ledwie wiąże koniec z końcem
00:29:47Lecz dzięki ustosunkowanemu wspólnikowi
00:29:53Pan Bonnet ma
00:29:56Powiedzmy
00:29:59Dość
00:30:00Trudny charakter
00:30:02I nie robi interesów z nieznajomymi
00:30:05Na szczęście my
00:30:10Ja
00:30:12Rozmawiałabym tylko z tobą
00:30:16A ty
00:30:17Rzecz jasna miałbyś udział w zyskach
00:30:21To straszne, że słowo zysk pada z tak cudownych usteczek
00:30:26Nie psujmy cudownego dnia rozmową o błahostkach
00:30:34Pokazałaś mi, co sprawia ci radość
00:30:42Teraz moja kolej
00:30:51Sprawdź, czy wiaderka trafiły na pole Ewanza Lindsay'a
00:31:20Niech brat ci pomoże
00:31:21Gdy twój ojciec powierzył mi osady
00:31:30Myślałem, że będę naprawiał płoty i szukał zagubionych krów
00:31:34Biblijnej plagi nie przewidziałem
00:31:50Poznaj Lukasa, pani
00:32:04Wspaniały
00:32:09Jest potomkiem zaćmienia z linii Darley-Arabian
00:32:14Zaćmienia słynnego konia wyścigowego
00:32:19Uroczy jesteś
00:32:22Uroczy?
00:32:24Dziwne określenie tak imponującego stworzenia
00:32:28Jest też szlachetny i odważny
00:32:31A nade wszystko piękne
00:32:35Co ty wyprawiasz?
00:32:38Doprowadzasz mnie do szału, pani
00:32:41Ty wywłoko
00:32:47Zostaw go
00:32:49Zostaw go
00:32:50Spoiła mnie whisky i błagałabym wziął ją na sianie
00:32:54To dziewka z piekła rodem
00:32:56Jak śmiesz
00:32:56Dość
00:32:57Zabijesz go na ślubie ciotki?
00:33:01Nie jest tego wart
00:33:03Zabiję, jeśli podejdziesz do mojej żony
00:33:16Zrozumiałeś?
00:33:33Po coś tu z nim przyszła
00:33:40W dodatku
00:33:41Sama
00:33:42Zna Bonetta
00:33:46Co?
00:33:49Tak
00:33:50Powiedział
00:33:51Świat jest mały
00:33:52Wiley korzysta z usług przemytnika z Wilmington
00:33:57Tkwi po uszy w długach
00:33:59Uznałam więc, że umówi nas z nim
00:34:01W zamian za obietnicę zysku
00:34:03Czułam, że to Bonet
00:34:06I miałam rację
00:34:08O Wilku mowa, a on tu
00:34:11Lord John powiedział mi właśnie, że Bonet oślepił nożem jakiegoś człowieka
00:34:20I z takim zadaje się Wiley
00:34:23Wypchnęłam go w Wajno, a ty zagroziłeś mu śmiercią
00:34:28Nie pomoże nam
00:34:30Podobno Luby Hazard
00:34:34Podobnoekt
00:34:49Podobno
00:34:50Podobno
00:35:04Podsyćcie ogień.
00:35:34Podsyć.
00:35:36Podsyć.
00:35:50Podsyć.
00:35:54Podsyć.
00:35:58Podsyć.
00:36:02Podsyć.
00:36:04Podsyć.
00:36:08Podsyć.
00:36:10Podsyć.
00:36:14Podsyć.
00:36:16Już wróciłeś, panie Ballard?
00:36:25Nie masz dosyć?
00:36:28O, ty.
00:36:31Jeśli myślisz, że wystarczy zapłacić za frak, to się mylisz.
00:36:35Dostałem go od księżnej.
00:36:37Moja żona ma rację.
00:36:42Nie wypada zabijać na ślubie własnej ciotki.
00:36:46Co?
00:36:46Musimy zatem załatwić rzecz inaczej.
00:36:53Jeśli chodzi o zajście w stajni, to nie mam sobie nic do zarzucenia.
00:37:01To nie, Wiley.
00:37:05Znasz żonę gubernatora?
00:37:11Piękna z niej niewiasta, lecz między nami mówiąc
00:37:16nie słynie z dyskrecji.
00:37:19Wystarczy, że szepnę jej słówko i w dwa tygodnie
00:37:22wszyscy mieszkańcy Karoliny Północnej będą wiedzieć,
00:37:26co z ciebie za dżentelmen.
00:37:28Jej ekscelencja bez wątpienia już uważa mnie za Hultaya.
00:37:37Nie będzie zaskoczona.
00:37:40Reputacja mnie wyprzedza, niestety.
00:37:43Pani Trajon nie wie jeszcze tego, co mam jej do powiedzenia.
00:37:53Załatwmy to raz na zawsze.
00:37:56Podczas partyjki Vista.
00:37:58Jeśli wygrasz, zmilczę, a ty zachowasz honor.
00:38:02A co, jeśli przegram?
00:38:08Stracisz Ogiera.
00:38:10Lukasa.
00:38:11Wy szkoci wszyscyście tacy sami.
00:38:23Jako prostacy zbyt wysoko cenicie sobie własną dumę.
00:38:27Powiem ci, co nas różni.
00:38:29Wybierając między honorem a złotem,
00:38:32zawsze stawiam na to drugie.
00:38:35Lukas Ward jest dziesięć razy więcej.
00:38:38Jeśli chcesz zasiąść do stolika, Fraser,
00:38:43zaoferuj coś znacznie cenniejszego.
00:38:52Straciłeś rozum?
00:38:55Widział ją u ciebie i tylko jej pragnie w zamian za konia.
00:39:01Wie, ile ta obrączka dla mnie znaczy.
00:39:06Upokorzyłam go.
00:39:07Mści się.
00:39:08Co z tego?
00:39:10Jeśli wygram, zdobędziemy konia.
00:39:13A dzięki niemu wywrzemy pomstę na kimś znacznie gorszym niż Philip Wiley.
00:39:18Nie.
00:39:19Nie oddam mu obrączki.
00:39:28Stephen Bonnet wyrwał mi ją z gardła.
00:39:33Zapomniałeś?
00:39:33Zaufaj mi.
00:39:34Zaufaj mi.
00:39:37Mamy okazję się z nim rozprawić.
00:39:40Wygram tę partię.
00:39:43A jeśli nie?
00:39:44Po co to robisz?
00:39:55Nie rozumiem.
00:39:59Odpowiedz.
00:40:00Dla Brie, dla naszej córki.
00:40:09Bronisz jej honoru czy własnego?
00:40:14Jeśli już zabierasz mi obrączkę,
00:40:25weź obie.
00:40:26Spotkań się z zainteres limpni.
00:40:27Także wszystkim obmy.
00:40:40Tak.
00:40:41Straciliśmy trochę grochu.
00:40:58Kukurydza ocalała.
00:41:00Udało ci się.
00:41:02Kapitanie McKenzie.
00:41:08Panie Lindsay.
00:41:11Uznałem twój plan za głupi, ale teraz przyznam, że wiele ci zawdzięczam.
00:41:20Straciliśmy zboże z pół akra.
00:41:23Dzięki tobie moi bliscy nie spędzą zimy z pustym żołądkiem.
00:41:27Wszyscy sobie pomagamy.
00:41:34Ojciec zrobi z ciebie majora.
00:41:38Oby nie.
00:41:41O co chodzi?
00:42:04Pani, przybył spóźniony gość. Ma coś dla ciebie.
00:42:13Nie przyjmę go dzisiaj. Niech zostawi dar na dole obok innych.
00:42:20Szkoda, bo przebył szmat drogi, by ci go dać.
00:42:23Co ty wyprawiasz?
00:42:29Wślizgujesz się tu pod nosem gubernatora?
00:42:33Na szczęście spotkałem twojego lokaja.
00:42:36Przywiódł mnie do ciebie, nim się zbłaźniłem.
00:42:39Nie chciałem, by zginął przed twym ślubem, pani.
00:42:43Z rozumu cię obrało?
00:42:59Dlatego nie możesz mi się oprzeć.
00:43:01Mam coś dla ciebie.
00:43:12Po coś przyszedł.
00:43:36Zapytać cię o coś.
00:43:46Nie mam do tego prawa, ale i tak zapytam.
00:43:53Bo nie umiem już bez ciebie żyć.
00:43:59Zaczekasz na mnie?
00:44:09Teraz o to pytasz?
00:44:10Dzień przed moim ślubem?
00:44:13Nie kochasz Ines, a nawet w Dureń to widzi.
00:44:16Gdy powiedziałam ci o jego oświadczynach, rzekłeś, że nie staniesz nam na drodze.
00:44:20A teraz wstaję.
00:44:29Jezu Chryste.
00:44:39Sądziłem, że mu odmówisz.
00:44:46Wysłuchaj mnie.
00:44:48Po co?
00:44:49Jesteś zbiegiem.
00:44:51To się zmieni.
00:44:52Bo będę miał ciebie u boku wbrew wszystkiemu.
00:44:59Tak chcesz mnie przekonać?
00:45:01To ma być opinia, argument, pytanie?
00:45:04Co chcesz mi powiedzieć?
00:45:06Rzekłem ci kiedyś, że szukam niewiasty, która w głosie mężczyzny usłyszy jego intencje, choćby on sam nie umiał dobrać odpowiednich słów.
00:45:36Przykro mi.
00:45:49Dlaczego na Boga chcesz się zestarzyć przy Duncanie?
00:46:09Zestarzałam się już dawno.
00:46:13A czas, który mi pozostał, pragnę spędzić z zacnym człowiekiem, który będzie myślał jedno o moim szczęściu.
00:46:26Luceo non uro.
00:46:28Czy wiesz, co to znaczy?
00:46:33Świecę, lecz nie płonę.
00:46:35Ojciec mawiał, że choćbyś wrzucił McKenzie'ego w najgłębsze czeluści piekieł, gdzie ogień, trawi nawet kości, on i tak wyjdzie bez szwanku.
00:46:51McKenzie przetrwa wszystko.
00:46:53W noc, po klęsce pod Kuloden,
00:47:01Hector wrócił do domu z obłędem w oczach.
00:47:05Nigdy go takim nie widziałam.
00:47:08Kazał mnie i naszej najmłodszej córce, Mornie, zebrać wszystko, co zdołamy unieść.
00:47:15Powiedział, że popłyniemy do Ameryki, do lepszego świata.
00:47:19Posłuchałyśmy go.
00:47:23Ruszyliśmy w drogę po nocy.
00:47:29Jechaliśmy do naszych starszych córek,
00:47:32Sionak i Klementiny,
00:47:35które miały już własne dzieci.
00:47:39Dobrze wiedziałam, co się stanie, gdy dotrą do nich żołdacy w czerwonych kabatach,
00:47:44pijani krwią jako bitów.
00:47:49Nie miałam jednak pojęcia, że Hector ukradł szkatułę pełną złota.
00:47:58Złota Stuartu,
00:48:00które przysłano z Francji zbyt późno.
00:48:04Jechaliśmy całą noc.
00:48:06Świtało, gdy natknęliśmy się na dwóch dragonów.
00:48:08Morna miała 16 lat.
00:48:22Była śliczna.
00:48:28Zostawiłam ją tam, w błocie obok ciał nieznajomych.
00:48:31Jej kości leżały przy drodze, zmieniając się w proch,
00:48:40podczas gdy ja starzałam się przez 30 lat w pałacu wzniesionym za złoto,
00:48:47które mi ją odebrało.
00:48:51Sionak i Klementina spłonęły w pożarach.
00:48:56Współczuję ci.
00:49:15Widzę je, gdy zamykam oczy.
00:49:18Słyszę wołanie morny.
00:49:26Czuję smród pożarów na północy,
00:49:29sięgających po moje ostatnie dziecko.
00:49:33Odkąd mój świat pogrążył się w ciemności,
00:49:36widzę to jeszcze wyraźniej.
00:49:40Ślepota jest karą za to,
00:49:42że porzuciłam morne i nawet się nie obejrzałam.
00:49:48Hector wierzył w powstanie jak obitów
00:49:53i tak jak ty chciał zmieniać świat.
00:49:58Wszystko przez to straciłam.
00:50:00Nie jestem taki jak on.
00:50:03Nie rzucę na szalę naszego szczęścia.
00:50:07Po wojnie, która nadejdzie, wybuchnie kolejna i następna.
00:50:11Będą trwać nawet, gdy nas nie stanie.
00:50:18Powiedziałeś, że pragniesz kobiety umiejącej korzystać z życia,
00:50:27która wie, jak ono smakuje naprawdę,
00:50:30a nie jeno w jej marzeniach.
00:50:33Ja dobrze znam życie.
00:50:36I znam takich, jak ty.
00:50:39Czyli jaki?
00:50:50Gotowych oddać wszystko za to, w co wierzą.
00:51:00Poprzysięgłam sobie, że takiemu nigdy już nie oddam serca.
00:51:05Proszę, odejdź.
00:51:10Muszę odpocząć przed jutrzejszym dniem.
00:51:15Kocham cię, Jokasto Mackenzie.
00:51:31Świat może się zmienić, lecz moje uczucia nie.
00:51:45Żałuję, że zbrakło mi odwagi, by pomówić z tobą wcześniej.
00:52:01Zobacz krzyżdżał.
00:52:08Chorupi.
00:52:10Czarny.
00:52:14Czarny.
00:52:17Świat.
00:52:18Świat.
00:52:19Świat.
00:52:20Świat wierzy.
00:52:22Świat.
00:52:24Świat.
00:52:25Świat.
00:52:27Świat.
00:52:29Świat.
00:52:30Obyś był tego wart.
00:52:38Szukałem cię.
00:52:44Upiłeś się.
00:52:49Miałem co świętować.
00:52:57Myślałam, że Bonnet nic już nam nie odbierze.
00:53:01Lecz ty, omal mu ich nie oddałeś.
00:53:05Bonnet nie miał tu nic do rzeczy.
00:53:08Masz żal, że chciałem ukarać Wiley'ego.
00:53:12Pozwoliłeś, by wkradła się między nas twoja nienawiść do niego i Bonneta.
00:53:18Wykorzystali przeciwko tobie twoją szkocką dumę.
00:53:22Moją dumę?
00:53:23Mówisz i czynisz, co chcesz, nie bacząc na konsekwencje.
00:53:27Myślisz, jak ludzie w twoich czasach.
00:53:31Nie pouczaj mnie teraz.
00:53:34Muszę czasem przypomnieć ci o zasadach.
00:53:37Jesteś wyjątkową niewiastą, Sasenak.
00:53:44Nie zapominaj jednak, że tylko niewiastą.
00:53:48Nie zapominaj go na
00:53:56LAUGHTER
00:54:00KONIEC
00:54:30Spójrz w dół.
00:54:41Pragnę cię, więc cię biorę.
00:54:45Patrz w dół.
00:55:00Nie gniewasz się, że m cię posiadł jak oszalałe zwierzę?
00:55:14Nie.
00:55:17To akurat mi się podobało.
00:55:24Choć nabiłeś mi siniaki.
00:55:30Szkoda, że nie widziałam miny Waliego.
00:55:41Łzy stanęły mu w oczach.
00:55:44Obiecałem jednak, że oddam mu konia w zamian za pomoc w sprzedaży whisky.
00:55:49I spotkanie z najlepszym przemytnikiem w prowincji.
00:55:54Tak.
00:55:55Pan Bonnet pozna wkrótce Aleksandra Malkolma,
00:55:59producenta najlepszej whisky w obu Karolinach.
00:56:04Myślałam, że pan Malkolm dawno skończył z przemytem.
00:56:08Ja również.
00:56:14Mamy go.
00:56:17Water zapłaci wreszcie za swoje czyny.
00:56:21Masz rację.
00:56:26Nie robię tego dla Brie.
00:56:29Chcę popatrzeć na śmierć potwora, który skrzywdził naszą córkę.
00:56:35Tak, po prostu.
00:56:36Muszę zobaczyć, jak umiera.
00:56:39Czy to źle?
00:56:43Nie.
00:56:43Obiecaj mi coś.
00:56:53Przyrzeknij, że Stephen Bonnet niczego nam już nie odbierze.
00:56:57Przyrzekam.
00:57:15Na kolanach przysięgam.
00:57:26Że te obrączki pozostaną na twoich palcach.
00:57:35Masz moje słowo.
00:57:37No.
00:57:46DZIENNIKARZ
00:58:14Piją teraz amerykańscy dżentelmeni?
00:58:17W kawiarniach nie podają piwa.
00:58:20Skąd pewność, że wolę piwo?
00:58:25Właściwie to...
00:58:28Nie chciałem ci urazić, panie.
00:58:33Dziękuję, żeś znalazł dla mnie czas.
00:58:39Przyjechałem z River Run,
00:58:42wprost ze ślubu Jokasty Cameron.
00:58:45Cameron?
00:58:48Krewniaczki Jamesa Frazera?
00:58:50Tej samej, obecnie pani Innes.
00:58:54Przekaż jej serdeczne życzenia.
00:58:57W zasadzie to tobie należą się powinszowania.
00:59:01Twój syn został dziedzicem River Run.
00:59:07Ekscelencja?
00:59:22Otrzymałem przykre wieści.
00:59:24Szkoda, że tuż po tak pięknej uroczystości,
00:59:27ale tak już bywa.
00:59:28Czy wiesz, ilu regulatorów zdało się na łaskę sądu?
00:59:32Żaden.
00:59:32Ani jeden.
00:59:34Wojny nie da się za tym uniknąć.
00:59:37Wysłałem już amunicję generałowi Waddellowi.
00:59:41Gdy ją otrzyma, spotka się ze mną w Hillsborough.
00:59:44Zbierz swoich i dołącz do nas za dwa tygodnie.
00:59:49Widzimy się wieczorem.
00:59:52Nie martw się, pułkowniku.
00:59:54Uwiniemy się raz, dwa.
00:59:58Regulatorzy poszli w rozsypkę.
01:00:00Nie przygotują się do wojny z koroną.
01:00:04Dzięki za oglądanie.
01:00:31KONIEC
01:01:01KONIEC
01:01:31KONIEC
Be the first to comment
Add your comment