00:00Przepraszam, że tak długo umilczałam, ponieważ sprzęt miałam naprawy.
00:04Zaczynamy. Przez cały dzień wisiała głucha cisza nad miastem.
00:08Cisza niepodobna do tej, która zwykle panować w nowożytnych miastach.
00:13Człowiek, który stracił pamięć, przywykł do przetłaczającego i jednostajnego szmeru,
00:20za jakim toczyły się wozy, stąpały ludzie po ulicach.
00:24Nowym sposobem brukowanych czasem wypadał w te odgłosy dźwięk rogu do trąb i wszystko razem.
00:32Przypominało, że wokoło żyją ludzie czynni, zajęci, zrównoważeni,
00:38ale milczenie, które zawisło nad tą dzielnicą Berlina, było jakieś przygnębiające i ponurem.
00:45Przerywał je od czasu do czasu przeraźliwy sygnał automobilu,
00:50wędzącego z szybkością 80 km,
00:54wieszącego może dla odokonania zbronniczego, rewolucyjnego czynnu.
00:59Czasem znowu słyszał prała do głębi glmachu, głośniejszym rozmowem,
01:04kroki trząsące drzwi, by każdym z tych odgłosów wysłuchiwał się chciwie i uważnie.
01:12Chcąc odgadnąć, czy nie, towarzyszą one jakiejś nowej kataskrofie.
01:17Nie wiedział nic o dalszym przebiegu wypadków.
01:21Trzy długie dni minęły już od owej okrutnej chwili,
01:25kiedy drzwi tego pokoju zamknęły się za kardynałem,
01:29znikającym równie tajemniczo, jak się ukazał,
01:32a prałat nie wiedział nic.
01:34Nie śmiał nawet zapytać się milczącego strażnika,
01:38przynoszącego jedzenie, jaki los spotkał kardynała.
01:42Wiedział na pewno z taką pewnością, jakby sam to był.
01:45Widział, że drogi zwierzchnik i przyjaciel nie żyje,
01:49a jaki był rodzaj jego śmierci.
01:51Nadem wolał się nie zastanawiać.
01:53Tysiące myśli i obrazów przesuwało się w jego wyobraźni.
01:58Długie godziny samotności.
02:00Widział horyzont zaciemniony,
02:03zbierającymi się w górze ladawcami wojennymi.
02:06Widział je zbierające się potem z męt, bitwy i straszliwe zniszczenie dokonane przez te potężne siły.
02:15Znowu wyobrażał sobie ostatni, rozpaczliwy wysiłek załogi Berlina.
02:20Statki rozpraszające się po świecie.
02:22Snujące wśród chmur w kierunku Rzymu, Londynu, Paryża, Wersalu.
02:28Statki, z których każdy mógł zgładzić całe miasto.
02:32Albo też widział świat poddający się kaprysowi.
02:36Tych zbuntowanych dzieci, które nie obawiały się niczego
02:40i zlotem zapalanowanym w ręku.
02:43Czaiły się wypochowni,
02:45zakazując na to, że zginął,
02:48byleby świat cały zginął także.
02:51Prawad nie robił żadnych przestrzeni ani wniosków.
02:56Nie zdawał się nawet rozumieć.
02:58W pełni, że pytanie,
02:59którego tak mi cząco przed kilku miesięcami,
03:03pytanie, czy chrześcijanie rządzący światem
03:06umie jeszcze cieszyć,
03:08otrzymało skrażliwą, wyraźną odpowiedź.
03:11Wiedział tylko, że dzielny, młody książe rzymski,
03:15a serzec kardynał był może jeszcze odważniejszym,
03:18ponieważ ci, do których szedł do,
03:21wiedzieli się, że dotrzymają słowa.
03:24Teraz trzeci dzień upływał
03:26i do północy niepewność musiała minąć.
03:29Ku wieczorowi podpisał się mgła.
03:32Trochę w górę i prała.
03:34Był leżącym na kanapie,
03:36która służyła mu za łóżko.
03:38Patrzył na czerwone światła,
03:40pełzające po ścianie.
03:42Sam pokój dziwnym się wydawał człowiekowi,
03:45przyzwyczajonemu do nowoczesnych urządzeń.
03:49Wydawał, by dywan zaćmieniał podłogę.
03:52Ściany oklejone były tapetami,
03:55a z bielonego sufitu
03:58zwieszały się na drutach
04:00dwie staroświeckie lampy elektryczne.
04:03Przeżytek w przeszłości
04:05albo rozmyślny archaizm.
04:07Czerwone światło posuwało się zwolna po ścianie.
04:11Ten ktoś otworzył drzwi z zewnątrz
04:13i James Hardy usunął się,
04:16uśmiechnięty, do pokoju.
04:18Dobry wieczór, mój seniorzy.
04:20Wstyd mi, że nie przeszedłem wcześniej z wizytą,
04:24ale byliśmy bardzo zajęci.
04:26Tymi dniami, to mówiąc,
04:28handrym, usiadę, nie pytając nawet.
04:31Poddać ręki.
04:33Prałat poznał intuicyjnie dwie rzeczy,
04:36że to pozostawienie go samotności
04:38trzy dni było rozmyślne,
04:40zaś spowodowanie niedbałości.
04:43Po drugie, że te odwiedziny
04:45na kilka godzin
04:46przed płynięciem znacznego terminu
04:48były także rozmyślne
04:50i miały cel ukryty.
04:51Czuł zbyt wielki chaos w głowie,
04:54by móc wyciągnąć z tego,
04:56jakie się wnioski,
04:57ale postanowił uważać
04:59i nie mówić za wiele.
05:00Obawiam się, że monsignor
05:02był bardzo niespokojny.
05:04Ciągnął harad dalej,
05:06ale i my mieliśmy chwilę pełne niepokoju.
05:09Niech nam monsignor także
05:11za te złe nie bierze.
05:13Prałat nie odpowiadał
05:14z pod zamkniętych powiek.
05:16Badał ogoloną,
05:18inteligentną twarz.
05:20Ty, siedzącego naprzeciw człowieka,
05:23szukając na niej
05:25oznak wahania i niepewności.
05:27Nie było jakichkolwiek.
05:29A Howard?
05:30O, podniósł głowę.
05:31Spotkał się z jego wzrokiem
05:34i uśmiechnął się ledką.
05:35Tak, tak, obawiam się,
05:37że monsignor nie bardzo
05:38nas zadowolony,
05:40ale proszę pamiętać,
05:42że to wy sami
05:43doprowadziliście nas
05:44do tej ostateczności.
05:46Szałuję szczerze śmierci obu posłów,
05:49ale musieliśmy dotrzymać słowa.
05:51Wasza patria
05:52nie spodziewa się tego widocznie.
05:56Musieliśmy więc ją przekonać.
05:58Zatrzymał się chwilę.
06:00Zdaje mi się,
06:01że i dziś w nocy
06:02będziemy musieli
06:03spełnić groźbę.
06:05Znów zapadło milczenie.
06:07Monsignorze złą drogę
06:09monsignor oberwał.
06:11Zaczął hardy żywą.
06:13Czemu mi monsignor
06:14nie chce odpowiedzieć?
06:16Gotów jestem
06:17powiedzieć wszystko, co wiem.
06:19Jeżeli mnie monsignor
06:20pytać będzie
06:21i nie przyszedłem tu wcale,
06:23aby trafiąć lub mącić.
06:26Zresztą wiedz, monsignorze,
06:28że mogliśmy obejść się z tobą,
06:30także jak z posłem.
06:32Szczerze wyznam,
06:33że to ja głównie
06:34ochroniłem prałata.
06:36O, nie była to żadna litość
06:39ani czułość.
06:40Wy, chrześcijanie,
06:42nauczyliście nas
06:43nie uważać na to.
06:44My, myśliciele,
06:47tylko nie potrzebujemy
06:48iść dalej
06:49niż nasze groźby.
06:51Kazało się,
06:52że miałem słuszność.
06:53Czy wie monsignor
06:55dlaczego?
06:56Prałat spojrzał na niego.
06:57Oto chcemy odesłać
06:59monsignora z powrotem.
07:00Dziś było północy.
07:02Obawiam się,
07:03że monsignor będzie musiał być
07:05obecny przy ostatecznej scenie
07:07przy śmierci cesarza,
07:09żeby zdać prawdziwą relację.
07:11Zatrzymał się znowu,
07:12czekając odpowiedzi.
07:14Potem stał,
07:15widocznie,
07:15zniecierpliwiony.
07:17Niech monsignor
07:17idzie ze mną,
07:19rzekł krótko.
07:20Mam zaprowadzić
07:21monsignora przed radem.
07:23Pod eskortą
07:24Jamesa Haridiego
07:25i kilku policjantów
07:27wyszedł
07:27monsignor
07:28Masterman na salę.
07:30Dzień dobry.