- 28 minutes ago
Category
📺
TVTranscript
00:00Robert Hugo Benson, Brzask Wszechrzeczy, czyta Sakura Haruno 18.
00:06Nie, nie wiem, wyjąkał chory.
00:08Tak codziennie odrzedł ojciec Gerwazy i spowiadał się monsignor raz na tydzień.
00:14Dwa razy odpowiedział znów ojciec Gerwazy.
00:17Ja jestem spowiednikiem monsignora, dobrze rzekł doktor.
00:20O ile to ode mnie zależy, radziłbym spowiadać się teraz, co dwa tygodnie.
00:25Muszę świętą, może monsignor odprawiać codziennie i mówić powowem brawiarza albo różaniec, a nie jedno i drugie tego samego dnia.
00:34Żadnych innych ćwiczeń duchowych razem nie robić, wyjąwszy rachunek sumienia szczegółowy.
00:41Jeżeli monsignor i ojciec Gerwazy zgodzą się na to, byłbym moim zdaniem dobrze posyłać ten rachunek szczegółowy lekarzowi księdzu przez
00:52jakie kilka tygodni.
00:54Z ust chorego wyrwał się wykrzyk, kardynał pochylił się ku niemu.
01:01Posłuchaj mnie, mój drogi monsignorze.
01:04W tych wypadkach doktor wprowadza zwykle swoje zdanie, bo przecież i sakrament mają wpływ na psychikę człowieka.
01:13I o ten wpływ lekarzowi chodzi.
01:15Ale wszelka decyzja zależy od chorego i od jego spowiednika lub też mogą zawrzeć specjalną lekarza księdza.
01:26Tylko ksiądz może rozeznać ostateczny stosunek między łaską sakramentalną i jej działaniem na psychikę człowieka.
01:36Doktor Świecki ale rozstrzyga tylko zlecenia.
01:41Czy zrozumiał mnie monsignor?
01:44Prała skinął głową.
01:46Rzecz w ten sposób wytłumaczona.
01:48Wydawał się całkiem jasna.
01:51Co odtyczy reszty, ciągnął doktor dalej z godnością.
01:55Nakazuje całkowitą zmianę otoczenia.
01:58Co najmniej na dwa tygodnie.
02:00Jeżeli orzeczenie lekarza księdza nie będzie pomyślne, to trzeba przedłużyć pobyt za granicą.
02:07Chory pomiją się zająć tym, co go interesuje.
02:12Czy może wyjechać dziś nocy?
02:14Zapytał kardynał.
02:16Im częściej tym lepiej, więc co już mi jest właściwie?
02:20Zawołał chorym, z tydławionym głosem.
02:23Małe szcząśnienie umysłowe, które jednak niczym mózgu nie naruszyło.
02:29Jak już powiedziałem, nie ma ani śladu utraty równowagi albo pomieszania zmysłów.
02:37Nie mogę przyrzec, że przerwa w pamięci się wypełni.
02:42Ale można temu łatwo zarazić, że studia.
02:45Od monsignora samego zależy, kiedy monsignor będzie znów mógł pełnić swoje obowiązki.
02:53Czekać będę sprawozdania o zdrowiu za dwa tygodnie najpóźniej.
03:00Szegnam jego ekscelencję.
03:02Zegary Londynu wyzwaniały pojedyncze uderzenia północy.
03:07Kiedy obaj księża stali na osłoniętej od wiatru platformie statku, czekając na odjazd.
03:17Dla monsignora Mostermana widok stąd był ciekawy, ale zarazem przerażający.
03:23Nie spostrzegł bowiem żadnej rzeczy znajomej z górnego pokładu, na którym stał trzymając się peoręczy.
03:32Zrok jego padł na miasto oświetlone jak bajce.
03:36Nie było nad domami kominów.
03:40Nie stawiano już ich od pięćdziesięciu lat, jak się właśnie dowiedział.
03:45Ale wieże, wieżyczki i szczyty wznosiły się jak w jakim śnie.
03:52Oświetlone łagodnymi promieniami światła z ulic odbijały na tyle ciemnego nieba.
03:58O sto kroków na prawo znosił się wieża świętego Edwarda, której mury przybrały teraz kolor pomarańczowy.
04:09Na lewo biegł rząd budynków architektury pięknej, lecz nieznanej.
04:16Naprzeciwko piętrzyły się gmachy pałacu Budzking-Chamskiego, takie jak je zawsze pamiętał.
04:26Platforma statku powietrznego, na której stał, wisiał na krzysta stóp co najmniej nad miastem.
04:34Obejrzał był wcześniej cały statet od końca do końca.
04:39I znalazł go nieokreślony, nieznajomy.
04:42Po setanowi przyjrzeć się mu raz jeszcze, dokładnie.
04:47Zauważył, że nie było balonu z gazem do utrzymania go w powietrzu,
04:53a nie wiadomo dlaczego zdawało się parałatowi, że używano do tego zbiorników gazowych.
05:02Wspomnienie żeglugi powietrznej rysowało się wprowadzać w jego pamięć,
05:08ale daleko słabiej niż automobile lub pociągi.
05:12Zapytał przedtem towarzysza, czy pojadą parowcem, czy też pociągiem
05:19i otrzymał odpowiedź, że używano ich tylko do krótkich podróży.
05:23Teraz więc rozglądał się zdumiony.
05:27Cisza panowała naokoło, jednak przysłuchiwał się ciekawie odgłosowi rzęczenia,
05:34który napełniał powietrze, znosząc się i opadając jak szmer w ulu.
05:41Początkowo myślał, że to huczą maszyny statku,
05:46ale wkrótce przekonał się, że gwar rojnych ulic uznosił się tak wysoko
05:52i przypatrując się uważnie dostrzegł, że nie był na nich wcale pierwszych przechodniów.
06:00Tylko wozy na jazdomiatrze poruszają się w tę, to w ową skronę,
06:09oszczegając się wzajemnie przytłumioną trąbką.
06:15Nie miały one wcale latarni, bo ulice jasne były jak we dnie,
06:21oświetlone tym szczególnym światłem, które zdawało się promieniować
06:27z załamań wszystkich budynków.
06:30Nadawało to miastu dziwny pozór.
06:34Prałat obrócił się z dotknięciem czyjeś ręki.
06:38Może chciałby monsignor zobaczyć odjazd?
06:41Zapytał ojciec Gerwazy.
06:43Statek opóźnił się dziś cokolwiek, bo statki krajowe dopiero z co przypłynęły.
06:50Ale ruszymy lata chwila, chodzimy tędy.
06:54Kiedy odwrócił się od parapetu, zrobił na nich górnym pokładzie miłe wrażenie.
07:01Była to bowiem wolna przestrzeń od końca do końca.
07:06To uciec rozstaje biały stolików i czesła.
07:11Przytwierdzone do podłogi i kilkanaście grup podróżnych usawdowiło się tam wygodnie.
07:17Nie było rur, kominów ani mostków przerywających całość, a wszystko rozjaśnione było tym samym światłem, wydobywające się z górnych krawędzi
07:32przezroczystych ścian statku.
07:35– Będę tłumaczyć dobrze? – uśmiechnął się stary ksiądz.
07:39– To jest najnowszy model używany dopiero od paru miesięcy.
07:44Prałat skinął głową.
07:46– Proszę cię, ojcze, wytłumacz mi wszystko.
07:48Niech więc monsignor spojrzy na dół.
07:51Te pierwsze schody prowadzą na pokład drugiej klasy, a te niżej do oddziału maszyn.
07:59Widzimy monsignor tam dalej, w samym środku głowem człowieka, w tym kręgu światła, tak, tuż pod nami.
08:09To jest pierwszy inżynier.
08:12Stoi w oszklonym przedziale, żeby mógł rozoglądać się na wszystkie skrony.
08:18Urządzenia do gazu są na przedziale.
08:21Zaczekaj, co za siła porusza statkiem?
08:25Czy jest on lżejszy od powietrza?
08:28Przede wszystkim cały szkielet jest pusty.
08:32Każda rzecz, która tu widzimy, nawet krzesła i stoły,
08:37zrobiona jest z metalu zwanego aerolitem,
08:41który chociaż prawie tak cienki jak papier jest o wiele wytrzymalszy od stali.
08:48Zadanie dawnego balonu z gazem spełnia tym.
08:52Sposobem cała budowla szkielec w statku i tak jest wiele bezpieczniej.
08:59Brzegrody zamykają się automatycznie.
09:02Dzielą statek na tysiące komórek,
09:06a także szpara tu i udzie nie powoduje prawie różnicy.
09:11Kiedy statek spoczywa, tak jak obecnie,
09:14powietrze wypełnia całą próżnię,
09:16a kiedy ma zlecieć z magazynu pod nami,
09:20napombowują we wszystkie rury i przegródki
09:24najlżejszy gaz, jaki istnieje.
09:27Jak się nazywa ten gaz?
09:29Zapomniałam technicznej nazwy.
09:32Posy policie zwany go areolinem.
09:36Tym areolinem wypełniają zatem szkielet,
09:40dopóki ciężar gruntu całego statku z pasażerami
09:47równa się, o ile możliwość ciężarowi gatunkowemu powietrza.
09:53Rozumiem, jak jest to proste.
09:55Reszta dokonuje się za pomocą skrzydeł i śrub
10:00z broszonych elektrycznością.
10:03Ogon statku jest najnowszy ulepszeniem.
10:07Zobaczy go monsignor, gdy ruszymy.
10:10Jest on wzorowany ściśle na ogonie ptaka
10:14i może rozciągnąć się i kurczyć.
10:17W każdym kierunku, oprócz tego,
10:21skąd dwa skrzydła po jednym z każdej strony,
10:26gdyby się śruby zepsuły,
10:28wyzwykłych warunkach służą te skrzydła
10:32do utrzymania równowagi
10:34i sunięcia w powietrzu.
10:37Wyjąwszy zatem możliwość zderzenia się dwóch statków,
10:42nie ma właściwie prawdopodobieństwa.
10:45Prawdopodobieństwa wypadku.
10:47Jeżeli jeden mechanizm zawiedzie,
10:50można go zaraz zastąpić czym innym.
10:53W najgorszym razie mógłby nas wiatr krochem popędzić.
10:57Więc to zupełnie jak ptak.
11:00Naturalnie, monsignorze,
11:02trudno byłoby udoskonalić twór Boga.
11:06Naśladujemy tylko, ale oto oddają znak.
11:10Zaraz ruszamy.
11:12Podejdź do steru.
11:14Stamtąd będzie lepiej widać.
11:17Górny pokład kończy się balskratą.
11:20Zybot krórej wystawiały na równi
11:23z niższym pokładem właściwości ster statku.
11:28W małej, całkiem oszklonej budzce.
11:32Stał tu sterownik.
11:34Wy pośród swoich kół,
11:36ale kółka te nie były.
11:39Wy niczym podobne do tych,
11:41jakie wyobrażał sobie
11:42osłupiały prałat.
11:44Po pierwsze miały zaledwie sześć cali średnicy.
11:49Po drugie umieszczone były jak w klawiaturze,
11:53jeden obok drugiego.
11:55Przebiegały do mechanizmu z ruszonem,
11:58a cały rząd tworzył półkole.
12:01Te kółka na prawo i na lewo,
12:05tłumaczył ksiądz,
12:06służą do kierowania śmigłami.
12:09Lewe, przed nie połączone są maszynami
12:13i zbiornikami gazu,
12:15a prawe przede sterują ogonem.
12:19Jemu senior uważa na sterownik,
12:21gdy ruszymy.
12:22Mówił jeszcze, gdy odeswał się z dołu
12:25trzy dzwonki,
12:27a po której przerwie czwartym.
12:30Sternik wyprostował się przy pierwszym sygnale
12:34i rzucił okiem dookoła przy czwartym,
12:36bo chylił się nagle nad klawiaturą.
12:40Monsignor zaważył z początku uczucie
12:43letkiego kołysania
12:44i doznał słabego ścięcia
12:46w wysokroniach,
12:48ale to było wszystko.
12:50Gdy oderwał wzrok od sterownika,
12:54który stał znów nieporuszony
12:56na stanowisku
12:57i spojrzał poza brzeg statku,
13:00schwycił towarzysza
13:02konwulsję za ramię.
13:05Patrz zawołał, co się dzieje?
13:08Tak lecimy już,
13:09odpowiedział spokojnie ksiądz.
13:11Pod nimi rozciągał się teraz
13:14bezgraniczny, prawie i przedziale
13:17piękny widok oświetlonego miasta,
13:20oddzielonego od innych
13:22niezmierzoną przepaścią.
13:25Z wysokości, której szybowali,
13:28wyglądało miasto jak skomplikowana,
13:31płaska mapa,
13:32podzielona pod okami światła
13:35na ciemnej plamy.
13:37Rozciągało się tak aż do
13:39krańców horyzontu,
13:42gdzie blask stąpił się
13:44w młę świetlną.
13:46Patrząc przed siebie,
13:48osłupiały widzą,
13:50zobaczył, że lecą teraz
13:52nad rzeką światła
13:54dzielącą dwa ciemne pola.
13:56– Co to jest, co to jest?
13:58– zapytał prałat.
14:00Ciąc zadawał się nie zaważyć
14:02jego podniecenia,
14:04tylko podpatrywał
14:06ramieniem drżącego na ciele.
14:09– To – odrzekł –
14:10jest droga do Brigintonu.
14:13Teraz są tu wszędzie domy.
14:16Podążamy prosto do Brigintonu
14:18i pewnie zabierzemy
14:20stamtąd pasażerów.
14:22Za nimi dały się słyszeć kroki.
14:25– Dobry wieczór, monsignorze.
14:27– odezwał się jakiś głos.
14:29Co za piękna noc?
14:30Prałat obrócił się zmieszany
14:32i łżał człowieka w mundurze
14:35salutującego ze szacunkiem.
14:37– Ach, to pan, kapitanie,
14:39wtrącił ksiądz.
14:40– To z panem odbywamy podróż.
14:43Tak, ojcze, w tym tygodniu
14:45dalej na linię Michała.
14:47– Wydaje mi się nadzwyczajne,
14:51zaczął monsignor,
14:52ale ściśnięcie ramienia oszczegło go.
14:55– Ja kieruję całą organizacją,
14:58zakończył kulawo.
14:59Kapitan uśmiechnął się.
15:02– Oto bardzo prosta odpowiedzią.
15:04– Linia Michała służy
15:06w pierwszym tygodniu każdego miesiąca,
15:09linia Gabriela w drugim itd.
15:11– Tym razem zapomniałam,
15:15przerwał ojciec Garwazy.
15:16– Czyim pomysłem było poświęcenie
15:19tych linii archaniołom?
15:21– To już stare dzieje dla mnie.
15:23Przepraszam, monsignora,
15:25ale słyszę dzwonek wzywający mnie.
15:28Kapitan odszedł, salutując znowu.
15:31– Wszystko – tłumaczył dalej ojciec Garwazy.
15:35– Dzieje się teraz
15:37według podobnych zasad.
15:39– Całkiem oczywiste jest,
15:41gdy zostaniemy się tym,
15:44dlaczego linie latawców
15:46poświęcono archaniołom.
15:48– Niech monsignor zaważy,
15:50że od lat pięćdziesięciu
15:52coraz bardziej zwracamy.
15:54– Wsięku temu, co naturalne
15:56i oczywiste.
15:57– I jeszcze jedno,
15:59niech monsignor lepiej nikogo,
16:01prócz mnie, nie rozpytuje,
16:03żeby się nie zdradzić.
16:05Prałas zmienił przedmiot rozmowy.
16:07– Kiedy staniemy w Paryżu?
16:09– zapytał.
16:10– Nasz statek spóźni się cokolwiek,
16:12może w drodze odzyskamy
16:14masę czasu.
16:16Powinniśmy być w Paryżu o trzeciej.
16:18– Mam nadzieję,
16:20że Bridgenton nie będzie z wywłoki.
16:23Czasem, gdy noc jest wyjeczna,
16:27zbocznie się i zniesiemy,
16:29musimy dosyć czasu zebrać.
16:32Ksiądz zaśmiał się.
16:33– Nie spuszczamy się nigdzie w drodze,
16:36bo pomost z pasażerami
16:39znosi się do nas,
16:41wygórę już nawet
16:42powinien być na miejscu.
16:45Za dziesięć minut będziemy.
16:47– Prałas zacisnął usta i milczał.
16:50– Po chwili daleko na południu,
16:52tam, gdzie niebo
16:53zasiane gwiazdami,
16:54stykało się z świat listą drogą,
16:58nad którą dążyli,
17:00zaczęła się ta ostatnia rozszerzać
17:03w krąg światła otoczony z drugiej strony,
17:06długą, falistą linią całkowitej ciemności.
17:10Ryk czczon, morze,
17:12a oto i most czeka.
17:14– Prałak nie mógł,
17:16bo go rozróżni z początku.
17:19Tak jasne promienie
17:21biło z dołu,
17:22ale kiedy zetnęli się,
17:24chwilę później z pomostem,
17:26wydawało mu się ogromnym,
17:28całkiem w blasku
17:30na tle ciemnego niebio.
17:32– Była to jakby wywająca platforma,
17:34o zarysach wykreślonych światłem.
17:37Od spodu
17:38zwieszały się
17:39prostopadłe na dół błyszczące liny,
17:44gniąc w mgle jasnością
17:46o trzysta stów niżej.
17:48– Jak to jest robione? – zapytał.
17:50– Nie jest to jakby pomost
17:53wypełniony oczywiście areolinem.
17:56Znosi się on na prostopadle na linach
18:00i przytul wierzony je śrubami.
18:03– Zobacz go, monsignor,
18:07jak się będzie spuszczał,
18:09kiedy stąd odlecimy.
18:11Chodzimy do steru,
18:13stamtąd lepiej będzie widać.
18:16Szybkość statku
18:17zmniejszyła się tymczasem,
18:19znacznie znieruchomiała
18:21prawie i po chwili
18:22ukazała się
18:23po prawie jego skronie
18:26krawędź wielkiej platformy
18:28biedzianej niedaleko
18:31z odległości pół mili.
18:32Zakołysała się,
18:35zadrgała ledko,
18:36po czym rozległ się głos
18:38i stąpanie.
18:40Już mostki zarzucone
18:42na dół pokładu
18:44objaśnił ksiądz
18:45prędko, prawda?
18:47Ale prałat milczał
18:48i patrzył wytężonym wzrokiem.
18:51Patrzył na nieruchomą
18:53platformę,
18:54która zwisała
18:55równolegle do statku.
18:57To nasze paść,
18:59na której dnie
19:00rozsypane były światła
19:03jak gwiazdy
19:04i mgławice.
19:06Wydawało się
19:07rzeczą niemożliwą,
19:09żeby ta stojąca
19:11na powietrzu
19:12nie była
19:13normalnym poziomem,
19:15a ziemia
19:16jakimś obcym ciałem
19:18towarzyszącym temu.
19:21Na pokład weszło
19:22rozmawiające
19:23kilkanaście osób
19:24z pakunkami.
19:26Dzwonem było,
19:29że ci ludzie
19:30zachowywali się
19:32z takim spokojem.
19:34Dwoje kłóciło się
19:35nawet
19:35przeciszonym głosem.
19:37Pięć minut
19:38zaledwie upłynęło,
19:40gdy odezwało się
19:41trzy dzwonki,
19:42a zanim się rozległ
19:44czwarty,
19:45ujrzał prała
19:46zapadające się
19:47nagle
19:48jak kamień
19:49sturnie
19:50tę
19:50wielką,
19:51nieruchomą
19:52platformę,
19:53która przed chwilą
19:54wydawała mu się
19:56tak stałą,
19:57jak ziemia,
19:58z której się
19:59wznosiła.
20:00Opuszczała się
20:01niżej i niżej,
20:02chwiejąc się
20:03mszytem,
20:04letko z boku
20:05na bok,
20:06zmieniając się
20:07w oczach,
20:08ale nim
20:09zanieruchomiała
20:10zupełnie,
20:11rozległ się
20:12czwarty dzwoniak
20:14i monsignor
20:14musiał
20:15chwycić się
20:16po ręczy,
20:17by nie stracić
20:18równowagi,
20:19bo statek
20:20szybował
20:21już
20:21z zawrotną
20:23szybkością
20:24nad czarną
20:25powierzchnią
20:26morza.
20:27Może
20:28zejdziemy
20:28teraz na dół,
20:29zaproponował mu
20:30towarzysk.
20:31Zejście
20:32nie przedstawiało
20:33żadnych
20:34trudności,
20:35bo w tym
20:36cichą,
20:37bezwieczną
20:37letnią noc
20:38leciał statek
20:39prawie
20:40bez kołysania.
20:41Na dolnym
20:42pokładzie
20:43było
20:44rojno
20:44i gwarno,
20:46wyściełane
20:48siedzenia
20:49biegły
20:50z dłuż
20:50ścian
20:51pod niepozornym
20:52rzędem
20:53ogień.
20:54W jednym
20:55końcu
20:56był mały
20:56bufet,
20:57gdzie stała
20:58gromada
20:59mężczyzn
21:00poklepujących
21:01się i
21:02palących.
21:03Koło schodów
21:04środkowa
21:05część pokładu
21:06była zakryta,
21:07jak gdyby
21:08tam były
21:09kabiny.
21:10Czy chce
21:11monsignor
21:11zobaczyć
21:12kaplicę?
21:13zapytał
21:14ojciec
21:14Gerwazy.
21:15Co takiego?
21:16Kaplicę?
21:17Statki
21:18odbywające
21:19dalekie
21:20podróże
21:20mają
21:21kapelanów
21:22i przynajświększy
21:23sakrament.
21:24Ale i na tych
21:25liniach
21:26jest małe
21:27oratorium.
21:28Prałat
21:29oniemiał,
21:30szedł
21:30za towarzyszem
21:32z dłużu
21:32przejścia
21:33środkowego.
21:34Poza
21:35ciężkimi
21:36filarami
21:37ukazał się
21:38zdumiony
21:38jego oczom
21:39mały
21:40ołtarz
21:40z obrazem
21:41świętego
21:42Michała
21:43i lampką
21:43wiszącą.
21:44Jakie to
21:45dziwne
21:46szebną
21:46przyglądają
21:47się mężczyźni
21:48i kobiecie
21:49zatopionym
21:50modlitwiem.
21:51Przecież
21:52to jest
21:52całkiem
21:53naturalne
21:53rozsądne
21:54rzekł
21:55ksiądz
21:56uśmiechając
21:57się.
21:57Zresztą
21:58ten zwyczaj
21:59zaczął się
22:00już przed
22:00stu laty.
22:02Kampania
22:02żeglugi
22:03zwana
22:04Wielką
22:05Zachodnią
22:05miała
22:07w swoich
22:07salonach
22:08mozaikowe
22:09obrazy
22:10patronów
22:11każdego
22:12okrętu,
22:13a jej
22:13lokomotywy
22:15nazwane
22:16były
22:16imionami
22:17świętych.
22:18Czy linie
22:19jak ta
22:19i kolejne
22:20są teraz
22:22własnością
22:23państwa?
22:24Przypuszczam,
22:25że tak
22:25jest,
22:26wziąc
22:26potrząsną
22:27głową.
22:28Socjalizm
22:29próbował
22:30to
22:30zaprowadzić
22:31odrzekł
22:32i było
22:33to jedno
22:34z jego
22:34mniejszych
22:35niepowodzeń,
22:36bo gdzie
22:37nie ma
22:39współzawodnictwa,
22:40tam ustaje
22:41wysiłek.
22:43Natura ludzka
22:44jest bądź
22:44co bądź
22:45naturą ludzką,
22:46a socjaliści
22:48zapomnieli
22:48o tym.
22:49Teraz
22:50państwo
22:50zachęca
22:51tylko o ile
22:52możność
22:52prywatne
22:53przedsiębiorstwa.
22:55Tak rozmawiając
22:57wyszli
22:57na pokład,
22:58może
22:58monsignor
22:59zechce
23:00położyć
23:01się
23:01trochę.
23:02Przed trzecią
23:03nie dojedziemy,
23:05a kardynał
23:06zamówił
23:07dla nas
23:08miejsca.
23:09Wskazał
23:09kabinę,
23:10która nosiła
23:11kartkę
23:11jego nazwiskiem.
23:13Dobrze
23:13odrzedł
23:14prałat,
23:14chciałbym
23:15pomyśleć
23:15o wielu
23:16rzeczach.
23:17Zasnąć
23:18monsignor
23:18nie mógł,
23:19choć
23:19ojciec
23:20gerwazy
23:20przyrzekł
23:21obudzić
23:21go
23:22dość
23:22wcześnie.
23:23Usiłował
23:25przypomnieć
23:26pojęcia
23:26do porządku,
23:28ale daremnie.
23:29Wyumyśle
23:30jego
23:31wirowało
23:31wszystko
23:32z wielkiego
23:33zdumienia.
23:34Usiadł
23:35na posłaniu,
23:36osunął
23:36firanki
23:37z nad
23:38małego
23:38okienka
23:39i wyjrzał
23:40przez
23:40nie.
23:41Mało
23:42mógł
23:43zobaczyć,
23:43ale
23:44widok
23:44przestrzeni
23:45zalanej
23:46łagodnym
23:46światłem
23:47sunącym
23:48tam setki
23:49metrów
23:49niżej.
23:50Kazałem
23:51mu
23:51przypuszczać,
23:52że może
23:53zostawili
23:54już za
23:54sobą
23:55i pędzą
23:56nad
23:56Francją.
23:57W zamęcie
23:58pojęć
23:59i domysłów
24:00usiłował
24:01znaleźć
24:01choćby
24:02iskrem
24:03wspomnienia,
24:04która
24:04rozświetliłaby
24:05mu te
24:06nowe
24:06przejścia,
24:07ale na
24:07próżno.
24:08Był jakby
24:09dzieckiem
24:10z rozumem
24:11dorosłego
24:11człowieka.
24:13Dzieckiem
24:13pogrążonym
24:14w nowy
24:15sposób
24:15istnienia,
24:16gdzie
24:16wszystko
24:17zdawało
24:17się być
24:18niezwykłym,
24:19a jednak
24:20było tak
24:21prawdziwe,
24:21proste
24:22i oczywiste
24:23i ta
24:24właśnie
24:24oczywistość
24:25zdumiewała
24:26go.
24:27Wszystko
24:27w religii
24:28katolickiej
24:29było
24:29prawdziwe.
24:30Kapłaństwo
24:31było
24:32kapłaństwem.
24:33Przynajświększy
24:34sakrament
24:35był
24:35Bogiem
24:36człowiekiem,
24:37że
24:37mieszkującym
24:39z ludźmi,
24:40skoro
24:40świat
24:40uznawał
24:41te fakty
24:42i żył
24:43we gównik,
24:44to nic
24:44dziwnego,
24:45że
24:45księdza
24:46witano
24:47jak
24:47zastępcym
24:48pośrednika
24:49Boga,
24:49że
24:50statki
24:50powietrzne
24:51nosiły
24:52we swoich
24:53dalekich
24:53pogróżach
24:54przynajświększy
24:55sakrament,
24:56żeby ludzie
24:57nie byli
24:57pozbawieni
24:58chleba
24:59i że
24:59znosiły
25:00na swoich
25:01pokładach
25:01ołtarzy
25:02na cześć
25:03potęgi,
25:04pod których
25:05opiekę
25:05się
25:06oddawały.
25:07Ciekawym
25:08też było,
25:09rozmyślał
25:09dalej,
25:10że ci,
25:11którzy
25:11najwyraźniej
25:12głoszą
25:13prawa
25:13Boga,
25:14upominają
25:15się najskuteczniej
25:16o prawa
25:17ludzkości,
25:18że to właśnie
25:19katolicy
25:20najlepiej
25:21zdali sobie
25:22sprawę
25:23z popędu
25:24człowieka
25:25do
25:25współzawodnictwa
25:27i potrafili
25:28go
25:28wystrzymać.
25:29I siedział
25:31tak ten
25:31biedny
25:32człowiek
25:33oszłomiony
25:34i prawie
25:34zgorszony
25:35tą prostą
25:36i oczywistością,
25:38słuchając
25:39obojętnie
25:40świstu
25:41powietrza,
25:42kroków
25:43ponad
25:43głową głosów
25:45naturalnej
25:45i swobodnej
25:46rozmowy,
25:48dzwonka,
25:49który sternik
25:50wydawał
25:50rozkazy
25:51podwładnym.
25:53Siedział
25:53tak on
25:54Jan Masterman,
25:55prałat
25:56domowy
25:57jego
25:57świętobliwości
25:58Grzegorza XIX,
26:00sekretarza
26:01jego
26:01animencji,
26:03kardynała
26:03Gabrieliera
26:04Beliesa
26:05i kapłan
26:06świętego
26:08rzymskiego
26:09kościoła,
26:10starając się
26:11mszy
26:11uswoić
26:12sobie fakt,
26:14że oto
26:15jedzie
26:15statkiem
26:16powietrznym
26:17na dwór
26:18katolickiego
26:19króla
26:20Francji
26:20i cyrały
26:21cywilizowany
26:23świat
26:23wierzy
26:24i działa
26:24na podstawie
26:25tej wiary,
26:26którą on
26:27jako kapłan
26:28uznaje
26:29i głosi.
26:30Wukanie do drzwi
26:31odszeźwiło go,
26:32czas już
26:33zbierać się
26:34monsignorzem.
26:35Odezwał się
26:36ojciec
26:36Gerwazy
26:37przez uchylone drzwi.
26:38Jesteśmy już
26:39ponad
26:39Santa
26:40Germania
26:41Lajkujcie,
26:42ustawiajcie dzwoneczek
26:44oraz
26:44sanskrybujcie
26:45i co tam jeszcze trzeba.
26:46Dzięki za uwagę.