- 1 week ago
Category
📺
TVTranscript
00:00Część trzecia, rozdział pierwszy.
00:02Obawiam się, monsyniorze, mówił kardynał, że będę Cię musiał prosić, byś pojechał, bo katolickie władze Anglii muszą koniecznie być reprezentowane.
00:12Zdaje mi się, że powinieneś jechać z pierwszą partią emigrantów, która opuszcza Queenstone 1 kwietnia.
00:20Dobrze, ekscelencja, a kiedy będę mógł wrócić, to już samo osądzisz.
00:24Twój pobyt nie potrwa dłużej niż miesiąc, a najwyżej 6 tygodni.
00:29A prawdopodobnie zacznie krócej.
00:32Będzie to zależało od uzasobienia osadników.
00:35Władze amerykańskie podejmą ostateczne urządzenie, ale ponieważ Kościół będzie odpowiedzialny za losy emigrantów,
00:44byłoby dobrze, żeby książki jakieś im towarzyszyły i przemawiały za nimi.
00:49Staraj się jak najwięcej zbliżyć się do emigrantów.
00:54Dobrze, animencja, cały plan zarodził się bardzo szybko.
00:57Po drugim czytaniu Billu o ustawieniu Kościoła okazało się, że reszta formalności jest już tylko kwestią czasu
01:07i że król zatwierdził ustawę prawdopodobnie przed końcem lata.
01:12Natychmiast nasunęła się kwestia, co zrobi z socjalistami i ci ostatni poczęli przedstawiać,
01:19że teraz, kiedy Niemcy i Anglia dotychczasowe schronienie zamykają się dla nich,
01:24powinni uzyskać gdzie indziej swobodę religii i zasad.
01:28Myśl ta nie była już całkiem nowa i Ameryka wystąpiła z pomocą, ofiarując stan czuł wset w znacznej mierze zamieszkany
01:37przez socjalistów,
01:38a na kolonię, w której socjaliści by byli otwarcie i zupełnie tolerowani.
01:43W tej kolonii, gdyby się mocarstwa na to zgodziły, panowałby system całkiem niekatolicki,
01:49o czym wszyscy katolicy, mieszkańcy byli oszerzeni.
01:54W końcu lutego doszło do porozumienia z Ameryką i choć pozostało jeszcze dużo szczegółów do uregulowania,
02:02już w każdym kraju europejskim przygotowało się partię emigrantów.
02:07Projekt ten budził wielkie zainteresowanie, bo w ten sposób miała być dana socjalistom możliwość zostawienia
02:14razy jeszcze przekształconych, demokratycznych idei, których się tak źle wotrzymali.
02:20Każde dziecko wiedziało to, jak niemożliwe tyrańskich rządu doprowadziły takie.
02:26Próby podjęte w kilku krajach przed kilkudziesięciu latem.
02:30Prześladowania zwracały się przeciw tym, którzy w ustawieniu socjalistycznym chcieli zachować swoją indywidualność,
02:38a takie, że to były w społeczeństwo, w którym nie ma silnych indywidualności.
02:44Teraz, gdy socjaliści mieli być pozostawieni sami sobie, mogła próbła albo udać się i uszczęśliwić wszystkich członków komuny socjalistycznej
02:54albo zawiesić raz jeszcze dowodząc bezpodstanności podobnych dryn.
02:59Monsignor Masterman sam dobrze wiedział, co myśleć o tym.
03:03W każdym razie pochwalił takie rozwiązanie w Westli i gdzie tylko mógł popierał gorliwie projekt kolonii.
03:10Co się tyczy stanu wewnętrznego, nie mógł się monsignor pozbyć tego niepokoju i dziwnego niezadowolenia ze świata, jakie uśpiła na
03:19czas jakiejś pobytności w Irlandii.
03:22Wygłębi duszy katolicy z chrześcijanic, który widział około siebie, nie był religią jego założyciela.
03:30Bo gdy istotę Chrystusową setanowiła godność do ofiary i cierpienia, on widział w lecznych, publicznych sprawach tylko tręfujący rząd Kościoła.
03:41W każdym razie, myślał prała, ten nowy plan był dziełem zarówno miłosierdzia, jak i sprawiedliwości, dlatego sam nawet ofiarował się
03:50od wieś wychodzących z Anglii do Massachusetts.
03:55Mimo wszystkiego, co widział już we swoich podróżach, śledził prała zajęcia i prowadził odjazdy z Queenstonom wielkich lataców linii Olimpii,
04:06który każdy zabierał trzystu podróżnych.
04:09On sam miał wyruszyć na czwartym statu, stojącym na pomoście zniesionym na końcu długiego przylądka na południe od miasta, dostrzegł
04:19z prawej strony port i poczynające się tuż u wybrzeża miasto.
04:24Na lewo, zaś pełne morzem, był cudowny poranek wiosenny i w tym powietrzu pełen wilgoci, a zarazem przesiąkniętym promieniami słońca
04:35błyszczało i skrzyło się zarówno miasto, jak i wale morskie.
04:39My wykołowały powietrzu, kołysząc się na podmuchach zachodniego wiatru, lecz że zwracały wyżo ku lądowi, gdy tylko pierwszy statek zniósł
04:50się nad morzem.
04:51Te transatlantyckie statki przewoziły o wiele więcej latawcy, które z Brałat widział dotychczas, a uprzejmy koanonik inlandzki, który przyszedł go
05:04odprowadzić po żegnak, opowiedział o nich wiele pouczających szczegółów.
05:08Każdy statek miał usył ze stóp długości i mógł zabrać 300 pasażerów, nie licząc załogi.
05:17Podróż trwała 36 do 48 godzin. Mimo zmian zaszłych w Finlandii zostało Winston ze względu na swoje dokonne położenie głównym
05:30portem dla statków udających się do Ameryki.
05:33Kanonik mówił jeszcze o prawach żeglugi powietrznej, których surowe przepisy wykluczały prawie zupełnie niebezpieczeństwo zderzenia się statków.
05:44O szybkości żeglugi i o innych rzeczach, ale z czasem uwagę prałata pochłonęła scena rozgrywająca się na dole o dwieście
05:54stóp poniżej.
05:56Zebrany ten tłum emigrantów, głównie mężczyzn, zmniejszył się szybko w miarę, jak podnosiły się ku statkom napełnione ludźmi platformy, które
06:05w kilka minut później spuszczały się już puste na ziemię.
06:10Zrozumiał wtedy prałat, że to na co patrzy jest zadążeniem historycznej uwagi, bo raz setny może zamyślił się nad nowoczesnym
06:20ustrojem świata.
06:21Ten właśnie dzień jest przynajmniej dla Anglików dniem uznania i pogardzenia tych dwóch pierwiastków, których wiedziałem niezgodność i wykluczenie się
06:32były powodem prawie wszystkich dotychczasowych wojen, rewolucji i niezliczonych konfliktów.
06:38Tymi dwoma pierwiastkami były wolność jegnostki i wymagania życia społecznego.
06:44Z jednej strony ma każdy człowiek naturalne prawo do wolności z grubiej skronnych.
06:49Wolność jegnostki pociągała za sobą część uzależnienia drugiej jegnostki.
06:54Do rozwiązania kwestii przyczyniło się, jak zaczął pojmować poznanie, że istnieją tylko wielogiczne teorie władzy.
07:03Pierwsza, że władza idzie ze dołu. Druga, iż pochodzi ona z góry.
07:09Nie wierząc w materialiści, socjaliści i demokraci, czy mają się pierwszy, katolici, monarchiści uznają drugą.
07:18Obie te teorie są tylko wynikiem dwóch przeciwstawnych zapatrywań na świat.
07:23Onizm, który uznaje tylko jedno życie, urzeczywistniające się podrzez postęp cywilizacji i teoizm, uznające, iż Bóg stworzył świat i rządzi
07:34nim, przekazując swą najwyższą władzę z jednego szczebla na drugim.
07:39Pierwsza teoria rozmyślał dalej. Znika powoli ze świata i te kolonie socjalistyczne nie będą wieczne.
07:46Są tylko czasowym schronieniem dla umysłu zacofanych i przestaną zapewnie iść nieć po jednym lub dwustuleciach.
07:55Drugi i trzeci statek odbił się prawie równocześnie od pomostu.
08:00Zdzwoniło jedno, skierował się prosto naprzód, drugi potoczył łuk ku południowi.
08:07Prawad podążył zrokiem za pierwszym, który po chwili wydał się oczom jego już tylko jak ogromny owad, jak ważka kolosalna
08:16z drugim połyskującym tułowiem.
08:20Skrzydła poruszały się tak szybko, że ledwie można było je spojrzeć i statek mknął naprzód z wzrastającą szybkością, połyskując w
08:31promieniach wiosennego słońca.
08:33Monsignor obrócił się, szukając rokiem drugiego statku, ale latawiec zniknął już przez tworza i skierował niebieskie było puste.
08:43Znowu dzwonek zadrzmiał donośnie, czy rzeczy monsignora są już na statku?
08:49Zapytał kanonik, no to trzeba będzie wsiadać za pięć minut statek odleci.
08:54Przejazdowo zono połączony był dla prałata z odziwieniem, wrażeniem, ponieważ czuł, że cywilizacja, wśród której miał się znaleźć, była mu
09:04bliską i nieobecną, choć właściwie nie znał jej wcale.
09:08Napotkał w drodze silne wichry zachodnie i choć żadne szcząśnienia nie dały się odczyć na statku, szybkość zmniejszyła się znacznie,
09:17tak że dopiero po dwóch dobach podróży przed samym świtem ujrzeli stały ląd Ameryki.
09:23Prałat obudził się wcześniej dnia tego i przysłuchiwał się czas jakiś różny odgłosom.
09:30Szum powietrza ocierającego się o ściany statku.
09:34Podobny był do długiego weschnienia.
09:37Za oknem dzwoniła i jakaś chruba, rozluźniona pod podłogą kabiny, rozległa się przyciszony stukot.
09:45Następnie stał, ubrał się i zmówiwszy ranne modlitwy.
09:49Małej kaplicy, gdzie poprzedniego dnia odprawiał muszę, wyszedł na pokład i udał się na sam przód statku.
09:58Skąd najpierw można było spoglądać na dół?
10:01Słońce jeszcze nie weszło i światła paliły się na pokładzie, który był zupełnie pusty, tylko oficer służbowy przechadzał się tam
10:11i na powrót.
10:13Przez chwilę nie mógł prałat nic rozróżnić, oprócz świateł naokoło.
10:17Pierody oczy na wyku do ciemności ujrzał przesuwające się w dole pomarańczową powierzchnię koloru ołowium.
10:26Z białymi, gdzie niegdzie punktami wiedział, że to jest woda i raz dostrzegł na morzu słaszczony przedmiot podobny do ryby,
10:35we którym odgradał najdobniejszym porowiec.
10:40Ciemno jeszcze było zupełnie i dopiero w miarę zbliżania się świtu poczęło się niebo poza statkiem rozjaśniać i nabierać perłowo
10:50-różowego koloru.
10:51Potem odróżnić już było można niebo od morza, które zbladło od rosnącej jasności
10:58i równocześnie granica wody i nieba zmieniła się w nieregularną, wystrzępioną linię rosnącą z każdą chwilą.
11:07Prałat obrócił się usłyszalszy tuż za sobą kroki oficjera.
11:11To zapewne ziemia, rzekł.
11:13Tak, monsignorzy, będziemy tam koło w pół do szóstej.
11:17Przepraszam bardzo, czy monsignor długo zabawił Ameryce?
11:20To zależy od wielu okoliczności.
11:23Ciekawy pomysł ta kolonia, ale tak zapewne będzie lepiej.
11:26Prałat uśmiechnął się i nie odpowiedział.
11:29Przez cały czas podróży starał się zbliżyć do emigrantów, pozyskać ich zaufanie,
11:34choć okazywali mu szacunek.
11:36Było w nich w zachowaniu coś odpychającego i nieufnego.
11:40Przy tym dziwnie, przygnębiająco działał widok tych ludzi,
11:45tak różnych od spokojnego, zadowolonego i ufnego społeczeństwa,
11:50z którego przedtem obcował.
11:52Wychodźcy ożywiali się tylko przy dyskusji nad metodami rządzenia i polityką,
11:58wewnętrzną przyszłego swojego życia.
12:00Massachusetts zdawali mu kilka pytań dotyczących się ziemi i zbiorów.
12:06Raz usłyszał żywszą rozmowę.
12:08Adam szkolnictwa, ale rozmawiający umilkli, gdy tylko zbliżył się do nich.
12:13Atmosfera ta wydawała mu się krępująca i duszna, ale i obcą.
12:19Ludzie ci budzili w nim sympatię i współczucie.
12:22Był jak człowiek, który wyszedł z lochu na świat Boży.
12:27Spoglądał na innych ludzi, którzy nie tylko żyją w lochu,
12:31ale jeszcze wydają się zadowoleni ze swojego losu.
12:35Poznał zarazem w czym leży różnica dwóch światów.
12:39Tem, w którym przeżył ostatni rok, był niewątpliwie światem szerokich horyzontów,
12:45a raczej nie był nim żadnym horyzontów.
12:48Czas miał niekończone granice, a śmierć wydawała się tylko epizodem życia.
12:54U tych emigrantów rzecz byłała się przeciwnie.
12:57Oni całkiem otwarcie żyli tylko teraźniejszością i dla tego świata tylko układali swoje plany.
13:04Dobry rząd, równowaga społeczna, dobre zdrowie fizyczne, wychowanie dzieci, równość posiadania.
13:11To były ich pojęcia dobra, a lepszy rząd zapewnia już równowagę.
13:16Doskonalsze zgrowie wnuki i prawnuki jednoznacznej równości.
13:22Takie były ich ideały.
13:23Rozmyślając o tym, zapytywał prałac sam siebie, dlaczego nie jest mu dobrze z żadnym z tych obozów.
13:30Nie czuł się zadowolony podzielać przekonań i aspiracji swoich przyjaciół,
13:36a w gronie emigrantów życie wydawało się nieznośnym ciężarem.
13:40I mówił sobie gorzko, że stał się podobny do Amphilipiona z baśni, która nie mógł żyć na lądzie, a umierał
13:50w wodzie.
13:50Tymczasem niebo rozbłysnęło od schodzącego słońca.
13:55Lądorysował się coraz wyraźniej i wkrótce.
13:58Na jasnym tle ukazując się zaczęły kominy wieży i kopuły socjalistycznego Chen Yan.
14:05Kilka dni minęło, nim monsignor Masterman mógł wytworzyć sobie jakiś taki obraz życia,
14:12które miało się rozpocząć w koloniach.
14:15Zamieszkał w gmachu rządowym i codzień przesiadywał długie godziny na naradach z Amerykanami
14:22o bystrym wejrzeniu i z kilku Europejczykami,
14:26którzy podobnie jak on sam towarzyszyli napływającym teraz codziennie statkom emigrantzkim.
14:32Zebrał się do pracy z całym zapałem i z zdolnością,
14:36bo choć nie ciężyły na nim prawie żadna odpowiedzialność,
14:41był jednak wyznaczony jako przedstawiciel angielskiej władzy duchownej
14:45i musiał okazać się największą godnością i sympatią.
14:49Miasto było jeszcze widownie zamieszczanie i trzeba było silnej policji,
14:54żeby nie dopuścić dostarcia między rozżalonymi katolikami,
14:59którzy po części dopiero teraz zdecydowali się opuścić Boston,
15:03a nowymi, bardzo pozytywnymi przybyszami,
15:06którzy uważali miasto już jako swoje własne.
15:09Wszystkie kroki prawne były wprowadzone, poczynione,
15:13ale podział miasta między różne narodowości, sprzedaż farm i tysiące innych
15:18prawd dostarczyły zajęcia nie tylko różnym urzędnikom i agentom,
15:23lecz i głównemu komitetowi.
15:25Czartego dnia pod wieczór postanowił prałat przejechać się,
15:29poużyć trochę świeżego powietrza,
15:32a zarazem przekonać się naocznie, jak sprawy postępują.
15:36Naturalnie powiedział sobie,
15:37nie była to jeszcze odpowiednia chwila do ocenienia socjalistycznego państwa.
15:42Machina nie była jeszcze w ruchu wprowadzona,
15:45ale pominąłszy nawet zamęt, hałas i zapchane ulice.
15:50Wydało mu się, że inni niż w Europie duch rzemie pod tą powierzchnią.
15:56Nawet twarze ludzi były inne.
15:58Zatrzymał się naprzód w dzielnicy przeznaczonej dla Anglików.
16:02Powszednio była ona włoską dzielnicą w dawnym Bostonie.
16:06Miała próbkowany palacyk otoczony schludnie domy.
16:11Po większej części świeżo malowane wszędzie był ład i porządek i prałat.
16:16Musiał podziwiać doskonałość urządzeń amerykańskich,
16:20które dozwoliły półtora tysiąca ludzi zamieszkać
16:24i rozgospodarować się w nowych domach
16:27w przeciągu czterech dni.
16:29Tu przynajmniej zachowywała się ludność spokojnie.
16:32Monsignor został w automobilu,
16:35rozglądał się uważnie w koło.
16:37Pierwsza rzecz, która go uderzyła,
16:39była z natury negatywna.
16:41Poszegł braku jakiejkolwiek zewnętrznego szczegóły
16:44i od razu wiedział, co to było.
16:46We wszystkich miastach europejskich
16:48znajdował się na każdym placu i ulicy
16:51jaka figura lub obraz albo symbol religijny.
16:55Tu nie było nic w tym rodzaju.
16:57Proste chodniki biegły naokoło placu.
17:00Wprost od nich wyznosiły się domy
17:03o prostych drzwiach i oknach.
17:06Wszystko było nadzwyczaj często i higienicznie.
17:09Urządzone mogły nawet przez okna jednego z domów
17:14dojrzeć biało malowane ściany i porządne meble,
17:17ale nic nigdzie nie przypominało innych rzeczy
17:21niż zdrowotności i czystości istnienia wyższych ideałów
17:25niż hartowanie zwierzęcego zdrowia.
17:29W Londynie i w Rzymie czy Lourdes
17:31znalazłoby się przynajmniej innych ideałów
17:34wyobrażenia Matki Boskiej lub Boga człowieka.
17:37Cierpiącego przypominał, że zdrowie fizycznie
17:40nie jest najważniejszym dobrem.
17:42Był to dobro, szczegół i monsignor dziwił się, że go zaważył.
17:47Pomyślał, że przynajmniej jest tu więcej szczerości i swobody
17:51takiej jak on ją pojmował.
17:53Wysunąwszy się w głąb automobilu
17:55poczuł prałat obserwować twarze przechodniów.
17:58Ko kobiety zdrowe, silnie zbudowane, zajęte snucie swymi sprawami.
18:05Przechodził mężczyźni o twarzach wybitniej inteligencji
18:10i doznieraz po dwóch lub trzech rozmajające sobą.
18:14Na progu jednego z domu siedziało poważnie kilkoro dzieci.
18:18To przypominało mu zebranie jutrzejsze, na którym
18:21miano omawiać sprawy szkolnictwa i wychowania.
18:25Przypomniał też sobie program szkolny, który przeglądał
18:29program niezmiernie rozsądny, ułożony tak, by szkoły
18:33przygotowały ludzi pożytecznych i dostatecznie wykształconych.
18:37Daremnie usiłował wmówić sobie, że to tylko przewidzenie
18:42każdemu mu czytać na twarzach tych ludzi jakąś pustkę
18:46i ociężałość. Powtarzał sobie nawet, że to są entuzjaści,
18:51którzy woleli przecież późne wygnanie, niż porzucić
18:54swoją ideę i żyć pod rządem chrześcijańskim.
18:58Wiele twarzy było bez wątpienia inteligentnych, zwłaszcza wśród mężczyzn,
19:03a wszyscy wyglądali zgrowo, wydawali się zrównoważeni,
19:07podobnie jak plan, którego placum wydawał się rozsądny
19:11i praktyczny, a domy porządne zbudowane.
19:15Mimo to, gdy patrzył na nich tak emojistycznie i porównywał
19:19do ludności wiedzianej na ulicach Londynu, musiał zaważyć różnicę.
19:24Mógł wyobrazić sobie tych nowych obywateli,
19:28bo staną omawiającymi sprawy publiczne,
19:30wygłaszającymi mowy, wydającymi wyroki,
19:33rozdzielającymi ubogi miałomóżny,
19:36po starannym, naukowym zbadaniu ich poczy,
19:38wreszcie nawet zapalonych namiętnością polityczną,
19:42ale wydawało mu się, że nie są oni zdolni
19:45do jakiegokolwiek zuchwałej zbrodni
19:47lub heroicznego ataku cnoty.
19:50Mogli obliczyć, projektować, mieli mechaniczne
19:53i prawie doskonałe pojęcie sprawiedliwości.
19:57Umieli nawet kochać i nienawidzić po swojemu,
20:01ale żadna namiętność ani dobra, ani zła
20:04nie mogła ich opanować i unieść.
20:06Słowem, nie było światła za tymi twarzami,
20:09nie było śladu najwyższej, niezgłębionej,
20:13potęgi twórczej, przewyższającej ludzki ideał,
20:16który byłby sięgnął dalej niż rozsądek ogółu.
20:20Na tych twarzach malowało się spokój
20:22atmosfery chrześcijańskiej,
20:24ale brakowało jej ukrytego ognia.
20:27Monsignor kazał jechać dalej
20:29i pogrążył się w bolesnym rozmyślaniu.
20:32Czuł się strasznie osamotniony w tym strasznym świecie.
20:36Czy cała ludzkość pozbawiona była serca?
20:39Czy cywilizacja po części przez siły nadprzyrodzone,
20:43po części przez naturalną ewolucję,
20:45doszła już do takiego stopnia doskonałości,
20:48że nie było już na świecie miejsca dla człowieka
20:51mającego indywidualne uczucia i wzruszenia?
20:54To jedno tylko rozumiał,
20:56że lepiej było stać się nieczułym.
20:58Przez nadto żywotne pojęcie wieczności,
21:01niż przez zbyt jednostronne pojęcie ziemskich faktów.
21:05Kiedy Monsignor wysiadł znużony u drzwi swojego mieszkania,
21:09wybiegł naprzeciwko niego portier,
21:11trzymając w ręku jakiś zielony papier.
21:14Depeszem przyniesiono przedkocinną,
21:17ale nie wiedzieliśmy, gdzie Monsignor przebywał.
21:19Prawad natychmiast rozerwał pieczęć.
21:22Depesza zawierała kilka słów szyfrowanym pismem.
21:26Zaniepokojony udał się zaraz na górę
21:29i tam ją odczytał.
21:30Był to rozkaz opuszczenia wszystkiego
21:33i udania się natychmiast do Rzymu.
21:35Lajkujcie, ustawiajcie dzwoneczek
21:37oraz subskrybujcie i komentujcie.