Skip to playerSkip to main content
  • 6 days ago

Category

📺
TV
Transcript
00:00Rozdział drugi. Robowe milczenie zaległo schody prowadzące Watykanie do pokoju kardynała sekretarza Danu, kiedy monsignor Masterman z biesznym tempem wypuł
00:12godzinny, zaledwie po przyjeździe swym do Rzymu.
00:16Na stacji został automobil, który zawiózł go naprzód do Starego Pałacu, gdzie przed dziewięciu miesiącami mieszkał z ojcem Gerwazem, a
00:28dowiedziałszy się tam, że kardynał Beresier został niespodziewanie wezwany do Watykanu. Udał się za nim z koniec rozporządzeniem zostawionym ogmistrzowi.
00:38Monsignor wiedział już teraz wszystko. Podczas podróży nad Atlantykiem podawał radio, telegraf, prawie co godzinę nowe wiadomości, a w Neapolu,
00:49gdzie statek pierwszy raz zetnął się z lądem Europy, zamieszczały już gazety, długie i szczegółowe opisy wybuchu.
00:57Przybywający do Rzymu wiedział zatem tyle, że jak ci wszyscy, którzy nie byli wtajemniczeni w głębszą istotę rzeczy.
01:06Szwajcar zaprezentował halabardę, kiedy Monsignor odchylając ciężko odszedł do szczytu schodów służący w szkarłatnej Liberii oderwał jego płaszcz kapelusz długim,
01:20przerywanym go przez przedpokój, gdzie został przyjęty przez księdza, który towarzyszył mu dalej i odchoworzył przed nimi drzwi trzeciego pokoju.
01:30Tu już prała, wszedł sam i poznał komnatę, w której już bywał poprzednią, całą złoconą i czerwonymi, a dma szemkiem
01:40wybitą.
01:41Wielkie wykonane biurko stało w głębi na prawo, szeroka kanapa, na której siedziały dwie osoby, przebrane w szkarłatne feriole.
01:52Kardynał Belizie podniósł z głowę i zginął przyjaźnie. Drugi dostojnik powstał i skłonił się ledko, pododając rękę do pocałowania.
02:02Była to bardzo ważna osobowość. Włochy z urodzenia naznaczyły, lingowista był papal bylem przy ostatnim wyborze i choć zdarzyło się
02:14rzadko, żeby sekretarz stanu był obrany, przypuszczano, że w czasie zasiedzenia na tronie papieskim postawy osobistej wysokości.
02:26Do ziektęgi miał, włosy gęste i całkiem białe, twarz żółtawą, o regularnym rysie i bystre czarne oczy.
02:36Prałat ucałował piersie, nie przyklękając, jak był. Po zwyczaju w Watykanie usiadł na wyskazanym sobie krześle.
02:45Nignie zaczął mówić przez chwilę.
02:47Co słyszeliście już, monsignorzy? Zapytał nagle kardynał Belizie.
02:51Słyszałem, że socjaliści opanowali Berlin i cesarz jest ich w rękach, że miasto jest ufortyfikowane, że było dwie rzezie, że
03:01życie cesarza jest zagrożone, jeżeli mocarstwa nie przyjmą wszystkich warunków za cztery dni od dzisiaj.
03:09Iż ośmierdzili księcia Odtona, nie eminencją.
03:12Książę Odton skracony został wczoraj w nocy, rzekł spokojnie kardynał.
03:17Książę ofiarował się pojechać jako wysłanik Ojca Świętego i ułożyć się o warunki.
03:24Oni odpowiedzieli, że nie chcą rokowań, tylko sami nakładają warunki i że postąpią podobnie z każdym posłem, który nie przyniesie
03:34wieści zupełnie podobnych, by południe wszyscy będą to widzieli.
03:40Znowu zapanowało milczenie.
03:41Kardynał sekreta stanu spoglądał to na jednego, to na drugiego ze swoich towarzyszy i wahał się, jak gdyby chciał coś
03:50powiedzieć.
03:51Prałat milczał, wiedział, że nie jest obowiązany do zabierania głosu.
03:56Czy domyślasz się, monsignorze, dlaczego posłałem po ciebie?
03:59Nie, eminencją, udaję się dziś wieczorem do Berlina.
04:03Ojc jest święty, łaskawie pozwolił mi, chciałbym przed wyjazdem zostawić ci kilka skazówek co do sprawy angielskich.
04:11Minęło kilka sekund, nim umysł prałata zdołał, pojąc znaczenie tych słów, kardynał mówił takim tonem.
04:19Jak gdyby zapowiadało się, że jedzie na kilka dni na wieść, nie było najlżejszego wzruszenia w jego głosie.
04:26Nim prałat zdołał, przemyśleć, odezwał się kardynał Berlisje znowu.
04:30Mówiłem jego ekscelencji, jakie zaufanie pokładam w monsignorze mastermaniem.
04:36Jego ręku znajdują się wszystkie sprawy kościoła angielskiego.
04:39I życzę sobie, o ile to jest możliwe, by został zaznaczony wikariuszem kapitaliornym w wyrazie mojej śmierci.
04:48Sekretarz stanu skinął głową.
04:51Powinien jestem, ale ekscelencjum.
04:54To niemożliwe.
04:55Niemożliwe.
04:56Kardynał spojrzał na niego przenikliwie.
04:58Życzę sobie tego.
04:59Prałat skupił się nad zwyczajnym wysiłkiem.
05:03Nie mógł później otrzymać dokładnej procesji, który doprowadził go do tak szybkiej decyzji.
05:10Przyczynił się do niej po części dramatyczna skrona sytuacji.
05:15Poczucie, że wielkie ofiary spełniały się dookoła.
05:20Po części może podniecenie nerwem i rosnące niezadowoleniem życia.
05:26A przede wszystkim namiętne i szczere przywiązanie do kardynała, z którego dotychczas nie zdawał sobie sprawy.
05:33Ujrzał tylko tak jasno jak w widzeniu, że ten dzielny starzec nie może wyruszyć sam jeden i że on, on,
05:42który krytykował brutalność świata i błąd w niej, musi mu towarzyszyć w niemożliwe ekscelencje, rzekł, ponieważ ja pojadę z jego
05:51ekscelencją do Berlina.
05:52Kardynał uśmiechnął się i podniósł rękę, jakbym mówił do pory waszczego dziecka.
05:57Mój drogi przyjacielu, prawa zwrócił się do sekretarza stanu. Czuł się teraz całkiem spokojny i zrównoważony.
06:05Jego ekscelencja rozumie mnie, prawda?
06:07Kardynał nie może sam jechać, a ja jestem jego sekretarzem.
06:12Mógłbym ułożyć wszystko z rektorem tutejszego, kolegium angielskiego, jeżeli nie ma nikogo innego.
06:19Wszak prawda, ekscelencją.
06:21Włoch namyślił się niezdecydowany.
06:24Książę odtą pojechał sam, zaczął.
06:26Właśnie nie było świadków, to się nie powinno zdarzyć po raz drugi.
06:31Odpowiedź na to nasuwała się sama, ale żaden z nich nie chciał jej wypowiedzieć.
06:36Kardynał Belizier postał, bierając się na lasce.
06:39Bardzo to zacnę z twojej strony, monsignorze, rzekł spokojnie.
06:44Rozumiem, dlaczego ofiarujesz się, ale to niemożliwe.
06:47Pozostałam, monsignorze, jeszcze chwilę z jego ekscelencją, który chce ci powiedzieć kilka rzeczy.
06:54Ja pójdę do Ojca Świętego i wrócę niebawem.
06:56Prałac stał także.
06:58Pójdę z jego ekscelencją do Ojca Świętego i usłyszymy jego decyzję.
07:03Kardynał potrząsnął głową, uśmiechając się, bo brała żliwie.
07:07Prałac zwrócił się do Włocha.
07:08Czy mogę prosić jego ekscelencję o wyjawnienie mi jednej łaski?
07:12Rzekł prędko. Chciałbym być dopuszczony do Ojca Świętego, zaraz po kardynale Berizie.
07:19Jeżeli nie mogę pójść razem z nim, Anglik obrócił się nagle i spojrzał na niego.
07:24Więc dobrze, chodź.
07:25Kon razy pomiędzy tymi dwoma książętami kościoła, a ich panem i zwierzchnikiem uderzył w monsignora,
07:33kiedy wszedł za kardynałem do pracowni papieża i ujrzał człowieka średniego wzrostu,
07:39o bardzo pospolitym wyglądzie podnoszącego się od biurka, przy którym pisał.
07:45Papież był francuszem, wiedział o tym prałat bynajmniej niewyjątkowym człowiekiem.
07:51Nie było nic nazwyczajnego, imponującego w jego wyglądzie
07:55i nawet białe szaty insygnia wydawały się na nim jakieś zwykłe, nierobiące wrażenia.
08:02Mówił dość szybko zwyczajnym tonem głosu, o czym miał szary noc krochem, szeroki, usta dość pospolite.
08:10Słowem nie był to papież marzeń i wyobraźni.
08:13Mógłby być równodobrze wygolonym urzędnikiem średnich zdolności,
08:18który przebrał się w białą sułtannę i zasiadł przy dość niewygodnym biurku,
08:24w ogromnym, karmazynowym, admaszem, wybitym pokoju.
08:29Nawet w tej dramatycznej chwili poczuł się monsignor dziwić,
08:33dlaczego człowiek ten został wyniesiony na najwyższe stanowisko na świecie.
08:38Był on synem urzędnika pocztowego z Toulousem, jak to sobie właśnie prałat przypomniał.
08:44Papież wyrzekł kilka niezrozumianych słów przywitania,
08:48podczas gdy dwaj księża usałowali piersień u siedli obok biurka.
08:53Zatem, Dimensio, przyszedłeś nas pożegnać, zaczął.
08:57Jesteśmy ci wszyscy wdzięczni za gotowość jechania.
09:00Bóg cię nagrodzi.
09:01Teraz jest kolej na kardynała Ojcze Świętym.
09:05Rzek zagadnięty uśmiechem.
09:07Rzek mamy jeszcze cztery dni czasu.
09:10A rodowość moja zbliża mnie do Niemców.
09:13Jak już mówiłem, jego świętobliczności wczoraj wieczorem.
09:17Zresztą jestem już starym człowiekiem.
09:19Nie było nic sztucznego i przesadnego w odonie kardynała i monsignor.
09:24Zauważył, że obaj dostojnicy dziwnie się na siemierdzie zapatrują.
09:29Mówią o niej swobodnie i letko.
09:32Już zatem postanowione, rzekł papież.
09:34Wyjeżdża kardynał dziś wieczorem?
09:36Tak, Ojcze Święty.
09:37Muszę jeszcze pozałatwiać przedtem różne sprawy.
09:41Nająłem już prywatny latawiec,
09:44a jeden z moich służących odjął się kierowania nim.
09:48Ale jeszcze o jedno zapytać muszę jego świętobliwość.
09:51Ten oto ksiądz monsignor Masterman.
09:54Mój sekretarz chce pojechać ze mną.
09:56Proszę, żeby mu jego świętobliwość zabronił.
09:59Chciałbym, żeby on został wikariuszem kapitularnym decyzji
10:04na wypadek mojej śmierci.
10:06Papież spojrzał na prałata.
10:08Dlaczego życzę sobie jechać, monsignorze?
10:10Czy rozumiesz, co was teraz czeka?
10:12Rozumiem wszystko, Ojcze Święty.
10:14Pragnę pojechać, bo kardynał nie powinien stanąć tam sam jeden.
10:19Niech będzie świadkiem tym razem.
10:21Rektor tutejszego kolegium angielskiego
10:24może odebrać wszystkie rozporządzenia.
10:27A no inencja?
10:28Ja chcę, żeby monsignor pozostał,
10:30ponieważ niepotrzeba dwóch osób.
10:32Jedna wystarczy, żeby znieść posławstwo.
10:36Nastała chwila milczenia.
10:38Papież obracał w palcach leżące przed nim piórom.
10:42Nastała chwila milczenia.
10:44Papież obracał w palcach leżące przed nim piórom.
10:47Tem prałat wybuchnął znowu.
10:49Ojcze Święty, błagam, pozwól mi jechać.
10:52Ja boję się śmierci, dlatego słyszałam.
10:55Jest, że bym jechał.
10:56Jestem zresztą kaleką mysłowym.
10:59Przed kilku miesięcy skraciłem pamięć
11:01i mogę utracić ją znowu,
11:03stając się wtedy bezużytecznym i bezradnym.
11:06A tam mogę się szydać.
11:09Papież nie odpowiedział w pierwszej chwili.
11:11Pojrzał ciekawie na księdza,
11:14gdy ten mówił, i że boi się śmierci.
11:16Potem znowu spuścił wzrok
11:18i usta krakały muletką.
11:20Dobrze, rzekł wreszcie.
11:22Jedź, monsignorze, jeśli pragniesz tego.
11:25Mała tylko karska osób
11:27żegnała drugiego posła
11:28wyruszającego do Berlina.
11:30Godzina i miejsce wyjazdu
11:32były utrzymane w tajemnicy
11:34dla uniknięcia z biegowiska.
11:36Oprócz kilku osób z kolegium angielskiego,
11:38kilku przyjaciół kardynałów,
11:40kilkunastu przechodniów,
11:42którzy zebrali się na dole,
11:44zdziwieni pojawieniem się
11:46latawca wyścigowego nad rzadko
11:49używanym pomostem na skórzu,
11:51na Watykanie.
11:52Nikt Rzymie nie wiedział o wyjeździe posła,
11:55a ten więcej nie domyślał się,
11:57kim on jest.
11:58Prała znalazł się sam na pomoście
12:00na dziesięć minut przed odjazdem,
12:03bo kardynał rozmawiał jeszcze na dole.
12:05Patrząc na miasto, w którym zaczynał
12:09już rozbłyskiwać światła,
12:11to znowu naletko kołyszący się statek
12:13starał się monsignor
12:15zdać sobie sprawę ze wszystkich
12:17uczynków i ich pobudek,
12:18ale nie potrafiłby powiedzieć,
12:21dlaczego właściwie znalazował się
12:23na tym pomoście,
12:24czego się spodziewał lub obawiał.
12:27Był jak człowiek,
12:28który widzi migające i wirujące cienie
12:31i rozpoznając tu i ówdzie twarzy,
12:33postacie lub ruchy nie może jednak
12:36pojąć znaczenia całości.
12:38Czuł tylko, że tak być musi,
12:40że ten jego wyjazd na prawie pełną śmierci
12:43jest konieczny.
12:44Ją przy tym niejasne wrażenie,
12:47że powinien już teraz pojąć
12:49i zrozumieć zagadnienia tego świata,
12:52ale nawet ostatnie wypadki
12:54nie zdawały oswiecić go pod tym względem.
12:58Zwyczajny spokój katolików wobec śmierci
13:01był nowemu z postrzeżeniem.
13:04Nie tylko Don Adrian godził się umrzeć
13:07bez żalu i protestu,
13:09ale i sędziowie jego gotowi
13:11byli postąpić tak samo.
13:13A on sam, prałat Monsignor,
13:15który narzekał na okrucieństwo religii
13:17i znajdował, że system świata
13:19jest błędny i niekompletny,
13:21on się bał śmierci.
13:23Dotychczas jednak obawa
13:24nie powstrzymała go
13:26od spojrzenia jej w oczy.
13:28Po ostatnich pożegnaniach
13:30wszedł prałat z kardynałem do kabiny.
13:32Był to malenki pokoik
13:34z wąskim stołem,
13:36by pośrodku,
13:37po obu skronach stały biało,
13:40osłane kanapki,
13:42okna wąskie i mocne umieszczone
13:45były wprost w bocznych ścianach statku.
13:49Oszklony pokład
13:50dozwalał przejść się kilka kroków,
13:53ale cały przód statku
13:55zajmowały machiny.
13:57Był to stosunkowo
13:59nowy typ latawca,
14:00używany głównie do wyścigów,
14:02a tak szybki,
14:03że już na zajucz
14:05o świcie mieli być w Berlinie.
14:07Drzwi od pokładu
14:08zachrześnięte nagle ze zewnątrz.
14:10Kardynał uśmiechnął się jeszcze
14:12przez szybę do przyjaciół
14:14i skinął ręką na pożegnanie.
14:16Potem rozległ się dzwonienie
14:18i drżenie
14:19przebiegły przez statek,
14:21a pomoc począł opadać.
14:23Kardynał położył rękę
14:25na ramieniu towarzysza.
14:26Porozmawiajmy teraz,
14:27jak przyjaźnie.
14:29Chłodne powietrze alpelskie
14:30zmagliło okna kabiny,
14:33zanim skończyli rozmawiać.
14:35Prałat wyznał wszystko temu
14:36z pokojnemu,
14:38z ojcowską dobrocią
14:39słuchaczowi,
14:40pogostarcowi.
14:41Wyznał mu swoje obawy,
14:44trudności pogodzenia się
14:46z obecnym stanem świata.
14:47Dali wrażenie,
14:49że charyzjanizm
14:50stracił swego ducha
14:52i przede wszystkim
14:53brak jakiekolwiek
14:54religijnego uczucia
14:56w sobie samym.
14:57Troną było wyrazić to
14:59w słowach,
15:00a w skutek
15:01nadwyczajnego natężenia
15:03uczuć i myśli
15:04spowodowanego świadomością,
15:06że każda przebywa mila,
15:08zbliża ich unieomal
15:10pewnej śmierci.
15:11Wszystkie zwykłe argumenty
15:13zbladły i traciły postawę.
15:16Kardynał stawił jedno pytanie.
15:18A jednak idziesz na śmierć
15:20w przekonaniu,
15:21że to wszystko jest prawdą.
15:22Tak, to dobrze,
15:23widzisz, mój drogi.
15:25To jest wiara.
15:26Nie potrzebujesz mówić więcej.
15:28Czy byłeś u spowiedzi?
15:29Byłem dziś po południu.
15:31Starze smilczał przed chwilę,
15:33a co do tego wrażenie,
15:34że kościół nie ma już serca,
15:36zaczął mówić powoli.
15:37Myślę, że to jest naturalne u ciebie,
15:39monsignorze.
15:40Przeszedłeś silne,
15:42szcząśnienie.
15:43Przez swoją chorobę
15:44i stąd uczucia twoje
15:46są chorobliwie przeczulone.
15:48Widzisz, serca kościoła
15:50trzeba szukać bardzo głęboko
15:52i ty nie zanalazłeś go jeszcze.
15:54Ale to nie szkodzi.
15:55Musisz tylko mieć wolę
15:57z szczerą i silną.
15:59To wszystko,
15:59czego Bóg żąda od ciebie.
16:02Kościół jest nieugięty,
16:03twardy,
16:04wypewien znaczeniu,
16:06ale, bo nazywajmy to
16:08jego boską siłą.
16:09Siłę tę posiadał zawsze.
16:12Niegdyś wzmocniła go
16:14ona w cierpieniu.
16:15Teraz pozwala mu rządzić,
16:17ale myślę,
16:18że zobaczysz,
16:19jak kościół znowu potrafi
16:21cierpieć eminencją.
16:22Zawołał prawa
16:23do rozwaczy.
16:24Szliwie.
16:25Widzę to już teraz.
16:27Jego eminencja.
16:28Książę Otton.
16:29Kardynał poniósł rękę.
16:31O mnie niemu.
16:32Stare, już jestem
16:33i myślę, że nie będę cierpiał.
16:35Co innego,
16:36książe Otton,
16:37to był młody młodzieniec,
16:38pewne sił i wieku.
16:40Kardynał poniósł rękę.
16:42O mnie niemu.
16:43Stare, już jestem
16:44i myślę, że nie będę cierpiał.
16:46Co innego,
16:46książe Otton,
16:47to był młodzieniec,
16:49pełny sił
16:49i wiedział,
16:50co go czeka,
16:51a szedł całkiem wesoło.
16:53Czy taki wypadek
16:54nie robi na tobie wrażenia?
16:55Prałat milczał.
16:56O czym myślisz, synu?
16:58Prałat drżał letką.
17:00Powiedz mi szczerze,
17:01nalegał kardynał.
17:02Ojciec Święty
17:03zdawał namiętnie ksiądz.
17:05To kropne,
17:06że on był
17:07taki niezruszony
17:09i obojętny,
17:09czy to żyje,
17:10czy umiera.
17:11Urwał i zmęczonym
17:12zruszeniem
17:13podniósł rok
17:14na kardynała,
17:15ale na twarzy
17:16jego doszczek
17:17dziwny,
17:18graniczący
17:19prawie z wesołością.
17:21Widzisz,
17:21że był
17:22nieporuszony.
17:23Czy tak
17:24nie powinno być?
17:25Czy nie tego
17:26powinniśmy oczekiwać
17:28od namiestnika
17:28Chrystusowego?
17:29Chrystus płakał,
17:31tak i namiestnik
17:32jego płakał także.
17:34Lecz
17:34Chrystus
17:35szedł na śmierć
17:36bez łzy wokół.
17:37Ale,
17:38ale ten człowiek
17:39nie idzie na śmierć,
17:40zawołał
17:41prałat.
17:41On tylko
17:41posyła innych,
17:43żeby poszedli
17:44sami.
17:44Urwał nagle,
17:45choć kardynał
17:46nie rzekł
17:47ani słowa,
17:48bo w tej
17:49rozrzedzonej
17:50atmosferze
17:51pod naciskiem
17:52tłoczących się
17:53myśli
17:54nerwów
17:54doszły
17:55do nadzwyczajnego
17:56napięcia
17:57wrażliwości.
17:58Także odczuwał
17:59nieomal myśli
18:00towarzysza.
18:01A kardynał
18:02nie mówił nic.
18:03Raz otworzył
18:04już usta,
18:04lecz zamknął je
18:05znowu
18:06i prałat
18:06czekał wciąż.
18:08Myślę,
18:08że nikt nie
18:09spodziewa się,
18:10by papież
18:10sam jechał
18:11w tych warunkach,
18:12rzekł.
18:13Wreszcie kardynał
18:14spokojnie i łagodnie.
18:15Czy nie przypuszcza,
18:17że dla niego
18:17może większą
18:19ofiarą jest
18:19pozostać teraz
18:20w Rzymie?
18:21Nie bądź
18:22niecierpliwy,
18:23nie sądź
18:23zbyt wcześnie.
18:25Dosyć już,
18:26że mamy obaj,
18:27jedziemy.
18:28To nas powinno
18:29zajmować.
18:30Chodzie,
18:31monsignorze,
18:32przejrzymy
18:32raz jeszcze
18:33te papiery.
18:34Godzinę później
18:35unosił się
18:36już nad równinami
18:37francuskimi
18:38i prałat
18:39uczył się
18:40ogarniać go
18:41coraz większe
18:42znużenie.
18:43Ziemną kilka razy
18:44kardynał uśmiechnął się.
18:45Połóżmy się,
18:47monsignorze,
18:48miałeś dzisiaj
18:49ciężki dzień.
18:50Ja też
18:50prześpię się
18:51tę chwilę.
18:52Musimy
18:53wypocząć
18:54przed tym,
18:54co nas jutro czeka.
18:56Prawat
18:56podszedł do
18:57drugiego,
18:58gej
18:58z kanap
18:59i zdjął
19:00szy
19:00obuwiem.
19:01Wyciągnął się
19:02na nie,
19:03mówiąc
19:03ani słowa.
19:04Wspomniał jeszcze
19:06pełen podziwu
19:07na statek
19:08będący
19:09lotem
19:10strzały
19:10i zaraz
19:11zapadł
19:11w nieświadomy
19:12sen.
19:13Przebudził się
19:14nagle
19:14i jak to bywa
19:15po długim
19:16śnie
19:16z wyczerpania.
19:18Pomysł jego
19:18był początkowo
19:19jakby
19:20zrętwiały.
19:21Dopiero
19:21prozejrzawszy się
19:23wokoło
19:23przypomniał sobie
19:24co zaszło.
19:25Blade
19:26słońce
19:26poranka
19:27zapełniło
19:28kabinem.
19:29Ogno
19:29przeciwlele
19:31spuszczone
19:32było do połowy
19:33i zimne
19:34gliste powietrze
19:35wdzierało się
19:36do wnętrza
19:37ograniczając
19:38ze wszystkich
19:39skrąg kardynała,
19:40który siedząc
19:41tuż przy oknie
19:42wpatrywał się
19:43wytężonym
19:44wzrokiem przestrzeń.
19:45Przez szybkę
19:46w drzwiach
19:47widział
19:47prałat
19:48maszynistę
19:49z ręką
19:50na stażę,
19:51ale delikatne
19:52szum i drżenie,
19:54które towarzyszyły
19:55jeździem.
19:56Nie dawały się
19:57już uciszyć.
19:58Odsunął
19:58firanki
19:59i ujrzał
20:00dookoła
20:01tylko mgłem
20:02bladą,
20:03a zarazem
20:04nie zatrzymali się
20:05jeszcze
20:05nad żadnym
20:06pomostem.
20:07I statek
20:08wisiał
20:08we mgle
20:09bez ruchu
20:10i bez dźwięku.
20:11Prałat
20:12poruszył się
20:12na swym
20:13posłaniu
20:14i kardynał
20:15zwrócił się
20:15ku niemu.
20:16Wyglądasz
20:17znużony
20:18przy tym
20:18bladym
20:19oświetleniu,
20:20ale wygłosie
20:21jego
20:21nie rzmiało.
20:22Zaniepokojenie,
20:23a obudziłeś się
20:24już
20:25mącniorze.
20:25Chciałem,
20:26żebyś się
20:26wystwał
20:27dowoli.
20:28Co się stało,
20:28gdzie jesteśmy?
20:29Przyjechaliśmy
20:30pół godziny
20:31temu.
20:31Dali nam
20:32znać
20:33sygnałami,
20:34że mamy
20:34tu czekać,
20:35dopóki
20:35kto
20:36nie przyjdzie.
20:37Przyjechaliśmy?
20:38Oczywiście.
20:38Minęliśmy
20:39pierwsze
20:40sygnały
20:40świetne
20:41Berlina,
20:42już
20:42przed
20:42trzema
20:43kwadransami.
20:44Potem
20:44zawolniliśmy
20:45znacznie.
20:46Kardynał
20:47wychylił się
20:48znowu
20:48przez okno.
20:49Oto
20:49zbliża się
20:50wreszcie,
20:51rzekł.
20:51Słuchaj,
20:51monsignorze,
20:52prałat
20:53wesnął się
20:54uważnie
20:54i
20:55z
20:55początku
20:56rozróżniał
20:57nic
20:58prócz szumu
20:58i świstu
20:59wiatru,
21:00po czym
21:00dopiero
21:00rozpoznał
21:01jakieś
21:02metaliczne
21:02dźwięki
21:03dochodzące
21:04z dołu
21:04i
21:04zupełnie
21:05już
21:05wyraźnie
21:06trzy
21:06uderzenia
21:07dzwonu.
21:08Kardynał
21:08skinął
21:09gołą.
21:09Znoszą się
21:10dosyć
21:11też długo
21:11oczekaliśmy.
21:13Podnoszy
21:13się
21:13na kanapce
21:14przeciągając
21:15poszalatę
21:17łatwym
21:18pas
21:18i
21:18piejuskiem.
21:19Prałat
21:20zerwał się
21:20z miejsca,
21:21by podjąć
21:22mu
21:22szeroki
21:22rzymski
21:23płaszcz.
21:23Zostaw
21:24to,
21:24monsignorze,
21:25uwierz
21:25się,
21:26sam
21:26oni
21:27będą
21:27tu
21:27za
21:28chwilę,
21:28że
21:28kardynał
21:29monsignor
21:30kończył
21:31kłaść
21:31obuwie.
21:35zamarł mu
21:36na chwilę
21:37w piersiach.
21:37Było to
21:38odgłosy
21:39ludzkie
21:39rozlegające
21:40się
21:41we mgle.
21:41Następnie
21:42tuż
21:42obok
21:43okna,
21:43przy którym
21:44stał
21:45kardynał.
21:46W płaszczu
21:47i kapeluszu
21:47przesunął
21:48się
21:49oskrożnie
21:49błyszczący
21:51duch
21:51potem
21:52rządu
21:52małych
21:53wentylatorów
21:54i wreszcie
21:55rząd okien,
21:57z których
21:57wyglądało
21:58kilkanaście
21:59twarzy.
22:00On senior
22:00widział,
22:01jak poruszały się,
22:03gdy minęły
22:03im
22:04przed oknami
22:05purpurowa
22:06kardynalska.
22:07Nieraz
22:08później
22:08dziwił się
22:09brałat,
22:10że tak mało
22:11rzeczywiste
22:12trwogi
22:12oczuwał
22:13w owej chwili.
22:14Letki
22:14dresztyk
22:15wysunął
22:16nim
22:17raz.
22:17Po raz,
22:18gdy
22:18nowa
22:19fala
22:19mglistego
22:20powietrza
22:21napłynęła
22:21do kabiny,
22:22siedział
22:23bez ruchu,
22:23przypatrując się,
22:25o ile to przez
22:25okno
22:26mógł
22:26widzieć,
22:27jak ich
22:27latające
22:28przymocowano
22:29do pomostu.
22:30Duży
22:31wyrósł
22:31nagle
22:32z głębi,
22:32tuż
22:33przy statku
22:34zarzucono
22:35liny
22:35metalowe.
22:36Słyszał
22:37nad głową
22:37różne
22:38odgłosy
22:39i rozmowy,
22:40którą prowadzili
22:41sternik
22:42z jakąś
22:42niewidzialną
22:43osobą.
22:44Kardynał
22:44siedział w ciąży
22:45naprzeciwko
22:46niego,
22:47poruszonym.
22:48Wreszcie
22:48po dziesięciu
22:49minutach
22:49doznali
22:50uczucia,
22:51że spuszczają
22:52się w dół,
22:52po rzednie
22:54jące
22:54mgle,
22:55znając
22:56było,
22:57że ziemia
22:57się przybliża.
22:59Potem
22:59doleciało
23:00ich
23:00bicie
23:01zegara.
23:02Prałat
23:02liczył
23:03uważnie
23:03uderzenia,
23:04ale zapomniał
23:05natychmiast
23:06ile ich było.
23:07Statek
23:08doznał
23:08sząśnienia
23:09i sytanu.
23:10Rozległ się
23:11mrzęk
23:11i tu
23:12pod kroku
23:13kardynał
23:13powstał.
23:14Chodźmy,
23:15rzekł
23:15podając rękę
23:16do Warszawi.
23:17Stali
23:17jeszcze chwila,
23:18a tymczasem
23:19kroki
23:19rozległy się
23:20na statku.
23:21Cień
23:21padł
23:22na szklane
23:23drzwi
23:23i te
23:24otworzyły się,
23:25a dwóch ludzi
23:26w mundurach.
23:27Weszło
23:27głęboko
23:28do kabiny.
23:29Jakie są
23:29wasze
23:30nazwiska
23:30panowie
23:31i co
23:31was tu
23:32sprowadzam?
23:33Rzekł
23:33pierwszy
23:33z nich
23:34doskonałą
23:35angelszczyzną.
23:36Jestem
23:36kardynał
23:37boli z jej
23:37przybyłam
23:38od ojca
23:39świętego.
23:40Odpar
23:40kardynał
23:41z godnością,
23:42a to mój
23:42sekretarz
23:43monsignor
23:44masterman,
23:45który nie jest
23:45posłem.
23:46Wszystko
23:46w porządku,
23:47byliście
23:47sygnalizowani
23:48przez nasze
23:49statki
23:50skrażnicze.
23:51Proszę
23:51za mną.
23:52Po
23:52mostku
23:53przerzucony
23:54na pokład
23:54statku
23:55dostali się
23:56na platformę
23:57zapełnioną
23:58ludźmi
23:59mundurach
23:59lub
23:59luzach
24:00robotniczych.
24:01Roztąpili się
24:02oni,
24:02robiąc
24:03miejsca
24:03i nie
24:04okazywali
24:04jawnej
24:05nieprzychylności.
24:06Tylko
24:07prałac
24:07zaważył,
24:08że nikt
24:08się tu
24:09nie kłania
24:10i nie
24:11salutował.
24:12A gdy
24:12już
24:13znaleźli się
24:14w indzie,
24:15dosłyszawszy
24:16głośną
24:16rozmowę
24:17i wybuch
24:17śmiechu,
24:18inna
24:18spuszczała się
24:19z tą
24:20szybkością,
24:21że
24:21a gdyby
24:22nie było
24:23mgły,
24:23nie mogliby
24:24dotrzeć
24:25miasta.
24:26Nagle
24:26zacielało
24:27się
24:27wokół,
24:28z boku
24:28ukazał się
24:29mur
24:30jakiegoś
24:30budynku.
24:31Winda
24:32stanęła
24:33i otworzono
24:34drzwi.
24:34Kilku
24:35ludzi
24:35w mundurach
24:36znalazło się
24:37u wyjścia.
24:38Na twarzach
24:38ich było
24:39wyraźne
24:40oczekiwanie.
24:41Jeden
24:41wysunął się
24:42naprzód,
24:43trzymając
24:43papier
24:44jakiś w ręku.
24:45Kardynał
24:45Bolizie
24:46i Monster
24:47Masterman
24:47zapytał
24:48po angielsku
24:49kardynał
24:50z kinu
24:50głową.
24:51Zostaliśmy
24:51uwidłonieni
24:53wczoraj
24:54z Rzymu.
24:55Przypuszczam,
24:56że macie
24:56ponownie
24:57poselstwo
24:58do
24:58mocarstw od
24:59Ojca
25:00Świętego,
25:01którego
25:01mocarstwa
25:02europejskie
25:03wybrały
25:03jako
25:03swojego
25:04zwierzchnika.
25:05To
25:05obojętne,
25:06otwarł
25:07szorsko
25:07urzędnik.
25:08Rada
25:08czeka
25:09na was.
25:10Proszę
25:10za mną.
25:11Człowiek,
25:12który
25:12towarzyszył
25:13podróżnym
25:14na dół
25:14wysunął się
25:15naprzód.
25:16O ile wiem,
25:16ten pan
25:17skazał
25:18prałat,
25:18nie jest
25:19posłem.
25:19Czy tak?
25:20Tak jest.
25:21Dobrze,
25:21mogę
25:22wprowadzić
25:22tylko
25:23posła.
25:23Monsignor
25:24Masterman
25:24będzie
25:25za tym
25:25łaska
25:26wpójść
25:26z tamtym
25:27panem.
25:28Proszę
25:28jego
25:28eminencję.
25:30Rozpamiętowując
25:31później
25:31te straszne
25:32chwile,
25:33doszedł
25:34Monsignor
25:34do przekonania,
25:35że
25:36najokrutniejszym,
25:37najbardziej
25:40z jaką się
25:41rzeczy
25:42dokonywały.
25:43Pozwiech ten
25:44był jednak
25:44także
25:45zbawczym,
25:46bo półgodzinny,
25:47które
25:47prałat
25:48spędził
25:48zanim
25:49otworzył
25:49jakąś
25:50wiadomość,
25:51przedłużało się
25:51do niekończoności.
25:53Przechadzał się
25:54tam i na powrót
25:55po małym
25:56pokoju
25:56położonym
25:57budynku
25:58rządowym,
25:58który teraz
25:59opanowany
26:00był przez
26:01rewolucjonistów.
26:02Wiedział,
26:03że jest
26:03szczerzony,
26:04słyszał
26:04głosy
26:05za drzwiami,
26:06a dręcząca
26:07niepewność
26:08w jakiej
26:08pozostawał
26:09gorsza było
26:10od samej
26:11trwogi.
26:12Usiłowo
26:12uspokoić się
26:13wspominając
26:14jej ostatnie dni,
26:15kiedy po pierwszym
26:16wybuchu
26:17buntu,
26:18po wymordowaniu
26:19policji
26:19i steroryzowaniu
26:21ludności
26:21rewolucjoniści
26:23sami,
26:23tu mieli
26:23energicznie
26:24próby
26:25wywołania
26:26drugiej rzezi.
26:27Znał tylko
26:28główne
26:28zarysy
26:29wypadków.
26:30Dużo rzeczy
26:30pozostawało
26:31niezrozumiałych.
26:32Oczywistym było,
26:34że rewolucja
26:35przygotowywała się
26:36od wielu
26:37miesięcy.
26:37Nawrócenie
26:38cesarza
26:39przeciągnęło
26:40za sobą
26:41cały szereg
26:42nawróceń,
26:43a równocześnie
26:43zaznacza ilość
26:45socjalistów
26:46z niższych
26:46klas rozpoczęła się
26:48po innych
26:49krajach.
26:49Rząd uważał to
26:50za objaw
26:51naturalny,
26:52a nawet
26:53uspokajający
26:54ten więcej,
26:55że pojedyncze
26:56protesty
26:57przeciwko
26:57zmianom
26:58we ustawach
26:59nie przybierały
27:00nigdy
27:01groźniejszych
27:02cech.
27:02Gdy rozpoczęła się
27:03rozoglądowania
27:05emigracji,
27:06nawet najwięksi
27:07przesymiści
27:08wśród polityków
27:09zaczęli wierzyć
27:10w pomyślne
27:11zakończenie
27:11sprawy.
27:12Tymczasem
27:13najustępliwiej
27:15padł cios
27:16wymierzony
27:17zapewny
27:17przez
27:18międzynarodowy
27:19związek,
27:20którego istnienia
27:21nikt się nawet
27:22nie spodziewał.
27:23Szczegóły
27:23wybuchu
27:24były niejasne
27:25dla Prałata,
27:26ponieważ nie znał
27:27Berlina
27:28i jego
27:28ośrodków
27:29obrony.
27:30We wszystkich
27:31nowoczesnych
27:32miastach
27:32znajdował się
27:33w mieście
27:33do dawnych
27:34frontów
27:35tak zwane
27:36stacje
27:36siły,
27:37które rozporządzały
27:38systemem
27:39min i promieni
27:40elektrycznych
27:41zastępowujących
27:42dawne armaty.
27:44Otóż
27:44rewolucjoniści
27:45berlińscy
27:46opanowali
27:47przez zgradę
27:48główną
27:49stację.
27:49Jakby
27:50cytadelem
27:50berlińskim
27:51i z nią
27:52razem
27:52Pałac Cesarski
27:53tym sposobem
27:54stali się
27:55panami miasta
27:56i ani flota
27:57powietrzna
27:58Niemiec
27:58ani floty
27:59innych
27:59cesarstw
28:00nie mogły
28:01się zdecydować
28:02składzić
28:03Berlin
28:03z powierzchni
28:04ziemi.
28:05Rewolucjoniści
28:06postanowili
28:07wyrwane
28:08warunki.
28:09Te jednak
28:10odrzuciły
28:10mocarstwa
28:11jednomyślnie.
28:12Zawierały bowiem
28:13żądanie
28:14zniesienia
28:15kościoła
28:15w całej Europie
28:16zapewnienie
28:17wolności
28:18prasy.
28:18Jako alternatywna
28:20zostawało
28:21stracenie
28:22cesarza,
28:23który był
28:23w rękach
28:24zbuntowanych
28:25i wojna
28:26przeciwko
28:26całej Europie.
28:27Wojna
28:28taka
28:28mogła mieć
28:29jeden tylko
28:29wynik,
28:30ale przy
28:30nowoczesnych
28:31sposobach
28:32i środkach
28:33pociągała
28:34za sobą
28:34niezliczone
28:35ofiary
28:36życia
28:36i własnych
28:37temu więcej,
28:38że socjaliści
28:39nie uznawali
28:40międzynarodowych
28:41praw
28:42prawo
28:42prawo do
28:43władzenia
28:43wojny.
28:44Był to
28:44z ich
28:45skrony
28:46opór
28:46bezcelowy,
28:47lecz był
28:47oporem
28:48dzikiego
28:49dziecka,
28:50który rozporządza
28:51wszelkimi
28:51środkami
28:52nowoczesnej
28:53cywilizacji.
28:54Wszystko to
28:55widział
28:55Monsignor
28:56i nie było
28:57w tym nic
28:58uspokajającego.
28:59Obawa
28:59przed
29:00własną
29:01śmiercią
29:01ustawała
29:02się na
29:03drugi
29:03plan.
29:04Bardziej
29:04przerażała
29:05go
29:05świadomość,
29:06że tak
29:07okropne
29:07rzeczy
29:08dziać się
29:08mogą
29:09w tym
29:09spokojnym
29:10zrównoważonym
29:11świecie,
29:12do którego
29:12się już
29:13przyzwyczaił.
29:14Wrażenie
29:14było jeszcze
29:15spostrzegniejsze
29:17przez poranka,
29:18przez dozowanie
29:19już przejście
29:20i wysiłki
29:21nerwowe
29:22przez
29:22szorsko
29:23ludzi,
29:24którzy
29:24ich tu
29:25przyjęli
29:25oraz
29:26pamięć
29:27na
29:27zagon
29:28posła,
29:29który
29:29zaledwie
29:3036 godzin
29:31temu
29:31przybył
29:32z zamiarami
29:34pokojowymi
29:35tego ponurego
29:36miasta.
29:36Cała groza
29:37przełożyła
29:38ze środkowo
29:39się dla niego
29:40na osobie
29:41kardynała,
29:42którego coraz
29:43więcej kochał.
29:44Podniecana
29:45wyobraźnia
29:45malowała mu
29:46różne obrazy
29:48tego, co
29:48mogło nastąpić.
29:49Raz widział
29:50kardynała
29:51powracającego
29:52z wieścią
29:52gody,
29:53to przynajmniej
29:54z łoki
29:55w układach.
29:56Znał kilka
29:57propozycji,
29:58które miały
29:59być zrobione
30:00w imieniu
30:00papieża.
30:01To znowu
30:02kardynał
30:02wracał
30:03za kłopotanym,
30:04bo nic
30:05nie zostało
30:06zdecydowanym.
30:07Wyobrażał
30:08sobie także,
30:08że posyłają
30:10spiesznie
30:11po niego
30:11samego.
30:12Były
30:13jeszcze
30:13inne obrazy,
30:14ale tak
30:15skraszne,
30:15że myśli
30:16i wola
30:17odwracały się
30:18od nich,
30:19a jednak
30:19żaden
30:20nie był
30:20tak okropny,
30:21tak rozdzierający,
30:22jak rzeczywistość
30:23sama.
30:24Stało się to
30:25nagle i prędko,
30:26kiedy po raz
30:27nie widziałem,
30:28który
30:28w swojej
30:29przechardzie
30:30zawracał
30:31właśnie
30:32od okna.
30:32ku drzwiom
30:33ujrzał
30:34postać
30:35jakąś
30:35wchodzącą
30:36do pokoju
30:37szybko
30:37i cicho.
30:38Bez odgłosu
30:39kroków
30:39w głębi
30:40dojrzał
30:41dwie
30:41czekające
30:42osoby.
30:43Był to
30:43kardynał
30:44wyprostowany
30:45jak zawsze.
30:46Pogodny
30:46miał w oczach
30:47taki wyraz,
30:48że prałat
30:49nie śmiał
30:49odezwać.
30:50Kardynał
30:51podniósł rękę,
30:52na której
30:52błysnął
30:53pierścień
30:54w wielkim
30:55ametystowym
30:56i prałat
30:56upadł na kolana,
30:58ledwo
30:58zdając sobie
30:59sprawę
30:59z tego,
31:00co robi.
31:01Beccius Dei
31:02Ominus
31:03Patris
31:03de et
31:04Fili
31:04tu et
31:05Santo
31:05Sanctuario
31:06de
31:06Cono
31:07Superio
31:08tu et
31:08Monsieur
31:10Esperie.
31:10To było wszystko,
31:11a kiedy
31:12Monsignor
31:12z łamaniem
31:13porwał się
31:14z klęczek,
31:15postać
31:15znikła już,
31:16a drzwi
31:17były zamknięte
31:18i zaregulowane.
31:20Lajkujcie,
31:20ustawiajcie dzwoneczek
31:22oraz
31:22subskrybujcie
31:23i komentujcie.

Recommended