Skip to playerSkip to main content
  • 5 weeks ago
"Kolejne części będą pojawiać się w miarę moich możliwości czasowych. Dziękuję za cierpliwość!"📖CZY CZYTAĆ DALEJ ? Napiszcie w komentarzu, Wasza opinia decyduje o przyszłości tej serii!
🎧Czyta Brzask wszechrzeczy : sakura-haruno18 🎧 LUDZKI GŁOS: To moja autorska interpretacja
🎧Link Nasza Pani z Lourdes
• Robert Hugon Benson - Pan świata - Lord of...

📖Robert Hugh Benson-Brzask wszechrzeczy Audiobook PL Tłumczy Zofia Śląska Domena Publiczna Polona.pl

📖Czy można stworzyć isekai bez magii i portali? Robert Hugh Benson zrobił to ponad wiek temu! Zapraszam na „Brzask wszechrzeczy” – fascynującą opowieść o człowieku, który budzi się w całkowicie obcym świecie triumfującej utopii.

⚠️ INFORMACJA DLA WŁAŚCICIELI PRAW: Materiał ma charakter wyłącznie społeczny i niekomercyjny (non-profit). Film nie jest monetyzowany. Szanuję prawa autorskie i dorobek tłumaczki, Pani Zofii Śląskiej. Jeśli są Państwo właścicielami praw i nie życzą sobie tej publikacji, bardzo proszę o kontakt zamiast wysyłania zgłoszenia – materiał usunę natychmiast. Dziękuję za wyrozumiałość

📖 Wsparcie Literatury: Jeśli ta opowieść Cię urzekła i masz taką możliwość, zachęcam do zakupu realnej, fizycznej książki. Wspieranie wydań papierowych to najlepszy sposób na dbanie o to, by te perły literatury nigdy nie zostały zapomniane.

Category

📺
TV
Transcript
00:00Witam wszystkich słuchaczy. Przepraszam, że nastąpiła tak długa przerwa, ponieważ jak słyszycie po głosie, choroba nadal daje się we znaki.
00:09Zaczynamy.
00:09Rozdział czwartym. Mój biedny monsignorze, obawiam się, że to był straszny cios i szcząśnięcie, mówił ojciec Gerwazy, pocieszając i nie
00:19dziwię się wcale, bo po chorobie monsignora wyraźnie musiało być tym większym.
00:26Chciałem zaproponować, żeby monsignor pojechał do Rhinlandii. Na jakiś tydzień kardynał z pewnością pochwali ten projekt.
00:35Cios ostateczny padł tego ranka we dwa tygodnie po zakończeniu procesu. Naprzód nadeszło Rzymu zatwierdzenie wyroku, który orzekł tylko, że
00:45Kościół oddaje tego wyświęconego kapłana władzy świeckiej.
00:49Ale prałat wiedział z prywatnego źródła, że w tym wypadku, jak już w innych Rzym, starał się usilnie o niestosowanie
00:58kary śmierci.
00:59Potem nastąpiło, zgodne z przepisami z 1964 roku, formalne wydanie winowajcy władzom świeckim.
01:09Dom Adrian został przeniesiony do państwowego więzienia. Sprawem jego przejeżano raz jeszcze i mimo wystawienia kościoła wyroku,
01:20a wyrak rano dnia tego, jak to monsignor właśnie przeczytał, wyrok został wykonany. Nie wiedział, nie śmiał zapytać, w jaki
01:30sposób wystarczyło mu wiedzieć, że to była śmierć.
01:33W pewnej chwili przyszło do sceny, która przeraziła sekretarzy, bo prałat począł mówić bez związku.
01:41Jeden z nich pobiegł po ojcach Gerwazego, po czym obaj księża zostali sami. Teraz prałat przyszedł do siebie i uspokoił
01:49się trochę blady i bez tchu siedział obok swojego przyjaciela.
01:54Niech monsignor pojedzie na tydzień do Irlandii, powtórzył stary ksiądz, wpatrując się w prałata, swymi wielkimi, wyrazistymi oczyma.
02:03Pojmuję, jakiego zruszenia monsignor doznał. Trzeba teraz pomyśleć trochę o sobie. Może się monsignor przepracował, a nie chcemy. Przecież dopuści
02:14znowu takiego wyczerpania.
02:15Więc czy mogę przygotować wszystko do wyjazdu? Spędzimy tam spokojnie tydzień i wrócimy na otwarcie parlamentu.
02:23Prałak wykonał letki przyznaczający ruch głową. W takim razie zostawiam monsignora samego. Na chwilę proszę mnie wezwać, gdybym był potrzebny.
02:36Powiem sekretarzom, żeby pracowali w pokoju obok. Pójdę zaraz do kardynała i niech się monsignor niczemu nie kłopoczy i nie
02:45zajmuje.
02:46Urządzę wszystko tak, żebyśmy mogli wyjechać o piątej.
02:50Po rozmowie z Don Adrianem zaszły różne zmiany w sprawie myślenia człowieka, który stracił pamięć.
02:59Naprzód owładnięto umysłem jego dziwne odrętwienie. Powrócił do zwykłych zajęć, korespondencji codziennych naraz z kardynałem.
03:10Ale pod tą maską zewnętrznego spokoju krył się nutrujące w jego głębi umysłu prądy.
03:18Aż wreszcie doszak do wynieniku, że z tą zmianą, jaka zaszła w świecie, czy to była zmiana na gorsze, czy
03:26na lepsze, pogodzić się nie musi.
03:28Cywilizacja chrześcijańska przybrała taką właśnie formę i walczyć z nią by było równie bezcelowe, jak chcieć zmienić fizyczne prawa wszechświata.
03:39Wszelki opór przynosi tylko niepokój wewnętrzny i niezawodnie z siebie.
03:44I powoli zaczynał prałat jaśniej pojmować nowy porządek. Przypomniał mu się słowa Dom Adriana, a fakt takiej jak prosykromnej socjalistów
03:58lub skazanie na śmierć heretyku znajdowały w nich wytłumaczenie.
04:03Rozumiał teraz lepiej to wszystko, co go dawniej dziwiło, ale niemniej oburzał go taki stan rzeczy i nie mógł rozpoznać
04:13w nim chrystosjanizmu, który zdawał mu się, że znał niegdyś.
04:19Pozornie zgodził się i poddał, ale wewnątrz buntował się całym sobą.
04:25Zostawiony sam przez ojca Garwazego wracał prałat stopniowo do równowagi.
04:30Znał stój stan i wiedział o grożącym niebezpieczeństwie, ale zdawał sobie jeszcze dość jasno sprawy.
04:38Z własnego punktu oparcia i zasad lub może nie czuł się dość odważny, by zaryzykować wszystko, wyjawiając je.
04:48Czuł się bezsilny, jak dziecko w zupełnie nowej szkole. Na razie wiedział tylko, że musi być posłusznym.
04:55Monsignor nie poznał Irlandii, zagadnął ojciec Garwazy, kiedy w kilka godzin później siedział w małej oświetlonej kabinie, lecąc ponad Anglią.
05:07Prałat odsnął się.
05:08O, wiem, że Irlandia jest klasztorem, kontemplacyjnym Europy. Tak i jest zarazem jej szpitalem duchowym.
05:17Sprzyja temu położenie, bo teraz, kiedy głównie linie Latasu omijają Irlandię, jest ona całkiem odosobniona od świata.
05:26Są oczywiście świeckie środowiska przemysłu. Dublin, Belfast, miasta jak wszystkie inne, tylko może o spokojniejszym, nieco charakterze, ale poza tym
05:39rzec można, że cała wyspa jest jednym wielkim klasztorem.
05:43Zabrałem z sobą tę książkę o Irlandii. Może ją monsignor zechce przejrzeć.
05:49A mówiąc, podał mu mały tomik, drukowany na zwykłych nikolowych karkach, wynalezionych przez Addisona przed pięćdziesięciu laty.
06:01A dziś wieczorem? Zapytał prawat o ciężalę.
06:04Wieczorem staniemy, który jest. Umówiłem się już o wszystko dziś po południu.
06:10Co będziemy robili? Stary ksiądz uśmiechnął się.
06:13To zależeć będzie zupełnie od naszego kierownika duchowego.
06:17Jak już monsignorowi mówiłem, oddajmy się całkowicie pod jego rozkazem.
06:23Jaki oni mają system? Zapytał nagle prawat, podnosząc wzrok na towarzysza.
06:28Ojciec Karawazes stanowił się trudno bardzo to określić. Powiedziałbym, że posługiwał się głównie atmosferą swego środowiska i wpływem osobowości.
06:40Są to siły, których do niedawna wcale nie uważano w rzeczywistości.
06:45Bywają one nieraz skuteczniejsze niż wszelkie prestiże albo, albo dieta.
06:52Odcięci od świata zakonicy dochodzą naturalnie do doskonałego panowania nad sobą i skutecznie, niż kto inny mogą te środki zastosować.
07:03Ale jak już mówiłem, nie da się to wytłumaczyć siłami.
07:08Prawat wesnął i wciąż jeszcze przygnębiony.
07:12Patrzeć poczuł przez okno.
07:14Smutek i znużenie wzrosły w nim stopniowo, ogranąszy go po gwałtownych zruszeniach rannych.
07:23Czł się podbity i zmiażdżony przez siły, których nie chciał uznać.
07:28A nawet sam fakt, że miał spędzić kilka dni, choć ci ślejszą jeszcze kontrolą i rygorem,
07:35nie zdawały obudzić w nim żywszej atmosfery.
07:40Ogię buntu tulił się jeszcze wewnątrz, ale na zewnątrz był ten człowiek bierny i posłuszny.
07:48Nie miał prawie siły żądać czego innego.
07:51Krajobraz, który widział za oknem, nie miał sobie nieznajomego.
07:56Jeczór jesienny zapadał i odległe z górza oraz dostrzegalny już rąbek morza,
08:02że bierał barwę ołowianą tej melancholii i na starojowej godzinie pomyślał o Don Andrieniem.
08:10Wczoraj o tej porze żył jeszcze, a teraz?
08:13Dusza jego przeniosła się do tej tajemnicy, którą świat obecnie tak ufnie sobie przedstawił.
08:20Zatrzymali się nad Dublinem i jak niegdyś w Rikstein zniosła się ku statkowi oświetlona platforma.
08:29Prałac zaważył kilka mnichów w białych habitach i czarnych kaputurach.
08:34Potem pomost opadł i światła Dublina zaczęły przesuwać się i znikać.
08:41Wziął od niechcenia książkę daną przez towarzysza i począł ją przeglądać.
08:47Kiedy stali już obok na pomoście, wytur jest, trzymając torby podróżne w ręku.
08:53Nie zabrali służących do Irlandii.
08:56Wydało się prałatowi, że dziwny spokój panuje wokoło.
09:00Może było to w części złudzenie, a jednak na ulicach.
09:04Biegnący w dole nie było zwykłego strumienia mrówczo małych istot ludzkich,
09:10a jasno oświetlone dziedzince wielkich budynków wydawały się pustem.
09:16Nawet urzędnicy mówili przyciszonym głosem.
09:19Kiedy pomost opuszczał się ku ziemi, wielki statek ruszył dali bez zwykłych dzwonów i sygnałów,
09:27podobny w ciemności do ogromnej, świetnej ćmy.
09:31Na dole przed stacją czekał na podróżnik wielki, biały automobil.
09:36Prałat wsiadł do niego w ciągle trwającym uczuciu zonurzenia.
09:41Zaważył, że i kilka innych osób zajęło miejsce obok nich, ale wszyscy milczeli.
09:46Czas jakiś jechał z wrzymniętymi oczami.
09:50Otworzył je dopiero, gdy nagle zatrzymali się między wysokimi murami.
09:55Przed wielką bramą w kształcie łupu.
09:59Pod wojnej rozpięta się bez hałasu i ruszyli.
10:04Dali poprzez ulicę dziwnego, jakby wymarłego miasta.
10:08Przyjrzał przy oświetleniu.
10:11Widać było doskonałe wysokie mury.
10:14I które mijały, to znowu rozległe dziedzince.
10:18Lub krużągane klasztorne.
10:20Lecz nigdzie ani jednej żywej istoty.
10:24Wreszcie automobil zatrzymał się.
10:26W prunatno ubranym nich otworzył drzwiczkę.
10:30Prałat obudził się na zajęcz rano z pewnym uczuciem zadowolenia.
10:35Ciekawie rozglądał się w znaczący sposób małym pokoju.
10:40Już wieczór poprzedni przyniósł mu trochę ulgi i okojenia.
10:45Kołał lasję spożył z towarzystwem małym saloniku na dole.
10:51Usługiwał im brat zakonny, do którego, jak ich objaśniono, należało odzywać się tylko i wyłącznie w rzeczowej potrzebie.
11:00Potem wytłumaczył mu ojciec Garwazyn.
11:03Dokładnie cel ich przyjazdu opowiedział, że osoby cierpiące na wyczerpanie lub przygnębienie, zarówno fizyczne, jak i umysłowe i moralne, przybywały
11:13zazwyczaj do jednego z licznych klasztorów islandzkich.
11:17Żądano od nich tylko, by słuchali bezwzględnie wszystkich wskazówek, napominań i rad dawanych przez czas pobytu, który musiał trwać co
11:30najmniej trzy dni.
11:31Pożegnamy się zatem dziś wieczorem, rzekł ojciec Garwazy uśmiechając się.
11:37Będę podlegał równie ścisłemu regorowi jak monsignor.
11:41W podejściu towarzysza prała studiował czas jakiejś daną sobie książkę i poznał z niej obecny stan rzeczy w Englandii.
11:50Dowiedział się, że cała wyspa stanowiła nienaruszalną własność zakonów.
11:56Posiadał jej gwarantowany wszystkie państwa europejskie.
12:00Cały ruch administracji i przemysłowo-handlowy tego wielkiego rolniczego obszaru koncentrował się w miastach Dublinie i Berfaściem.
12:10Reszta kraju była uprawiana i zarządzana przez zakonników samych.
12:15Długie kolumny danych statystycznych wykazały jak praca mnichów doprowadziła kraj do rozwoju i do wydajności ponad wszelkie spodziewanej.
12:26Osiedliły się w Inlandii zakony męskie, cystersi, karmelici, trapiści, niektóre gałęzie benedektynów i specjalne układy podzieliły między nie ziemi i
12:39obowiązki,
12:40a rada centralna składa się z protokuratorów, przedstawicieli wszystkich zgromadzeń.
12:47W zamian za posiadanie ziemi i opiekę rządów europejskich zakony obowiązywane były dostarczać pomieszczenia na domy rekreacyjne i na zakłady
12:58zwane szpitalami bożymi.
13:01Te ostatnie były to ogromne lecznicy dla wszystkiego rodzaju umysłów chorych lub upośledzonych,
13:09bo doświadczenia ostatnich lat wykazały, że w takich zwłaszcza poważniejszych wypadkach najzbawiewniejszy wpływ wywierała atmosfera silnej i skrupulatnej religijności.
13:22Cytatystyki świadczyły, że oprócz rzeczywistej opętanych, opętanie uznawali teraz wszyscy uczeni.
13:31Dochodziły także do równowagi w domach zakonnych bez porównania prędzej niż gdzie indziej umysły osłabione albo skłonne do zaburzeń.
13:42Wszystkich takich chorych odstawiano bardzo skromnie z powodu poczynionych i sprawdzonych ciągle odkryć w dziedzinie zaraźliwości psychicznej.
13:54Prałat rozmyślał nad tym wszystkim, leżąc jeszcze w łóżku i czekając na rozporządzenia, które miano mu przyniesie zamęczony umysł.
14:05Jego doznawał już uczucia ulgi, wyotoczącej ciszy i spokoju.
14:12Raz jeden tylko zażniał w dali dzwonek, a z resztą nic nie było słychać z miejsca swego.
14:20Widział przez niskie okno małe podwórze otoczone wysokim murem.
14:25Całe białe, podobnie jak pokój, tylko rząd kwiatów jesiennych biegł wzdłuż muru.
14:32Dobrze mu było w tej samotności i zdrzemnął się niepostrzeżeniem.
14:38Otworzywszy oczy zobaczył brata zakonnego, krzątającego się po pokoju, przez drzwi i ścianie, których wczoraj nie zaważył, bo były także
14:49białe.
14:49Widać było małą łazienkę.
14:52Ogień palił się już w kominku, a przez otwarte okno wpływało orzyszcze powietrze jesienne.
14:59Bracisze, któremu z podspiczastego kaptura twarzy prawie nie było widać, podeszedł do łóżka.
15:06W kilku krótkich zdaniach łacińskich powiedział bratowi, że powinien teraz stać, ubrać się, a ojciec przyjdzie do niego po śniadaniu.
15:17Uszyn nie miał dziś odprawiać.
15:19Prałat stał zaraz i podszedł do łazienki, gdzie znalazł rzeczy swoje już przygotowane.
15:26Wróciwszy do pokoju, został na stole tacę ze skromnym śniadaniem, a zaledwie je spożył.
15:35Drzwi otworzyły się cicho i wszedł zakonnik.
15:38Wyhabicie cystersów.
15:40Kiedy stali przez sekundę naprzeciw siebie, poznał prałat na pierwszy rzut oka, że ma przed sobą niepospolitego człowieka.
15:49Nikt był wysoki na przeszło sześć stóp, a w prostym, białym habicie.
15:55Dałał się silny i muskularny.
15:57Stąpał ciężko, krochę pochylony, kołysząc się prawie.
16:01Z fałty odrzuconego na ramiona kaptura wychodzi się szyja i głowa zupełnie łysa, nasuwająca od razu podobieństwo do głowy tasiej.
16:13Właściwie pewnym typu twarzy nos miał długi, cienki i zakrzywiony, wargi bezbarwne i zaciśnięte.
16:22Policzki zapadły, a na zwyczaj jasne szare oczy patrzyły z pod powiek jak oczy orła.
16:30Tyle co do strony fizycznej.
16:32Silniejsze jeszcze było moralne wrażenie, bo razem z tym człowiekiem wstąpił bezprzecznie jakaś dziwna atmosfera,
16:41która z jednej skrony rodzinna wyprała cię poczucie własnej bezsilności i niemocy, z drugiej zaś wytrzymała świadomość bezpieczeństwa i obrony.
16:54Prałat uczył się wobec niego od razu jak chore dziecko.
16:58Bez ności lekarza i wrażenie to wzrosło podczas rozmowy.
17:03Zakonin nie wyrzekł nic nawet słowa pozgrowienia, zbliżając się do stołu.
17:08Skinął tylko poważnie głową i skazał prałatowi, by zajął swe dawne miejsce.
17:14Następnie wciąż stojąc, począł mówić powoli i wyraźnie.
17:18Monsignor zna warunki, na jakich się tu znajduje?
17:22Tak, to dobrze.
17:23Życzę sobie, by monsignor nie odprawiał muszy świętych aż do dnia wyjazdu.
17:29Mówiłem z ojcem Gerwazem.
17:30Tymczasem, na jak dziś zostawiam monsignorowi zupełną spowodę, może monsignor chodzić sobie po ogrodzie, czy po dziedzińcu lub po dachu,
17:41czytacie według upodobania, ale nie wolno mówić do nikogo ani pisać listów.
17:47Jedzenie podawane będzie w pokoju obok.
17:51Leży tam kilka książek.
17:52Pragnę, by monsignor uspokoił się o ile możność, a jutro przyjdę o tej samej godzinie.
17:58Na końcu korytarza znajdzie monsignor małą trybunę wychodzącą na kaplicę z Najświętszym Sakramentem.
18:06Nie życzę sobie jednak, by monsignor spędził tam więcej niż godzinę w ciągu całego dnia.
18:12Omił na chwilę.
18:13Pragnę nie odpowiedział, bo rzeczywiście nie było nic do powiedzenia.
18:18Czuł się bezsilny.
18:19Czuł, że musiał słuchać i że milczenie jest najlepszym rozwiązaniem.
18:24Niech monsignor nie rozmyśla wiele nad tym, co mi jutro chce powiedzieć.
18:29Jesteś, monsignorze, tutaj, żeby pokazać mi swamego siebie i swoje rany.
18:35Nie powinno być żadnego fałszywego stydu.
18:38Jutro powiesz mi po prostu, co czujesz, a ja powiem, co o tym myślę.
18:43Życzę monsignorowi szczęśliwych rekolekcji.
18:46Zatem słowami zginąwszy się ledko, wyszedł z bieszny spokoju.
18:52Wszystko to było tak nagle i nieoczekiwanie, że prałat pozostał kilka minut bez ruchu na tym samym miejscu.
19:00Widział, jak Cysters wychodzący wpatrywał się w niego przenikliwie i czuł, że to było badanie nową metodą.
19:09Niewątpliwie wiedział już o całym wypadku od ojca Garwasego.
19:13Teraz przyszedł tylko sprawdzić naocznie to, co słyszał.
19:17Odmówiszy część brewiarza, postanowił prałat zbadać swoje otoczenie.
19:23W spokoju wychodziło się do małego przedsionka, skąd biegły schody na dół, do szklonej werandy i do ogrodu.
19:31Inne zaś prowadziły na górę.
19:33Widoczne na dachach, oprócz drzwi do sypialni, znajdowały się jeszcze dwoje innych drzwi.
19:41Otworzywszy jedny znalazł się w skromnie umeblowanym saloniku, gdzie na stole leżało kilka książek.
19:50Drugie drzwi zamykały małą galerię, z której widać było kapliczkę z kamiennym ołtarzem i sakramentem tabernakulum.
19:59Pomodlił się kilka minut, po czym wyszedł z zamiarem wejścia na dach, skąd spodziewał się rozpoznać lepiej położenie swojego mieszkania.
20:10Dach był płaski, wyłożony kamieniami, pyłetami, patrzony rynkwami do wody deszczowej i na pierwszy rzut oka wydawał się całkiem zamkniętym
20:22murem na sześć stóp wysokości.
20:25Zaraz jednak spostrzegł w nim prałat małe okienka, tak umieszczone, że można było widzieć wszystko.
20:32Nie będąc samemu zauważonym, bliżył się do jednego z nich, tak daleko jak oko sięgało, widać było dach wielkiego miasta.
20:42Po większej części płaskie tu i łódzie, tylko przerywane wywyższenia budynkami lub wieżami kościołowymi.
20:52U stóp rozciąga się obeżerny dziedziniec, podobny do podwórza szkolnego, a środkowy trawnik rosła tam grupa wiązów, których liście przybrały
21:04już rudą parwę jesieni.
21:06Ani na dziedzińcu, ani na sąsiednich budynkach otoczonych taką samą balustradą nie było widać żadnej żyjącej istoty, tylko kilka kotów
21:18bawiących się na trawie.
21:20Kolejno wyglądał prałat każdemu oknu i wszędzie widok był ten sam.
21:25Raz wydawało mu się, że poznaje drogę, którą przyjechali wczoraj i w tym kierunku miasto nie rozciągało się tak daleko,
21:34bo poza domami widać było ciemniejszą linię zieloności.
21:39Tu także spostrzegł człowieka, białą postać na drodze.
21:43Nadzwyczaj cicho było w tym klasztorze.
21:46Usłyszał jak drzwi jakieś zamknęły się, a potem odgłosy kroków.
21:52Szedł po domu, oddalając się coraz bardziej.
21:56Koty miauczały, nawałując się nawzajem, a raz odezwały się, że z wszystkich stron dzwony, wydzwaniające jedno uderzenie.
22:05Zaczął chodzić tam i na powrót i starał się zebrać myśli.
22:10Wiedział, że wszędzie naokoło są domy reklacyjne, szpitale i klasztory.
22:15Podziwiał na zwyczajność ich oryginalność, dzięki której nie było żadnego ruchu ani krzątaniny.
22:24Pomyślał, że tu w pobliżu są pewnie setki istot ludzkich wysłuchujących się, podobnie jak on, sam w tę kojącą ciszę
22:33i milczeniem.
22:33Ale kiedy zastanowił się głębiej, znalazł nowo powód do obaw, bo i tu także chodzi pod inną osłoną, że pojawiał
22:43się ta siła, której się przeraził w Londynie.
22:46Siła, która bez rozgłosu usunęła Don Ariana i która stępnie oskroł przeciwko oporowi Instytutom Natury Ludzkiej.
22:57Ona to poruszyła sprężalnym i kołami tej potężnej religijno-społecznej maszyny, której skład sam wchodził.
23:05Ona zamknęła go na trzy dni, w tym milczącym mieście spoglądała na niego przez orle oczy mnicha i przemawiała jego
23:15bezbarwnym wargą.
23:17Na tym myśl rozbudził się w nim uśpiona indywidualność, usiłująca odczucić urok tego spokoju obejmującego ulgę.
23:27I raz uczył niewypowiedziane osamotnienie duchowe. Zadało mu się, że reszta świata porozumiewa się dokładnie we wszystkich tych rzeczach,
23:38a ponieważ on nie uznawał powszechnej jedności i autorytetu, mieli go za moralnie chorego.
23:46Przywieźli go tutaj dla wyleczenia. O, on potrafi stać przy swoim.
23:51A potem ogarnęło go inne uosobienie, coś jakby pokusa, by odrzucić wszelką osobistą odpowiedzialność i ugnąć się pod tym przenikliwym
24:03autorytetem.
24:04Pokój leżał niezawodnie na tej grodze.
24:07Coraz prędzej i gwałtowniej przebiegała mną przestrzeń, podczas gdy konflikt duchowy zrastał przesłonięty mgłą i niepewnością.
24:17I poczuł się wahać sam, nie wiedząc, która groga była zżyczytniejsza, a zarazem bardziej znośna.
24:26Czy pogrążyć własną indywidualność, czy też zaminifestować ją otwarcie, przyjmując następne słowa tego kroku.
24:36Na zajęcie rano obudził się po źle przespanej nocy z poczuciem, że przesilenie musi nastąpić, że czy tak, czy owak
24:44zdecydować się musi.
24:46Ubrał się, wypił śniadanie, a gdy nich nie przychodził, poszedł pomodlić się i przygotować na rozmowę z nim.
24:55Po dziesięciu minutach drzwi maj, które obuny otworzyły się, brat posługi język dał znak, wywracał do pokoju.
25:03Zastał cystersa stojącego przy kominku i po milczeniu przywitał usilnie obaj.
25:10Jak mi monsignor powie, dlaczego tu przyjechał, prałat doznał znowu tego uczucia, które było w części bojaźnią, a w części
25:19ufnością,
25:20łączącą się z nim świadomością, że tu należało być szczerym.
25:26Zbyteczna była wszelka czcza gadanina.
25:29Miał pewność wszystkim, co mu ciężko na sercu.
25:33I z początku jednak nie śmiał tego uczynić.
25:36Przyjechałem, bo, bo moi przyjaciele uważali, że potrzebują wypoczynku.
25:41Mich skinął głową i ku zadowoleniu prałata przestał się w niego patrywać.
25:46Tak, a jaką formę przybrałem przemęczenie?
25:49Pasję wahał się, wciąż zaczął kilka zdań i ukrywał zaraz.
25:55Wtedy cyster spodnił z głowy i spojrzał mu prosto w oczy.
25:59Bądź szczery ze mną, monsignorzy. Nie obawiaj się niczego.
26:03Jesteśmy tutaj dlatego, byśmy ci pomogli, więc powiedz wszystko otwarciem.
26:08Prałat zerwał się z krzesła i zaczął chodzić tam i na powrót.
26:13Po pokoju czuł się tak podniecony, że nie mógł siedzieć na miejscu.
26:18Nikt nie rzekł ani słowa, tylko oczy jego te wielkie, siwe oczy z czarną owodką
26:25śledziły wciąż ruchy pacjenta. Wreszcie ten ostatni zebrał swoją odwagę.
26:30Ojcze, jestem niezmiernie nieszczęśliwy.
26:33Usiadł i czoło oparł na rękach.
26:36Jesteś, monsignorze, niezmiernie nieszczęśliwy?
26:39Czym się to objawia?
26:41Prałat poniósł z głowem.
26:43Wszak ojciec wie wszystko o mnie, zna ojciec moje życie i to, że straciłem pamięć.
26:49Tak wiem, ale nie to czyni cię nieszczęśliwym.
26:53Nie?
26:53Och, chciałbym, żeby tak było.
26:56Był mi świadkiem, że rad byłbym, gdyby mnie pamięć opuściła na nowo.
27:02Monsignorzem.
27:02Ale prałat nie zwracał już uwagi.
27:05To świat, w którym żyję.
27:08Ten okrutny, brutalny świat.
27:10Rad, ojcze, pomóż mi.
27:12Nich odetchnął głęboko i gestem nakazał spokój.
27:16Przez chwilę milczeli obaj poczuciem odezwał się w nich.
27:20Powiedz mimo, signorze, wszystko szczerze i od początku.
27:24Kół godziny prawie minęło, nim prała skończył mówić, wyczerpany już na, a zarazem podnieconym.
27:31Powiedział wszystko, może więcej nawet niż zamierzał wyznać, bo skoro niegdy zatrzymał się w nich,
27:37umiał słowem lub spojrzeniem pocieszyć i dodać odwagi.
27:42Mówił o tym, jak mu się zdawało, że chrystianic zawładnął światem w sposób bezwzględny i nienamaczalny,
27:51tak, że iż nikt się nie mógł uchylić z tego jego potęgi.
27:56Wyznał, że ma logikę przeciw sobie i rozumie, że społeczność chrześcijańska musi się bronić,
28:03a jednak cała jego moralna istota wzbudza się przed tym argumentami.
28:08Bo jak mówił Dali, brakuje religii tego, co było zawsze cechą chrystianizmacyjną
28:15i czyniło go baskim cierpliwości niebiańskiej, gotowości cierpienia.
28:21Miks siedział jeszcze chwilę w milczeniu, bez ruchu.
28:24Prałac zauważył, że nie robił on żadnego, zbytecznego poruszenia,
28:29obracał głowem lub podnosił oczy tylko, gdy to jest rzeczywiście konieczne.
28:34Potem rozległ się głos jego umiarkowany i równy.
28:38Znaczna część tego, co Monsignor mówi, jest tylko skutkiem wyczerpania nerwowego.
28:43To znaczy, że uczucie i wrażliwość uzyskały niesłuszny wpływ na rozum.
28:48Czy znajesz, że logika jest bez zarzutu, a jednak to cię nie usływa kaja,
28:54bo nie jesteś w normalnym stanie, ale zaczekaj Monsignorze, aż skończę.
28:59Wiem, co chciałeś powiedzieć, że protest twój opiera się na pobudkach nie tylko uczuciowych,
29:06ale także moralnych, prawda?
29:07Prałac skinął głową.
29:09Właśnie to samo chciał powiedzieć.
29:11Tak, jednak nie jest być może, że twoja moralna strona czuje się dotknięta,
29:17ale pochodzi to stąd, że nie masz wszystkich danych.
29:21Uznajesz logiczność, zasady samoobrony społeczeństwa.
29:25Wydaje ci się natomiast, że gotowość do ofiary i cierpienia,
29:30którą słusznie nazywasz boską cechą chrystianizmu, znikła z tego świata.
29:36Jeżeli jednak zastanowisz się chwilę, musisz przyznać, że to wyraźne jest całkiem naturalne świecie,
29:44który jest prawie wyłącznie chrześcijański.
29:47Nie może już być na przykład prześladowania chrześcijan, bo kto ma ich prześladować?
29:52Dlaczego widzisz tylko prawa Kościoła do rządzenia światem, a nie jego boską zdolność cierpienia?
29:59Przypuszczam, że gdybyś zaczął jak Kościół umie jeszcze cierpieć i przyznawać cierpienia,
30:05to wciąż twoje rozproszyłyby się.
30:09Prałat we snu głęboko, musiałem tak, ciągnął mnie dalej.
30:13Czy nie uspokaja cię taki na przykład fakt życia kompletencyjnego?
30:19Czy nie zdajesz sobie sprawę z tego, że w samej Irlandii jest cztery miliony osób
30:24poświęconych wyłącznie życiu kompletencyjnemu?
30:28Tak wielka jest liczba powołań, że na kontynencie?
30:31Nie! Cierpienie ze własnej woli nie jest tym samym.
30:36Musiałbym, musiałbym wiedzieć chrystianizm,
30:39noszący cierpienia za dawne mu przez ślad.
30:42Chcesz powiedzieć, że wątpisz, czy je potrafisz znieść tak?
30:47Niech uśmiechnął się promiennie i twarz jego miała taki wyraz pogodnej ufności,
30:53że prałat był zdumiony.
30:55Zaję się, przypuszczam, że doszliśmy do tego, co najbardziej niepokoi Monsignora.
31:02Przyznaję, że państwo chrześcijańskie ma prawo karać tych, którzy naruszają jego postawy.
31:08Nie, ja przyznajesz to rozumem, Monsignorzy.
31:12Tak, rozumem, zgadzam się na to.
31:15Ale znajdziesz, że Kościół nie może już cierpieć, że stracił to, co było częścią jego istoty.
31:22Gdybyś się przekonał, że tak nie jest, byś zadowolony?
31:27Przypuszczam, odpowiedział prałat niepewnym głosem.
31:31Mich powstał nagle.
31:32Dość dużo rozmawialiśmy na dzisiaj, Monsignorzy.
31:35Zechcę spędzić resztę dnia tak, jak wczoraj, i nie oprowadź muszy świętej rano.
31:42Przyjdę jutro o tej samej porze.
31:44Ostatniego dnia pobytu Turjes miał Monsignor spróbować poznać rzeczywisty typ i charakter tego miejsca.
31:52Brak zakony zaproponował mu to, gdy właśnie skończył śniadanie.
31:57Prałat zgodził się chętnie.
31:59Pobyt w Turjes wyprawdził w jego stanie polepszenie trudne do określenia.
32:05Każdego ranka rozmawiał z cystersem, ale ten ostatni nie powiedział właściwie nic nadzwyczajnego.
32:12Przekonując, powtarzał jasno i logicznie te same prawdy i zasady, które prałat słyszał już dawniej.
32:20Choć teraz dopiero poju, że ze zetanowiska często rozumianego społeczeństwo chrześcijańskie nie może postępować inaczej, jak karać tych, którzy podkupią
32:33jego postawy.
32:35I że to całkiem co innego niż dawny zarzut protestantów.
32:40Kościół prześladował, gdyby miał do tego siłę.
32:44Ale nie na tym polegało owo prześladowanie.
32:47Zlepszenie sprawiło je raczej uspokojenie systemu nerwowego, co możliwiło choremu księdzu słuchać więcej głosu rozumu niż uczuć.
32:58Uczucia jego pozostały te same.
33:01Ciągle jeszcze czuł, że Chrystus, którego znał dawniej, był inny niż ten Chrystus, który rządził tym światem.
33:09Odzyskał jednak o wiele równowagę duchową, że raz zdecydowawszy się iść za głosem, rozumu mógł wrócić do pracy i zająć
33:18obowiązki.
33:20Nie pojmował tylko sam, co sprawiło tę zmianę.
33:23Letki automobil czekał na dziedzińcu prałat, wsiadł wraz ze towarzyszącym mnichem i ruszył.
33:31To część klasztoru składa się cała z małych pomieszczeń dla osób odprawiających zwykłe kolekcje.
33:39Tak ja mówiąc seniorów.
33:40Każdy z tych serców tu zatrudniony ma swój szereg wizyt do odbycia dziennie.
33:46Ilu jest w ogóle zakonników, które jest mniej więcej dziewięciu tysięcy?
33:52Przepraszam, nie rozumiałem.
33:54Około dziesięciu tysięcy.
33:56Z tych sześć tysięcy prowadzi ściśle komplektacyjne życie, bo żaden mnich nie zabiera się do pracy nad chorymi, zanim nie
34:05przepędzi jakich piętnastu lat w zakonie.
34:08Monsignorze, oto przed nami dzielnica północna, gdzie leczą najpoważniejsze przypadki.
34:16Najpoważniejsze, takich, których zachodzi zupełnie roztrój władzy umysłowych.
34:21Ten budynek pierwszy z brzegu mieści najciężej chorych wariatów.
34:27Prałat spojrzał w wyskazanym kierunku.
34:29Jechali właśnie brzegiem dużego placu i nie było nic uderzającego w wielkim, białym budynku zakończonym wieżyczką.
34:40Czy ojciec pracował tam?
34:42Zapytał prałat.
34:43Tak przez dwa lata było bardzo ciężko i męcząco z początku.
34:48Czy monsignor chciałby tam zajrzeć?
34:50Prałat potrząsnął głową.
34:52Tak, praca jest przykra i ciężka, ale są i wielkie pociechy.
34:57Na trzy wypadki, dwa co nami bywają wyleczalne.
35:01Mamy pewną liczbę powołań zakonnych z pośród pacjentów.
35:06Powołań?
35:06Tak.
35:06Obłąkanie w przeważnej części wypadków jest opętaniem.
35:11Pozostałych zaś przypadkach chodzi zwykle o choroby, u których zazwyczaj silna wola została wytrącona z równowagi.
35:20Nie daje się już poskromić rozsądkowi ani innemu względowi.
35:25Otóż tutaj każdy chory jest kompletnie odosobniony.
35:29Wydaje się nie do uwierzenia, że jeszcze przed niespełna stu laty tłoczono tych biedaków razem jak zwierzęta.
35:38Otacza się go najlepszymi warunkami, powodnymi i dozorcami doskonale panującymi na sobą.
35:46Zprowadza to powoli równowagę w ich uskroju fizycznym, nerwowym i wreszcie uważa się egzorcyzmu, kiedy pacjent może już współdziałać z
35:58tą siłą.
35:59Prałat milcza ogarnęło go znowu zdumienie nad prostotą i oczywistą słusznością takiego systemu.
36:07Zbliżąc się teraz ciągnął mnich dalej do części środkowej, która jest właściwym klasztorem.
36:14Tu mieszka większość zakonników, kościół jest godny uwagi, jest to trzeci co do wielkości kościół klasztorny na świecie.
36:22Oto właśnie wyjeżdżamy.
36:24Otoczył ich nagle półmrok i prałat wychyliwszy się zobaczył, że jadą teraz jakby tunelem pędzącym wciąż bez hałasu z tą
36:35samą prędkością.
36:37Po chwili oblało ich światło dziennie i automobil zatrzymał się.
36:42Musimy teraz iść w piereczu.
36:44Prałat wysiadł za nim.
36:46Znaleźli się na skraju ogromnego dziedzinca, który mógł mieć pięćset metrów szerokości, a prostował był trwałą i powszednią we wszystkich
36:58kierunkach brukowaną ścieżkami.
37:01Uwagę prałata pochonął całkowicie kościół i z podobnego nie widział dotąd nigdy.
37:08Część gmachu znosząca się naprzeciwko nich był to oczywiście tylko kościół.
37:15Koniec świątyni sanktuarium.
37:17Sam zaś kościół biegł dalej w głąb, przecinając wysoki mur okalazujący dziedzinnie.
37:24Kosioł mógł mieć dwieście stóp wysokości i znosił się jako prosta ściana z białego kamienia, nie ożywiona żadnym rzeźbami.
37:34Liniem dachu przerywała jedynie w miejscu, gdzie kościół wytykał się z murem.
37:40Wysoka i poważna wieża, a wokół całej gmachu biegł niższy budynek, zawierający wyłącznie kaplicę.
37:49Ogromne, wąskie okna ukazywały się nad linią kaplicy.
37:54Całość robiła wrażenie z umiejącego, a zarazem surowego, piękna.
38:00Piękna tego rodzaju, jakie posiadać może wyniosła i dzika góra albo lodowiec.
38:07Tak, rzekł nich, kiedy oszli przez dziedziniec.
38:11Kościół robi imponujące wrażenie, prawda?
38:13To prawdziwy klasztor kościół. Dziesięć tysięcy zakonników może się w nim mieścić.
38:20Zobaczy monsignor wnętrze. Cały ten dziedziniec otoczony jest celami krasztornymi.
38:28Jest ich ściśle dwieście tysięcy.
38:31Tych pięćdziesiąt zaledwie jest niezamieszkałych.
38:33Teraz każda cela składa się tak jak monsignor pełną wiedzy trzech lub czterech pokoi i ogródka,
38:42więc potrzebna nam znacznie obszar.
38:45Z celami jest cmentarz.
38:48Grzebiemy umarłych prosto w ziemi bez trumny.
38:51Prałac posłuchał objaśnienia.
38:53Idąc jak we śnie, eee, obok przewodnika.
38:58I choć część tych rzeczy widział już przedtem, robiły one tutaj daleko.
39:05Większe wrażenie i napełniły go niewytłumaczalną trwogą.
39:10Ale uczucie to znikło, kiedy kilka minut później stanął na wysokiej zachodniej galerii.
39:16We wnętrzu kościoła ujrzał ten ogromny przybytek we całej rozciągłości.
39:22Wyobraził sobie, jak wyglądać tu musi zgromadzenie duży wybranych tysiące szczereg mnichów zapewniających stale,
39:31wznoszące się rzędami jedne nad drugimi.
39:35Wyobrażał sobie, że słyszy do grzmotu podobny chór rytmicznych posalmów cystersów
39:43i powoli do duszy jego występować zaczeł lepsze poznanie i zrozumienie świata,
39:49w którym żył tej epoki, która czyciła zakonników we kontemplacji jak królów ziemi,
39:57podczas gdy oni leczyli i pocieszali tych, o których świat już zapomniał.
40:03Więc w miastu trwogi zrodziło się w sercu jego jakaś część i zachwyt taki,
40:09jakiego ani Rzym, ani Lords, ani Londyn nie zdawały zbudzić.
40:15I cóż? – zapytał uśmiechając się ojciec Gerwazy.
40:18Kiedy tego samego dnia wieczorem spotkali się na pomoście, czekając na statek powietrzny do Anglii,
40:26prałas spojrzał na niego.
40:28– Zadowolony jestem, że tu przyjechałem, że nie czujesz się jeszcze całkowicie dobrze,
40:34ale będę próbował na nowo.
40:35Kim był ten zakonnik, który się mną zajmował?
40:39Jest on uważany za najlepszego i prosiłem o niego specjalnie.
40:44Czy zrobił wielkie wrażenie na monsignorze?
40:47O tak, ale właściwie nie powiedział nic szczególnego.
40:51To zawsze tak.
40:52Odrzedł uśmiechem ojciec Gerwazy, a po chwili dodał,
40:56czy monsignor jest gotów do dalszej pracy.
40:59Wie monsignor, co nas czeka.
41:01Prałac zwolnił, skinął głową.
41:03Mówisz, ojcze, o ustanowieniu kościoła.
41:06Tak jestem przygotowany.

Recommended