Skip to playerSkip to main content
  • 1 minute ago
Transcript
00:00KONIEC
00:30KONIEC
01:00KONIEC
01:02KONIEC
01:04KONIEC
01:06KONIEC
01:08KONIEC
01:10KONIEC
01:12KONIEC
01:14KONIEC
01:16KONIEC
01:18KONIEC
01:20KONIEC
01:22KONIEC
01:24Nikodem Dyzma robi zadziwiającą karierę.
01:28Warszawa lat dwudziestych. Kryzys. Bezrobotny Dyzma daremnie poszukuje pracy.
01:34Przypadkiem znalazł się na rządowym raucie.
01:37Obecny na raucie Kunicki, widząc go w przyjaznej rozmowie z ministrem rolnictwa, zaproponował Dyźmie, nie bez widoków na własne korzyści, posadę administratora swych dóbr.
01:47W Koborowie Dyzma stara się ukryć ignorancję i brakoglady. Uważnie słucha wywodów Kunickiego o interesach i gospodarce.
01:55Kunicki wysyła Dyzmę do stolicy w sprawach wymagających interwencji ministra rolnictwa.
02:01W rozmowach z ministrem Dyzma proponuje jako swój własny, zasłyszany od Kunickiego pomysł ratowania rolnictwa i kraju od krachu gospodarczego.
02:10Dyzma to tęga głowa, zaczynają o nim mówić. Oksfordczyk, znakomity ekonomista, szerzy się mit.
02:17Los uśmiecha się do Dyzmy. Zostaje mianowany prezesem banku zbożowego.
02:25Czy dam sobie radę, dręczy myśl. Znalazł sposób. Na sekretarza weźmie Krzepickiego, przyjaciela Przelęskiej, ciotki Niny. Zaufa jego radom.
02:36Jego radom.
02:50Proszę.
02:54Ostatni krzyk mody i szyku.
02:56Będzie to z pewnością najbardziej znana garsoniera w Warszawie.
03:05Znakomite, prawda?
03:06Ekspresjonizm, dadaizm przeskoczył wszystko. To jest wspaniałe. To jest jeden z najbardziej intrygujących malarzy naszego wieku.
03:12No, może jeszcze niezbyt doceniany, ale już się zaczyna o nim słyszeć.
03:16Panie prezesie, sztuka to jest najlepsza lokata kapitału. Taki artysta zamiesza, zamiesza, potem umiera młodo z miłości albo z głodu, a jego dzieło rośnie w cenie.
03:30To jest znakomita lokata kapitału.
03:33Może jakieś to takie zamazane, jakby malowa popija.
03:37Znakomicie pan to zauważył, panie prezesie.
03:39Właśnie artyści tworzą pod wpływem alkoholu i narkotyków. Wpadają w taki trans twórczy.
03:48Nie mógł poczekać, aż mu kac przejdzie.
03:50Ależ to jest właśnie genialny pomysł. Wizja świata w transie narkotycznym.
03:56Możesz.
03:59Co to?
04:03Żmurko.
04:05Co proszę?
04:06Żmurko, panie prezesie. Rarytas.
04:09Zdobyłem go specjalnie dla pana. No, kosztowało to, ale dzieło.
04:15Niczego.
04:17Dziewczyna przy kości.
04:20Panie prezesie.
04:26A to specjalnie dla pana, dla upamiętnienia pańskich studiów w Oksfordzie.
04:30Zapewne uprawiał pan ten narodowy sport angielski. Polowanie na lisa.
04:37No, jak?
04:38Jak?
04:48Może być.
04:57Panie, panie, to wszystko to są bajki. Ja się pytam, co pan myśli o tej sprawie. Tej. Tej.
04:59To już chyba sam pan prezes będzie wiedział najlepiej.
05:02Ja nie pytam się, co będzie wiedział pan prezes. Ja się pytam, co myśli o tym pan sekretarz. I żadnych wykrętów. Tak albo nie.
05:11Tak, ale tak. No nie, bo właściwie jest to sprawa przemysłu. To nie.
05:17Tak, ale z przemysłem też trzeba się liczyć. I w tym wypadku zachowałbym ostrożność.
05:23No, wreszcie pan ruszył tą błysgownicą.
05:27A sprawa kredytu dla przemysłu rolnego, czy mam rozumieć, że decyzja pana prezesa jest odmowna?
05:32Nie pali się. Sprawa może jeszcze poczekać. Zastanowię się. Decyzja nie jest odmowna. Sprawa jest w załatwianiu.
05:49Tak jest. Rozumiem, panie prezesie.
05:52No.
05:53Czasami mnie aż korci, żeby czegoś więcej dowiedzieć się o prezesie.
06:00On jest taki miły, zagada, ale czasami jak spojrzy, to aż ciarki chodzą po plecach.
06:09Moi drogi Ziziu, pan prezes jest człowiekiem szlachetnym i mądrym.
06:15Dał panu świetne stanowisko, dobrze płatne, więc czego tu szukać?
06:20Był w Oxfordzie, to pewne.
06:23George to może jest i wariat, ale w tych sprawach można na nim polegać całkowicie.
06:28Jedyna rzecz, na której on się naprawdę zna, to kto kogo rodził od dziesiątego pokolenia.
06:34Chama wyczuje przez ściany.
06:37No dobrze, ale czasami na prezesa przychodzi takie zaćmienie umysłu, że nie orientuje się w najprostszych sprawach.
06:44A nie wiem. Ja się nie znam na waszej polityce, ale uważam, że pandyzma przejawia w stosunku do pana bardzo przyjazne uczucia.
06:56Nie byłoby dobrze zrażać go sobie.
06:58Oczywiście. A może on tylko udaje frajera, żeby przyłapać swoich podwładnych na jakichś kombinacjach.
07:10Tak, to dziwny umysł. Posiada jakąś tajemną siłę. Nieustannie trzeba być na baczności.
07:20Przybory do jedzenia raków.
07:28Jeden szczepiec, tak. Jeden tutaj.
07:32I garączki. Przy sobie.
07:35Czekaj. Przy sobie.
07:40Już pikulcem na kwartał.
07:43Podwiedź.
07:44Dzień dobry panu.
07:45Proszę wejść.
07:46Dzień dobry panu. Proszę wejść.
07:47Dzień dobry panu. Proszę wejść.
07:48Dzień dobry panu. Proszę wejść.
07:49do Panii.
07:50Destrzenie mnie przynie. Proszę mnie.
07:52Poczek!
07:54Co to za wrzask. To diabła!
07:56Panie prezesie jakiś bączek czy...?
07:58Boczek panie!
07:59Boczek chcę gwałtem!
08:01Czerwujż, panie Ikodemie, to ja.
08:06Dzień dobry panu.
08:12Proszę wejść.
08:13Ja tak po starej znajomości.
08:26Panie Nikodemio.
08:31Panie Boczek, do mnie prezes Rady Ministrów mówi Panie Nikodemio.
08:37A Pan mógłby się wysilić na Pana Prezesa.
08:39Ja przepraszam, ale tak wyrwało się po dawnemu, po koleżeńsku, panie prezesie.
08:47O koleżeństwie Pan zapomniał. Czego Pan sobie życzysz?
08:51Z uniżoną prośbą przyjechałem do Pana Prezesa, niby po starej znajomości.
08:57Dobra, dobra, o co chodzi?
09:02Od miesiąca już jestem bez posady, a wie Pan, żona, dzieci...
09:07Wylaj pan.
09:09Zwolnili, nasłali jakąś komisję i doszperali się jakichś nieporządków...
09:17w książce przesyłek wartościowych.
09:20No, w tej samej, co Pan kiedyś prowadził.
09:22Cicho, to chulem, czego Pan mordać?
09:23Czysz!
09:26O co chodzi?
09:27Prosiłbym pana prezesa o posadę.
09:33O posadę, o posadę.
09:36A żadnej wolnej posady nie ma.
09:39Wszystkie zajęte.
09:41Pan prezes żartuje.
09:44A przecież na jedno kiwnięcie palcem wielmożnego pana prezesa...
09:48A ja nie chcę kiwać palcem.
09:50Rozumiesz pan?
09:52A niby to dlaczego mam kiwać palcem?
09:54Z jakiej to takiej parady?
09:57Jak byłem pod panem, panie Ładny,
10:00to pan mnie traktowałeś, pan wyrażałeś się do mnie.
10:04A teraz przyszła koza do woza, co?
10:07O, a figa z makiem.
10:09Widzicie go? Wielką szyszkę stroił.
10:12A teraz w pas się zgina.
10:14Czy pan wiesz, z kim pan rozmawiasz?
10:16Z panem prezesem, przyjacielem ministrów, ty bałwanie jeden.
10:20I wstańcz, kiedy ja stoję!
10:24Czy pan wiesz, że ja mogę pana na zbity pysk ze schodów zrzucić
10:27i nikt słówkiem mnie piśnie?
10:28Słuchaj pan.
10:29I mordę na kłódkę, rozumiesz pan?
10:31Ani słówkiem o tym całym pańskim zasranym łyskowi,
10:35o tej poczcie i o winderze, rozumiesz pan?
10:37I o tym, że pan mnie znasz.
10:38Ani słówkiem.
10:39Dopóki mi dobrze.
10:40A teraz podstał!
10:41Dobrze, ja pójdę.
10:48Tylko chciałbym powiedzieć, że co do tego zrzucenia mnie ze schodów,
10:55to niby nie tak łatwo, bo jakby w jakiej gazecie napisali,
10:59że pan prezes swego byłego zwierzchnika...
11:02Co?!
11:03Czego pan krzyczy?
11:05Co pan myśli?
11:06Że pan mi język zawiąże?
11:09Teraz pańskie na wierzchu.
11:11Ale zobaczymy jeszcze.
11:13Idę.
11:15Czeka pan.
11:17Czekam, panie prezesie.
11:20Co pan chciałeś zrobić?
11:21Cóż ja mogę zrobić?
11:23To jest ta gadzina.
11:25Pfu!
11:31Bardzo proszę z dyrektorem.
11:32Niech tam pana szlag trawi.
11:35Dam panu miejsce.
11:36Dziękuję uprzejmie.
11:37Ale mordę na kubeł.
11:39Rozumiem, panie Nikodem.
11:41Pfu!
11:55Pacat!
11:56Gość!
11:57Witam cię!
11:58Chodź!
11:59O, witam, witam!
12:00Nareszcie pan prezes był laskaw.
12:01Kiedyż w pułkowniku ujrzymy pana w generalskich szliwach?
12:02Proszę.
12:03Bardzo proszę.
12:04Proszę.
12:05Proszę.
12:06Proszę.
12:07Proszę.
12:08Proszę.
12:09Proszę.
12:10Proszę.
12:11O, witam, witam!
12:13Nareszcie pan prezes był laskaw.
12:15Kiedyż w pułkowniku ujrzymy pana w generalskich szliwach?
12:19Proszę.
12:20Bardzo proszę.
12:21Proszę.
12:22Proszę.
12:23Proszę.
12:24Proszę.
12:25Proszę.
12:26Proszę.
12:27Proszę.
12:28Proszę.
12:29Proszę.
12:30Proszę.
12:31Proszę.
12:32Proszę.
12:33Proszę.
12:34Proszę.
12:35Proszę.
12:36Proszę.
12:37Proszę.
12:38Proszę.
12:39Proszę.
12:40Nicodem Dizma.
12:42A lot of sunshine.
12:44No rain at all.
12:46No, it's definitely changing.
12:47It's not changing as often as soon as here.
12:49Oh, of course.
12:51Perhaps it's not so much as New England.
12:54But it's a lot of sunshine.
12:56It's a pleasure.
12:58Zatem mamy możliwość stwierdzenia, że fama o małomówności pana prezesa nie była przesadzona.
13:09Nareszcie coś po polsku.
13:12Pan prezes jest wrogiem języków obcych?
13:16Bynajmniej. Uważam, że języki trzeba zostawić dla zagranicy i dla literatury, a mówić po polsku.
13:23A jeżeli się nie potrafi?
13:25To niech się nauczy.
13:28I tak się rozcina węzwy gordyjstwa.
13:33Zakmyspity herm prezident.
13:36Pardon.
13:38Może mi pan powiedzieć, jak to się robi taki świetny pomysł?
13:43Jaki pomysł?
13:45No, ten genialny pomysł.
13:47Ta obligacja zbożowa.
13:49Tak, ale następna.
13:53Jestem ciekawa, jak to się wymyśli.
13:55Całkiem poprosnął.
14:00Człowiek siadzie, pomyśli i wymyśli.
14:05Pan prezes jest nadzwyczajny.
14:08Pan mi przypomina troszeczkę Buster Kitona.
14:11Tak, ta nieruchoma maska znakomicie podkreśla dowcip.
14:15Pan prezes dyzma jest złośliwy.
14:18Pan prezes dyzma jest złośliwy.
14:21Jeannette, twój prezes jest czarujący.
14:27No i co za esprit a propos?
14:30Zupełnie kamilifo.
14:33Widzę msę, Dets...
14:37Prosimy.
14:40Coś na mnie?
14:41Dzień dobry.
15:11Zaproszenie do cyrku.
15:13A, prawda. Idziemy.
15:15Dzwoniła Hrawianka Czarska.
15:18Panie prezesie, kto to jest ten boczek?
15:20Przychodzi codziennie do banku i domaga się audiencji.
15:23U pana, jakby był pewien, że pan go przyjmie.
15:25Czy to jakiś pański znajomy?
15:27Tak, owszem.
15:30Wie pan, bo mnie się wydaje, że to jakiś wariat.
15:33Tak? A dlaczego?
15:35A krzyczał, awanturował się.
15:37Krzyczał, że dla niego pan prezes nie jest jakaś fisz.
15:41No i co? Co jeszcze mówił?
15:44To jakiś awanturnik i gbur odgrażał się.
15:47Mówił, że on jeszcze panu pokaże i tak dalej, i tak dalej.
15:51Tak.
15:52Wie pan, jak przyjdzie jeszcze raz,
15:55to nie go panu.
15:56Pan prezes mnie przyjmie, przyjmie, boczek jest.
15:59O, pan boczek.
16:07Pan prezes mnie przyjmie, przyjmie, boczek jest.
16:11Pan boczek.
16:12Dzień dobry, panu.
16:23Proszę siadać.
16:24Dziękuję.
16:26Czy mogę sobie wyjść?
16:27Wądź stąd, cholero.
16:37Wądź stąd?
16:38Widzisz go?
16:40Wszystko.
16:41No pamiętasz mnie jeszcze.
16:43Czego ty chcesz ode mnie?
16:44Pieniędzy chcesz, grandziarzu?
16:47Pieniądze też się przyda.
16:49O, to sfołać.
16:50I co to się pan piepie?
16:55Panie Nikodemir,
16:57przecież ja panu żadnej krzyżdy zrobić nie chcę.
16:59Nie chcę, nie chcę.
17:00A dlaczego pan morze drzesz przy moim sekretarzu?
17:03Ja, panie Nikodemir.
17:05Czy lepiej nam żyć w zgodzie?
17:07Pan mnie pomożesz,
17:09a ja panu szkodzić nie będę.
17:11Dałem panu posadę.
17:13Co mi za posada?
17:14A osiem godzin człowiek tyra
17:16za głupie czterysta złotych,
17:18a przy tym taki hub,
17:19to nie dla mnie.
17:21Co może ministrem pana zrobię?
17:22Co pan kpisz, panie Nikodemir?
17:25A niby dlaczego pana zrobili prezesem w bach?
17:28Bo mordeskuje, no.
17:31Bo rozum mam, rozumiesz, nie?
17:33Co to na dół?
17:33Rozum mam.
17:35Każdy ma swój rozum.
17:36A ja tak myślę, dlaczego,
17:37dlaczego niby ja dawny pana z wierzchni
17:40nie mam mieć z osiemset złotych bez.
17:42Osiemset złotych.
17:43Czy pan zwariował?
17:44Kto panu da tyle pieniędzy?
17:45Bez bujania, panie Nikodemir.
17:47Już ja wiem, jak pan się postarasz,
17:50to niejeden taki się znajdzie, co dalej.
17:53Dobrze.
17:56Dobrze.
17:58Panie Boczek?
17:59No idziesz pan, panie Nikodemir.
18:01Widzę, że będę musiał.
18:02Nie, my słojaki złyskowatni,
18:06to musimy się, musimy się wspomagać.
18:09A ja zawsze byłem pana przyjacielem.
18:12Nie tak jak ten Rejad Wintmer.
18:14Z morda zamkną.
18:15Ten, ten, co pana wyrzucił za to,
18:18że niby panu marki podtrza...
18:20Zamknij mordę.
18:21Cicho, cicho, cicho, cicho, tak, tak, tak.
18:23A inni też odczuwali się od pana,
18:25niby, że pan bękarz podrzutek.
18:26Cicho, do choler...
18:28Sssssssssssssss...
18:31Servus, Nikuś.
18:33Servus Bacek.
18:34Bareta jestem, bardzo miło...
18:36Boczek jestem, bardzo miło, bardzo miło.
18:39Głagodnimy, cicho.
18:49Wpadłem, Nikuś, tu do ciebie,
18:51bo przyszło mi na myśl.
18:52Nie wybrał się do cyrku,
18:53trako, przyjechał.
18:56Tak, słucham. A tak, to ja. Dzień dobry, pani.
19:03Hrabianka Czarska. Tak, nie, skąd, wręcz przeciwnie, bardzo mi przyjemnie.
19:08Tak. A jak zdrowie siostrzeczki?
19:11Tak, dobrze. Co? Do teatru?
19:16A nie wybrałyby się panie z nami do cyrku. Wacek, jak on się nazywa?
19:20Trako. Trako.
19:23Trako, tak.
19:24Panie, pozwolę, że przyjadę po panie moim wozem.
19:30Do widzenia.
19:32Pojadą?
19:33Jeszcze by nie.
19:34No, to chodźmy na obiad.
19:44Wielce, szanowni goście!
19:47W drugiej turze naszych dzisiejszych walk mam niewątpliwy zaszczyt i przyjemność
19:52zaprezentować państwu same znakomitości.
19:55A oto nasi mistrzowie.
19:59Mistrz kłodz, Antonio Trakko.
20:05Mistrz Polski, Alojzy Wielaga.
20:11Mistrz Anglii, John Mike Taylor.
20:14Nie daj się! Nie daj się!
20:39Nie daj się!
20:40Pita Rięksa!
20:45Pita Rięksa!
20:47Pita Rięksa!
20:49Brawo!
20:51Brawo!
20:53Brawo!
20:59Brako.
21:01Nie laga już go wziął.
21:03Co on robi?
21:05Ja jestem!
21:07Ja jestem!
21:14Brawo!
21:16Bielaga!
21:17Brawo!
21:18Brawo!
21:20Brawo!
21:22Brawo!
21:24Brawo!
21:26Brawo!
21:28Bielaga!
21:29Brawo!
21:31Została mi rozstrzygnięta.
21:33Bielaga zostawił nowy.
21:34Widzieliśmy to obydanie.
21:35Proszę obydanie.
21:36Pojedynek zapośnięci między mistrzem Polskiej a mistrzem Włoch Trakko pozostaje nierozstrzygnięty, ponieważ mistrz Bielaga wygrał rzutem niedozwolonym przez nogi.
21:50Nieprawda! Niepodstawił nogu!
21:53Niepodstawił! Niepodstawił! Nieprawda! Niepodstawił!
21:58Wbrew z Italiańcem!
22:00Wbrew z Italiańcem!
22:02Wbrew z Italiańcem!
22:05Niech Pan to z nimi załatwi!
22:06Proszę Państwa!
22:08Proszę Państwa!
22:10Walka została nierozstrzygnięta, ponieważ Wielaga podstawił nogę.
22:15Idział to nie tylko sędzia, lecz ja.
22:18Nieprawda, nie podstawił.
22:20To pan mówi nieprawdę.
22:23Że co?
22:26Że co?
22:29Jeżeli ja mówię, że nie podstawił,
22:31ja, prezes banku zbożowego,
22:36to chyba mnie można bardziej wierzyć,
22:38niż temu bubkowi z bliskiem.
22:40Zapasach wyrokuje jury, a nie publiczność.
22:48Walka zostaje nierozstrzygnięta.
22:50A gówno!
22:52Chodźmy stąd, bo mnie szlaki prawo.
22:53Chodźmy stąd, chodźmy stąd.
22:56Szlaki prawo.
22:58Chodźmy stąd.
22:59Chodźmy stąd, chodźmy.
23:16DZIEŃ DZIEŃ
23:43Halo, czy to prezes Dyzma? To redakcja Gońca Warszawskiego.
23:51Dzień dobry, tu mówi Silverstein z wydawnictwa Sphinx.
23:54Ta nazwa zapewne wiele panów...
23:59Szanem aleikum, gwiazdo wieczoru.
24:02No, wpadłem lecąc do sztabu. Czytałeś gazety?
24:05Nie. Proszę Cię. Dyzma, dyzma, jo Dyźmie.
24:08Jesteś sławniejszy od Polinegri.
24:13Jedno słowo, jesteś na ustach wszystkich.
24:15Nie no, to wiesz co, Nikuś było genialne.
24:16Ja do końca życia nie zapomnę.
24:18Wiesz, ja nie wiem, czy to mi tak wypadało mówić.
24:21Ależ wypadało, wypadało.
24:23Wymsknąć.
24:24Teraz każdy wie, kto jest prezes Banku Zbożowego.
24:26Przecież to budzi respekt.
24:27No, lecę.
24:28I upony dla panieńczarskich.
24:30One ci zrobią reklamę.
24:32Już po tobie!
24:34Pani może z prasy.
24:44Co?
24:45Nie ma mnie, rozumiem pani?
24:47Nie ma mnie dla nikogo.
24:49Tak.
24:50Ja wam pokażę.
24:52Tak.
24:53Co?
24:54Nie pani...
24:55Nie pani...
24:56Dlaczego ja używam gazet?
24:58Proszę pani, niech pani mi nie przerwa.
25:01Słyszy pani?
25:02Ty babo głupia!
25:04Co?
25:05O, przed rozumiem.
25:07Hrabina koniec Polska.
25:10Poznałem pogłośnie.
25:16No, Niko!
25:18Niech!
25:19Niech!
25:20Niech!
25:21Niech!
25:26Kuryę w Warszawskii.
25:27Kuryę w Warszawskii.
25:29Kuryę w Warszawskii.
25:30Kuryę w Warszawskii.
25:32Kuryę w Warszawskii.
25:33Kuryę w Warszawskii.
25:35Kuryę w Warszawskii.
25:37Kuryę w Warszawskii.
25:38Kuryę w Warszawskii.
25:39Kuryę w Warszawskii.
25:40Kuryę w Warszawskii.
25:41Kuryę w Warszawskii.
25:42Kuryę w Warszawskii.
25:43Kuryę w Warszawskii.
25:44Kuryę w Warszawskii.
25:45Kuryę w Warszawskii.
25:46Jak się żyje, panie Malianski?
26:05No, po mało.
26:08A to gra Ambroziak.
26:11A kordonisa Ambroziak.
26:13Bo co?
26:15Dalej, panie.
26:16Pan mnie nie poznaje, panie Malianski.
26:24Tylu się ludzi zna.
26:29Grałem.
26:31Na Pańskiej grałem.
26:32Na Pańskiej?
26:35A i owszem.
26:37No jak tam?
26:40Żyję się.
26:41Szefie, poproszę piwko.
26:53Dobry wieczór.
26:55Dobry wieczór.
26:56No, pojawił się stary kompan.
27:04No to szefie, daj pan dwie skropelkami.
27:06Gdzie teraz pracujecie?
27:12Ja na prowincji.
27:16Żyjecie?
27:19Żyję.
27:22Interes macie?
27:23No, jak macie interes, to siądźmy tam z boku.
27:36Musicie mi po starej znajomości zrobić jedną rzecz.
27:40Jaką rzecz?
27:42Ludzi potrzebuję.
27:43Trzech, cztery.
27:45Tacy, co Pietra nie mają.
27:47Potrzebni mi są.
27:48Mokra robota?
27:50A, jeden taki łobuz zalazł mi za skóry.
27:53Polityczny?
27:54Skoro.
27:56Taki draj.
27:57Łukatrupić trzeba?
28:01Nie, tylko tak, żeby mordę zamknął.
28:05Można, czemu nie?
28:07Tylko będzie pan musiał wybulić ze sto złociszów.
28:12Może nawet sto dwadzieścia.
28:15Damy radę.
28:25To co, panie Franek?
28:27Kogo pan weźmiesz?
28:28Myślę, że Antek Klawisz pójdzie i teść pójdzie.
28:31Trzech, starcy?
28:32A co, taki silny?
28:34Szemrany facet czy zielony?
28:36Zielony z prowincji.
28:37Dobra, zrobi się.
28:39To gadaj panu.
28:45Po robocie będzie więcej.
28:47To przeszukać kieszeni.
28:49Żeby żadnych śladów nie było.
28:50Pierwszy okres działalności banku zbożowego całkowicie potwierdził pokładane w nim nadzieje.
29:02Czego dowodem jest wzmożenie obrotu w rolnictwie?
29:04Panie prezesie, przyjechała hrabi na koniec Polska.
29:08Koniec Polska?
29:09Czy konaksem?
29:10Chcę zamienić z panem parę słów.
29:12Niech pan poprosi dyrektora departamentu marżerskiego, żeby pana zastąpił.
29:16Niech pan wyjdzie.
29:17A czy to wypada?
29:18Wypada, wypada.
29:20I tak nic już ważnego nie będzie.
29:22A wnioski przejdą bez dyskusy.
29:23No dobrze, ale co ja powiem?
29:24Niech pan powie, że musi pan przyjąć jakiegoś etrangera.
29:29Co, kogo?
29:30Wszystko jedno i tak nie będą pytać.
29:32Etrangera.
29:38Bardzo panu przepraszam, ale mam ważnego interesanta pana etrangera.
29:43Może pan Marczewski mnie zastąpi i poprowadzi dalej zebrania.
29:45Ten dyzma to ciągle głową kręci.
29:57Kanclerzki lep.
30:02Mój goc!
30:05Herdyzma!
30:06Co za temperament!
30:09Co za głos!
30:10To był ryk!
30:12To był ryk!
30:13Prawdziwa męcizna!
30:15Ja bardzo lubiła to słyszeć.
30:19Proszę do mnie tak jeszcze mówić.
30:21Przez telefon.
30:22To było wielkie...
30:23Chwileczkę.
30:25Czym mogę pani służyć?
30:27Übermensch.
30:28Ja zabieram pana do mój dom?
30:30Panie, nie.
30:31Na wyś.
30:32Ja widziałam pana wczoraj.
30:33Ja widziałam pana dawno.
30:36Pan jest typ w latach.
30:38Nie, nie.
30:39Przepraszam bardzo, ale ja mam szalenie dużo pracy.
30:41Ale ja pana zabieram.
30:42Ja nie pytam.
30:44Proszę brać swoje pyjama.
30:45Pan się nadaje.
30:47Ja to wszystko znam od grafniciowskich.
30:50On im już wszystko powiedziała.
30:52On jest absolutnie fenomenalna męcizma.
30:56Eee?
30:58To kobiety se wszystko opowiadają?
31:00Wszystko.
31:02Wszystko.
31:03Przyjemni?
31:16Nie.
31:17Dlaczego?
31:17Za szybko oddychać trudno.
31:22Pan nie lubi szybko?
31:26Nie, nie lubi.
31:28A ja szalenie.
31:31W Winchem.
31:33Na rajdzie automobilowym ja wzięła druga nagroda za szybko.
31:37To było zersze.
31:38Coś jest?
31:49Cholera jasne.
31:50Coś jest tam?
31:51Kicha na walila.
31:52Na cholerę mnie to wszystko.
31:53No, panie, wysiadać.
32:05Pomagać.
32:06Jasne, piorun.
32:14Halo, halo.
32:15Halo, halo.
32:16Halo, halo.
32:25To i siostry czarskie też tam będą?
32:27Nie lubić ich?
32:30One ciebie tak przypadają.
32:32Naprawdę?
32:33Psiak rwia.
32:51Co jest tam?
32:53Brwia mi w oko zalazla.
32:55Brwia? Chyba rzęsa.
32:57Wszystko jedno, cicho.
32:59Proszę zobaczyć i poprawić.
33:01Bo ja mam ręce brudne.
33:04No, kto widział rękami?
33:06Pan ręka też ma brudny.
33:08No, czym?
33:10Taki mądry człowiek, a taki głupi.
33:12Ustami.
33:21Teraz drugie.
33:24To drugie też nie w porządku?
33:26Na razie nie, ale może być po tym.
33:33Uuuu.
33:34Uuuu.
33:35Uuuu.
33:36Uuuu.
33:37Uuuu.
33:38Uuuu.
33:41Uuuu.
33:42Uuuu.
33:43Uuuu.
33:44Uuuu.
33:45Uuuu.
33:46Uuuu.
33:47Uuuu.
33:48Uuuu.
33:49Uuuu.
33:54Kto to był?
33:55Pan na X i pan na Y.
33:56Nerozumiem.
33:57I nie trzeba tyle rozumieć.
33:59To one też jadą do pani?
34:00Aha.
34:01A to wiem, co tam będzie.
34:02Zobacz, pan na miejscu.
34:03Zobacz, pan na miejscu.
34:19Uuuu.
34:20Uuuu.
34:21Uuuu.
34:22Uuuu.
34:24Uuuu.
34:25Uuuu.
34:26Uuuu.
34:27Uuuu.
34:28Uuuu.
34:30Uuuu.
34:32Czy pani, pani Nikodemię jest zwolennikiem obrządku zachodniennego?
34:48Ja nie rozumiem, o co księżnie pani się rozchodzi.
34:52Dajmy dzisiaj spokój z tytułami. Wszystkie jesteśmy siostrami.
34:57Niech się pan nie krępuje. My jesteśmy wtajemniczone.
35:01No tak, tylko właśnie nie wiemy, do jakiego kościoła pan należy.
35:07Do kościoła białego czy czarnego?
35:10Ja jestem katolik.
35:11Nie, panie prezesie, pan jest niezrównany.
35:15Czy każdy silny człowiek musi uważać kobiety za zbyt niepoważne do prowadzenia rozmów o rzeczach natury wyższej?
35:23Pan prezesie jest tajemniczy.
35:28Tylko nie wiem, o co paniom się rozchodzi.
35:31Nie, nie chcę.
35:46Czy są jakieś przeszkody hermetyczne?
35:50Nie mogę.
35:51Ja mam swoje powody.
35:54Ale proszę nam wyjawić swoje powody.
35:57Może to jakaś klubstwo?
36:01Nie, nie znam się na tych rzeczach.
36:03Pan? Pan się nie zna?
36:06Proszę z nas nie żartować, mistrzu.
36:08Zresztą pani Lala ma objawienie,
36:11że tylko pan może być wielkim trzynasty.
36:15Nie, ja nie mam czasu na jakieś tam...
36:18Mistrzu, przecież misteria loży będą się odbywały tylko raz na miesiąc.
36:24Nie chcę.
36:27Wiemy od pana Terkowskiego, który jako wtajemniczony twierdzi,
36:33że pan posiada tajemniczą moc, a zatem...
36:36Terkowski, a co Terkowski, co Terkowski wie?
36:40Zaraz, o co właściwie chodzi?
36:42Co to ma być?
36:51Pan rozejrzy się w tym mistrzu.
36:54Dwie godziny wystarczy, prawda, Lalu?
36:56Jo, jo, jo.
36:58Niech mądrość gwiazdy prostuje drogi twoich myśli.
37:02A tu są wyznanie trzech kanonów prawdy.
37:27Powariowały, że baby.
37:29Dzień dobry.
37:59w ducha zastępcy Twego.
38:01Wstąp.
38:02Wstąp w ciało mistrza naszego.
38:05Wstąp.
38:06Zapal je płomieniem.
38:08Zapal.
38:09Rozpłomień niezmierzoną rządzą.
38:12Rozpłomień.
38:13Przeniknij go żarło z dechem.
38:16Przeniknij.
38:19Kogo wołacie?
38:21Przemóg.
38:23Jest.
38:23Jest.
38:26Kto? Kogo wołacie?
38:28Wpadnijcie na twarz od Żydów.
38:32Wspątrz!
38:37Kto?
38:39Kto?
38:41Kto?
38:58DZIĘKI ZA OBSERWACIE
39:28DZIĘKI ZA OBSERWACIE
39:58DZIĘKI ZA OBSERWACIE
40:28DZIĘKI ZA OBSERWACIE
40:58DZIĘKI ZA OBSERWACIE
41:28DZIĘKI ZA OBSERWACIE
41:58Kąpiel gotowa.
42:15Chciałbym jechać.
42:28DZIĘKI ZA OBSERWACIE
42:58ZA OBSERWACIE
43:28DZIĘKI ZA OBSERWACIE
43:58DZIĘKI ZA OBSERWACIE
44:28DZIĘKI ZA OBSERWACIE
44:58DZIĘKI ZA OBSERWACIE
45:27DZIĘKI ZA OBSERWACIE
45:57ZA OBSERWACIE
46:27ZA OBSERWACIE
46:57ZA OBSERWACIE
Comments

Recommended