Skip to playerSkip to main content
  • 16 minutes ago
Transcript
00:00KONIEC
00:30KONIEC
01:00Warszawa lat dwudziestych. Kryzys.
01:27Bezrobotny Nikodem Dyzma poszukuje pracy.
01:31Próbował zostać mandolinistą w knajpie lub fordancerem,
01:34ale nie przyjęli. W stolicy inny szyk, a on prostak z prowincji.
01:39Pewnie wyrzucą spod dasza, gdzie mieszka kontem.
01:41Nie płaci. Nawet Mańka szydzi, że darmo zjadł.
01:45Przypadkiem znalazł zaproszenie na rządowy rałt.
01:48Miał frag. Poszedł.
01:51Może zdąży najeść się, zanim wyrzucą.
01:53Na rałcie dzięki przypadkowi zyskał możnych przyjaciół.
01:56Kunicki szybko ocenia.
01:58Przyjaciel ministrów przyda mu się w interesach.
02:01Proponuje Dyźmie posadę administratora swych dóbr.
02:04Zachęca ogromną zaliczką.
02:06Teraz Mańka już nie szydzi.
02:08Czule żegna Dyzmę.
02:10Dyzma wyjeżdża do Koborowa, do Kunickiego.
02:13Dzień dobry.
02:15Muzyka
02:19KONIEC
02:49KONIEC
02:51Eee, pszt!
02:59Gość, drogi gość!
03:02Panie Dysmo, zechce pan zamieszkać tu w Pałacu czy w pawilonie?
03:07W Pałacu, broń Boże, pan nie będzie skrępowany.
03:10A więc w Pałacu.
03:12Proszę, proszę.
03:16Gdyby szanowny pan nie chciał przechodzić przez hol, to tu jest przejście wprost, na taras.
03:23Najważniejsze po podróży to kąpiel, bo łazienka też jest.
03:26Proszę.
03:28A potem, jeżeli łaskawy pan nie jest zbyt zmęczony, to zechce pan przyjść do nas do jadalni na śniadanie.
03:36Mnie i moim paniom będzie bardzo przyjemnie.
03:46Dotychczas zdążyłem panu pokazać pokoje parterowe.
04:04Jakże się panu podobało?
04:09Bardzo bogato.
04:10Proszę pana, gustu mojego męża.
04:18A już mówiłem panu, że to wszystko ja sam projektowałem.
04:23Niech pan sobie wyobrazi, że oto właśnie zrobiła mi pierwszą scenę małżeńską.
04:26Kiedy przyjechaliśmy po ślubie do Koborowa.
04:31Wdzięczność niewieścia.
04:32Ja tu sobie głowę łamałem, proszę pana, żeby mojej pani gniazdko usłać.
04:36Za to zrobiła mi scenę.
04:40Jeszcze niech pan sobie wyobrazi.
04:42Proszę, przestań.
04:44Nie rozumiem, papo, dlaczego nudzisz pana Dyzmy opowiadaniem, które w dodatku sprawia przykrość Ninie.
04:49No lecz, ja nic nie mówię, ja nic nie mówię, kochanie.
04:52Zresztą zaraz was uwolnimy od naszego towarzystwa, bo muszę pokazać panu Nikodemowi Koborowo.
04:57Powiadam panu.
04:58Może...
04:59Może pan Dyzma jest zmęczony.
05:04Brawo Boże.
05:05A widzisz, widzisz, nas ludzi interesuje aż korci, żeby wszystko, praktycznie wszystko, co ważne i jedynie istotne od razu poznać.
05:14Papo, nie mógł za pana Dyzmy.
05:17Wątpię, czy dla każdego podkłady kolejowe i odpadki drzewne to rzeczy jedynie ważne i najistotniejsze.
05:25Prawda, proszę pana.
05:27Naturalnie, naturalnie.
05:30Są rzeczy znacznie ważniejsze.
05:32Pana, oczywiście, od podkładów są ważniejsze zesy, a chociażby kwestia uzyskania kontyngentu drzewa, kwestia dostaw.
05:40Nie przeszkadzane panu.
05:51Konie zajechały.
06:01No tak, widzi pan.
06:06A niech pan się nie zraża.
06:09Między mną a żoną bywają takie nieporozumienia.
06:13No ona pani romantyczna, idealistka, z różną utopię w głowie.
06:17Młoda jeszcze, z mądrzejem.
06:20A córka, cóż, Kasia też z nią trzyma, z markula jeszcze.
06:24Zresztą, baby zawsze z sobą trzymają.
06:28Pani starewicz!
06:44Pani starewicz!
06:46Panie Terewicz, ukłoń się pan. To jest właśnie pan Dyzma.
06:55Pan administrator generalny.
06:58A to jest właśnie żona Łaciaka, co tydzień temu miał wypadek.
07:01Teraz to potem.
07:02Ale on właśnie umarł w szpitalu.
07:03Przepraszam pana. Na chwileczkę.
07:16Panie Terewicz, pójdę pan Terewicz, pójdę pan Terewicz.
07:21Przepraszam pana. Bardzo przepraszam.
07:48Kłopoty, ciągle kłopoty. Dostanie takie prace z witości, gledzie gdzie nie potrzeba.
07:53A potem kłopoty, panie, protokoły do chodzenia.
07:56Panie Terewicz, a Dębina idzie od jutra.
08:01Zniszczyliby człowieka, zamordowali.
08:03Bolszewicy, mówię panu, sami bolszewicy.
08:12Ho, ho. Ładny urodzaj będzie w tym roku.
08:15Za dobry, panie, niestety.
08:20Za dobry.
08:22Ho, ho.
08:25Tak pan to powiedział, jakby to pana zmartwiło.
08:28A co pan sądzi?
08:29To przecież klęska dla rolnictwa.
08:33Klęska, panie.
08:35Ceny lecą nawet na szyję.
08:37Za trzy miesiące będziemy sprzedawać za grosze.
08:40Klęska urodzaju, panie.
08:41Tak, to zrozumiałe.
08:46Ale nie sądzę, że był aż tak źle, jak pan przypuszcza.
08:52Tak, to zboże podrożeje.
08:55Podrożeje.
08:58Jedynie pod warunkiem, że...
09:00Rząd zacznie magazynować zboże.
09:04A kto pan ubejdzie, że nie zacznie?
09:08Co pan mówi?
09:10To już postanowione?
09:12Daj pan to!
09:14Zostaw!
09:15Ja! Ja!
09:17Ha, ha, ha!
09:22Królu złoty, ale pan coś wie.
09:24Pan na pewno wie jakieś poufne rozmowy, jakieś, jakieś przecieki.
09:30Królu złoty, mnie pan może zaufać.
09:32Każdą zajemnicę.
09:36A nie rozumiem.
09:38O co się pan uzuwoi?
09:40No, to zboże.
09:42Zboże, o którym pan mówił,
09:45to jest już postanowione.
09:47O!
09:50Na razie to tylko projekt.
09:54To jest genialna myśl.
10:14Obowiązkiem rządu jest ratowanie rolnictwa.
10:16To diabła u nas panuje jakaś mania
10:19z zmiany struktury gospodarczej kraju.
10:21A Polska to przecież przede wszystkim 70% rolników.
10:2470% panie!
10:26Nie handel, nie przemysł, nie kopalnie,
10:28ale rolnictwo, produkcja rolna,
10:31produkcja drzewna, zwierzęca.
10:32To jest podstawa wszystkiego.
10:33Dobrobyt rolnika to jest dobrobyt wszystkich.
10:36Panie Dyzma,
10:39pan powinien,
10:41to jest pański święty obowiązek wobec ojczyzny,
10:43wykorzystać wszystkie swoje wpływy w rządzie,
10:46aby przeforsować ten pański
10:48genialny projekt.
10:51Żeby rząd skupił
10:52wszelkie nadwyżki zboża.
10:54Królu złoty.
11:11No, dobrze, dobrze.
11:15Dobrze.
11:17Ale przecież nie ma pieniędzy.
11:21A chodzi o pieniądze.
11:21Pieniądze, pieniądze.
11:24Przecież to jest drobiazg.
11:26To jest nieważna przeszkoda.
11:28No przecież państwo może wypuścić obligacje.
11:31Obligacje zbożowe.
11:33Nawet na 100 milionów złotych.
11:38No, to...
11:41Płacić obligacjami.
11:43I koniec.
11:44Oczywiście obligacjami oprocentowanymi.
11:47Przypuśćmy,
11:48pięć od sta.
11:50No, powiedzmy, cztery od sta.
11:53Uważa pan obligacje, powiedzmy,
11:56sześcioletnie.
11:58A żeż w ciągu sześciu lat,
11:59no musi przyjść dopiero na dobra koniunktura.
12:02A co najmniej dwa razy.
12:04I wtedy cały zapas zboża
12:05sprzedajemy za granicę.
12:08Jest interes?
12:10A korzyści?
12:11Ogromne, uważa pan?
12:13Primo, uratowanie cel.
12:15Sekundo, wzmożenie obrotów.
12:16No oczywiście obligacje powinny być bezimienne,
12:18bo przecież w ten sposób państwo wstrzykuje.
12:20A wewnętrzny rynek 100 milionów złotych.
12:23A to jest suma, która już wpłynie zbawieniem
12:25na naszą ciasno tegotówkową.
12:32Król złoty.
12:33Pan powinien koniecznie porozmawiać
12:37z ministrem Jaszuńskim.
12:40No.
12:42Mówiliśmy z nim już na ten temat.
12:45Kto wie?
12:47Widzę, że pan jest zmęczony.
12:50Ale po takiej podróży
12:51należy się odpoczynek.
12:54A zatem, jeżeli pan pozwoli,
12:55to ja przeszlę te wszystkie materiały
12:57do pańskiego pokoju,
12:57a sobie je wieczorkiem przejrzy.
12:59Dobrze?
12:59Dobrze. Z przyjemnością.
13:01A nie zrzemnąłby się pan
13:03pani Nikodemii, kochany?
13:05Wie pan, że ja tak zrobię?
13:06To przyjemnej zrzemki.
13:07Przyjemnej zrzemki.
13:08Ale niech pan z was ich swoim
13:10zwróci uwagę na daty korespondencji
13:11z dyrekcją Lasów Państwowych.
13:12To jest skandal, żeby trzymać sprawy
13:14przez trzy miesiące bez odpowiedzi.
13:16Kolację mamy o ósmej.
13:31Co to robić?
13:38Co to robić?
13:48Taki cwany piernik.
13:51A tak dał się nabrać.
13:52Słag by to trafił.
14:01Czekaj, czekaj, cicho, cicho, cicho, cicho, zostawaj.
14:31Cicho, cicho, cicho, cicho.
15:01Może nawet pół roku, pół roku by się utrzymać, a potem, a potem na procenty i żyć jak jaśnie panu.
15:23Utrzymać się, utrzymać się.
15:31Kto pan jesteś?
15:41Jestem administratorem.
15:43Znaczy nowym administratorem.
15:45Nazwisko?
15:47Dyzma. Nicodem Dyzma.
15:49Tak, Dyzma. Tak, słyszałem.
15:52Jestem hrabia ponimirski.
15:54Siadaj pan, siadaj pan, cicho.
15:56Brutus, cicho.
15:57Uważasz panie Dyzmę? Nazwałem tak psa, bo to nie ma najmniejszego sensu.
16:00Dlaczego pies ma się nazywać sensem? Siadaj pan, siadaj.
16:03Tak, słyszałem, słyszałem.
16:06Ten łajdak sprowadził pana, bo jesteś podobno jakąś ważną figurą.
16:09Moim obowiązkiem, jaką dżentelmena jest ostrzec pana przed złodziejską personą mego kochanego szwagierka.
16:17Przepraszam, a o kim pan mówi?
16:19Jak to o kim?
16:20No, o tym chamie Leonie Kuniku.
16:23Tak, o panu Kunickim?
16:24Do stupiorunów jakim znowu Kunickim?
16:28Kąd Kunickim?
16:30Kunicki to dobre szwacheckie nazwisko, które ta pijawka przywłaszczyła, sobie ukradł.
16:33Rozumiesz pan? Ukradł.
16:36Nazywa się po prostu Kunik, sam sprawdzałem.
16:38Syn Genowefy i nieznanego ojca.
16:41Tak łaskawco.
16:42Wielka po nim Mircka, wnuczka księżny de Reon, jest sobie dziś panią Kunikową.
16:48Nie, nie rozumiem.
16:50To znaczy pan hrabia jest szwagrem pana Kunickiego?
16:53Milcz pan, milcz ty!
16:54Dobrze, zaraz, zaraz, ja nic nie mówię.
16:57Niech pan się nigdy nie waży w mojej obecności nazwać tego szuje inaczej niż Kunik.
17:00Łajdak Kunik, kochśtapter Kunik.
17:02Nie żaden Kunicki.
17:04Moim szwagrem jest parszywy lichwiarz Kunik.
17:06Kunik, Kunik!
17:08Kunik, rozumiesz pan?
17:09Powtórz pan Kunik, Kunik.
17:11No, Kunik.
17:19Mój brudu złaszczył się do mojego szwagierka, póki ten go nie kopnął.
17:22Bydle.
17:24Obaj Kuniki jest bydle.
17:26Zresztą ja jestem bydle.
17:30Przepraszam za szczerość, ale pan też jest bydle.
17:36Myślicz pan, że jestem wariatem?
17:37A co skąd, broń Boże?
17:39Nigdy nic takiego nie...
17:40Ale...
17:41Ja wiem.
17:42Na pewno Kunik powiadomił pana o tym, a może moja siostra.
17:46Powiedz pan.
17:51Co nina panu mówiła?
17:52Nic.
17:53Nic słowo.
17:54Nikt mi nic, ani słowa.
17:55Nic mi nie powiedział.
17:56Nikt?
17:57Nikt.
17:58Aha.
17:59Widocznie sądzili.
18:00Widocznie sądzili, że nie będzie pan miał zaszczytu mnie poznać.
18:08Czy pan wie, że oni zabronili mi wstępu do pałacu?
18:11Że muszę jadać samotnie?
18:12Że nie wolno mi opuścić parku?
18:16A dlaczego?
18:20Jestem niewygodny.
18:23Moje wielkomańskie maniory rażą tego perwaniusza, tego wieprza.
18:25A panem powinienem tu być ja.
18:28Ja.
18:29Nie ten łajdacki Przybłęda.
18:30Ja.
18:31Prawy dziedzic Koborowa.
18:32Ja.
18:33Podomek rodu.
18:38To...
18:39To pan Kunicki...
18:41Pan Kunik...
18:42Pan Kunik wziął w posagu Koborowo za siostrę pana Hrabiego?
18:47Proszę mi wybaczyć, ale mam nieco rozstrojony system nerwowy.
18:53Bardzo proszę.
18:54Co pan tam bardzo prosisz, panie, jak mu tam na przezwisko?
18:56Podoba mi się więc płacze.
18:57Anglicy mówią w takich wypadkach...
19:00Ale pan pewnie nie rozumiesz po angielsku.
19:02Nie rozumiem.
19:04Świetnie.
19:05Bo nie chciałem pana urazić.
19:06Polubiłem pana.
19:08Zatem, jeżeli będę chciał pana zwymyślać, zrobię to w języku angielskim. Dobrze?
19:11Bardzo proszę.
19:13Chciałem jeszcze pana poinformować,
19:15że chociaż Kunik jest oszustem,
19:18który wycyganił od mojej rodziny Koborowo, żeby pan się nie ważył go okradać.
19:23Ponieważ ja wytoczę mu proces.
19:25Majątek odbiorę.
19:26Kunika wsadzę do więzienia.
19:27Cicho, Brutus!
19:28Która godzina?
19:30Pogód o szóstej.
19:31Uch, już tak późno.
19:32Muszę iść do pawilonu, bo inaczej nie dadzą mi kolacji.
19:34A szkoda.
19:35Chciałem jeszcze z panem porozmawiać i o wielu rzeczach panu powiedzieć.
19:38Może pan przyjdzie jutro?
19:40Przyjdzie pan?
19:41Dobrze, przyjdę.
19:42Tylko niech pan, broń Boże, nikomu nie mówi, że pan ze mną rozmawiał.
19:45Daj pan słowo honoru.
19:46Słowo.
19:47Wiesz.
19:48Chociaż zarówno wygląd jak nazwisko świadczą, że jesteś człowiekiem z gminu.
19:52A chamy honoru nie mają.
19:54Żegnam.
19:55Brutus?
20:00Zresztą waria.
20:03Na pewno waria.
20:08Kunik?
20:11Łajdak?
20:15Uprawia pan tenis?
20:16Ja?
20:17Nie proszę pani, nie umiem.
20:18To dziwne.
20:19Dziś wszyscy umieją.
20:20Ja proszę pani, nigdy nie miałem czasu nauczyć się tej gry.
20:22Ja umiem w bilard.
20:23W bilard?
20:24A to ciekawe, może pan mi coś opowie.
20:25Może pan mi coś opowie.
20:26Pfff, proszę panią.
20:27Ależ nie, to nie dla pana.
20:28Ależ nie, to nie dla pana.
20:29Ależ nie, to nie dla pana.
20:30To nie dla pana.
20:31To nie dla pana.
20:32Chce pan powąchać?
20:33Chce pan powąchać?
20:34Bajeczny, proszę pani.
20:35Bajeczny, prawda?
20:36Tak, owszem.
20:37Tak, owszem.
20:38Tak, owszem.
20:39Ależ nie, to nie dla pana.
20:40Chce pan powąchać?
20:41Boże, nie dla mnie.
20:42To ciekawe, może pan mi coś opowie.
20:47Pfff, proszę panią.
20:49Ależ nie, to nie dla pana.
20:55Chce pan powąchać?
21:00Bajeczny, prawda?
21:01Tak, owszem.
21:02Ładnie pachną.
21:06Pan swoją drogą musi być bardzo zarozumiały.
21:13Ja? Dlaczego?
21:16Już pan myślał, że kwiaty przeznaczam dla niego.
21:19Pewno często dostaje pan kwiaty od kobiet.
21:22Czasami dostaje.
21:32Podobno słynie pan w warszawskim Mądzie jako silny człowiek.
21:34Ja?
21:36Ojciec mi mówił. Rzeczywiście wygląda pan.
21:40Zresztą gra pan w bilard.
21:42A proszę pani od dziecka.
21:44Gdyby znalazł pan troszkę czasu, to ja bym z przyjemnością się nauczyła.
21:48Pani?
21:50Czy to jest męska gra?
21:53Ja bardzo lubię męskie gry. Nauczy mnie pan?
21:56Dobrze.
22:00Możemy zacząć choćby zaraz?
22:01A nie, nie.
22:03Zaraz to proszę pani ja nie mogę. Ja muszę tam jeszcze przejrzeć te papiery, rachunki jeszcze z tymu się.
22:09No tak. Nie jest pan przesadnie uprzejmy. Zresztą to leży w pana typie.
22:13A to jest dobrze czy źle?
22:15Co?
22:17Że jestem takim typem.
22:19Wie pan, będę szczera.
22:21Lubię mieć do czynienia z ludźmi, którzy stanowią pewną pozytywną wartość, no byle by nie przypominali mojego papy.
22:31Ale chciałabym z góry...
22:33Nie obrazi się pan za szczerość?
22:34Nie.
22:36Otóż, jeżeli będę dla pana życzliwa, proszę nie wyciągać z tego daleko idących wniosków.
22:42Po prostu. Ode mnie kwiatów pan nie będzie dostawał.
22:45A ja wcale na to nie liczę.
22:50Najlepiej, gdy się stawia sprawę jasno.
22:52Ma pani rad.
22:53Wie pani co?
22:54Ja powiem pani szczerze.
22:56Pani też nie jest moim typem.
22:58Tak? Tym lepiej.
23:02Minuś, to dla ciebie.
23:07Szkoda, że je zerwała i życie kwiatów i tak jest bardzo krótkie.
23:10Po co te demonstracje?
23:14Kwiatów w
23:29Remanent,
23:31Escanto,
23:33Transakcja,
23:35Słuchron,
23:38Resekuracja,
23:40Kurat...
23:41Nie mam tego.
24:03Nie, ja muszę, muszę to rozgryźć,
24:09inaczej przepadnę.
24:35Nic z tego nie będzie.
24:37Łeb, nie pęknie.
24:39A nic nie będzie.
24:49Kochamy panie Nicodemię.
24:51A co pan wyprawia?
24:52Przecież pan w ogóle nie spał.
24:53Pracowitość pracowitością, ale zdrowiem.
24:55Nic nie szkodzi proszę pana.
24:57Ja jak coś zacznę robić,
24:59to ja nie lubię przerywać.
25:01To jest pana zawzięta sztuka.
25:03No i jak?
25:05Co? No nic.
25:07Przyzna pan, kochany panie Nicodemię,
25:09że materiały pierwszorzędnie utrzymane.
25:11Przejrzyste, systematyczne, jasne.
25:13A rzeczywiście bardzo, bardzo porządnie to jest prowadzone.
25:16Tak, tak?
25:17Sam to robię, ponieważ znam każdy patyczek,
25:19każdy patyczek i każde kółeczko w tej maszynerii,
25:21więc to największa gwarancja,
25:23że nikt z mojego personelu mnie nie okpi.
25:25No ale niech pan na razie zostawi tę robotę.
25:27Zaraz podaję śniadanie.
25:28Będzie pan miał sporo czasu,
25:29bo już dzisiaj nie będę panu zawracał głowy.
25:31Mam jeszcze komisję w papierni
25:32i potem jadę obejrzeć las.
25:48Myślę, że najlepiej będzie w Szwajcarni.
25:50A czy po ukończeniu studiów ma pani zamiar praktykować?
25:55Oczywiście.
25:56Będziemy twoimi pacjentami.
25:58A ty tak, ale pandyzma nie.
26:01O, jest pani bez litości.
26:03A gdybym tak zachorował?
26:05Ależ pan mnie źle zrozumiał.
26:07Ja będę lekarzem chorób kobiecych.
26:10Tak, tak? Szkoda.
26:13A ja cierpię na reumatyzm.
26:17A to jest chyba męska choroba.
26:20To zależy czy została nabyta po męsku.
26:23Na wojnie, proszę pani.
26:25Był pan oficerem?
26:27Nie, szeregowcem.
26:30Ach, to pięknie.
26:32Wielu wybitnych ludzi służyło wówczas w szarych mundurach żołnierskich.
26:36Przepraszam, ale mundury były zielone.
26:39O, rzeczywiście.
26:43Kolor nadziei.
26:44Subtelnie pan to ujął.
26:46Może był pan ranny?
26:48Nie, nie byłem ranny, ale reumatyzm zostawiła mi wojna na pomiądkę.
26:52No i na pewno ordery.
26:54Mhm.
26:56Wili tutti militarii.
26:59Ja miałem też awans.
27:01O mali nie zostałem generałem.
27:03Jak to?
27:04No, doszedłem do stopnia starszego szeregowca
27:10i na pewno otrzymałbym szarżę generalską.
27:14Wojna się skończyła i...
27:15Ma pan miłe po niej wspomnienia.
27:17Tak.
27:19To był najpiękniejszy okres w moim życiu.
27:23Rozumiem.
27:24Na wojnie można znaleźć środowisko, które rozwija najbardziej męskie instynkty.
27:29Przyznasz, że jest w tym urok, który zwłaszcza na kobiety.
27:34Działa silnie.
27:36Nie na wszystkie.
27:37Kasiu.
27:40Kobiety lubią raczej męską siłę, niż ślamozarność.
27:46Nad czym się pan tak zamyślił?
28:08Ja spojrzałem na pani ręce.
28:13I tak pomyślałem, że...
28:16są tak delikatnie, że...
28:19chyba żadnej pracy nie znają.
28:22Tak, ma pan rację.
28:26Wstydzę się tego od dawna.
28:28Czy pan mówi paniom komplementy?
28:30Jak ktoś jest ładny, to mogę powiedzieć.
28:34A mnie, co by pan powiedział?
28:37Pani?
28:39Mabaj ładne uszy.
28:43Pani?
28:44Pani?
28:45Pani?
28:46Pani?
28:47Pani?
28:48Pani?
28:49Pani?
28:50Pani?
28:51Pani?
28:52Pani?
28:53Pani?
28:54Pani?
28:55Pani?
28:56Pani?
28:58Pani?
28:59Pani?
29:00Pani?
29:01Pani?
29:02A może by tak zachorować?
29:15Można by przedłużyć wylanie na miesiąc, a nawet pół roku.
29:25Zdrowy.
29:55To jest w porządku.
29:58Czemu?
30:00A może by tak...
30:02Może by tak reumatyzm?
30:05A może już tego...
30:07Tego żaden...
30:08Żaden doktor nie rozpozna.
30:14O Matko Borska!
30:25A, jest pan.
30:37Nie zadencjonował mnie pan przed kudnikiem?
30:39Nie, broń Boże.
30:41Zresztą nie ma go w domu.
30:42To dobrze.
30:44Dziwi się pan, że siedza na drzewie?
30:46Nie, a skąd?
30:47To atalizm.
30:50Czasem...
30:52Człowiek chciałby powrócić do pierwotnych form bytowania.
30:54Co, że pan tylko panie...
30:55Jak pan się nazywa?
30:56Dyzma.
30:57Aha, dyzma. To głupie nazwisko.
30:58A imię?
30:59Nicodem.
31:00Nie wygląda pan na Nicodema.
31:01To nieważne.
31:02Mój Brutus też nie wygląda na Brutusania, na Żorża.
31:04Więc pamiętasz pan, że ten łajdak wyjechał?
31:06Na jeden dzień.
31:07Aha.
31:08Pewnie się ku jakiś nowy szwindel.
31:16Czy pan wie, że on nam komorowo wydarł?
31:17Nie.
31:18Tak.
31:19Końik trudniu się lichwiarstwem.
31:20Mój ojciec dużo wydawał,
31:21że zaś wojna mocno nadszarpnęła stan naszych finansów.
31:23Końik oplandł jakoś naszej interesy i podsunął ojcu niby fikcyjną sprzedaż Koborowa.
31:27To fikcyjną?
31:28Nie wiem, nie wiem.
31:29Nie znam się na tym.
31:30Dojdź, że popełni jakieś grube szachraństwo i przywłaszczył sobie cały majątek.
31:32Ale to nic.
31:33Wsadzę go jeszcze do kryminału.
31:34A dlaczego siostra pana hrabiego wyszła za tego kłódnika?
31:48Z miłości do ojca.
31:49Ojciec nie przeżył bój wyjazdu z Koborowa.
31:51A ten łotr podsunął ojcu układ, że jeśli Nina zostanie jego żoną, on przepisze na nią tytuł własności i w ten sposób Koborowe nasze gniazdo rodowe pozostanie w rękach ponimirskich.
32:01No cóż, Nina poświęciła się, a teraz gorzko pokutuje.
32:05Niestety ojciec w rok po jej ślubie umarł.
32:08A ten łotr wycyganił od niny jakieś weksle na ogromną sumę i pleni potencje.
32:12Dzięki temu siostra nie może nawet palcem kiwnąć we własnym majątku, a ten drań ma pełnię władzy.
32:18A co na to? Córka Kunika?
32:22Ta Kaśka? To też małpa.
32:24Ale Kunika nienawidził, bo on strasznie maltretował jej matkę.
32:26Umarła?
32:27Kto?
32:28No pierwsza żona pana Kunika.
32:29Tego pana! Chama, nie pana!
32:31Panem to jestem ja!
32:35Rozumie osoba?
32:36No tak, ja rozumiem.
32:37A więc umarła?
32:38Po pierwsze nic mnie to nie obchodzi, po drugie umarła już dawno, a po trzecie proszę mnie poczęstować papierosem.
32:49Dziękuję.
32:54A za co usunęli pana Hrabiego z pałacu?
32:58Pytam za co pana Hrabiego usunęli.
33:00Pytam za co pana Hrabiego usunęli.
33:06Będę pana potrzebował.
33:07Mnie?
33:08Ciu!
33:12Mam wrażenie, że ktoś nas podsłuchuje.
33:13Nie, przewidziałem się panu Hrabiego.
33:14Cicho, cicho, cicho, cicho, cicho, brutus.
33:15Brutus.
33:16Szukaj szpiega.
33:17Szukaj, szukaj.
33:18Szukaj szpiega, szukaj.
33:19Proszę won, głupie pydle.
33:20Wie pan ostrożności nigdy nie zawierę.
33:22Mówi pan ostrożności nigdy nie zawierę.
33:24Mówi pan ostrożności nigdy nie zawierę.
33:26Mówił pan Hrabie?
33:27Tak.
33:28Użyje pana jako narzędzia.
33:29Mnie?
33:30Mówi pan ostrożności nigdy nie zawierę.
33:31Mówił pan Hrabie?
33:32Tak.
33:33Użyje pana jako narzędzia.
33:34Mnie?
33:35Tak.
33:36Tylko oczywiście nikomu o tym ani słowa.
33:37Pojedzie pan do Warszawy.
33:38Do mojej ciotki, Hrabiny Przełęskiej.
33:39To jest osoba bardzo głupia, ale bardzo szanowana.
33:42Ma ogromne stosunki.
33:43Jakunika nienawidzi.
33:44Dlatego pomoże panu w mojej sprawie.
33:45Pojedzie pan do Warszawy.
33:46Do mojej ciotki, Hrabiny Przełęskiej.
33:47To jest osoba bardzo głupia, ale bardzo szanowana.
33:48Ma ogromne stosunki.
33:49Jakunika nienawidzi.
33:50Dlatego pomoże panu w mojej sprawie.
33:51Do mojej ciotki, Hrabiny Przełęskiej.
33:52To jest osoba bardzo głupia, ale bardzo szanowana.
33:55Ma ogromne stosunki.
33:56Jakunika nienawidzi.
33:57Dlatego pomoże panu w mojej sprawie.
33:59Pańszej sprawie.
34:00Milczeć!
34:01Za bliski, kiedy ja mówię.
34:05Wie pan.
34:06Kunik ogłosił mnie wariatem.
34:08Mnie.
34:09I uzyskał nade mną kuratele.
34:10Chodzi o to, żeby ciotka zorganizowała jakieś konsylium,
34:14które orzeknie, że jestem zupełnie normalny.
34:16Rozumie pan?
34:17Tak.
34:18Świetnie.
34:19Rozumiem.
34:20Napiszę list do ciotki.
34:21W liście tym przedstawię pana, powiedzmy, jako mojego kolegę.
34:27Musi pan jej wszystko wyjaśnić w jak najczarniejszych barwach.
34:31No ale jak...
34:33Chce pan zawytać, co pan za to będzie mieć?
34:36Otóż dowiedz się pan, że za to zaszczycę pana moją przyjaźnią.
34:41Wystarczy?
34:43Muzyka
34:45Zdjęcia i montaż
35:15Uła
35:17Panu coś jest?
35:25Jakiś atak?
35:28Oje
35:28Odezwała się wojna
35:33Okopy
35:36A więc to reumatyzm
35:40To wina ojca
35:42Nie raczył nawet uprzedzić pana, że klimat w Koborowie
35:45Nie wilgotny
35:46Tak, tak
35:48Klimat nasz u zdrowego może wywołać
35:51Atak reumatyzmu
35:52Przepraszam pana w imieniu męża
35:55To nasza wina
35:57Przepraszam pani
36:01Mama!
36:16Dobra, dobra, dobra, dobra.
36:46Proszę.
36:49Jakże się pan czuje?
36:53Źle, proszę pani.
36:55Niczego panu nie potrzeba?
36:58Nie, dziękuję.
37:01To dobranoc. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej.
37:06Dobranoc, pani.
37:16Sympatyczna kobita ta pani Nina.
37:21Hrabianka.
37:25Nino, miałyśmy razem jechać.
37:28Nie, nie, ja zostanę z psami.
37:30Pani prosiła zapytać, czy pan sobie nie będzie życzył, jakiej książki poczytać.
37:44Nie, nie mogę. Choroba mi się rozwinęła.
37:48Nie mógłbym utrzymać książki w ręku.
37:50Dzień dobry panu.
38:00Martwi mnie to, że panu nie lepiej. Może posłać po lekarza?
38:05Nie, nie trzeba.
38:08A może poczytałby panu ktoś głośno?
38:10Co zrobić, kiedy nie ma komu?
38:14No, z przyjemnością poczytam panu cokolwiek, tylko musi pan powiedzieć, jakiego autora pan woli.
38:24Jacka Londona może, coś z niego.
38:27Wcale się nie zdziwiłam, że tego autora pan właśnie lubi.
38:33A skąd pani się domyśliła tego?
38:36Pochlewiam sobie może, ale wydaje mi się, że jestem dobrą obserwatorką.
38:42Pan zaś jesteś nietrudny do odgadnięcia.
38:46Chociaż jest pan naturą zamkniętą, żyjącą życiem wewnętrznym, jakby in splendid solation.
38:55Czyżby?
38:56My, kobiety, jesteśmy dobrymi obserwatorkami.
39:00Słyniemy z psychoanalizy i dlatego właśnie łatwiej odgadujemy szyfr do czytania książek.
39:06Zamkniętych niż otwartych.
39:09Nic łatwiejszego jak książkę otworzyć.
39:13Są takie, które tego nie znoszą.
39:16I te właśnie są najciekawsze.
39:20Tych nie można przeczytać inaczej, jak tylko oczami wyobraźni.
39:26Zgadza się pan ze mną?
39:27Nigdy nie spotkałem takich książek, ale widziałem nawet takie drogie egzemplarze, ale każdą mogłem otworzyć i przeczytać.
39:39Rozumiem.
39:41Pan w ogóle nie sięga po książki nieinteresujące, te zaś, które pana interesują.
39:49Same otwierają się jak pod prądem magnetycznym.
39:54Siła woli ma takie właściwości.
39:56Przecież do otwarcia książki tu wystarczy siła niemowlęcia.
40:00Pan jest typem niezwykle silnego charakteru.
40:10To szerokie czoło, rzymski nos, silnie zarysowane szczęki.
40:18O tak, w panu drzemią pierwotne instynkta.
40:26We mnie?
40:28Niech pan nie usiłuje wprowadzić mnie w błąd.
40:31Mam masę spostrzeżeń, które to potwierdzają.
40:34A choćby London.
40:35Właśnie London z jego pogańską potęgą walki, apodeozą trudu.
40:41Niech mi pan powie, ale szczerze.
40:48Czy trafnie określiłam pańskie zainteresowania?
40:53Może tak.
40:56A może nie.
40:58Poczytajmy.
41:01Chce pan zew krwi?
41:18Gdzie jest pani?
41:32U pana Dyzmy.
41:33Pan zasnął?
41:51Nie, proszę pani.
41:54Minął panu ból?
41:54Nie, ból mi nie minął, ale mi lepiej.
42:02Kiedy pani jest tutaj, to mi lepiej.
42:05O, jest pan chyba jedynym człowiekiem w tym domu, któremu jest dobrze.
42:13A dlaczego jedynym?
42:15O, mój Boże, przecież może pan uciec stąd.
42:20Uciec jak najdalej i na pewno pan ucieknie.
42:25O, nie.
42:26Chciałbym zostać tu jak najdłużej.
42:29O, naprawdę?
42:31Mówi pan to szczerze?
42:32Na pewno, że szczerze.
42:35Towarzystwo istot nieszczęśliwych nie przeraża pana?
42:39Nie.
42:39Co, a dlaczego nieszczęśliwy?
42:42Dlaczego pani ma być nieszczęśliwa?
42:43Przecież jest pani młoda, zdrowa, bogata, wygodne życie.
42:48Pani Nikodemie, czy osoba samotna może być szczęśliwa?
42:57Bo ja wiem.
43:00Ja nie mam nikogo na świecie.
43:03Ja nawet nie wiem, czy pan może zrozumieć istotę taką słabą, samotną jak ja.
43:08Na pewno, przecież ma pani pasierwice.
43:12Kasia.
43:14Kasia to kobieta.
43:17Zresztą ja, ja z nikim stosunków towarzyskich nie utrzymuję.
43:23Pan jest pierwszym człowiekiem, z którym mogę sobie pozwolić na wymianę myśli,
43:31wiedząc, że mnie pan z tym nie zdradzi.
43:37Wszystko złe odmieni się, grunt nie przejmować.
43:42Każdy jest kowalem własnego losu.
43:46Żeby być kowalem trzeba mieć mocne ręce, a niech pan zobaczy, jakie moje są słabe.
43:57Nino, mogę cię prosić na chwilę?
44:00Lepiej przyjechałem, a tu nagle ta choroba.
44:09Panie, co to za klimat.
44:12Myślałem, że pan do Warszawy pojedzie.
44:14Ja zadepeszuję po lekarza, najlepiej po profesora.
44:17Nie, nie trzeba.
44:19Ja jutro, pojutrze wyzdrowiej.
44:22Wie pan, że ja nawet zaraz spróbuję wstać.
44:25O Jezu.
44:29A to dobrze, kochany, panie, bo...
44:30O Jezu.
44:31Bo ten Olszewski do mnie do grobów wpędzi.
44:35O Matko Boska!
44:37Co ten Olszewski wyprawia, to ludzkie pojęcie przechodzi.
44:47Wyobraź pan sobie, kazał wstrzymać sośninę, gdyż ja rzekomo nie wpłaciłem pełnego wadium.
44:51A wadium, uważasz pan, miało wynosić 4200 zł.
44:54A ja zapomniałem o tych dwudziestu...
44:55Jak Boga, kocham, zapomniałem.
44:57To ten gałgan za 200 zł każe mnie wstrzymać całą robotę.
45:01Nie do tylko dzięki panu mogą minąć te nieszczęścia.
45:04Trzeba jechać, kochany, panie Nikodemie, jak do lewliwości miną, rozmówić się z ministrem Jaszuńskim.
45:12Tak, jak tylko bóle miną, to jadę w Trymiga.
45:16A jak pan sądzi, kochany, panie Nikodemie, to łatwo panu pójdzie, prędko się uda rzecz zrobić.
45:21Jak pan się nie martwi, pojedzie się, załatwi się.
45:24No, tylko to jakieś koszta...
45:27Jeżeli chodzi o koszta, to proszę bardzo, ja w każdym...
45:30Papierni przyjechali, coś się tam wydarzyło.
45:32No tak.
45:34Obowiązki, zagonienie i jeszcze walka z takim Olszewskim.
45:37Pan wybaczy.
45:37Podobno jednak jedzie pan do Warszawy.
45:56Tak, proszę panią na tydzień, może dzieliźniki.
46:01Tak, Warszawa. Kobiety, nocne lokale.
46:07Lubi pani Warszawę?
46:09No tak, nawet kiedyś lubiłam ją bardzo.
46:11A nie ma pani tam przyjaciół, krewni?
46:13Nie, nie, nie, nie wiem.
46:18Osoba mojego męża, oni nie mogą mi tego darować.
46:22Tak jak ja nie mogę sobie darować.
46:25Tak krótko się znamy, a tyle mam ufności do pana.
46:29Ja czuję, że mnie pan rozumie.
46:35Pany jeden.
46:37Ale...
46:38Czyż nie może pani rozwieźć się z męża?
46:40O nie, nie potrafię.
46:43Więc...
46:44Przywiązała się pani do męża.
46:47Jak pan może o mnie tak myśleć?
46:49Od dnia ślubu mamy osobne sypialnie.
46:51Nic mnie nie łączy z tym...
46:53Człowiekiem, o duszy sklepikarza z tym...
46:56Starcem.
46:59Więc dlaczego powiedziała pani, że nie może pani się rozwieźć z mężem?
47:04Nie potrafię żyć w nędze.
47:06Pani chyba żartuje.
47:07Przecież koborowo to są grube miliony.
47:11Pani jest jej właścicielką.
47:13Właścicielem koborowa jest mój mąż.
47:15Widzi pan, mój mąż wziął ode mnie weksle na sumy przewyższające wartość mojego koborowa.
47:23Wyłócił od pani?
47:24O nie, nie.
47:25Wziął, bo mu się należały.
47:29Na...
47:30Na pokrycie długów mojej rodziny.
47:36Zaraz, zaraz, zaraz, niech pani nie płacze.
47:39No nie trzeba płakać.
47:46No nie trzeba płakać.
47:48Kto tam?
48:05Szysz!
48:07Zamknij drzwi.
48:08Nie ten!
48:09Tamte, idioto.
48:17Pójdzie pan z tym listem do ciotki Przełęskiej.
48:19W liście przedstawiam pana jako mego dobrego kolegę z Oxfordu.
48:22Wprawdzie nie wyglądasz pan na to, ale ciotka uwierzy, bo głupia.
48:26Opowiesz pan jej, jak się tu nade mną znęcają.
48:28Biją.
48:29W ogóle trzeba wszystko przedstawić w czarnych barwach.
48:33Rozumie pan?
48:40Ażebyś chami nie miał pokusy.
48:49Rabin.
48:59Dziękuje.
49:29KONIEC
49:59KONIEC
Comments

Recommended