- 22 minutes ago
Category
🎥
Short filmTranscript
00:00KONIEC
00:30KONIEC
01:00KONIEC
01:02KONIEC
01:04KONIEC
01:06KONIEC
01:08KONIEC
01:10KONIEC
01:12KONIEC
01:14KONIEC
01:16KONIEC
01:18KONIEC
01:20KONIEC
01:22KONIEC
01:24Nikodem Dyzma, administrator Dubr w Koborowie, wyjeżdża do Warszawy.
01:28Szczęśliwy Traf wyniósł go na obecne stanowisko.
01:31Kiedyś urzędnik prowincjonalnej poczty, bezrobotny.
01:34Znalazł zaproszenie na rządowy Raut, poszedł.
01:37Zanim wyrzucą, zaspokoi głód, myślał.
01:40Na Raucie dzięki przypadkowi zyskał możnych przyjaciół.
01:43Kunicki szybko zdecydował, przyjaciel ministrów może przydać się w interesach.
01:47Proponuje Dyzmie stanowisko administratora swych Dubr.
01:50Teraz wysyła Dyzmę do stolicy w sprawach wymagających interwencji ministra.
01:55W rozmowach z ministrem Dyzma przedklada jako swój własny
01:58zasłyszany od Kunickiego pomysł ratowania rolnictwa i kraju od krachu gospodarczego.
02:03Dyzma to tęga głowa, zaczynają o nim mówić.
02:06Oksfordczyk, znakomity ekonomista, szerzy się mit.
02:10Szkoda, że nie założyłaś sukni balowej.
02:24Kasiu...
02:25Co?
02:26Twoja uszczypliwość jest nie na miejscu.
02:30Więc po co się przebrałaś?
02:32Przebrałam się bez powodu. Po prostu tak dawno nie nosiłam tej sukni.
02:39Wiesz dobrze, że w niej wyglądasz ślicznie.
02:42Wiem. Wiem, wiem, wiem.
02:47Wiem.
02:49Miną przez...
02:51Gardę kobietami, które dla przypodobania się mężczyźni robią z siebie koko.
02:55O...
02:57Kasiu, Kasiu...
02:59Obrażasz mnie.
03:01Może zaprzeczysz, że odkąd przyszła wiadomość, że przyjeżdża, twój nastrój się zmieni.
03:05A teraz stoisz w lustrze i mizrzysz się, żeby go oczarować.
03:09Tak. Tak, więc prawda, tak, właśnie. Masz rację. Chcę go oczarować. Chcę mu się podobać jak najbardziej.
03:18To, że znalazłaś sobie obiekt.
03:21Tak, znalazłam.
03:24Ordynarny brutal.
03:26Właśnie, właśnie brutal.
03:29To jest typ nowoczesnego mężczyzny. To jest silny człowiek, zwycięzca.
03:34Po cóż mi zawsze wymawiałaś, że jestem stuprocentową kobietą.
03:39Uwierzyłam ci teraz, kiedy spotkałam na swojej drodze stuprocentowego mężczyznę.
03:44Samca.
03:45Tak mówisz, więc dobrze. Tak, samca. Samca, a czyż ja nie jestem samicą?
03:49Chama.
03:50Pan Nikodem nie jest chamem.
03:52Dość miałam dowodów jego subtelności, a to ja raczej powinnam litować się nad tobą.
03:57Iż natura upośledziła cię tak, że nie jesteś w stanie odczuć elektryzującego działania tej najpiękniejszej siły, siły,
04:03siły, siły, męskości.
04:05Jakoś łatwo rezygnujesz z kulturalnych pretensji.
04:09Kłamiesz, kłamiesz, świadomie kłamiesz.
04:11Sama przyznawałeś, że zenitem kultury są prawa natury.
04:15Po co do frazesa? Powiedz po prostu, że chcesz mieć go w łóżku, że trzęsiesz się z żądze.
04:29Chodźcie, chodźcie. Tyzma przyjechał. Nie macie pojęcia z jakimi rezultatami.
04:47Złoty człowiek przeprowadził wszystko, co chciał.
04:50Umyślnie prosiłem go, żeby poczekał na was z opowiadaniem.
04:56Co wam jest?
05:00Chodźcie, dajcie spokój.
05:05Wynoś się!
05:08Wynoś się natychmiast!
05:20Co tam się zdało?
05:23Pewnie panienka wyrzuciła jaśnie pana za drzwi.
05:31Jaka szkoda.
05:33Niech pan sobie wyobrazić, że żona ma ciężką migrę i nie może zejść.
05:37Kasia nie chce wydawstwa zostawić samej.
05:41Trudno.
05:43A zjemy bez damskiego towarzystwa.
05:46A wie pan, drogi panie Nikodemie, że to podniesie dochód koborowa
05:51o 100 do 140 tysięcy rocznie?
05:54To znaczy, że zgodnie z naszą umową
05:56pańska atlantiema wyniesie ponad 40 tysięcy rocznie.
06:00Nieźle, co? Opłaciło się panu?
06:03Niby tak.
06:05Jak to w niby?
06:07Wydatki miałem duże.
06:10Bardzo duże.
06:12Liczyłem, że i pensja mi się podniesie.
06:13No to dodam panu 500 złotych.
06:17Czyli będzie równo o okrągłe 3 tysiące.
06:223 to mało.
06:243,5.
06:26A to znowu nie będzie za dużo?
06:30Za dużo?
06:32A co pan sobie myśli?
06:34Jeżeli do pana 3,5 to za dużo, to 4.
06:36Zgadzam się.
06:39Tym chętniej, że szczęśliwy początek wróży, szczęśliwe zakończenie sprawy.
06:49Tak to przecież zakończyliśmy.
06:50A, z prawem kontyngentu drzewa, tak.
06:56Ale ja sobie pomyślałem, że panu przydałoby się tantiema wysokości 100,
07:03można nawet 150 tysięcy.
07:07Co?
07:08Co?
07:09No.
07:11A jest na to sposób, to znaczy ściśle mówiąc, pan ma na to sposób.
07:16Ja?
07:18Panie kochanie.
07:20Panie Nikodemie.
07:21Oczywiście to będzie wymagało trochę zachodu, starań.
07:25Czy pan ma jakieś stosunki w Ministerstwie Komunikacji?
07:28W Komunikacji?
07:30W Komunikacji?
07:32No, znalazłoby się.
07:34Otóż to.
07:36Otóż to.
07:38Mógłby pan uzyskać większe dostawy podkładów kolejowych.
07:45A to jest, to jest dopiero interes.
07:48Na tym się robi pieniądze.
07:50Pan już robił na tym pieniądze.
07:55Pan myśli o tym procesie.
07:58Zaręczam panu, że wszystko było dęte.
08:01Wrogów nie trzeba siać. Dęte.
08:04I sąd musiał mnie uniewinnić.
08:06Miałem niezbite dowody w ręku.
08:09A pan sądzi, że to może nam przeszkodzić teraz?
08:13W zdobyciu dostaw?
08:17Pomóc?
08:19Nie może.
08:21No ale da się zrobić. Co?
08:24W razie czego są przecież dokumenty. Mam je w ręku.
08:28W razie jakichś zastrzeżeń mogę powtórnie udowodnić.
08:34A pan jest zmęczony.
08:37A i tak pan się wyśpi.
08:39I bardzo proszę, drogi pani Nikodemii, niech pan się zbyt nie trudzi.
08:42No oczywiście będę wdzięczny, jeżeli pan swoim bacznym okiem rzuci tu i ówdzie.
08:47Zawsze co dwie głowy to nie jedne, ale ja dzięki Bogu czuję się zdrów i nie widzę powodu, żeby pana obarczać moją pracą.
08:52Niech pan odpoczywa i czuję się jak u siebie w domu.
08:56Dziękuję.
08:58A jak by pan miał czas i ochotę, niech pan się trochę zaopiekuje moimi paniami.
09:04Kasia tu tam jeździ, konto, różne sporty uprawia, ale żona to się nudzi, biedostwo towarzystwa nie ma.
09:09I dzięki temu później się migreniem, melancholię.
09:13Także będę bardzo wdzięczny, jeżeli pan znajdzie trochę czasu i ochotę.
09:39Nie przeszkadzam panu.
10:00Ży, niby mnie, a co znowu?
10:06Zapomniałam o papierosach.
10:07Tak? A ja myślałem...
10:11Co pan myślał?
10:13Że ma pani jakiś interes.
10:17Owszem, mam.
10:20Chcę z panem porozmawiać rzeczowo.
10:23Jakie pan ma zamiary względem Niny?
10:27Ja?
10:29Proszę, niech pan się nie stara zbyć mnie wykrętami.
10:32Sądzę, że powinien pan po męsku i otwarcie postawić kwestie.
10:38Przecież nie zaprzeczy pan, że zabiegasz o jej względy.
10:43W jakim celu?
10:44Chyba nie wudzi się pan, że dla niego Nina porzuci swego męża.
10:49To, że duży się w panu, to niczego nie przesądza.
10:52A skąd pani wie, że pani Nina się duży?
10:55Mniejsza o to.
10:56Przyszłam tu, żeby dowiedzieć się, czy jest pan dżentelmenem,
11:00czy też człowiekiem zdolnym do wyzyskania słabości uczciwej kobiety i uczciwej żony.
11:05Uważałabym pana za łotra, gdyby pan, korzystając z sytuacji,
11:09zrobił z Niny swoją kochankę.
11:11Czego się pani mnie czepia?
11:13Czy ja wtrącam nos w cudze sprawy?
11:16Więc mam to rozumieć jako zapowiedź świństwa, do jakiego pan zmierza.
11:20Och, z jaką przyjemnością obiłabym pana na hajem po tej kwadratowej twarzy.
11:24Że co? Że kogo? Że mnie?
11:27Pana!
11:29Nie ruszy jej pani! Nie śmiej pan jej ruszyć!
11:32Zostaw mnie pani w spokoju, a co pani?
11:34Będę robił, co będę chciał, rozumiem pani?
11:37I pani tu nie ma nic do gadania!
11:40Gniewa pan się na mnie?
11:43Bardzo.
11:45Na pewno, że bardzo.
11:48Ale mnie pan nie wyprosi.
11:50Mogę usiąść?
11:51Późno jest. Pora spać.
11:55Czy zawsze spędza nocy pan tak samotnie? Tak cnotliwie?
12:00Na pewno tęskni pan za Warszawą, gdzie noce nie skazują mężczyzn na samotność.
12:07Och, jak ja pana rozumiem.
12:10Co pani rozumie?
12:12Rozumiem, czemu pan bałamuci Ninę.
12:16Ja bałamucę?
12:21Ona też na mnie leci.
12:22Pani Nicodemie, rozumiem, że chce pan mieć tu kobietę.
12:33Ale nie rozumiem, dlaczego akurat Ninę.
12:38Czy ja się panu tak dalece nie podobam?
12:40Nie no, owszem.
12:44Podoba mi się pani, dlaczego?
12:47Jestem od niej młodsza i wcale nie jestem od niej brzydsza.
12:51O!
12:53Niech pan patrzy.
12:55No.
12:57Niech pan patrzy.
12:58Niech pan je puści.
12:59Niech pan je puści.
13:00Niech pan jej puści.
13:01Jestem. A może chce pan sprawdzić, jak delikatną mam skórę, jak jędrne mięśnia?
13:10No, no!
13:13O, psia, krak!
13:16Niech pan je puści!
13:20Niech pan je puści!
13:22No, klasa z pani dziewucha. Dobrze było?
13:36Bydla!
13:41No, oni tu wszyscy fixą derdo.
13:52Dlaczego?
13:59Dlaczego?
14:03Dlaczego?
14:16Dlaczego?
14:18Ładno mamy dzisiaj pogodę.
14:29Był pan łaskaw zauważyć to niezwykłe zjawisko.
14:48Takie piękne ubranie. Jaka szkoda.
14:52Ślicznie zrobione, z takim smakiem.
14:54Czy pan ma krawca w Londynie?
14:58Nie, ja kupuję ubrania gotowe.
15:04Widzisz, dostałaś dobrą nauczkę od pana Nicodema.
15:08Mówiłam ci, że snobizm nie może leżeć w naturze pana, człowieka czynu.
15:15Pani zapomina, z kim ma do czynienia.
15:17Nic mnie to nie obchodzi, ale szachem perskim chyba pan nie jest.
15:27Czy nie cierpi pan na manię grandioza?
15:31Co znisz tego smarkata?
15:47Interesy, interesy i znowu ten tartak.
15:52Cóż tam słychać przy wielkim ołtarzu?
15:55Niby Warszawie?
15:58Ono gadało się z Ulanickim, z Jaszuńskim.
16:02O moim projekcie magazynowania zboża.
16:05Co pan mówi?
16:07No i co, jaki wynik?
16:08Sprawa na dobrej drodze?
16:11No tak tak.
16:13Tylko panie...
16:15Tajemnica państwowa.
16:19Rozumiem.
16:19Żona.
16:21To potem mi pan opowie.
16:26Patrzcie państwo.
16:29Co?
16:29Nie posiadam się z ciekawości.
16:41Nie szkodzi.
16:44Pani Nina nikomu nie powie.
16:47Mogę przy niej opowiedzieć.
16:49O czym?
16:51Nino, uważaj tylko, bo to tajemnica państwowa.
16:53Otóż pan Dyzma wraz z rządem przygotowuje plan uratowania kraju przed kryzysem gospodarczym.
16:59I to jest projekt pana Dyzmy, za który powinni go ozłocić.
17:02Genialne.
17:04Genialne.
17:06Jedno mamy tylko trudności.
17:09Mianowicie, nie ma gdzie składować zakupionego zboża,
17:13a na budowanie nowych magazynów nie mamy forsy.
17:16To rzeczywiście przeszkoda.
17:19Ale, panie Nikodemie, co by pan sądził o takim wyjściu z sytuacji?
17:26Rząd skupuje zboże,
17:28ale pod warunkiem, że sprzedający zobowiązuje się je przechować.
17:33Mnie takie wyjście wydaje się zupełnie realne.
17:40Tak.
17:42Mówiliśmy i o tym.
17:44Można by i tak zrobić.
17:45Ja się pana proszą do telefonu.
17:47W nowym tartaku zerwała się transmisja
17:50i jest tam jakiś nieszczęśliwy wypad.
17:53Co ty mówisz?
17:54Samochód!
17:55Prędko!
17:57Najmocniej, przepraszam.
18:03Z pana jest wielki ekonomista.
18:05Studiował pan za granicą?
18:17Tak, w Oxfordzie.
18:19A w Oxfordzie, to może kologował się pan tam z bratem moim,
18:23Jerzym Ponimierskim?
18:25Tak, znałem go.
18:28Dobry był kolega.
18:29A wie pan, jakie nieszczęście go spotkało?
18:32Nie.
18:33Prowadził niemożliwy tryb życia.
18:34Pił, hulał, awanturował się.
18:36Wreszcie doszedł do obłędu.
18:39Biedny George.
18:40Dwa lata w domu dla obłąkanych.
18:44No, trochę go podleczyli,
18:45ale o zupełnym wyleczeniu mowy nie ma.
18:49A wie pan, że George mieszka tu, w Koborowie?
18:53Tak.
18:53Mieszka w pawilonie, w parku, ze służbą i sanitariuszem.
19:04Nie widuje go pan tylko dlatego, że lekarze zalecili mu jak największy spokój
19:10i jak najmniej styczności z ludźmi.
19:15Lubiliście się wzajemnie?
19:18Owszem, żyliśmy sobą w zgodzie.
19:22A może odwiedzimy go tam?
19:35Dzień dobry, George.
19:38No jak się miewasz?
19:40Poznajesz?
19:41Przyprowadziłam ci twojego dawnego znajomego z Oksfordu.
19:47Poznajesz go?
19:52Wybacz, ale zostaw nas samych.
19:56To zrozumiałe, że po tak długim rozstaniu, po tylu latach
20:00mamy sobie wiele do powiedzenia, prawda?
20:01A może ty usiądziesz, a my się przejdziemy?
20:03Tak, oczywiście, kochani.
20:05Tak, proszę.
20:10Ach, no jak brutusik.
20:13Jak ty się opiekujesz swoim pankiem?
20:15Nie drażnisz go za bardzo?
20:23Co to znaczy, majtaku?
20:24Dlaczego zdekonspirowałaś mnie przed nieną?
20:26A może i ta szyja Krzybowski miał wszystkie mów?
20:27Nie, nie, nic nikomu nie powiedziałem.
20:30Twoje szczęście.
20:32A skąd ona dowiedziała się o tym,
20:33że przedstawiłem pana ciotce Przołęskiej jako mojego kolegę z Oksfordu?
20:36Co?
20:36O tym Oksfordzie to samo jakoś tak wynikło z rozmowy.
20:40To ja i sam powiedziałem, że tam się uczyłem.
20:42Czy pan jest tylko hosztaplerem, ale i głupcem?
20:45Przecież pan ani słowa nie umie po angielsku.
20:48Nie umie.
20:49No tak.
20:51A jak tam ciotka Przełęska i ten Krzepicki
20:54nie wyrzucili pana za drzwi?
20:55Zresztą nieważne.
20:56Proszę mi wszystko opowiedzieć.
20:57Krótko, dokładnie i bez kłamstwa.
21:00A więc...
21:06Kasia złości się i na mnie.
21:21Na panią? Dlaczego?
21:22Może dlatego, że czuję do pana sympatię.
21:29Za chwilę stracę równowagę i spadnę.
21:32Boję się pani?
21:36Ciężka jestem?
21:37Nie, nie bardzo.
21:40Mógłby mnie pan tak długo nieść?
21:42Mógłbym.
21:44Długo i daleko.
21:52Wydaje mi się, że kobieta nie może być szczęśliwa,
21:54jeżeli nie ma kogoś, kto by ją nosił na rękach.
21:57Nie.
21:58Nie, nie w przenośni.
22:00Wprost.
22:00Nosił na rękach.
22:02No, nie wszystkie kobiety.
22:03Te, którym tego nie trzeba do szczęścia,
22:07są nieco wynaturzone,
22:08pozbawione tego, co stanowi treść kobiecości.
22:11Na przykład Kasie.
22:13No dzisiaj przy śniadaniu
22:14to jakieś szpilki mi wkładała, że...
22:16I odciął się pan znakomicie.
22:18Pan umie kilkoma słowami osadzić adwersarza.
22:20To jest takie właśnie w pańskim stylu.
22:24Nie, nigdy nie spotkałam takiego mężczyzny jak pana.
22:27Konstrukcja pańskiego charakteru
22:30jest matematyczną konsekwencją,
22:32monolitem.
22:34Na przykład pański sposób obcowania z kobietami.
22:38Fascynuję prostotą.
22:41Jest może nieco zbyt surowy,
22:44a nawet brutalny,
22:47ale wyczuwa się pod tym głębie przemyśleń.
22:49O nie, panu nie ma nic z baroku.
22:52Trafnie pana określiłam?
22:53Owszem.
22:56Pan nie lubi mówić o sobie, prawda?
23:00Nie ma o czym.
23:07Mój księżyc gaz,
23:09dulce nea,
23:11jeszcze raz.
23:19Ślicznie to, prawda?
23:20Owszem, nawet bardzo ładnie.
23:23Zdziwił pana mój list,
23:27który wysłałam do Warszawy?
23:28Nie, nawet bardzo ucieszył.
23:31Wnoszę go tu ciągle na sercu.
23:34Proszę nie zapominać,
23:35że jestem mężatką.
23:38Proszę to zniszczyć, bardzo proszę.
23:40Mowy nie ma.
23:41Ja na ciebie,
24:04przepraszam.
24:06Na pana czekałam.
24:08Ja już teraz nigdy pana nie zapomnę.
24:10Nie potrafię żyć tym strasznym życiem.
24:13Nie potrafię żyć bez pana.
24:15Po co potrafiasz?
24:17Nie mów, nie mów tak.
24:19Ja nie zniosę roli żony
24:20stracającej starego męża.
24:23To ochyda.
24:24Nie kochasz go.
24:27Nienawidzę.
24:28Nienawidzę.
24:29No więc?
24:31O Boże.
24:32Gdybym mogła zerwać te kajdany.
24:36A w czym trudność?
24:39Tylu ludzi rozchodzi się?
24:43Wiem, że jestem niska głupia.
24:45Wiem, że potępisz mnie za to
24:46i będziesz miał rację,
24:47ale nie potrafię żyć bez
24:48atmosfery bogactwa.
24:51Nie potrafię żyć bez bytku.
24:56Gdybyś ty był bogaty.
25:00Kto wie, może jeszcze będę bogaty.
25:05Wiem.
25:06Jesteś silny, wspaniały.
25:09Wiem, że jeżeli sobie coś postanowisz,
25:10wszystko przeprowadzisz, prawda?
25:13Prawda.
25:15Wyrwij mnie stąd.
25:17Wyrwij.
25:17Błagam, ratuj mnie.
25:24Ninoś.
25:30Wyrwij.
26:00Proszę to zostawić.
26:06To moje.
26:06Nie można grzeczniej.
26:08To podłość.
26:10Podłość.
26:11Pan jest nikczemny.
26:13Pan targnął do domu
26:13mojego ojca,
26:14żeby uwieźć jego żonę.
26:16Jeżeli pan się stąd nie wyniesie
26:17i to zaraz,
26:18to przyrzekam,
26:18że przy najbliższej sposobności
26:19obiję pana harapem jak psa.
26:23Drwie sobie z pańskich stosunków.
26:25Możesz pan tym imponować ojcu,
26:26ale nie mnie.
26:27Radzę panu po dobremu.
26:29Wynoś się pan stąd.
26:31I to prędko!
26:32Kasiu, proszę wyjść.
26:36Proszę wyjść.
26:38Masz przejść do mojego gabinetu
26:39i tam na mnie poczekać.
26:45Co tu było?
26:47Co tu było?
26:49A to było,
26:51że pańska córka
26:52wyrzuciła mnie z pańskiego domu
26:53i zrugała mnie od ostatnich.
26:55Ja nie wiem, czego ona chce ode mnie.
26:56I nic mnie to nie obchodzi.
26:58Ale jeżeli mnie ktoś drzwiami wyrzuca,
27:01to ja oknem włazić nie będę.
27:03A na te pańskie kontyngenty
27:05i te podkłady kolejowe,
27:07to możesz panu pogwizdzać.
27:08Panie, nie.
27:09Bo ja się...
27:10Bardzo pana przepraszam
27:11za moją córkę.
27:13Niech pan o wszystkim zapomni.
27:15Kasia jeszcze dzisiaj wyjedzie za granicę.
27:17Czy to da panu wystarczającą satysfakcję?
27:22Satysfakcję.
27:23Satysfakcję.
27:25Ale co mnie nagadała,
27:26to mnie nagadała.
27:28Drogi panie,
27:29nikodymieną.
27:30Mówię panu,
27:31że jeszcze dziś wypędzę ją z domu.
27:34No.
27:38Zgoda.
27:39Zgoda.
28:09Zmieni się teraz,
28:11jak panienka Kasia wyjechała.
28:17Jaśnie pan to się ożenił z hrabianką
28:19chyba tylko po to,
28:20żeby córce zrobić przyjemność.
28:23Pani Nina co noc się na klucz przed nim zamyka.
28:27I to tak od samego ślubu.
28:33Bo to każdy dom
28:34ma swoje tajemnice.
28:37Zgaj światło.
28:39Zgoda.
29:09Zgoda.
29:10Zgoda.
29:11Zgoda.
29:12Zgoda.
29:13Zgoda.
29:14Zgoda.
29:15Zgoda.
29:16Zgoda.
29:17Zgoda.
29:18Zgoda.
29:19KONIEC
29:49Telegram do pana.
30:14Pan prezes Rady Ministrów prosi pana o przybicie.
30:17Jutro to jest w piątek o godzinie szóstej
30:20na posiedzenie Komitetu Ekonomicznego
30:22Rady Ministrów w wiadomej sprawie.
30:27Tyrkowski.
30:29Nadzwyczajny.
30:31Czy to w sprawie zbożowej?
30:33Tak.
30:34A więc to już się robi.
30:36No, jak pan widzi.
30:38Boże drogi, Boże drogi.
30:41Ile to przy pańskich wpływach, kochany panie,
30:43nikodemię można ludziom dobrego zrobić.
30:46O tak, jeśli tych wpływów używa się dla dobra ogółu.
30:51Jeśli się trafnie potrzeby ogółu ocenia.
30:56A przepraszam, nie tylko dla ogółu.
30:59Czyż ludziom prywatnym nie należy pomagać?
31:03Na pewno w Komitecie Ekonomicznym bierze udział
31:05Minister Komunikacji, więc będzie pan miał możliwość
31:07przy sposobności pomówić z nim o podkładach kolejowych.
31:11Nie, wolał by mnie teraz.
31:15Nieskładnie będzie.
31:16No, już cóż dobrze.
31:18Ja żadnego nacisku nie wywieram.
31:20Tylko daj sobie mimochodem.
31:21Napomknąłem.
31:22Mam dostawy podkładu.
31:24To jest interes, o którym warto pamiętać.
31:26Ja rozumiem, rozumiem pańską ostrożność w sprawie podkładów.
31:50Proces.
31:53Pan nic nie mówi, ale ja wiem.
31:56Pan sądzi, że ten dawny proces może nam jeszcze przeszkadzać teraz?
32:04Pokażę panu dokumenty.
32:20Powinny wystarczyć, aby jeszcze raz dowieźć, że byłem w porządku.
32:34Najlepiej powiedzieć, że pan sam się przekona
32:36i przeczyta je przed jazdą do Warszawy.
32:40Zaręczam panu, że wszystko było dęte.
32:50Kochanie, nie bądź długo w Warszawie.
32:57Ninuć będzie strasznie tęsknił.
32:59Tak mi tu źle bez ciebie.
33:02Cóż ja pocznę, tak bardzo przyzwyczaiłam się do tego,
33:04że mogę widzieć pana co dzień, rozmawiać z nim,
33:09patrzeć w jego oczy.
33:10Najwyżej dzień, dwa.
33:14Przodojazdę najlepiej pomilczyć, jeśli podróż ma być udana,
33:18jeśli się chce wrócić w miejsce, które się opuściło.
33:21Najlepiej, jeśli kochanego pana Mikodema odprowadzimy na stację.
33:25Miłe wspomnienie, prędzej go do nas z powrotem sprowadzi.
33:48Dulkineo, księżyc zgasł.
34:00Ujęła go dziewczyny cnota, więc pod jej okrem śpiewał tak.
34:08Dulkineo, księżyc zgasł.
34:14Dulkineo, spójrz choć raz, gdy Twe oczy i usta się śmieją.
34:23Czuję, że ocham Cię.
34:26Dulkineo, Dulkineo, ufaj mi.
34:32Dulkineo, uchyl drzwi.
34:37Tyś mam szczęściem, tyś moją nadzieją.
34:43Całuj, Dulkineo.
34:46Dulkineo, księżyc zgasł.
34:56Dulkineo, spójrz choć raz, gdy Twe oczy i usta się śmieją.
35:05Czuję, że ocham Cię, Dulkineo, Dulkineo, ufaj mi.
35:15Dulkineo, uchyl drzwi.
35:20Tyś mam szczęściem, tyś moją nadzieją.
35:26Całuj, Dulkineo.
35:28Dulkineo, pan prezes, Nico de Mędizma.
35:43Orkiestra.
35:44Dzień dobry.
36:00To największa wiktoria od czasu Wynkolbu.
36:04Praca od premiera.
36:06Od samosiery.
36:08Od Rokitny.
36:09W imieniu personelu artystycznego zdrowie pana prezesa.
36:24A karniaka.
36:28No i cóż, pana wiemy, może być przyjemnie bez wódki?
36:33Nie może.
36:34Mocne.
36:38Do, do, do, do, do, do.
36:41Czerwisto!
36:42Czerwisto!
36:54To się nazywa chwytań, szycie, zagrzywę i malić mordę.
36:58Ha! Nikuś, to ci się udało.
37:00Ten pomysł magazynowania zboża genialny.
37:03To załatwia wszystko.
37:04Nikuś na drugą ruskę.
37:07Najlepszego, Nikuś.
37:08Nikuś.
37:10Nikuś.
37:11No śmiało, śmiało, śmiało.
37:13Ha, ha, ha!
37:14No.
37:18To, to, to, to, to, to, to.
37:19No, Nikuś!
37:21O, fajnie.
37:23Ha, ha, ha!
37:25I dodań, dodań!
37:28Nie, nie, nie, nie, nie.
37:29Na, ka, na, na.
37:38Kaj!
37:42Kaj!
37:46Kaj.
37:48Kaj!
37:52Kaj.
37:54Kaj!
37:55KONIEC
38:25Pieniądze jest nieważna przeszkoda, będzie się płacić obligacjami.
38:32Jeżeli na budowę magazynów nie ma pieniędzy, to co panowie sądzą o tym?
38:39Co to było? Co to było?
38:47Co panowie sądzą o tym?
38:55Szanowny pan, czy zgodziłby się pan objąć kierownictwo państwowej polityki swodowej?
39:05Cholera, do czego człowiek doszę?
39:11Do czego człowiek doszę?
39:14Prezes banku zbożowego.
39:18Prezes Dysman.
39:22Dysman.
39:25Prezesem.
39:30Prezes Dysman zostaje.
39:34Dysman jest.
39:38Kto to wszystko będzie robił?
39:41Kto to będzie robił?
39:56Mam.
39:59Pan, panie Krzepicki nie posiada żadnej stałej posady?
40:03Nie.
40:05A miałby pan chęć?
40:07Och, naturalnie.
40:08Mówić pan, ja będę potrzebował sekretarza.
40:14Proszę pana, sekretarz prezesa to nie może być byle kto.
40:20To musi być człowiek inteligentny, sprytny, proszę pana.
40:25No i w ogóle, rozumie pan.
40:26Bardzo przepraszam panie prezesie, ale wydaje mi się, że ja nie bardzo nadawałbym się do urzędniczych funkcji.
40:34Stałe godziny pracy, codzienne ranne wstawanie.
40:37A kto panu powiedział o stałych godzinach?
40:41Proszę pana, czy pan sądzi, że prezes jest od tego, żeby siedział murem przez ilość tam godzin?
40:48Proszę pana, prezes jest od tego, żeby rządził.
40:53Proszę pana, od tych spraw to jest dyrektor.
40:55Zgodę?
40:58No, tutaj pamiętam.
41:03Bardzo dziękuję, panie prezesie, ale ośmierzę się zapytać, jaką garzę by pan przewidział dla mnie?
41:10A jak pan sobie to wyobrażam?
41:12No, czy ja wiem?
41:14No, śmiało.
41:16A jak pan prezes uważa?
41:18Pan prezes pyta, jak uważa pan sekretarz.
41:23Sekretarz.
41:25No, ja sądzę, że może jakiś tysiąc złotych.
41:33Tak, tysiąc dwieście.
41:37Masz pan tysiąc pięćset.
41:40Panie, tylko jedna rzecz.
41:43Sztama.
41:44Rozumie pan? Wie pan, co to jest sztama?
41:46Nie.
41:47Sztama to znaczy tak.
41:49My gadamy ze sobą i nikt się o tym nie dowiaduje.
41:53Jasne?
41:54Tak. Rozumiem, panie prezesie.
41:55No.
41:56Mówić pan, umiejętność kierowania polega na umiejętności podejmowania szybkich decyzji.
42:02No.
42:07Co wboj?
42:09Wym kołpoj.
42:14Pastuch konny.
42:23Kredyt.
42:24Kredyt.
42:25Kredyt.
42:26Kredyt.
42:27Kredyt.
42:28Kredyt.
42:29Kredyt.
42:30Ma.
42:31Ma.
42:32Ma.
42:33Kredyt.
42:34Kredyt.
42:35Kredyt.
42:36Kredyt.
42:37Kredyt.
42:38Kredyt.
42:39Kredyt.
42:40Kredyt.
42:41Kredyt.
42:42Kredyt.
42:43Kredyt.
42:44Kredyt.
42:45Kredyt.
42:46Kredyt.
42:47Kredyt.
42:48Kredyt.
42:49Dzień dobry panie prezesie.
42:50Gabinet pana prezesa będzie gotowy jutro.
42:53Zabierzemy wszystko, co jest konieczne.
42:55Oczywiście Pańską Bibliotekę również.
43:00Na jutro też zarządziłem spotkaniem pana prezesa z prasownikami banku.
43:05Po co?
43:07To czysta formalność. Wszyscy będą zachwyceni, gdy będą mogli uścisnąć dłoń pana prezesa.
43:15Żadnych przemówień.
43:17To zupełnie zbyteczne. Krótkie przemówienie wygłoszę ja,
43:20a potem dyrektor Wandryszewski zabierze głos w sprawach organizacyjnych.
43:25To mu imponuje. Będzie zaszczycony.
43:30Mieszkanie pana prezesa będzie gotowe za kilka dni.
43:34Sam się osobiście wszystkim zajmę, także zaraz po powitaniu pracowników
43:37będzie mógł pan prezes zająć się sprawą.
43:40Koborowa pani Nina jest już pewnie bardzo stęskniona.
43:45A i pani hrabina Przełęska bardzo niepokoi się zdrowiem swojego kuzyna Żorża.
43:53Koborowo to poważna sprawa.
44:00A wie pan, że z tymi klepkami Żorża to...
44:06To jest tak, że z tym się nie da już nic zrobić.
44:15Tak.
44:18Troszeczkę wyżej.
44:20Wyżej.
44:22Tak.
44:27Tak.
44:31W Warszawie.
44:36A to przemówienie...
44:39To ja muszę...
44:41Tak.
44:45No.
45:09Jeżeli chodzi o sprawy organizacyjne...
45:10To we wszystkim zastępuje mnie dyrektor Wandryżewski.
45:16I z nim proszę wszystko załatwiać.
45:19Jeżeli chodzi o mnie...
45:22To...
45:24To co powie pan sekretarz Krzepicki...
45:28To tak, jakbym ja powiedział.
45:30I nie ma nic do gadania.
45:31No.
45:33Kochany panie Nikodemie, nareszcie...
45:36Nareszcie...
45:38Serdeczne gratulacje.
45:39Otrzymał pan moją tepesze.
45:41No i jakże...
45:43Organizuje pan ten wark.
45:45Z rozmachem.
45:47Cała prasa pisze o panu z najwyższym uznaniem.
45:49Serdecznie winczuje.
45:50No zresztą pan chyba wie, że zawsze...
45:52Życzę mu wszelkiej pomyślności.
45:55Dziękuję.
45:57Ale niechże pan pozwoli.
45:59Niechże pan wsiada...
46:01Kochany panie Nikodemie...
46:03Kochany panie prezesie.
46:06Proszę.
46:12Mam dla pana...
46:14Pewną propozycję...
46:16Ale może pan chciałby wypocząć?
46:18Nie. Dziękuję. Nie złączyłem się.
46:20No. To Bogu dzięki.
46:22A zatem proszę mi łackawie wysłuchać.
46:24Tylko z góry proszę.
46:25Proszę nie udzielać mi...
46:27Na tych miastowej odpowiedzi, jeżeli ta odpowiedź ma być odmowna.
46:30Dobrze?
46:38A gdybym ja zgadł...
46:40Jaką pan ma dla mnie propozycję?
46:41To chyba niemożliwe.
46:45A pan by chciał...
46:47Żebym ja nadal pozostał u pana administratora.
46:50Panie Nikodemie, przecież prezes banku.
46:52To nie jest urzędnik państwowy.
46:54To jest szef przedsiębiorstwa.
46:55Za tym może dowolnie dysponować...
46:57Swoim czasem.
47:02A może i zgodzę się zostać u pana.
47:07Ale powiedzmy pan...
47:08Dzień dobry.
47:10Panie Kuniski.
47:11Pan nigdy nikomu nie powie, że prezes banku zbożowego jest u pana administratorem.
47:16Oczywiście. Przecież to w obopólnym interesie.
47:19Droganino!
47:21Wyobraź sobie pan Nikodem zdecydował się nie porzucać.
47:24Koborowaj nas!
47:25Zgodził się pozostać tu nadal z nami.
47:28Tylko to jest tajemnica dla wszystkich.
47:30Będzie nad nami czuwał.
47:32Obiecał często tu zaglądać.
47:37Ja...
47:38Bardzo się cieszę.
47:39Cieszę.
48:09Złodzień?
48:11Złodzień?
48:12Złodzień?
48:13Złodzień?
48:14Złodzień?
48:15Złodzień?
48:16Złodzień?
48:17Złodzień?
48:18Złodzień?
48:19Miłość...
48:20Moja...
48:24Miłość...
48:28Oj...
48:32Bogu...
48:35...kochany, cudowny najsłodszy...
48:38Jesteś, nie masz pojęcia, nie mogłabym zasnąć...
48:40Gdybym nie przyszła dziś i jeszcze do ciebie nie przytuliła się.
48:43Nie powiedziała ci, jak jest mi dobrze i spokojnie, kiedy nareszcie jesteś przy mnie,
48:46Jesteś przy mnie, kiedy wiem, że żadna inna nie kradnie mi Ciebie.
48:50Powiedz, kochasz mnie.
48:51Kocham.
48:54Chodź.
48:55Chodź.
48:59No chodź.
49:00Zdradzałeś mnie?
49:00Nie.
49:01Na pewno?
49:02Na pewno.
49:06Nie, nie, nie. Nie błagam Cię. Nie, nie, nie. Wszędzie tylko nie tu.
49:10Na pewno mnie nie zdradzałeś.
49:17No na razie jeszcze nie.
49:30Powiedz, czy masz w Warszawie dawne kochanki?
49:33Nie.
49:35Niki, lubisz dzieci?
49:38Tak, bardzo lubię.
49:41Ach, to cudownie. Będziemy mieć dużo, dużo dzieci.
49:45Czy pamiętasz takie zdanie Balzaka?
49:48Kobieta musi należeć do tego, kto umie dotrzeć do niej
49:51i wyswobodzić ją z położenia, w którym usycha Niki.
49:54Oswobudź mnie, ja schnę.
49:56Słuchaj, Ninoś, czy twój mąż nie widział, że wychodziłaś z sypialni?
49:59O, mo... Może...
50:06Tak, tak. Bardzo Cię kocham.
50:11Ja też.
50:14Pa.
50:14A do cholery bez taką miłością.
50:34KONIEC!
50:35KONIEC!
50:36KONIEC!
50:37KONIEC!
50:38KONIEC!
50:40KONIEC!
50:41KONIEC!
50:42KONIEC!
50:44KONIEC
51:14KONIEC
51:44KONIEC
Comments