- 6 months ago
Category
🎥
Short filmTranscript
00:00:00KONIEC
00:00:30KONIEC
00:01:00Warszawa lat dwudziestych. Kryzys.
00:01:27Oto Nikodem Dyzma, mąż opatrznościowy kraju.
00:01:31Szczęśliwy traf utorował drogę jego karierze.
00:01:34On dziś urzędnik prowincjonalnej poczty, bezrobotny.
00:01:37Później administrator w dobrach Kunickiego.
00:01:39Wiele się od niego nauczył.
00:01:41W rozmowach z ministrem Dyzma przedklada jako swój własny
00:01:44zasłyszany od Kunickiego pomysł magazynowania zboża.
00:01:47Projekt, który zapewnia państwu maksymalne zyski w handlu zbożem.
00:01:51Dyzma to tęga głowa, rośnie slawa.
00:01:53Absolwent Oxfordu, znakomity ekonomista, szerzy się mit.
00:01:57Zostaje mianowany prezesem banku zbożowego.
00:02:00Szczyty powodzenia.
00:02:02Przyjmuje go arystokracja.
00:02:03Wspaniały mężczyzna, ekscytują się panie z towarzystwa.
00:02:06W Koborowie czeka Nina Kunicka, stęskniona, zakochana.
00:02:10Za Kunickiego wyszla z konieczności, by ratować rodzinny majątek.
00:02:14Niech pan rozwiedzie Ninę i ożeni się z nią,
00:02:16namawia Krzepicki, prawa ręka prezesa i doradca.
00:02:19Kunicki to oszust i hochsztapler.
00:02:21Miał jakieś paskudne procesy, trzeba to wykorzystać.
00:02:24Zmuszają Kunickiego do opuszczenia kraju.
00:02:28Wszystko moje, cieszy się Dyzma.
00:02:30Nina, majątek, fabryki.
00:02:33Grube miliony.
00:02:34O, witam panią.
00:03:03Dzień dobry, kochają.
00:03:22Dzień dobry.
00:03:23Dzień dobry.
00:03:25Dzień dobry.
00:03:27Ona rzeczywiście ślicznie wygląda.
00:03:37Ten związek z Dyzmą tak ją odmienił.
00:03:41Przedtem była taka zwiędła.
00:03:44Miłość to bardzo dobra kosmetyk.
00:03:48A pan Dyzma to fenomenalna męcizna.
00:03:51Tak, a skąd hrabinę odmowie?
00:03:54O, ma się ryj won.
00:03:56Pani sama o tym mówila.
00:03:58Wyspa.
00:04:03O czym panie dyskutują?
00:04:05Zastanawiamy się, kto jest przystojniejszy.
00:04:07Czy pan Dyzma, czy pan Krzepicki.
00:04:08O, Zyzio jest oczywiście śliczny.
00:04:16Ale pan Dyzma to typ męża stanu.
00:04:20Wielki człowiek.
00:04:22Nie wiem, czy można oceniać go jak zwykłego mężczyzny.
00:04:27Najmy.
00:04:28Naj, naj.
00:04:30On jest...
00:04:30i był mężczyzny.
00:04:35Koborowo to podobno magnacka fortuna.
00:04:39Becena się nie zamierza pani chyba rozdrapać.
00:04:42Zdaje się, że to pan prowadzi sprawę
00:04:44unieważnienia małżeństwa Niny Kunickiej.
00:04:47Tak, prowadzę.
00:04:49A czy można wiedzieć na jakiej podstawie
00:04:51co będzie powodem unieważnienia?
00:04:53Matrymonium non consumatum.
00:04:55Ha, ha, ha.
00:04:58Ha, ha.
00:04:59Coś pan myśli, że...
00:05:01Ja mam na to niezbite dowody.
00:05:03Mam świadków.
00:05:04Jak to świadków?
00:05:05No.
00:05:06Nie leżeli chyba pod łóżkiem Kunickiego.
00:05:09Najważniejsze są zaświadczenia lekarskie.
00:05:12Pani Nina jest jeszcze dziewicą.
00:05:15Ha, ha, ha.
00:05:15No wie pan.
00:05:16Ha, ha, ha.
00:05:20Coś takiego.
00:05:21Co pan...
00:05:22Co pan powiedział?
00:05:25Cztery pik.
00:05:27Ha, ha, ha.
00:05:29Ha, ha, ha.
00:05:30Pas.
00:05:30Ha, ha, ha, ha.
00:05:35Rozmawiałem z Dyzmą.
00:05:37Zgadza się z projektem ministra skarbu,
00:05:39żeby sprzedać zmagazynowane zboże za granicą.
00:05:41Co?
00:05:42Elastyczny polityk.
00:05:43Myślałem, że będzie protestował.
00:05:45I co za rozum?
00:05:46Zaczekaliśmy się nareszcie wybitnego męża stanu.
00:05:49To jest tam pana odkrycie.
00:05:50Pyczy facet.
00:05:51Jakby co to my za niej uształam.
00:05:53Nino, wszystkie kobiety w Warszawie zazdroszczą Ci Nicodema.
00:05:57Ja?
00:05:57To wielki człowiek.
00:05:58Ja.
00:05:59Kiedy go poznałam, nie wiedziałam, że jest taki wielki.
00:06:03Dopiero teraz.
00:06:05No i dla mnie jest całkiem słabki.
00:06:07Myślę, że chociaż jest taki słabki, nie zjeżdżam go całkowicie.
00:06:11My też lubimy słodycze.
00:06:13O ja?
00:06:13Ja jak nie zniem raz w miesiącu czekolady, to nie mogę spać.
00:06:18To takie żarty.
00:06:19Nie rozumiem, co masz na myśli.
00:06:21Czekolady.
00:06:22Tylko.
00:06:23Chciałem panią oznajmić, że będę miał przyjemność zaprosić na nasze zaręczyny.
00:06:29Grodzie.
00:06:29Grodzie.
00:06:34Terkowski niebywałe.
00:06:38Terkowski.
00:06:40Terkowski.
00:06:41Terkowski.
00:06:51Czekolady.
00:06:52Terkowski.
00:07:11Zgoda narodowa, zjednoczenie umysłów prężnych
00:07:21po pro publico bono.
00:07:25Niemal siłą musiałem sprowadzić pana Terkowskiego.
00:07:31Czas zakończyć właśnie, które podobno dzielą umysły
00:07:36dziejnie służące krajowi.
00:07:38I ma pan tym fakciekiem wielki udziannik w naszym liczbie publicznym.
00:07:50A jakże zdrowie.
00:07:53Ja po sześciu tygodniach odpoczynku czuję się świetnie.
00:07:57Nie uwierzy prezes, ale ubyło mi siedem kilo.
00:08:01Niezła porcja, co?
00:08:03Niczego sobie.
00:08:04Nie ma to jak wypoczynek, prezesie.
00:08:09Zmiana środowiska.
00:08:11Nowi ludzie, nowe sprawy, nowy tryb życia.
00:08:16Pan był w rzeki Stadion?
00:08:18Tak.
00:08:19Odświeżyłem się znakomicie.
00:08:22A wie pan prezes, że miałem przyjemność poznać
00:08:24pańskiego starego znajomego.
00:08:27Bardzo miły człowiek.
00:08:29Kogoś tam?
00:08:33Pana Windera.
00:08:34Bardzo miły człowiek.
00:08:38Winder?
00:08:39Nie znam.
00:08:41A jak to, panie prezesie?
00:08:43Nie przypomina pan sobie rejenta Windera?
00:08:46Nie, nie przypominam sobie.
00:08:48A on bardzo dobrze pana pamięta.
00:08:54Ja mam ten miły staruszek, dużo mi o panu opowiadał.
00:08:58I o Łyskowie.
00:09:01O Łyskowie?
00:09:03A to chyba jakaś pomyłka.
00:09:04Ja nie znam żadnego Windera.
00:09:07No, naturalnie może to pomyłka.
00:09:12Na pewno pomyłka.
00:09:13Tak, tak, no.
00:09:16Być może.
00:09:17Tym bardziej cieszę się, że będziemy wkrótce mogli ją wyjaśnić.
00:09:22W przyszłym tygodniu przyjeżdża do Warszawy rejent Winder.
00:09:28Zaprosiłem go.
00:09:28To bardzo miły człowiek.
00:09:31No, może mówił o kimś, kto nosi pańskie nazwisko.
00:09:34A może to jakiś kuzyn, co?
00:09:39Ha, ha, ha, ha, ha, ha, ha, ha, ha.
00:09:42A już on się nie odczepi.
00:10:00A może by tak wykończyć Windera?
00:10:03Te koski się domyśli.
00:10:09Będzie wiedział, czyja to ręka.
00:10:12Co robić?
00:10:15Co robić?
00:10:16Co robić?
00:10:16Co robić?
00:10:33Czy panu podać śniadanie tutaj?
00:10:43Czy już stąd idzie?
00:10:48A, i niech zadzwoni do banku, że dzisiaj nie przyjdę.
00:10:52Jestem chory.
00:10:54Pan prezes jest chory.
00:10:59Nie przyjmuje, nie przyjmuje niekogo.
00:11:02Kupioj, nie gadać.
00:11:06Hrabina, koniec, Polska i księżna, Rostowska.
00:11:11Dzień dobry.
00:11:11Dzień dobry.
00:11:13Widzę, że nic groźnego.
00:11:27Trochę zmęciony?
00:11:29To, że polecam doktora Kirchnera.
00:11:31Jest domowym lekarzem wielu znanych ludzi.
00:11:33Najlepiej od razu zadzwonić.
00:11:35Drobna niedyspozycja nie przeszkodzi mistrzowi
00:11:38w terminowym wzięciu udziału w misterium.
00:11:41Termin.
00:11:42Mistrz.
00:11:44Przypada jutro.
00:11:45Na nieszczęście mąż pani Koniec Polskiej
00:11:47siedzi w majątku i misterium
00:11:50można urządzić tylko w mieszkaniu Wielkiego Trzynastego.
00:11:53Niech mi panie dadzą święty spokój.
00:11:55Ja nie mam dziś do tego głowy.
00:12:00Wyzdrowieje mistrz do jutra
00:12:02i obowiązek będzie spełniony.
00:12:05Panie mistrz.
00:12:07Pan mieć jakaś przykrość?
00:12:10Przykrość.
00:12:11Ja?
00:12:12Przykrość.
00:12:13Znajdzie się taki gałgan
00:12:15to człowiekowi na łeb włazi.
00:12:16Och, pan chyba każdemu może dać rady.
00:12:20Nie każdemu.
00:12:22Ktoś pod ziemią jak świniar ryje.
00:12:25Kłamie, łże jak pies.
00:12:27Chce człowieka wygryszc.
00:12:30Któż to jest? Powiedz.
00:12:32Kto jest przeciwko tobie?
00:12:33Ja nie mam co gadać.
00:12:36Potrzeba powiedzieć.
00:12:39Potrzeba.
00:12:42Można przecież coś wymyślić.
00:12:45Jakiegoś sposobu.
00:12:51Terkowski.
00:12:57Terkowski?
00:13:00Mistrzu, masz prawo rozkazywać.
00:13:03Czy ten człowiek musi zginąć?
00:13:06Mistrzu, czy ma być usunięty raz na zawsze,
00:13:10czy tylko na jakiś czas?
00:13:12Rozkazuj.
00:13:13Niech pani wyśle tego Terkowskiego do Afryki
00:13:19albo do jakiejś innej cholery.
00:13:21Kiedy?
00:13:22Masz kiedy.
00:13:24No, choćby i dziś.
00:13:26Wesoła z pani kobietą.
00:13:30No ale zostawmy te bajki.
00:13:38Kiedy, misterium?
00:13:39Służbę radzę odprawić.
00:13:43Najlepiej dać im urlop na trzy dni.
00:13:45A my od jutra zaczniemy urządzać tutaj.
00:13:49Wszystko, jak trzeba.
00:13:52Od jutra.
00:13:55Przypięły się, choler.
00:13:56Witaj nam, witaj, panie, życia, miłości i śmierci.
00:14:08Witaj, twór co rozkoszy.
00:14:11Witaj!
00:14:12Witaj!
00:14:13Witaj!
00:14:14Witaj!
00:14:15Witaj!
00:14:16Witaj!
00:14:17Witaj!
00:14:18Witaj!
00:14:19Witaj!
00:14:20Witaj!
00:14:21Witaj!
00:14:22Witaj!
00:14:23Witaj!
00:14:24Witaj!
00:14:25Witaj!
00:14:26Witaj!
00:14:26Witaj!
00:14:27Witaj!
00:14:28Witaj!
00:14:29Witaj!
00:14:30Witaj!
00:14:31Witaj!
00:14:32Witaj!
00:14:33Witaj!
00:14:34Witaj!
00:14:35Witaj!
00:14:36Witaj!
00:14:37Witaj!
00:14:38Witaj!
00:14:39Witaj!
00:14:40Witaj!
00:14:41Witaj!
00:14:42Witaj!
00:14:43Witaj!
00:14:44Witaj!
00:14:45Witaj!
00:14:46Witaj!
00:14:47Witaj!
00:14:48Witaj!
00:14:49Witaj!
00:14:50Witaj!
00:14:51Witaj!
00:14:52Witaj!
00:14:53Witaj!
00:14:54Witaj!
00:14:55PAM, PAM, PAM.
00:15:25Serwus, no!
00:15:27Czytałeś?
00:15:29No, jak to co? Udałeś Greka?
00:15:31Nie wiesz, nie wiesz?
00:15:33No, więźnie Terkowskiego!
00:15:35Dziś wieczorem opuszcza stolice Jan Terkowski,
00:15:39udając się jako ambasador nadzwyczajny Rzeczpospolitej do Argentyny!
00:15:44W związku z nową ukonstytuowaniem się władzy w Argentynie,
00:15:48dotychczasowy szef gabinetu premiera J. Terkowski
00:15:50został mianowany posłem i ministrem pełnomocnym przy rządzie argentyńskim
00:15:53odjeżdża do Buenos Aires!
00:15:56Ura! Ura! Ura!
00:15:58Na pochybę, suki, syna!
00:16:01To mnie, Nicodemowi Dyzmie!
00:16:04W drogę włazi!
00:16:06Tego zawsze diabli wezmą!
00:16:11Nikoś, musiała być grubsza bibka, a?
00:16:14A, żeby je cholera wzięła brać.
00:16:16Ja nie wiedziałem, że ty lubisz takie zabawy.
00:16:18Gdzie tam lubię, co ja lubię?
00:16:20A, więc to wszystko umartwienie, tak?
00:16:25A, he, he!
00:16:27He, he!
00:16:33He, he, he!
00:16:36Muzyka
00:16:53Ninoś, chodźmy dziś do mnie.
00:17:11Tak dawno nie byliśmy.
00:17:12Ninoś jest tylko twoja, ale co sobie ciotka pomyśli?
00:17:26Proszę Cię.
00:17:38Do domu pójdę pieszo w poniedaleku.
00:17:43Ninoś, teraz pójdziemy do mnie.
00:17:57Nie, ja idę do siebie.
00:18:00Koniecznie mówisz.
00:18:02To niemożliwe. Co ciotka sobie pomyśli?
00:18:06Ninoś, na chwilę, na pół godziny.
00:18:09Tak dawno nie byliśmy razem.
00:18:11Czyli ty mnie już nie kochasz?
00:18:13Bardzo, bardzo, ale...
00:18:16Ale nie teraz.
00:18:17Teraz.
00:18:19No dobrze, ale...
00:18:21Jutro powiem, że idziemy do kina.
00:18:25Dziemy do kina.
00:18:55Mam.
00:19:25Nicodem!
00:19:29Mańka!
00:19:31Pamiętasz mnie?
00:19:35A czego chcesz?
00:19:37Tak mnie witasz? Co ja ci złego zrobiłam?
00:19:39A czego chcesz za cholerę?
00:19:41Nicodem!
00:19:43No puść mnie!
00:19:45Bo widzisz, ja bardzo tęskniłam.
00:19:47Bo ja nawet kochanka nie miałam.
00:19:49Wciąż czekałam, wiedziałam, że wrócisz, że nie zapomnisz.
00:19:51A co miałem, zapomnieć albo pamiętać?
00:19:53Ale mówiłeś, że wrócisz.
00:19:55Mało o tej rzeczy się mówi?
00:19:57Odczeprzcie ode mnie.
00:19:59Ale widzisz, ja cię kocham.
00:20:03Wielkie mi mecy. Co noc kochasz innego.
00:20:05Niby co dla przyjemności jestem taka.
00:20:07Dobrze, dobrze.
00:20:09Nicodem, wróć do mnie.
00:20:11Możesz mieszkać u nas za darmo, zapłacę za ciebie.
00:20:15Czego się śmiejesz?
00:20:17A Majka, jaka ty durna jesteś.
00:20:19Już ci się nie podobam.
00:20:21Majka, wybij sobie z zełbaczem z kimś takim, jak ty.
00:20:25Miał do czynienia. Ty wiesz, jaka mam kobiety?
00:20:27No.
00:20:29Ale ja cię kocham.
00:20:33Nicodem, chodź ze mną na noc.
00:20:35Podejdź ode mnie.
00:20:37Dlaczego?
00:20:39Nie mam czasu.
00:20:41Nie pocałujesz mnie?
00:20:43Nicodem.
00:20:45Nicodem, kocham się.
00:20:47Nicodem.
00:20:49Nicodem, kocham się.
00:20:51Nicodem.
00:20:53Ty ścierwo jedno, nie lej za mną, bo ci pysk rozwalę.
00:20:55Ale za co, Nicodem?
00:20:57Pluję na ciebie, rozumiesz?
00:20:59Na wszystko pluję, rozumiesz?
00:21:01Przyczepi się taka dziwka i głosi.
00:21:03I głosi.
00:21:33Czego chcesz?
00:21:35Chcę kawałek.
00:21:39Idź do przodownika.
00:21:41Czego?
00:21:43Chcę wsypać jednego.
00:21:45On zakatrupił bogatego Żyda.
00:21:47Zagarnął kupę forsy.
00:21:49Sam się chwalił i pokazywał.
00:21:51A teraz szykuje się do obróbienia balny.
00:21:53Obygł do wody.
00:21:55Czego?
00:21:57Chcę wsypać jednego.
00:21:59On zakatrupił bogatego Żyda.
00:22:01Zagarnął kupę forsy.
00:22:03Sam się chwalił i pokazywał.
00:22:05A teraz szykuje się do obróbienia balny.
00:22:07A teraz szykuje się do obróbienia balny.
00:22:09A teraz szykuje się do obróbienia banku na Marszałkowski.
00:22:11Banku? Kto taki?
00:22:13Nazywa się Nicodem, Nicodem Dysma.
00:22:15Skąd wiesz o tym?
00:22:16Wiem.
00:22:17A nazwisko?
00:22:19Mańka Warcik.
00:22:21Adres?
00:22:23Ruchmalna 36.
00:22:24Zawód?
00:22:25Dziewczynka.
00:22:26Dlaczego go sypiesz?
00:22:28To moja sprawa.
00:22:30Więc powiadasz, że szykuje się na bank?
00:22:32No, no, no.
00:22:34Uważaj, to ważna sprawa.
00:22:36Jeżeli zełgałaś, pójdziesz do aresztu.
00:22:40Wiem.
00:22:41A gdzie on teraz jest tam? Gdzie ma?
00:22:44W banku.
00:22:45Co?
00:22:46Sama widziałam, jak tam wchodził. Masztamę ze stróżeń.
00:23:02Pan komisarz?
00:23:03Mówił przedawnik Kasperski.
00:23:05Jest doniesienie.
00:23:06Napadł na bank.
00:23:08Dziś.
00:23:10Dobrze?
00:23:11Zatrzymam.
00:23:16Elegancki pan.
00:23:19Kupuję lakierki na ślub.
00:23:21Zawsze o numer większy.
00:23:38Halo?
00:23:39Zgłosiła się do nas, do komisariatu, prostytutka nazwiskiem Barcik,
00:23:43zeznając, że pan prezes robi podkop pod bank zbożowy.
00:23:50Co?
00:23:51No, nie wygląda na wariatka, ale z uporem twierdzi to, co panu prezesowi powiedziałem.
00:23:56Czy pan ją zna?
00:23:58A czwarty?
00:23:59Ona nie wie, że pan jest prezesem banku.
00:24:02Chociaż jej to powiedziałem, nie chcę cofnąć zeznania.
00:24:06Tak, musi mieć do pana prezesa jakąś złość.
00:24:11Czy pan prezes rzeczywiście mieszkał kiedyś na Krochmalnej?
00:24:17Jakże ja nie mieszkałem?
00:24:18Tak, byłem tego pewny.
00:24:21To gadzina.
00:24:22Uśmieje się pan prezes, ale ona twierdzi, że pan zabił i obrabował jednego.
00:24:27Nawet wymienia hotel, w którym pan pokazywał jej zrabowane pieniądze.
00:24:34Co to cholera?
00:24:37Co mam z nią zrobić?
00:24:39Wylać na zbity pysk.
00:24:41Aha.
00:24:42Kiedy ona gwałtem upiera się przy swoich zeznaniach i żąda, by je zaprotokółować.
00:24:47Formalnie rzecz biorąc musiałbym zaprotokółować.
00:24:53A po co? Nie trzeba żadnego protokołu.
00:24:56Tak.
00:24:59To po prostu skłonić ją, aby odwołała fałszywe zeznania?
00:25:05Już wy tam w policji macie swoje sposoby.
00:25:10Aha.
00:25:12Będzie załatwione.
00:25:25Więc radzę ci jeszcze po dobroci.
00:25:29Cofnij zeznanie.
00:25:34Nie chcę.
00:25:36Niech będzie kryminał.
00:25:38Balasek.
00:25:39Znaczycie ją do ostatniego pokoju i wytłumaczcie jej, że składanie fałszywych zeznań na dostojników państwowych nie kalkuluje się.
00:25:49Oto oczekiwane unieważnienie małżeństwa.
00:25:55Ma je pan w ręku.
00:26:04Moje honorarium 4200 zł.
00:26:10Ile?
00:26:124200 zł.
00:26:13Panie prezesie.
00:26:14Pan chyba żartuje.
00:26:15Panie prezesie, miałem zaszczyt od początku uprzedzić pana, że zgodzę się podjąć sprawę pod warunkiem uznania mojego honorarium i wszelkich ubocznych kosztów.
00:26:334 tysiące to razem będzie.
00:26:3560 tysięcy.
00:26:37Pan prezes zechce wziąć pod uwagę, że żaden inny adwokat w tych warunkach nie mógł przeprowadzić unieważnienia.
00:26:45Musiałem wydać znaczne kwoty na sporządzenie dodatkowych zeznań świadków.
00:26:50Ale ci świadkowie nie żyją.
00:26:52No istotnie.
00:26:54Ale nie sądzi pan chyba, panie prezesie, by wydobycie zeznań zza grobu miało kosztować taniej.
00:27:04To znaczy...
00:27:11To znaczy, że skoro trzeba, to trzeba.
00:27:22Urządzi się później wielkie przyjęcie. Musisz się liczyć z tym, że twój narzeczony nie jest prywatnym człowiekiem.
00:27:30Teraz jest?
00:27:31Ach, teraz, teraz.
00:27:34Na mieście wszyscy mówią, że tylko patrzeć, jak zostanie ministrem.
00:27:38A co do podróży, to ja myślę, że lepiej będzie nie jechać.
00:27:43Czy pan prezes uważa, że to niepatriotycznie w dzisiejszych czasach wywozić pieniądze za granicę?
00:27:49Ależ wszyscy tak robią.
00:27:50Właśnie.
00:27:53Właśnie.
00:27:54I źle robią.
00:27:56Każdy grosz wywieziony za granicę, to okradanie własnego państwa.
00:28:01Źle robią.
00:28:02O, masz rację, Niku, była mnie mądra. Pojedziemy do Zakopanego, Krynicy, w Beskidę.
00:28:09Witam.
00:28:11O, jesteś, Ziziu, nareszcie. Bardzo cię w Warszawie brakowało.
00:28:16Świetnie pani wyglądacie.
00:28:18Witam.
00:28:20Proszę.
00:28:24Oddzielnie się pan spisał, panie prezesie. Gratulować już dziś. Kiedyś lub?
00:28:28A jak pan znajduje Koborowo?
00:28:30Magnacka fortuna. Cieszę się, że właśnie mnie powierzyła pani general na administrowanie.
00:28:34Panie, pozwolę, że zabiorę na chwilę rozmowy pana Krzepickiego. Jest jeszcze ciągle sekretarzem banku.
00:28:37O, jest to posiedzenie rządu. Mamy parę spraw do omówienia. Przepraszam.
00:28:45Czyta pan materiały, które panu przesławił?
00:28:47Oczywiście.
00:28:49Jutro jest posiedzenie rządu. Rozmawiałem z ministrem Jaszyńskim.
00:28:53Obiecałem mu moje poparcie dla projektu ministra Skadu.
00:28:57I bardzo źle pan zrobił, panie prezesie.
00:28:59Myślę?
00:29:01To jest najgorszy interes, o jakim słyszałem.
00:29:03Przecież to jest samobójstwo. Jak to teraz, kiedy jest najgorsza koninktura? Sprzedawać zboże?
00:29:09Zboża mamy pod dostatkiem.
00:29:11Cała Europa zalana jest zbożem.
00:29:13Teraz tracimy na tym interesie trzydzieści do czterdziestu procent.
00:29:17Przecież to jest szaleństwo.
00:29:19Poza tym rzucenie takiej ilości zboża na rynek międzynarodowy obniży ceny.
00:29:23I nasze obligacje spadną na pysk.
00:29:26Naprawdę, panie prezesie, gdybym pana nie znał,
00:29:29to bym pomyślał, że pan sam nie orientuje się we własnym planie gospodarczym.
00:29:34Panie Zygmuncie.
00:29:44Ja to specjalnie tak przedstawiłem.
00:29:47Żeby się dowiedzieć, co myśli opozycja.
00:29:52Aha.
00:29:54Tak, bo ja już myślałem.
00:29:57Pan to ma głowę.
00:29:59No.
00:30:01Panie prezesie, zdarza się znakomita okazja.
00:30:05Jutro niech pan zaraz poda się do dymisji.
00:30:09Jutro?
00:30:11Tak.
00:30:12Szkoda stracić tych parę tysiączków pensji.
00:30:18Ja poczekam.
00:30:20Poczekam do ślubu.
00:30:21Nie warto.
00:30:23Rząd zaakceptuje pomysł ministra skarbu.
00:30:27Pan zrezygnuje, bo on morduje bank zbożowy.
00:30:30I pan nie chce brać za to odpowiedzialności.
00:30:33Myśli pan?
00:30:34Oczywiście, cała opinia będzie po naszej, po pańskiej stronie.
00:30:42Pan ma rację.
00:30:45Kryzys gospodarczy jest tak głęboki, że nawet ja nie dam mu rady.
00:30:51Oczywiście.
00:30:52Jedynym sposobem pokrycia niedoboru w budżecie jest sprzedanie zlombardowanego zboża.
00:31:02Można byłoby jeszcze to przemyskutować, to nie jest takie oczywiste.
00:31:05Jak koledzy wiedzą, jestem filologiem i ekonomikę znam na tyle, na ile pozwala mi doświadczenie paru lat.
00:31:15Nie myślę jednak być malowanym ministrem.
00:31:19I jeżeli mój wniosek nie uzyska aprobaty, stanowczo podam się do dymisji, panie premierze.
00:31:26Zasługi pana ministra skarbu są wysoko ocenione i każdy wniosek, jaki pan tu na radzie składał był przyjmowany.
00:31:35Sądzę, że i ten wniosek będzie przyjęty.
00:31:38Przed głosowaniem poproszę pana prezesa Dyzmę o ustosunkowanie się do wniosku.
00:31:43To, co tutaj się mówi, to wszystko jest do chrzanu.
00:31:55Ja może ograniczę się do przeczytania mojej deklaracji.
00:32:02Cała Europa zawalona jest zbożem.
00:32:04Teraz na tej transakcji trzeba stracić 40%.
00:32:07Przecież to szaleństwo.
00:32:08Rzucanie na rynki międzynarodowe tego zboża obniży ceny.
00:32:12Zatem ceny i u nas spadną, a obligacje zbożowe też zlecą na zbity pysk.
00:32:23Rozumiecie, panowie, że w tej sytuacji
00:32:26przeciwny jestem wnioskowi ministra skarbu.
00:32:32Dlaczegoś to pan prezes dziś zajmuje takie nieubłagane stanowisko,
00:32:35skoro wczoraj jeszcze w rozmowie ze mną zapewniał, że w zasadzie godzi się na wniosek?
00:32:44Nigdy tego nie mówiłem.
00:32:45Owszem, mówił pan, że może to i dobre by było.
00:32:54To jest nieprawda.
00:32:58To pan mówi nieprawdę.
00:33:01Może nie tymi słowami mówią, ale oznaczały one zgodę na projekt.
00:33:05Ależ, panie kolego, czy pan nie rozumie, że pan prezes Dyzma użył tylko podstępu,
00:33:11żeby nas zaskoczyć swoją opozycją?
00:33:14Panowie, nie mam nic więcej do gadania.
00:33:19Co miałem powiedzieć? Przeczytałem.
00:33:22Dalej, róbcie jak chcecie.
00:33:28Wniosek ministra skarbu przyjęto.
00:33:30A mnie tam gant z pomada.
00:33:31Ale szkoda banku.
00:33:32I teraz do działania.
00:33:33Niech tylko w prasie ukaże się wiadomość o decyzjach Rady Ministrów.
00:33:38Pan prezes natychmiast z dymisją.
00:33:41Szkoda, panie.
00:33:43Ale pali ślicho.
00:33:46A będzie huczek.
00:33:48A jaki to pochód?
00:33:49A jaki to pochód?
00:33:50Huczek.
00:33:51A w prasie, panie prezesie, w prasie. Przecież oni popełniają szaleństwo.
00:34:07Część prasy stanie po naszej stronie.
00:34:10Ale co mi z tego?
00:34:12Zysk platoniczny.
00:34:14Ale nigdy nie wiadomo, co możemy mieć z tego później.
00:34:22Człania jak z pana?
00:34:24Panie Krzewieckim.
00:34:27Zawsze do usług pana prezesa.
00:34:33Nic się rozumiem, nic nie wiem, ale znowu napierają na nas.
00:34:41Czy Ciebie zgłosili do tego?
00:34:42Panie Bugowniku, pan prezes sam.
00:34:46Zapufaj, wacet.
00:34:48Trzeba było, żeby nie fajdali na głowę.
00:34:51Żeby nie jeździli jak na starej szkapie.
00:34:57Pan minister Jaszoński.
00:34:59Pan wie, co to znaczy?
00:35:01Gabinet musi upaść.
00:35:02Jeszcze tydzień, dwa i musi.
00:35:03Pan wiceminister Ulanicki.
00:35:05Zgnojona, zatłamszą.
00:35:07Chłopie, żeby tak przez siebie opamiętać.
00:35:09Chłopie, no to z jakich powodów?
00:35:11Pan minister komunikacji.
00:35:12Kochanieńki, głuweńka nie od parady.
00:35:13Ale wszystkich przyjaciół na brudzie.
00:35:14Cały gabinecin.
00:35:15Pan minister skarbu.
00:35:16Panie prezesie, rozumiem.
00:35:17Walka polityczna, różnica poglądów.
00:35:18Ale czy to nie za wiele?
00:35:19Panie prezesie,
00:35:23przemyślałem i poradziłem się.
00:35:38Gotów jestem wycofać swą propozycję, choć przegłosowano.
00:35:41Ale czy to nie za wiele?
00:35:44Przemyślałem i poradziłem się.
00:35:45Gotów jestem wycofać swą propozycję, choć przegłosowano.
00:35:51Przegłosowano.
00:36:01Książę Rostocki i poseł Lewandowski.
00:36:06Panie prezesie.
00:36:09Panie Nikodemie.
00:36:18Tak?
00:36:21Dzwonią z zamku.
00:36:28Z powodów osobistych.
00:36:31To wszystko, co mogę powiedzieć.
00:36:35Nie.
00:36:37Nieodwoalna.
00:36:41Wszyscy dzwonią do mnie i proszą, żebym nie zabierała cię.
00:36:46No to od ludzie.
00:36:48Mówią, że tylko dla mnie to robisz.
00:36:49Niku, a może za rok znajdzie się ktoś odpowiedni, kto mógłby zastąpić ciebie w banku i wtedy pojedziemy.
00:36:59Nie ma o czym mówić.
00:37:01Na zamku dymisję przyjętą.
00:37:03Ależ oni będą szczęśli, gdy mimo to zostaniesz.
00:37:08No wiadomo.
00:37:10I kraj na tym zyska?
00:37:13Na pewno zyskałbym.
00:37:14No więc?
00:37:15Ech, nie znasz się na polityce, Nineczko.
00:37:21Ja zrobiłem tak, jak trzeba.
00:37:24A poza tym za bardzo cię kocham.
00:37:28I chcę zostać z tobą w Koborowie.
00:37:31Czy masz do mnie o to żel?
00:37:34Kochany, kochany, jeżeli to tylko dla mnie.
00:37:37Tak, tak.
00:37:46Gnębią mnie sny.
00:37:48Majaki.
00:37:50Nigdy nie będę mógł wrócić do tego uroczego zakątka.
00:37:53I pański wyjazd do Koborowa.
00:37:57Trudno jest być Wielkim Trzynastym na odległość.
00:38:02No ja? My biedne baby.
00:38:06To kogo teraz wybrać na Wielki Trzynasty?
00:38:10Może Vareda.
00:38:12Wojskowy.
00:38:14Samotna willa w Konstancinie.
00:38:16Tam najbezpieczniej spotykacie.
00:38:18A co nie jest?
00:38:21Ibermensch?
00:38:22Uuu.
00:38:24Ja?
00:38:27Moi państwo.
00:38:30Mówcą nie jestem.
00:38:32Nie gonię za frazesami.
00:38:35Zaprosiłem was tutaj, żeby się z wami pożegnać.
00:38:40Pomimo tego, że gwałtem chcą mnie utrzymać na stanowisku,
00:38:44odchodzę.
00:38:46Może wiecie dlaczego.
00:38:48Może nie wiecie.
00:38:50Ale to wszystko jedno.
00:38:53Odchodząc,
00:38:55chciałbym wam podziękować,
00:38:57żeście państwo byli pracowici i służbiści.
00:39:01Żeście pomogli mnie, twórcy tego banku,
00:39:04w jego wzorowym prowadzeniu.
00:39:06Myślę, że zachowacie o mnie dobre wspomnienie, bo byłem dla was jak prawdziwy ojciec i niejeden pod moją ręką, nie chwaląc się, wiele się nauczył.
00:39:21Nie wiem, kto to będzie moim następcą, ale to jedno wam powiem, że musicie go tak samo szanować jak mnie, bo zwierzchnika zawsze szanować trzeba.
00:39:33Chociaż tutaj na pewno nie będzie żaden mąż stanu i może nawet zmartali to, co ja tak dobrze zrobiłem.
00:39:38Ale zwierzchnik to zwierzchnik.
00:39:44Pracujcie dalej dla dobra kochanej ojczyzny, żeby państwo miało korzyść, skoro wam płaci.
00:39:52Żal mi się z wami rozstawać, bo chociaż może i nie byłem delikatny, ale taka już moja natura.
00:40:02A sercem z wami związałem się.
00:40:07Ścigodnemu panu Nicodemowi Dyźmie, znakomitemu ekonomiście, twórcym, założycielowi, organizatorowi i pierwszemu prezesowi Państwowego Banku Zbożowego, wdzięczni podwłady.
00:40:34Rząd zrobił, jak chciała, co z tego będzie. Zobaczcie.
00:40:42Rząd zrobił, jak chciała, co z tego będzie. Zobaczcie.
00:40:47Rząd zrobił, jak chciała, co z tego będzie. Zobaczcie.
00:40:51Rząd zrobił, jak chciała, co z tego będzie.
00:41:04Dzień dobry.
00:41:28Dzień dobry.
00:41:30A, mój szanowny kolega.
00:41:36Odstaw no kolego tę parszywą kaszkę.
00:41:42No jedz, jedz.
00:41:52Jak zdrowie pańskie?
00:41:54Słyszałem, że ciężko pan chorował.
00:41:56Niech się kolega o moje zdrowie nie troszczy.
00:42:00Ja się nie troszczę jako kolega.
00:42:02Tylko jako szwagier.
00:42:04Co?
00:42:06Jako pański szwagier.
00:42:08Co to znaczy?
00:42:10To znaczy, że jesteśmy szwagrami.
00:42:12Ożeniłem się z pańską siostrą.
00:42:14Użesz, ty bezczelny bałman!
00:42:16Użesz, ty bezczelny bałman!
00:42:18Czy pan ustawie mu gołżeń?
00:42:20Pójdź mi stąd!
00:42:21Pójdź mi stąd!
00:42:22Pójdź mi stąd!
00:42:23Pójdź mi stąd!
00:42:24Po diabła!
00:42:26Pójdź mi stąd!
00:42:30No!
00:42:56Więc widzisz, hrabio, że ze mną nie ma żartów.
00:43:00Powiadam.
00:43:02Przedwczoraj ożeniłem się z pańską siostrą.
00:43:05Co hrabia o tym sądzi?
00:43:07To skandal.
00:43:08Dlaczego skandal?
00:43:10Jak mogła hrabianka ponimirska wyjść za takiego gbura i chama?
00:43:14Za takiego człowieka gminnego jak pan...
00:43:17Jak panie...
00:43:19Jak pan się nazywa?
00:43:22Dyzma.
00:43:24Śmieszne nazwisko.
00:43:25Wolałby pan, żeby dalej była żoną Kunika?
00:43:27O nie, nie, nie.
00:43:28Przypuszczam, że pan nie będzie gorszym łajdakiem niż ten Kunik.
00:43:31Zresztą pan jesteś na to za głupi.
00:43:32Niech się hrabia liczy ze słowami.
00:43:36Zamiast mnie obrażać, dziękuję pan Bogu.
00:43:39Ja nie będę się znęcał nad panem jak pański pierwszy szwagier.
00:43:45Przeniesie się pana do zamku.
00:43:47Będzie pan miał całkowitą swobodę.
00:43:51Będziemy żyć razem, we trójkę jadać razem,
00:43:58gości wyjeżdżać razem i gości przyjmować.
00:44:00Mówi pan serio?
00:44:01Zupełnie serio.
00:44:02I będą mi dawali konia pod wierzch?
00:44:03Wszystko.
00:44:04Będziesz zupełnie swobodny.
00:44:06Ja ci dam nawet parę groszy na drobne wydatki.
00:44:08Długi pańskie już spłaciłem.
00:44:11O!
00:44:12Tak.
00:44:13Tylko, że ja też mam pewne swoje warunki.
00:44:17Jakie?
00:44:18Nie śmiesz pan powiedzieć, że to co pan opowiadałeś o mnie o tym Oxfordzie, o tej Kurlandii, że to jest nieprawda.
00:44:31Ludzie wierzą w ten absurd?
00:44:33A dlaczego mają nie wierzyć?
00:44:35Dość spojrzeć na pana.
00:44:36Nie.
00:44:37Twój interes.
00:44:38Masz milczeć.
00:44:39A po drugie, tak po cichu, żeby nikt nie wiedział, musisz mnie trochę poduczyć po angielsku.
00:44:45Ja.
00:44:46Ja mam chamów uczyć.
00:44:47Głupia małpo.
00:44:48No.
00:44:49No.
00:44:50Albo zrobisz tak jak ci każę, albo w trymigacie przeflancuję do tworek.
00:44:53Brutus.
00:44:54Brutus.
00:44:55Słyszysz?
00:44:56Znowu twojego pana chcą umieścić w domu wariatów.
00:44:57No.
00:44:58Wybieraj jak wolisz.
00:45:00Proszę, do mnie nie mówisz na ty.
00:45:02A, teraz jesteśmy szwagrami?
00:45:04Teraz powinniśmy sobie mówić na ty.
00:45:07Ciekawe.
00:45:08Pan nie czuje dystansu, jaki nas dzieli?
00:45:10Jaki dystans?
00:45:11Chyba ten, że ja jestem normalny, a ty masz fiksą dyrdą we łbie.
00:45:15No, wybieraj.
00:45:16Tylko pamiętaj, ze mną żartów nie ma.
00:45:18A i w mordę potrafię tak dać, że wszystkie zabywy lecą.
00:45:21Naprawdę to ciekawe.
00:45:22Ja słyszałem, że są takie uderzenia, ale nigdy nie widziałem.
00:45:25Zawołam Antoniku, niech pan na nim zademonstruje takie uderzenie.
00:45:28Ja nie Antoniemu dam w mordę, a tobie.
00:45:31No więc tak, wybieraj.
00:45:33Co wolisz?
00:45:34No, szybko, wybieraj.
00:45:38Co za poniżenie, co za upadek.
00:45:40Mam tego murzyka nazywać na ty i jeszcze pakować angielszczyznę w ten tempy łeb.
00:45:47No.
00:45:49To bądź zdrów.
00:45:50Nie, nie, nie, niech pan jeszcze zostanie, bo mnie się nudzi samemu.
00:45:53A nie będziesz, sam jeszcze dzisiaj przefrancuje cię do tworek.
00:45:55Nie, to ja, to ja zgadzam się na wszystko.
00:46:00Nie będziesz pułapał dziobem?
00:46:01Nie.
00:46:02Będziesz mnie uczył?
00:46:03Będę.
00:46:04Jak mam na imię?
00:46:05Ja nie pamiętam, to jakieś idiotyczne imię.
00:46:06Nicodem.
00:46:07Nicodem.
00:46:08No. W porządku?
00:46:09Tak.
00:46:10Zgoda?
00:46:11Tak.
00:46:12Serbuj.
00:46:13Serbuj.
00:46:14No.
00:46:15No.
00:46:18Antoni!
00:46:19Antoni!
00:46:20Czemuś zamilczał przede mną?
00:46:22Co zamilczałem?
00:46:23No jak to do życiu?
00:46:24Siostra wychodzi za mąż, ty stary ośle, pakuj się.
00:46:26Przeprowadzamy się.
00:46:27Gdzie?
00:46:28Do małacu!
00:46:36Tak, tak.
00:46:37Potrzebny nam to silny, z ręką twardą, zdecydowaną.
00:46:42A tu, panie, trzeba siły.
00:46:44Siły, panie.
00:46:45Bo znowu zawisła nad nami, klęska o rodzaju, co kryzys opanuje.
00:46:49To smutne.
00:46:50No.
00:46:51Będę polemizował.
00:46:53Zgadzam się z państwem, ale niestety prawdziwe.
00:46:57Telefon, no jaśnie pana.
00:47:01No i proszę o podzieć co było dalej.
00:47:02Proszę bardzo.
00:47:03Dziękuję bardzo, dziękuję.
00:47:04No więc dalej to tak.
00:47:05On wyjechał do Australii, natomiast ona...
00:47:06Ona...
00:47:07Nie, nie, tego nie wypada.
00:47:08No proszę, proszę.
00:47:09Zapraszam.
00:47:10Nie bardzo.
00:47:11Dobrze.
00:47:12Proszę.
00:47:13Jezus Maria.
00:47:14Uważnie.
00:47:15Uważnie.
00:47:24Gabinet upadł.
00:47:25Proszę Państwa, miałem wiadomość.
00:47:29Gabinet podał się do dymisji.
00:47:32Co?
00:47:33I dymisja została przyjęta.
00:47:35Cholera.
00:47:37Proszę Państwa.
00:47:38Yes.
00:47:39Zdrowia, gospodyni.
00:47:41Co z tego może wyjść?
00:47:42Ale teraz, panie, kto silną ręką ujmie ster?
00:47:54Niku, a kto twoim zdaniem powinien teraz zostać premierem?
00:47:58Co ja wiem?
00:47:59Jednakże.
00:48:00Wiesz, jak nie Troszczyński, to może... może Jaszyński?
00:48:13O mój rozmarynie, rozwijaj się.
00:48:20O mój rozmarynie, rozwijaj się.
00:48:28Pójdę do dziewczyny, pójdę do jedynej...
00:48:34Wacek!
00:48:36Szkoda, że nie mam przy sobie mandoliny.
00:48:39Pan prezes gra na mandolinie?
00:48:41Nikodem?
00:48:42A szczególnie lubię grać w księżycową noc.
00:48:46Księżyc horyzontem pachnie.
00:48:49Nikodem?
00:48:50A może zaśpiewamy naszą oksforską piosenkę wioślarską?
00:48:53Ja nie umiem!
00:48:55Jak to nie umiesz?
00:48:57Nie pamiętasz jak wręczyliśmy na zanisie?
00:49:27Może się przyjdziemy, pan Ignacy?
00:49:32No, co tam nowego u pana prezesa?
00:49:50Oczywiście chciałem to jakoś załatwić.
00:49:56Jak dotąd.
00:49:57Dobrze, przyjechał.
00:49:58Pan dyrektor Litwinek.
00:50:00Dyrektor gabinetu prezydenta?
00:50:02Tak jest.
00:50:03Dyrektor gabinetu prezydenta.
00:50:19Na podróż jak przeszła?
00:50:21Dziękuję bardzo, że upał tylko dotknijmy.
00:50:25Przepraszam.
00:50:26Przepraszam.
00:50:31Gdzie Dyzma?
00:50:32Gdzie jest Dyzma?
00:50:33Pan prezes właśnie się osusza po przymusowej kąpieli.
00:50:36Przepraszam bardzo.
00:50:38Przepraszam bardzo.
00:50:39Przepraszam bardzo.
00:50:40Przepraszam bardzo.
00:50:41Przepraszam bardzo.
00:50:47Witam, dyrektorze.
00:51:05Witamy w naszej samotni.
00:51:09Bardzo nam miło.
00:51:12Czym zasłużyliśmy o tak wielką łaskawość?
00:51:17A, a co tam w Warszawie? Jak tam przesilenie rządowe?
00:51:23Właśnie w tej sprawie miałem zaszczyt tu przybyć.
00:51:30Nie rozumiem. Jak to w tej sprawie?
00:51:39Wielce szanowny panie prezesie,
00:51:42przybywam tutaj z polecenia pana prezydenta,
00:51:45by w jego imieniu prosić pana
00:51:47o przyjęcie misji tworzenia nowego rządu.
00:51:51Oto list odręczny.
00:51:57List odręczny pana prezydenta.
00:52:01Że co?
00:52:04Pan prezydent ma nadzieję,
00:52:05że pan prezes stworzy nowy gabinet
00:52:07i stanie na jego czele.
00:52:09Pan prezydent nie wątpi,
00:52:17że pan prezes nie odmówi mu.
00:52:19Zwłaszcza dziś,
00:52:21w dobie ciężkich powiklań politycznych
00:52:23i ostrego kryzysu gospodarczego,
00:52:27kiedy trzeba ratować kraj
00:52:28przed staczaniem się
00:52:29po równi pochyłej.
00:52:32Pan prezydent wierzy,
00:52:33że właśnie pan, który cieszy się
00:52:35nie tylko jego, ale
00:52:36całego społeczeństwa zaufaniem
00:52:39skutecznie temu podoba.
00:52:41Że wysoki autorytet,
00:52:43wiedza i doświadczenie,
00:52:45jakie są pana udziałem,
00:52:46dadzą pełną rękojmię,
00:52:48iż stworzy pan rząd silnej ręki.
00:52:51Że podźwignie pan pomyślność kraju,
00:52:54który stać utęsknieniem
00:52:55czeka na silnego człowieka.
00:53:00Pozwoli pan,
00:53:01że również ze swojej strony
00:53:02dołączę skromne zapewnienie,
00:53:05że wierzę,
00:53:06iż tylko pan jest
00:53:07w stanie tego dokonać.
00:53:09Panie premierze.
00:53:15Zechce pan premier przyjąć
00:53:17serdeczne gratulacje.
00:53:21Oczekuję łaskawej odpowiedzi
00:53:22pana premiera.
00:53:27Proszę pół godziny czasu do namysłu.
00:53:30Panie Krzepicki, za mną.
00:53:32Witam cię serdecznie.
00:53:41Cieszę cię, że to jest tak.
00:53:59Otóż widzi pan,
00:54:00zastanawiam się, co robić.
00:54:04Jak to się pan zastanawia?
00:54:06Przecież to jasne.
00:54:07Taka władza.
00:54:10To nie jest jakiś tam bank.
00:54:13To jest całe państwo.
00:54:14No i cóż z tego?
00:54:16A to, że mogę sobie
00:54:17nie dać z tym rady.
00:54:23Znajdziemy jakiś pomysł.
00:54:25Oto się nie boję, co jak co,
00:54:26ale pomysłów
00:54:26to już panu prezesowi nie brak.
00:54:30Niech pan sobie wyobrazi.
00:54:33Obejmuje pan
00:54:34rząd.
00:54:37Ludzie są zadowoleni.
00:54:39Społeczeństwo jest usatysfakcjonowane.
00:54:42Potem robi pan
00:54:43efektowne posunięcie.
00:54:45A jeszcze do tego niech przyjdzie
00:54:47dobra koniunktura?
00:54:48A jak nie przyjdzie?
00:54:51To się zblamuje i tyle.
00:54:53Eee.
00:54:59Chodź, Ninoś, chodź.
00:55:00Niech pan sobie wyobrazi,
00:55:02że pan prezes ciągle się waha.
00:55:05Widzisz, Ninoś,
00:55:07to wszystko nie jest takie proste.
00:55:09A poza tym dobrze mi tu w Koborowie.
00:55:12Kochany.
00:55:14Jakiś ty kochany.
00:55:15Ale nie, Niku,
00:55:16nie posądzaj mnie,
00:55:18broń Boże, o egoizm.
00:55:19Zapewniam cię,
00:55:20że wolę być z tobą tutaj,
00:55:21niż nazywać się
00:55:22panią premierową.
00:55:24Ale jeśli z miłości dla mnie
00:55:26pozbawisz kraj
00:55:27swojej ręki kierowniczej,
00:55:28ja...
00:55:29ja sobie tego nigdy nie wybaczę.
00:55:31Moim zdaniem
00:55:32powinieneś
00:55:34ratować kraj.
00:55:36Zostaw, zostaw.
00:55:40Tak myślisz.
00:55:41Wiem.
00:55:47Mam pomysł.
00:55:50Zaraz po objęciu urzędowania
00:55:51jedziemy do Londynu.
00:55:52Po co?
00:55:54Po pożyczkę.
00:55:56Kto inny by nie dostał,
00:55:57ale przecież pan prezes ma tam
00:55:58tylu kolegów z Oksfordu.
00:56:03Zastanowię się.
00:56:05Przejdę się i się zastanowię.
00:56:06Chociaż...
00:56:07Prezes się waha.
00:56:19Bardzo poważnie się zastanawia.
00:56:21Boję się.
00:56:24Kraj jest w rozpaczliwym,
00:56:26dosłownie rozpaczliwym położeniu.
00:56:28Doprawdy nie widzę nikogo,
00:56:30kto mógłby Nikodema w tym zastąpić.
00:56:31Obradził się oczywiście.
00:56:36Obradził się, że mu zabrali bank zbożowy
00:56:38i teraz się zastanawiam.
00:56:41Mnie się zdaje,
00:56:43że na wątpliwości pana prezesa
00:56:45wpływa kwestia uczuć
00:56:46w stosunku do mojej siostrzenicy.
00:56:48Pobrali się przecież
00:56:50zaledwie kilka miesięcy temu.
00:56:52A urząd premiera
00:56:53pochania więcej godzin
00:56:55niż je zawiera doba.
00:56:57O, pan prezes
00:56:59jest naturą głęboką, czuciową.
00:57:02Chociaż umie to ukryć się.
00:57:04My kobiety znamy się na tym.
00:57:07Widać ma jakieś powody,
00:57:09że się zastanawia.
00:57:10Ale przecież kraj
00:57:11stacza się w przepaści.
00:57:13A może prezes nie widzi
00:57:14jeszcze tak wielkiego niebezpieczeństwa,
00:57:16by osobiście musiał
00:57:17uspieszyć z pomocą?
00:57:18Przecież już raz ratował.
00:57:21I to jak skutecznie?
00:57:22Cincynatus.
00:57:24Daje się wyrwać od pługa
00:57:26tylko w razie ostatecznego niebezpieczeństwa.
00:57:30Wielki człowiek.
00:57:34Co oni we mnie widzą?
00:57:37I Nina na mnie liczy.
00:57:45Fuf, jest we mnie.
00:57:47Coś...
00:57:48Coś...
00:57:48Nie wiem, co mam zrobić.
00:57:52Pakowałem się z tym angielskim.
00:57:55Cholerny Oxford.
00:57:57Przecież oni od razu się zorientują,
00:57:59że ja ani B, ani M.
00:58:03Żorż mnie na usie.
00:58:04Z czego się pan śmieje?
00:58:08Z czego?
00:58:10Nie z czego, moi państwo, tylko z kogo?
00:58:16Z was się śmieje.
00:58:18Z was!
00:58:19A nie!
00:58:20Mierdzieć!
00:58:21Za pristis!
00:58:22Z was się śmieje.
00:58:24Z was!
00:58:24Ha, ha, ha, ha!
00:58:26Elita!
00:58:28Elita!
00:58:28Otóż oświadczam wam,
00:58:31że wasz mąż stanu,
00:58:32wasz wielki człowiek,
00:58:33wasz nikodem dyzma
00:58:34to oszust, łajdak,
00:58:37hockstabler
00:58:38i kompletny kretyk.
00:58:41Idiota,
00:58:42który nie ma sielonego pojęcia
00:58:43nie tylko o ekonomii,
00:58:45ale i ortografii.
00:58:47Spójrzcie na jego gębę,
00:58:49na jego prostackie maniery.
00:58:51Przecież to skończony tuman.
00:58:52Ha, ha, ha!
00:58:56Daje słowo honoru,
00:58:58że nie tylko w żadnym Oxfordzie nie był,
00:59:00ale nie zna również żadnego języka.
00:59:03To wy,
00:59:05wy sami
00:59:07wylindowaliście to bydle na piedestał.
00:59:11Wy!
00:59:13I z was się śmieje, głupcy!
00:59:16Z was!
00:59:18Co to jest?
00:59:19Co to ma znaczenie?
00:59:20Co to ma znaczenie?
00:59:26Co to jest?
00:59:31I kim jest ten pan?
00:59:33Proszę wybaczyć, panie dyrektorze,
00:59:35to musisz cenić.
00:59:37A szwagier pana prezesa,
00:59:39zwykle w was spokojny.
00:59:42Jest pełna rozumu.
00:59:43To wariac.
00:59:45Biedny chłopak.
00:59:47Ach tak.
00:59:50Wariac.
00:59:51Proszę państwa, zaraz proszę.
00:59:52Proszę.
00:59:52Proszę państwa, zaraz proszę.
00:59:52Proszę.
00:59:52Proszę państwa, zaraz proszę.
00:59:54to stilly.
00:59:54Niech.
00:59:56Przez.
00:59:59Niech.
00:59:59Ha, ha, ha, ha, ha, ha, ha.
01:00:29KONIEC
01:00:59KONIEC
01:01:29KONIEC
01:01:59KONIEC
Comments