- 14 minutes ago
Wźięte z strony Domeny publicznej Wolne Lektury.pl
Czyta realnym głosem sakura-haruno18
Autorka Sigrid Undset Tłumaczone przez panią Katarzynę Tunkiel
Książka ma tytuł Pani Marta Oulie
Zapraszam do współpracy chętnie podejmę współpracę
KONTAKT
E-mail: sakura-haruno18@wp.pl
Discord Nanokarin:
https://nanokarrin.pl/discord.com/inv...
sakuraharuno18
Czyta realnym głosem sakura-haruno18
Autorka Sigrid Undset Tłumaczone przez panią Katarzynę Tunkiel
Książka ma tytuł Pani Marta Oulie
Zapraszam do współpracy chętnie podejmę współpracę
KONTAKT
E-mail: sakura-haruno18@wp.pl
Discord Nanokarin:
https://nanokarrin.pl/discord.com/inv...
sakuraharuno18
Category
📺
TVTranscript
00:00:00W okresie, gdy załatwił sprawy związane z nową firmą, naturalnie sporo u nas bywał.
00:00:06Często też wychodziliśmy gdzieś razem we troje do teatru, na kolację, do restauracji itd.
00:00:12Othien żywił wobec Hendrika nie opisany podziw.
00:00:16Ja od początku naprawdę najbardziej cieszyłam się, że tyle u nas jest,
00:00:21bo w pewien sposób zbliżało to mnie do Othien i do siebie.
00:00:25We troje rozmawialiśmy o wielu sprawach, Hendrik zawsze lubił rozmawiać.
00:00:30Dzieliliśmy się więc pomysłami, jak w dawnych czasach u ciotki Goliad i na stacjach u Hendryka.
00:00:39Co zrozumiałe, tym razem było zdecydowanie inaczej.
00:00:43Chociażby z tego powodu, że teraz wszyscy mogliśmy mówić na podstawie własnych doświadczeń,
00:00:49rozmawialiśmy więc znacznie mniej.
00:00:52Zresztą Hendrik nabrał pewien pościągliwości, ale zawsze dobrze robił mu,
00:00:58kiedy mógł wygłosić krótki, uporządkowany wykład na dowolny temat.
00:01:02Myślę, że chciał nam pomóc.
00:01:04Dość dobrze znał nas oboje.
00:01:06Przyszedł z zewnątrz, widział nasą sytuację w domu.
00:01:10Najwyraźniej prędko zrozumiał.
00:01:12To zawsze on kierował rozmowy na tematy, które pośrednio dotyczyły naszego związku.
00:01:18Zawsze ograniczał się do ogólników.
00:01:20Wszyscy troje udawaliśmy, że w ogóle nie mówimy o sobie.
00:01:24A jednak mnie i o Tien udawało się powiedzieć sobie tak wiele.
00:01:29Hendrik zaś przyznawał rację do jednemu z nas, do drugiemu.
00:01:33I formowała błęty, dzięki którym oboje zwracaliśmy uwagę na wiele spraw,
00:01:39których wcześniej nie rozumieliśmy.
00:01:41Chociaż tak kwiliśmy tym samym.
00:01:44Była to więc pewna forma rozrachunku albo porządków i nie mogę zaprzeczyć.
00:01:49Po takim sprzątaniu czułam się nieco pusta środką.
00:01:53Było to groźne uczucie.
00:01:55Czułam się bowiem tak dobrze i miałam mnóstwo czasu, żeby zajmować się sobą.
00:02:00Od jon, jak to on, dawał się jeszcze bardziej mieć mnie na uwadze.
00:02:05W końcu już od lat urządzał mi życie, nie myśląc, że może w ogóle nie jestem zachwycona domem,
00:02:11towarzystwem i zwyczajami, które dla nas obojka wprowadzą.
00:02:15Nie chodziło mi do głowy, że moje opinie są czymś innym niż wymysłami,
00:02:20do których nie miał czasu się odnosić.
00:02:24Zwyczajnie zajęty robieniem wszystkiego, by było mi dobrze.
00:02:28A teraz?
00:02:29Nagle te same opinie słyszałam z ust Henryka.
00:02:32Myślę, że zdecydowana większość mężczyzn bardziej słucha szanowanego przez siebie przyjaciela niż własnej.
00:02:38Od jakichś ośmiu, dziesięciu lat żony.
00:02:41Oto on w każdym razie słuchał.
00:02:45Poza tym mocno rosła też moja pewność siebie.
00:02:48Wystawałam się przedmiotem uwagi oraz współczucia Henryka.
00:02:53Przez zawsze odrobinę go podziwiałam, jako że był przystojnym i lekwętnym.
00:02:59Teraz po powrocie z zagranicy zainteresował mnie na nowo.
00:03:03Odświeżenie dawnej, zażyłej relacji miało sobie pewną pikanterię.
00:03:09Podobno dużo żył przez te lata, we wielkim znaczeniu tego słowa.
00:03:15Oto on dawał mi to do zrozumienia.
00:03:17A panie, wśród których się obracałam, chętnie o tym rozmawiały.
00:03:22Uważały go za szlachetnie interesującego i słodkiego.
00:03:26Pozostawały pod jego wielkim wrażeniem.
00:03:29A ja byłam z nim tak mocno zżyta, że ich poglądy wpływały na mnie bardziej niż dawałam po sobie poznać.
00:03:37Płynęłam za tym dość biernie z prądem pielęgnując swoje nastroje.
00:03:41Hendryk urządził sobie urocze, kawalerskie mieszkanie na poddaszu na Mont-Condrien.
00:03:47Oto on i ja regularnie spędzaliśmy tam wieczory.
00:03:51Ja na starej narożnej kanapie na balkonie rozmawiają z Hendrykiem, który pokazywał mi swoje teczki i sztukę.
00:03:59Oto on zaś przy fortepianie był wtedy wyjątkowo zajęty swoją muzyką.
00:04:04Pobierał lekcję u pana on na rię i ćwiczył trudne utwory.
00:04:09Dla mnie wieczory w spokojnych, stylowych salonach Hendryka stanowiły czysty odpoczynek.
00:04:14Niech to diabli, ale ten Hendryk elegancko mieszka.
00:04:17Powiedział Oto on kiedyś.
00:04:19Wieczór, kiedy szliśmy do domu.
00:04:21To coś zupełnie innego niż na przykład nasz dom.
00:04:24Tak, zgadzam się.
00:04:25To tobie należą się wyrazy uznania za nasz dom.
00:04:28Ale jeśli cię to nie podoba, to Boże broń.
00:04:31Jasne, że jest u nas uroczo i przyjemnie.
00:04:34Chodzi mi o to, że nie jest tak ogólnie jak u Hendryka.
00:04:38Nie mam w tych sprawach rozeznania.
00:04:41Dodałam po chwili, ale w zasadzie to nie rozumiem, Marto.
00:04:45Myślę sobie, że dałabyś radę urządzić nas w takim stylu.
00:04:49Nie wiem nawet o co pokłóciliśmy się tego popołudnia.
00:04:52O jakąś błahostkę.
00:04:54Ale byłam nie w sosie, bo umęczyłam się.
00:04:57Szukając dzieci na przyjęciem, siedzieliśmy na balkonie, pijąc kawę, nalegał na coś, aż w końcu Otion wybuchnął.
00:05:05Musisz wybaczyć, poznać się, że są rzeczy, na których nie znasz się najlepiej od innych.
00:05:12W tej samej chwili przyszedł Hendryk, a zaraz potem dzieci w hurtownikach od jen i zjawił się po naszym.
00:05:19Często o złości u mnie naiwny, połudził Otion dla tych wielkomieszczańskich dzieciaków, zwłaszcza dla przemądrzałych, miniaturowych dam z naszego vendettum.
00:05:31Czuł się wręcz zaszczycony tym, że jego dzieci mają z nimi przebywać.
00:05:37Teraz siedział na poręcznym balkonu, słuchając jak mała Judit w najlepsze opowiada o wszystkich balach, na których była w tej zimy.
00:05:47Bez trudu dało się poznać, że dziewczynka kłamie w swoich przechwałkach, ale Otion pozostawał pod wrażeniem.
00:05:54Nagle rozegrał się krzyk, ale Freda, który najwyraźniej wdał się w bójkę z Enierem, oto wpadł do środka, żeby zobaczyć, co się wyprawia.
00:06:05Zaraz gdy pobiegł Hendryk i ja, popatrzyliśmy na siebie, uśmiechniliśmy się.
00:06:11Było w tym uśmiechu, co sprawiało, że zastydziłam się.
00:06:15Czułam, że Hendryk zareagował tak samo, więc jakby na swoją obronę zaczęłam mówić po raz pierwszy bez ogródek o moim i Otion związku.
00:06:25Był to niemal zarzut wobec mojego męża.
00:06:28On niczego nie widzi, powiedział, jakby na uspokojenie, ale było to zarzut.
00:06:33Tak, nie widzi, że jesteś inna, powiedział przyjaciel Otion.
00:06:37Też próbując się bronić, choć wpadło to zdumiewająco blado.
00:06:42Kiedy Otion wrócił, zatrzymał się przy moim fotelu, pocałował mnie i podniósł z miejsca.
00:06:48Też nieładnie Marcie w tej sutni, część nie jest urocza.
00:06:52Zrobił to, bym zapomniała, że wcześniej się oburzył, potem poszedł.
00:06:57Gratuluję nowej sutni, powiedział Hendryk i popatrzył na mnie przez chwilę.
00:07:02Następnie szybko spuścił wzrok, ale nie dość szybko.
00:07:05Głos też miał jakiś dziwny.
00:07:07Serce zabiło mi przez to mocniej.
00:07:09On się w tobie kocha.
00:07:11Nic sobie wtedy nie pomyślałam, lecz uznałam to za zabawne.
00:07:15Siedemnastoletni podlotek nie zareagował.
00:07:20Bardziej bezmyślnie nie ucieszyłby się z większym cynizmem.
00:07:25Tamtego wieczoru kokietowałam Hendryka świadomie i dość prostacko.
00:07:30Miał w budzie guziki, który mnie uwierał.
00:07:36Więc rzuciłam but i poprosiłam Hendryka, żeby zgiął ten guzik, uderzając go o kamienie.
00:07:45Uczynił to i oddał mi but.
00:07:47Niesamowite, jaka jesteś elegancka, powiedział Hendryk.
00:07:51Codziennie nosisz jedwane pończochy.
00:07:54Tyle stoją ich od jony.
00:07:57Odparłam.
00:07:58Zagustował w nich w Paryżu.
00:08:00Po czym powiedziałam, jak tańczyłam dla niego kankana.
00:08:05Hendryk miał minę, jakby zjadł coś gorzkiego.
00:08:08Do prawdy powinnaś jeszcze kiedyś spróbować.
00:08:12Myślę, że teraz niewiele by to pomogło, powiedziałam.
00:08:17Zeszliśmy do ogrodu.
00:08:19Bo widzisz, Otyon uważa, że na wszystko jest czas.
00:08:22Dla niego czas kankana już minął.
00:08:26Teraz mam być miło w naszym przytulnym domku.
00:08:31A jeśli mi nie jest miło, to już tylko mój problem.
00:08:35Bo on nawet tego nie zaważa.
00:08:37Nie dlatego, że o mnie nie myśli.
00:08:40To pewnie akurat robi.
00:08:42Ale myśli o mnie zawsze jak o swojej własnej, wyjątkowej rzeczy.
00:08:47I znów rozmawialiśmy o Otyonie.
00:08:51W pewnym sensie on bardziej myśli o wszystkich innych niż o samym sobie.
00:08:57Ale ci inni w jakiś sensie myślą być jego ludźmi.
00:09:02Dlatego też tak ciężko pracuje.
00:09:04Bo w gruncie rzeczy pracuje tylko dla siebie, na siebie.
00:09:08Chyba nie umiałby pracować tak po prostu.
00:09:11Z miejsca by umarł i to z radością.
00:09:14Za ciebie lub dzieci.
00:09:16Ale z jakiejś sprawy.
00:09:18Nigdy.
00:09:19Parobek.
00:09:21Przemknęło mi przez myśl.
00:09:23Natychmiast poczułam, że nie.
00:09:25Nie mam prawa tak mówić.
00:09:27Brzydkie to.
00:09:28I niekczemny.
00:09:29Afe.
00:09:31Próbowałam wymazać to słowo.
00:09:34Ale już nie jego efekt.
00:09:36Bo chciałam patrzeć nad ją na niece z góry.
00:09:39Biedaczyna męczy się, by tak najszybciej spełnić wszystkie twoje życzenia.
00:09:48A to, że nie masz nawet czasu sobie czegoś zażyczyć.
00:09:52A nigdy nie wpadnie mu do głowy, że jakiś członek mógłby życzyć sobie czegoś innego niż on.
00:09:59Widzisz, on już dawno zapomniał, że nie urodziłaś się Martą Otyę.
00:10:05Hendryku, powiedziałam.
00:10:08Czasem życzyłabym sobie, żeby nie był tak skrasznie miły.
00:10:12Wolałabym wręcz, żeby mnie bił.
00:10:14Bo na to tutaj nie ma żadnej rady.
00:10:17By też chyba jest jakieś nieco winna.
00:10:23Bo mogłabyś trochę bardziej się bronić.
00:10:26Kiedy byłam zakochana, nie mogłam.
00:10:28A teraz później?
00:10:30Później?
00:10:31Powiedział Hendryk tonem, który nagle zasiał we mnie niepewność.
00:10:36Więc spuściłam wzrok i powoli rzekłam.
00:10:40Później to później.
00:10:41Nie da się nic na to poradzić.
00:10:44Bądź jak Otyon, powiedział Hendryk z mocą.
00:10:47To jest rada.
00:10:48Otyon tyle ci, bo wiem.
00:10:51To człowiek, który rozumie jak żyć.
00:10:53Ludzie nazywają życiem.
00:10:55Gdy mężczyzna wie to człowiek, który jest rada.
00:11:01Otyon tyle ci powiem.
00:11:03To człowiek, który rozumie jak żyć.
00:11:05Ludzie nazywają życiem.
00:11:07Gdy mężczyzna idzie w tango, żeby dać ujście energii,
00:11:11który nie może spożytkować domu.
00:11:13Przyzwoicie pracując.
00:11:15Otyon potrafi pracować.
00:11:17Pracuje aż wiry lecą.
00:11:20Nawet pojęcia nie ma, że jaki z niego jest przedsiębiorca.
00:11:25Bo widzisz, on chce robić interesy.
00:11:27A do czegokolwiek przykłada rękę.
00:11:30Okazuje się sukcesem.
00:11:31Rzecz tym, że Otyon nigdy nie zainteresuje się czymś,
00:11:35co mogłoby się nie powieść.
00:11:37Ludzie to wyczuwają i zawsze mają do niego zaufanie.
00:11:41On nigdy nie marnuje sił, a ludzie zawsze czują,
00:11:46że jego udział oznacza uczciwy interes.
00:11:49W zasadzie to jestem w porównaniu z nim mizerną,
00:11:53prawdziwym beztalenciem jako przedsiębiorca.
00:11:56No wiesz co?
00:11:57Gdyby tak było, myślisz, że tak powiodłoby ci się na przykład w Anglii?
00:12:03Och, tam miałem szczęście.
00:12:05Zresztą tutaj zaważyłam jest trudniej.
00:12:08W świecie łatwiej jest coś osiągnąć.
00:12:10Bo widzisz, tacy jak Otyon, którzy zawsze idą przez siebie,
00:12:14zostawiają za sobą, co się skończyło
00:12:17i rozpoczynają następny rozdział życia.
00:12:21Święcie przekonani, że będzie jeszcze lepiej.
00:12:24To oni mają rację, nie my, którzy siedzimy na skraju drogi,
00:12:28rozmyślając, co się stało i co mogłoby być inaczej marząc,
00:12:33jakby to było do osiągnięcia tego, o czym wiemy,
00:12:37że jest nieosiągalne.
00:12:38Tacy jak ty i ja, powiedział.
00:12:41Jak ty i ja, Henryku, powiedział.
00:12:45Powinieneś powoli się ustatkować.
00:12:47Ach, a co przez to rozumiesz?
00:12:50Na przykład, mógłbyś się ożenić.
00:12:52Henryk zaśmiał się powoli.
00:12:55Ach, i ty mi to polecasz?
00:12:57Podobno mężczyzna nigdy nie jest naprawdę szczęśliwym małżeństwem.
00:13:02Powiedział szybko.
00:13:03To znaczy, kiedy nie ma złej żony.
00:13:07Myślę na przykład, że mężczyzna nie cierpi, będąc mężem jednej i kochającej inną,
00:13:13gdy jego żona jest ładna i miła.
00:13:16Henryk przeniósł na mnie wzrok.
00:13:19Co ty możesz o tym wiedzieć?
00:13:20Przestraszyłam się tego, co właśnie powiedziałam.
00:13:24Czy też jak podjął Henryk, w ogóle nie miałam zamiaru mówić czegoś,
00:13:30co odnosiło się bezpośrednio do Henryka i do mnie?
00:13:33A jednocześnie poczułam silną satysfakcję, skoro już mi się tak łatwo wyrwało.
00:13:40Chociaż wcale nie chciałam.
00:13:42Oczucie jeszcze się wzmogło, kiedy Henryk patrzył tak na mnie i zapomniał odwrócić wzrok.
00:13:49Siedzieliśmy półmroku na balkonie.
00:13:52Widzisz, odezod się Henryk powoli.
00:13:55Ty bym powiedział, kiedy się zaręczyłaś, że tak to się ułoży.
00:14:00Chyba byś mi nie uwierzyła.
00:14:03Czasami myślałem, że to się nie uda.
00:14:06Za bardzo się różnią.
00:14:08Ale tak byś była szczęśliwa.
00:14:11Nie słuchałabyś mnie.
00:14:13A ja pomyślałem, że może też wam się ułoży.
00:14:17Sądziłem także, że niedobrze byłoby coś takiego powiedzieć.
00:14:21Naprawdę byłoby to niedobre.
00:14:23W każdym razie byłaś szczęśliwa.
00:14:25Lepiej gdybym nigdy nie była.
00:14:26Nie, powiedział Henryk.
00:14:28Szykro by było powiedzieć sobie,
00:14:30Szczęście to coś, czego nigdy było mi dane poczuć.
00:14:35Podeszłam do niego, biedny Henryku.
00:14:38Pogłaskałam go po policzku.
00:14:40Naprawdę było mi go żal.
00:14:41Byłam też bardzo poruszona, że tak się z nim o jego powodu smucił.
00:14:46Nagle Henryk chwycił mnie mocno za nadgarstek, rozpaloną dłonią, po czym gwałtownie stał i wymamrotał coś z zakończeniem słowa dobranoc.
00:14:59Zebrał mnie ze stołu, kapelusz i wybiegł.
00:15:02Stałam jeszcze tam zamyślona i patrzyłam za nim, kiedy zajmował się nianka.
00:15:08Aby powiedzieć, że Ingrid źle się czuje, więc musiałam wrócić do środka.
00:15:15Wymiotowała, bolał ją brzuch i krzyczała.
00:15:18A kiedy porządziłam ją, przygotowałam jej łóżko i nieco ją uciszyłam.
00:15:24Nie chciała mnie puścić.
00:15:27Musiałam ją nosić i rulać.
00:15:29Chciała mi spać na kolanach.
00:15:31Siedziałam z nią na kanapie w pokoju dziennym.
00:15:36Gdy nagle drgnęła, ktoś był za oknem.
00:15:40Odłożyłam dziecko już śpiące na kanapie i wyszłam.
00:15:44Był to odjen.
00:15:46Głos grzał mi ze skrachu i bezsensownej, pełnej poczucia winy, koncentracji.
00:15:54Ależ grogi, mój wielkie nieba, tutaj stoisz?
00:15:57Mała przebudziła się i zadowoleniem dała się zabrać ojcu do łóżka.
00:16:03Otion przyszedł do mnie, nadal stojącej w ciemnym ogrodzie.
00:16:08Co za dziewczyny pomysł stać tam i zaglądać do środka?
00:16:14Powiedziałam ze złością.
00:16:16Otion zamyślał się i mocno mnie objął.
00:16:20No właśnie, wiesz co?
00:16:21Człowiek miewa czasem takie śmieszne pomysły.
00:16:25Byłem za furtką do ogrodu i zobaczyłem światło w salonie.
00:16:30Pomyślałam sobie wtedy, jakby to było, gdyby był obcym, który w piękną letnią noc zobaczył takie światło w przyjemnym domu, w cudownym ogrodzie.
00:16:43Wyobrażałam sobie lachecy, że przejdę przez ogród i zobaczę, jacy mieszkają tam ludzie.
00:16:50Widzę, że we swoim ogrodzie mają wiele pięknych kwiatów.
00:16:54Czuję zapach krhawników i rezek.
00:16:58Zaglądam więc do środka i widzę uroczą młodą panią, siedzącą w salonie, z cudownym dzieciątkiem na kolanach.
00:17:06Boże, dopomóż!
00:17:07Stałam tak i zazgrościłem sam sobie.
00:17:10Wtedy Otyon zaśmiał się swoim głośnym, wesołym, chłopięcym śmiechem i przycisnął mnie do siebie.
00:17:18Wzajemniłam gest.
00:17:19Wymieniliśmy się długimi, ciepłymi, czułymi pocałunkami i mocno z siebie wtulieni.
00:17:25Chodziliśmy wśród róż.
00:17:27Pora się kłócić w skarbie.
00:17:30Szepnął Otyon i ramię w ramię poszliśmy na górę.
00:17:34Nagle między pocałunkami powiedział, jasne, że Ingrid jest jeszcze za mała, żeby chodzić z dziećmi na przyjęcia.
00:17:43Wstydanie spadło nami jak kłop zimnej wody, po tylu nas krojowych tego dnia.
00:17:50Oskrożnie się wysłobodziłam i weszłam do środka.
00:17:54A kiedy Otyon poszedł za mną, z łagodnym spojrzeniem odmówiłam dalszych objęć, bo lała mnie głowa.
00:18:02Hendrik został na kolację, też rozbolała go głowa.
00:18:07Tak bar było duszno, zbierał się pewnie na burzę.
00:18:11Odwią przyznał na to wyraz zgonie, że pewnie się zbiera na burzę.
00:18:17Dał mi antytropiny i uznał, że okno może stać otwarte, bo jeśli będzie burza, sam się zapewne obudzi.
00:18:26Leżałam ze zamkniętymi oczami i ze dradzającymi cierpienie uśmiechem.
00:18:33Nastawiłam policzek, kiedy całował mnie na dobranoc.
00:18:38Otyon złożył na nim całus, pogładził mi czoło i życzył zdrowia.
00:18:43A potem wyciągnął się w łóżku, a żelza skrzypiało.
00:18:48Tak jak z tą koszulą z baśni, którą dziewczyna oblała łojem, by potem próbować sparać.
00:18:56Im bardziej prała i szorowała, tym czarniejsza stawała się koszula.
00:19:00W pewnym stopniu chodziło tu o brak doświadczenia, bo naprawdę nie miałam żadnych innych doświadczeń oprócz Otyon i zaczęłam postrzegać siebie z jego perspektywy.
00:19:12A kiedy nasz związek cały się codziennością i rutyną, miałam pewność, że czym mi się podoba czy nie, życie nie będzie mieć dla niego innego celu niż Otyon czy dzieci.
00:19:25Wtedy odkryłam, że Henryk się we mnie kocha. Naprawdę aż ogłupiałam z zaskoczenia.
00:19:34Widziałam też, że dla niego jestem osobnym człowiekiem, nie tylko panią Otyon i mamą trzech małych Otyontek.
00:19:44Zaczęłam przyglądać się sobie. Wiedziałam, że jestem, jak to się mówi, ładną młodą żoną, ale chyba niewiele się nad tym zastanawiałam.
00:19:53Poza tym, że młoda dziewczyna ze zdjęcia na biurko Otyon zniknęła jak zeszłoroczny śnieg, nie byłam nieświadoma szkód, jakie trzy podłogi wyrządziły mym wdziękom.
00:20:06Przeglądając się w lustrze, ciasno zaszunurowanej w nowej jasnej letniej cukni z wysoko piętym kręconymi włosami, natychmiast zaważyłam, że naprawdę jestem młoda i piękna, pomimo trzydziestu trzech lat trójki dzieci i pląby w zębie z przodu.
00:20:56To ja i ja chciałam być podziwiana przez jego oczy, dłonie i wargi.
00:21:04Cale nie było tak, że musiałam oddać się temu, który został panem mojej duszy.
00:21:10To ja pragnęłam mieć jego.
00:21:12Od stóp do głów obudził się we mnie naturalny popęd pierwotny, nienasycony.
00:21:18A ja miałam żonka kupca, która tak ładnie, spokojnie chodziła sobie.
00:21:25Zajmując się domem rzeczywistości, stałam się złym, groźnym szkodnikiem.
00:21:31Nie była to zwykła próżność, lecz coś głębszego.
00:21:34Może dusza próżności lub próżność duszy.
00:21:37Nie myślałam o niczym, o świecie prócz siebie.
00:21:40Moje dzieci uważałam, że starczy, jak zadbam, by były najedzone, ubrane.
00:21:46Sama zaś bezstydnie przebywałam z kochankiem.
00:21:50Dwa pokoje dalej, gdy spał o Henryku, myślałam najmilej.
00:21:56W zasadzie nie przejmowałam się nim bardziej niż lustrem na toalecie.
00:22:01Nigdy bowiem nie myślałam, jakie cierpienia mogły zdać mu ten związek.
00:22:07Pełnością był dużo lepszy ode mnie, bo naprawdę mnie kochał.
00:22:11I gdybym tylko umiała zostawić go w spokoju.
00:22:14Cała ta historia by się nie wydarzyła.
00:22:17Właściwie to dość niedorzeczne, że teraz, gdy go nienawidzę, a jednak 38-letni mężczyzna nie powinien być jak Garcia Małgorzata.
00:22:30Ze względu na przyjaciela powinien był oszanować jego żonę, choć ta zasługiwała na wszystko oprócz szacunku.
00:22:40Otyon zbyłam go tym jednym słowem parobek.
00:22:44Przejechałam odebrać go, kiedy wrócił z Londynu.
00:22:48Niemal ze złością, satysfakcją, bez poczucia stydu lub winnym.
00:22:53W ogóle nie zastanawiał mnie niepokój i podnerwowanie.
00:22:57Otyon w pierwszych dniach po jego powrocie do racznej podróży służbowej, któregoś dnia powiedział, że chcę nocować w paralni, a że walczę z tego kaszlu.
00:23:08Tylko cię przez niego budzę i wszystkich niepokojem.
00:23:13Tak, naprawdę przykry jest ten twój kaszel.
00:23:17Ciągle się już chyba od wiosny.
00:23:19Doprawdy powinieneś udać się z nim do doktora.
00:23:22Turyś noc obudziłam się, bo zdawało mi się, że Otyon był w sypialni.
00:23:27Zaważyłam, że drzwi do jego pokoju stoją otwarte.
00:23:31Cykle zamykał je, żeby nie przeszkadzać nam swoim kaszlem.
00:23:35Obróciłam się na drugi bok, chcą spać dalej.
00:23:38Wypuśnię jednak usłyszałam, że jest na nogach i chodzi obok mnie.
00:23:43Rozybudzona i dziwnie zlękniona, siedziałam jakiś czas na łóżku.
00:23:48W świetle lampki nocnej zobaczyłam, że jest w pół do trzeciej.
00:23:52Po chwili stałam i zakryłam się do drzwi.
00:23:55Koło łóżka Otyon było puste, a jego nie było.
00:23:58W pokoju zajrzałam do salonu.
00:24:00Stał tam w pełni ubrany przy narożnijnym oknie.
00:24:04Musiał usłyszeć, że weszłam, bo odwrócił się w moją skronę.
00:24:08Gdy tylko ujrzał moje, ugrzałam jego twarz.
00:24:11Nasze przyjemne, spokojne salon sprawi tywy miękkiej poświacie latarni gazowej.
00:24:18Za wykusza nagle, jakby z któregoś kąta zalał ciemność i skrach.
00:24:24Ujrzałam twarz otyon bladą, rozpatrzoną, skrzywioną.
00:24:29Widziałam, że płakał. On wie.
00:24:31Rząknęło mi przez myśl.
00:24:33Serce podskoczyło mi w piersi.
00:24:35Nie czułam gruntu pod stopami.
00:24:37Po chwili serce zaczęło mi walić, a lepki pod oblał całe ciało.
00:24:43Dłonie, stopy.
00:24:44Miałam zimno jak trup.
00:24:46Staliśmy patrząc na siebie nazajem.
00:24:49Nie mogłem spać, bo wyjechał odtiąc trudem, dziwnie grubym głosem.
00:24:53To nic. Dlatego ubrałem się i zeszedłem na trochę do ogrodu.
00:24:59Idź, połóż się, Marto. To nic takiego.
00:25:02Zrobiłam kilka kroków w przód, po czym opadł jak martwy na kanapę.
00:25:08Zawiesił głowę ręką.
00:25:10Leżał nieruchomo na stole.
00:25:12Rząknęłam i oniemiałam.
00:25:14Podeszłam do niego.
00:25:16Mój grogi, co się dzieje?
00:25:17Chory jesteś?
00:25:18Odtią.
00:25:19Tedy rzucił się na stół i zaszlochał.
00:25:23Zdawało mi się jakby samo życie.
00:25:26Prawdziwe życie.
00:25:27Życie moje.
00:25:28Życie.
00:25:29Wołało mnie, gdy ujrzałam jak mój mąż płacze.
00:25:33Dotknęłam mu głowy nadgarstka.
00:25:35Chwyciłam się nad nim i zezwalam po imieniu.
00:25:40Gdy się odwrócił, chwycił mnie.
00:25:43Pociągnął na kanapę obok siebie, kryjąc z twarzy na moim łonie.
00:25:49Aż przez koszulę nocną poczułam na skórze jego łzy i palący oddech.
00:25:55Wtedy wrócił my, własne ja.
00:25:59To, które wzrastało przy tym mężczyźnie i zapłakałam, bo on płakał.
00:26:04Łzy wydarły się z głębi mojej istoty, jak wdowa,
00:26:10która wpływała przez odtępniający luz.
00:26:14Od ją nieco się podniósł, odchylił głowę na oparcie kanapy
00:26:18i przychodził do mnie, bo chwili ujął moją głowę
00:26:22i jedną dłonią strały mi łzy z twarzy.
00:26:27Biedna Marto, jak ja cię wystraszyłem.
00:26:32Już, już nie płacz.
00:26:34Widzisz, że strzał kiedyś się oparł.
00:26:37W Londynie odkaszlałem nieco krwi, tylko kroszkiem,
00:26:42ale oczywiście natychmiast poszedłem do doktora.
00:26:46Suchoty powiedział.
00:26:48Boże, przecież to nic takiego.
00:26:50To tylko moje podenerwowanie.
00:26:52Leżałem i nie mogłem zasnąć, a wtedy?
00:26:55Godzina za godziną siedzieliśmy na wpół osiewietlonym pokoju dziennym
00:27:00i rozmawialiśmy.
00:27:02Próbowaliśmy się nazaję uspokajać.
00:27:04Zmęczona, zmarznięta, wilgotna od łez.
00:27:08Siedziałam przy nim, pocieszając go i rozweselając.
00:27:12A wspomnienie o tym, co zmienił mnie ostatnim miesiącem,
00:27:17czyhało na mnie jak skrach.
00:27:19Byle nie patrzeć w ten skronem.
00:27:21Szeptał to od Jona i gładziłam go,
00:27:24bo rozpalonej od płaczu twarzy próbowałam uciec od siebie do niego.
00:27:29Słabymi dłoniami próbowałam podtrzymywać go i podbierać,
00:27:34gdy zaważyłam, że ogarnia go lęk.
00:27:37Wtedy poprosił, żebym szła do łóżka.
00:27:40Przeziębiście mi tutaj, biedaczko.
00:27:43Objął mnie i zaciągnął do środka,
00:27:45ale w drzwiach sypialni zatrzymał się.
00:27:48Obrócił spojrzenie trzy łóżeczka,
00:27:50świecle lampki nocnej i uniósł nieco ręce.
00:27:53Och, to o nich myślę.
00:27:55O nich i o tobie, Marto.
00:27:57Jak to z wami będzie?
00:27:59Dotknęłam jego szyi i go pocałowałam.
00:28:01Drogi mój, drogi suchoty.
00:28:03Lekarze mówią przecież, że większość ludzi je przeszła,
00:28:06nawet o tym nie wiedzą.
00:28:08I poprosiłam, żeby poszedł do łóżka.
00:28:10Oprawiłam mu pod koduszki i prześcieradła.
00:28:15I do niego mówiłam.
00:28:16Chodzi o to, Marto, że zmarła na to moja matka
00:28:19i Lidia i Magda.
00:28:22Nigdy wcześniej o tym nie pomyślałam.
00:28:24Zawsze zdrowia gryba i silny.
00:28:27Sądziłam, że kto na świecie,
00:28:30jeśli nie my,
00:28:31miałby pobrać się z czystym sumieniem.
00:28:34Położyłam się, ale myślałam wstać,
00:28:37żeby sprawdzić, czy od ją zasnął.
00:28:40Przykryłam go, przesieradłem jak dziecko.
00:28:44Było już jasno, kiedy sama zapadłam w sen.
00:28:48Obudziłam się o jedenastej.
00:28:50Gdy zapytałam od,
00:28:51i ona służąca powiedziała,
00:28:53że poszedł o zwykłej porze do biura.
00:28:55Niech Bóg w niebiesach oszczędzi każdemu.
00:28:58Takiego poszedł południe jak to.
00:29:01Napisałam kilka linijek do Hendryka,
00:29:04że wszystko musi się skończyć,
00:29:07że mrz rozobaczona.
00:29:09Ja czułam styd.
00:29:11Nic więcej nie napisałam,
00:29:13że go nienawidzę,
00:29:14ani że życzę mu śmierci,
00:29:16ale życzyłam mu jej z całej duszy.
00:29:19Gdyby zniknął, byłoby jakby nigdy nie istniał.
00:29:23Przecież kolejne godziny tęsniłam za Tiony.
00:29:26Obawiałam się.
00:29:29Wymawiałam sobie,
00:29:31że w jakiś sposób się dowie.
00:29:33Roztrzącałam, jak mógłby się dowiedzieć.
00:29:36Rozważałam każdą opcję,
00:29:38a kiedy tylko o nim myślałam,
00:29:40krwawiłam wewnątrz z dawnej czułości,
00:29:43która była czymś całkiem cielesnym,
00:29:46lecz innym niż pożądanie,
00:29:48chęcią, aby dotykać, głaskać,
00:29:50pieścić mu głowę, czoło, oczy, usta, dłoni,
00:29:55matczyną, czułością dziwnie zlęknioną i bojaźliwą.
00:30:00W kolejnym okresie witałam życie,
00:30:02które przypominało balansowanie
00:30:05na wąskim wyspie skalnym.
00:30:08Nie wolno patrzeć na boki, tylko wszód,
00:30:11by nie dostać zawrotu w głowę
00:30:13i nie runąć w dół.
00:30:14Żyłam z dnia na dzień, co rano,
00:30:17na ile mogłam, że mocą,
00:30:19tułam siłą wszelkie myśli,
00:30:22nie dotrzymujące bieżącej pracy
00:30:24i zabierałam sił w jednym celu,
00:30:27aby przez cały dzień zachować
00:30:29pogodę ducha
00:30:30i pokazywać ocenionowi dzieciom
00:30:33spokojne oblicze.
00:30:35Zorientowałam się, że jestem w ciąży,
00:30:37przez co wpadłam w rozpacz,
00:30:39która jednak nie była nowa.
00:30:42Miałam tylko wrażenie,
00:30:43jakby ktoś odrobinem
00:30:45dokręcił ślubę,
00:30:47nałożył tortur.
00:30:49Najgorsza była troska z ją
00:30:51o biedną kruszynkę,
00:30:53która miała przyjść na świat
00:30:55i wyjedziałam,
00:30:56jak cierpi na samą myśl.
00:30:59Choć po tamtej nocy
00:31:00już nigdy więcej
00:31:02nie złamałam się
00:31:03i nie narzekałam.
00:31:05Czuł się też całkiem dobrze,
00:31:07był wyjątkowo skrożny,
00:31:09wszyscy także,
00:31:10na ile mogli,
00:31:11liczyli się z jego chorobą.
00:31:13Ciąż jednak kaszlał,
00:31:15choć nie wypluwał krwi.
00:31:18Wynajęliśmy mieszkanie
00:31:19przy Wieltien,
00:31:21a to najczęściej zachodził do biura,
00:31:23tylko przed południem.
00:31:25Henryk na szczęście
00:31:26widywał stosunkowo rzadko.
00:31:30Właściwie to nie po moim,
00:31:32jak mogłam tak się panowywać,
00:31:34zachowywać tak naturalnie.
00:31:36Gdy byliśmy razem,
00:31:37było to jednak łatwiejsze,
00:31:40niż sobie wyobrażałam.
00:31:4120 sierpnia 1902
00:31:43Mia Bejrek
00:31:45była tu przed południem.
00:31:47Rozmawialiśmy o moim powrocie
00:31:49do pracy w szkole.
00:31:50Muszę powiedzieć,
00:31:51że to odważne z twojej skrony,
00:31:53Marto, mówiła Mia,
00:31:55ale chyba niekonieczne,
00:31:56skoro Tion tak się dobrze powodzi.
00:31:59A więc wygląda na to
00:32:01rzecz dość bezsensowną.
00:32:03Tionowi też się nie podoba.
00:32:05Inni podejrzewają pewnie,
00:32:07że chcą być oryginalna.
00:32:08Wciąż tak robią.
00:32:11Zawsze zaważali,
00:32:12że czułam się wśród nich
00:32:14trochę nieswoją.
00:32:16A jak na stale,
00:32:17byli dla mnie uprzejmi.
00:32:19Oczywiście głównie ze względu na Tion,
00:32:21ale też,
00:32:23ponieważ są mili.
00:32:24W niedzielę byłam zaproszona
00:32:26do dżensów na Son Yen.
00:32:29Siedząc u nich,
00:32:30cały czas myślałam,
00:32:31tak jak przyjemnie,
00:32:33a stały u nich
00:32:34te aprilicerowane meble,
00:32:37tonice,
00:32:37palmy,
00:32:38koko,
00:32:39lumny.
00:32:40Bo nie by o to chodziło w domu
00:32:42i jak wyglądał,
00:32:44tylko jacy są ludzie,
00:32:46gdyby naprawdę była
00:32:47uzdolniona.
00:32:49Jak kiedyś sobie wyobrażała,
00:32:51już dawno zrozumiałaby,
00:32:53że życie to tylko ludzie,
00:32:55los,
00:32:56to tylko związane ze sobą
00:32:58ludzkie życie.
00:32:59A ja,
00:33:00którym dane było
00:33:01żyć wśród zdrowych,
00:33:03dobrych i zdolnych ludzi,
00:33:05jakimi są przyjaciele od Tion,
00:33:07odkryłam,
00:33:08jak się wśród nich odnaleźć.
00:33:10Udało mi się to
00:33:11bez ubliżania
00:33:13własnej istocie.
00:33:15Jest to możliwe.
00:33:16Da się wybrać części
00:33:18swojej osobowości,
00:33:20najbardziej przydatne
00:33:21na co dzień
00:33:22i te je pielęgnować.
00:33:26Chodziłam jednak
00:33:27i wcale nie myślałam,
00:33:28wyobrażając sobie,
00:33:29że myślą.
00:33:30Jedynie usiłowałam
00:33:32patrzeć na tych ludzi
00:33:33od środka.
00:33:34Oceniałam ich z zewnątrz
00:33:36na podstawie tego,
00:33:38co w ogóle nie należy
00:33:39do nich,
00:33:40nie stanowi części ich istoty,
00:33:42smaku oraz idei,
00:33:44które sami pozyskali
00:33:46na zewnątrz,
00:33:47na przykład Mija.
00:33:48Za ładne uważała to,
00:33:50co nowoczesne,
00:33:51co wystawiało się
00:33:52w eleganckich sklepach.
00:33:54Dłuższy czas u niej
00:33:55obserwowałam i doszłam
00:33:57do wniosku,
00:33:58że nie mamy w zasadzie
00:34:00żadnych wspólnych
00:34:01zainteresowań,
00:34:02choć obie jesteśmy
00:34:03mężetkami
00:34:04i mamy dzieci.
00:34:05Szczerze się zastydziłam,
00:34:07kiedy dziś tutaj
00:34:08przyszła,
00:34:09przez co najmniej
00:34:10dwa miesiące,
00:34:12wybierała się do niej,
00:34:13ale to odwlekałam,
00:34:15aż tu ona
00:34:16przychodzi z dżemem
00:34:17malinowym dla mnie,
00:34:19ma też kruskawki
00:34:20i róże blaotion.
00:34:21Biedna mała Mija,
00:34:23też nie ma wesoło,
00:34:24wiecznie zajęta dziećmi.
00:34:26Ja na jej miejscu
00:34:27nie chodziłam,
00:34:28bym z różami
00:34:29i truskawkami
00:34:30dla chorych przyjaciół,
00:34:32ale ona powiedziała
00:34:33tylko łagodnie.
00:34:34Och tak, Marto,
00:34:35ktoś na tym świecie
00:34:36musi znosić
00:34:37co najgorsze.
00:34:38Ach, życie,
00:34:39życie, życie.
00:34:41Wszystkie te stracone,
00:34:42puste lata,
00:34:43kiedy chodziłam,
00:34:44wpatrzona w siebie,
00:34:46a stałam się
00:34:47samotna
00:34:47naśród ludzi.
00:34:48Oglądałam tylko
00:34:49przypadkowe,
00:34:50chaotyczne ślady,
00:34:52a nie ich samych,
00:34:53bo chociaż nauczyłam się
00:34:55patrzeć na rzeczy,
00:34:56których oni wiedzą
00:34:57i choć wypełniali
00:35:00myślami rzeczy,
00:35:02o których nie myślą.
00:35:03Jaki ma to
00:35:04związek z życiem?
00:35:06Czy ktoś ma
00:35:06czarne włosy,
00:35:08czy brązowe,
00:35:09proste plecy,
00:35:10czy zgarbione?
00:35:11Nasze ciała
00:35:12żyją w ten sposób.
00:35:14Krew płynie w żyłach,
00:35:15musimy jeść
00:35:17i pić.
00:35:18Naszym duszom
00:35:18trzeba tego samego.
00:35:20Cierpią ten sam
00:35:21kłód
00:35:22i pragnienie,
00:35:23choć nauczone są
00:35:24żądać
00:35:25innego pokarmu.
00:35:27Nie mamy
00:35:27zapewne
00:35:28innej duszy
00:35:29niż życie
00:35:29naszego ciała.
00:35:31Jakie życie
00:35:32w nas
00:35:33niczym płomień,
00:35:34na Maryi
00:35:35Jal mnie,
00:35:36który się pali.
00:35:38Tyle dróg
00:35:38sprowadziło mnie
00:35:39na nosce.
00:35:40Teraz będzie inaczej.
00:35:42Wiem,
00:35:43czym jest życie,
00:35:44ale samotność
00:35:45nim nie jest.
00:35:46Jak zrodzeni
00:35:47jesteśmy
00:35:48życia innych,
00:35:49tak cierpiąć
00:35:50od innych.
00:35:52Podtrzymywać
00:35:52musimy
00:35:53nasze istnienie.
00:35:54Musimy płacić
00:35:55za nie
00:35:56codziennie,
00:35:57dając
00:35:57coś z siebie.
00:35:59Czasem
00:35:59siedząc
00:36:00u ocjonu
00:36:01i nie nabierałam
00:36:02wielkiej ochoty,
00:36:03aby zasunąć
00:36:04się przy nim,
00:36:06położyć mu głowę
00:36:07na kolanach
00:36:08i powiedzieć
00:36:08sama nie wiem
00:36:09co,
00:36:10może nic.
00:36:11Zapłaciłam
00:36:12za swoje doświadczenie
00:36:13więcej niż człowiek
00:36:14może sobie
00:36:15pozwolić,
00:36:16ale teraz
00:36:17nie mam już
00:36:18sensu
00:36:18ich opłakiwać.
00:36:20Pojutrze
00:36:20wracają
00:36:21moi chłopcy.
00:36:23Dzień później
00:36:23zaczynam pracę
00:36:24na szkole.
00:36:25Nie liczy się
00:36:26teraz nic
00:36:27poza pracą,
00:36:28a rzeczy
00:36:29mojego domu
00:36:31nic więcej
00:36:32i mniej.
00:36:33No i wkrótce
00:36:34wraca też
00:36:35Otyon,
00:36:36mój własny,
00:36:37własny przyjaciel.
00:36:38Kłóciłam
00:36:39ból,
00:36:40nigdy
00:36:40nie
00:36:41przestaną
00:36:42mnie męczyć.
00:36:43Ilekroć
00:36:43zwijza
00:36:44Henryka,
00:36:45ilekroć
00:36:45Otyon
00:36:46pieśni
00:36:46malutką,
00:36:47a zjem.
00:36:48Może
00:36:49sobie
00:36:49czasem
00:36:50zadołam
00:36:50do nich
00:36:51przywyknąć,
00:36:52inni
00:36:52musieli,
00:36:53wiem.
00:36:53Tylko,
00:36:54że muszę
00:36:55stworzyć
00:36:55szczęście
00:36:56dla moich
00:36:56najbliższych,
00:36:58a wtedy
00:36:58już będzie
00:36:59dobrze.
00:37:00Musi być.
00:37:01Nowy rok
00:37:021903
00:37:03Przeglądam,
00:37:04co napisałam
00:37:05latem
00:37:05zaledwie
00:37:06cztery miesiące
00:37:07temu,
00:37:08a w moim
00:37:08odczuciu,
00:37:09jakby co najmniej
00:37:10przed czterema
00:37:11laty,
00:37:12byłam wtedy
00:37:12pewna,
00:37:13że wszystko
00:37:14się ułoży,
00:37:14a jednak jesień
00:37:15minęła szybciej
00:37:16niż jakakolwiek
00:37:17okres w moim
00:37:18życiu.
00:37:19Od niedzieli
00:37:20do niedzieli
00:37:21nie wiedziałam,
00:37:21gdzie
00:37:22podziała się
00:37:23dnie.
00:37:24Zdawało mi się,
00:37:25że ledwie zaczęłam
00:37:26rok szkolny,
00:37:27aż nagle
00:37:28któregoś dnia
00:37:29Helvet
00:37:30mówi,
00:37:31Mamo,
00:37:31jeszcze trzy tygodnie
00:37:32do Wigilii.
00:37:34Eimfer i Helvet
00:37:35Wigijem
00:37:36byli bardzo cisi,
00:37:37zwłaszcza
00:37:38na początku.
00:37:39Zapaliliśmy
00:37:40świeczki
00:37:41na choince.
00:37:42Nie mogłam
00:37:43poskrzymać płaczu.
00:37:44W tym roku
00:37:45nie było
00:37:46nie było nas
00:37:46dość wielu,
00:37:47by wokół
00:37:48niej
00:37:48chodzić.
00:37:49Weszłam
00:37:49do Jagdani,
00:37:50nie chciałam,
00:37:51żeby służąca
00:37:52to zobaczyła,
00:37:53dzieci też.
00:37:54Biedactwa
00:37:55powinny
00:37:56zapomnieć
00:37:56o smutkach
00:37:57na ile mogą.
00:37:58Pamiętam
00:37:59siebie,
00:37:59kiedy zmarł
00:38:00tata,
00:38:01choć się
00:38:01stydziłam
00:38:02i było mi
00:38:03źle,
00:38:04czułam się
00:38:04wręcz
00:38:05pokrzywdzona,
00:38:07kiedy minęło
00:38:08parę miesięcy,
00:38:09a mama
00:38:09płakała
00:38:10lub narzekała
00:38:11dzieci nie
00:38:12powinny
00:38:13się smucić,
00:38:13Otyon też
00:38:14tak mówi.
00:38:15Herfert
00:38:16przyszedł
00:38:17do mnie,
00:38:17kiedy tam
00:38:18stałam,
00:38:19objął moją
00:38:20szyję
00:38:20i mnie
00:38:21pocałował.
00:38:22Dzielenie
00:38:23próbowałam
00:38:24przełamać
00:38:26płacz,
00:38:27a kiedy
00:38:27poszedł
00:38:28zjawił się
00:38:29Eynar.
00:38:30Chłopcy
00:38:30kupili tyle
00:38:31prezentów,
00:38:32winogrona,
00:38:33kwiaty
00:38:33glation,
00:38:34a dla mnie
00:38:35poza wszystkim
00:38:36co zrobili
00:38:37na zajęciach
00:38:38praktycznych
00:38:39w szkole,
00:38:40kupili
00:38:40parę
00:38:41eleganckich
00:38:42wyściełanych
00:38:43futerek,
00:38:44wskórzanych
00:38:45rękawiczek.
00:38:46Moim zdaniem
00:38:47niedobrze,
00:38:47że wdali
00:38:48się na mnie
00:38:49tyle pieniędzy,
00:38:50ale
00:38:51Alfred z dumą
00:38:52powiedział,
00:38:53że oszczędzali
00:38:54razem
00:38:55całą jesień,
00:38:56a w niedzielę
00:38:56spotkaliśmy
00:38:57na ulicy
00:38:58wujka
00:38:58Henryka
00:38:59i każdy z nas
00:38:59dostał
00:39:00po dwie
00:39:01korony.
00:39:02Miałam
00:39:03ogromną
00:39:04ochotę
00:39:04odłożyć
00:39:05te rękawiczki
00:39:06gdzieś daleko
00:39:06razem z
00:39:07wyrzutami
00:39:07sumienia,
00:39:08ale
00:39:10chłopców jestem zmuszona
00:39:11nosić je,
00:39:12a że zostaną
00:39:13z nich
00:39:13strzępy.
00:39:143 stycznia
00:39:151903
00:39:16Odjon nie chce
00:39:17wracać do domu,
00:39:18odkąd jesienią
00:39:19pierwszy raz
00:39:20mocno
00:39:20pluną krwią,
00:39:22chyba uświadomił
00:39:23sobie, że już
00:39:23nie wróci.
00:39:24To mój
00:39:25rozpaczliwy
00:39:26pomysł,
00:39:26żeby podjąć
00:39:27znów pracę
00:39:28w szkole.
00:39:29Winienie
00:39:29z tego,
00:39:30że chcę
00:39:30tam zostać,
00:39:31odjon
00:39:32dostrzega
00:39:32teraz w tym
00:39:33kroku
00:39:34moją
00:39:35mądrą
00:39:35przezzorność
00:39:36i wymawia
00:39:37sobie,
00:39:38że ani
00:39:38lekarz,
00:39:39ani ja
00:39:40nie wierzyliśmy
00:39:40latem
00:39:41poprawem.
00:39:43Tego porzucił
00:39:43wszelką nadzieję.
00:39:45Jestem pewien
00:39:46bezradna,
00:39:47nie mogę przecież
00:39:48zdradzić mu
00:39:49prawdziwego powodu,
00:39:51a moje
00:39:51wymyślenia
00:39:53brzmią prosto.
00:39:54Nie mogę też
00:39:55porzucić pracę,
00:39:56którą tak szczęśliwie
00:39:57udało mi się zdobyć.
00:39:59Nie da się
00:40:00biegać tam
00:40:00i z powrotem.
00:40:02Muszę też być
00:40:02przygotowana
00:40:03na utrzymanie dzieci.
00:40:05Gdy to się
00:40:06kiedyś skończy,
00:40:08muszę też
00:40:09porozmawiać
00:40:10z Henrykiem.
00:40:11Dokąd się
00:40:12unikaliśmy
00:40:13któregoś dnia,
00:40:15zanim
00:40:15odjął się
00:40:16pogorszyło,
00:40:17powiedział,
00:40:18kiedy odjął
00:40:19wyskrowieje,
00:40:20przejmę posadę
00:40:21w Londynie.
00:40:22Gdyby
00:40:22tylko
00:40:23udało się
00:40:24przestać
00:40:24myśleć
00:40:25o tym
00:40:25wszystkim,
00:40:26o środkach
00:40:27na życie,
00:40:28zmartwieniach
00:40:28finansowych,
00:40:29o męce
00:40:30i szkole.
00:40:31Ciąż tylko
00:40:31ten smutek
00:40:32i kurczeowe
00:40:33trzymanie się
00:40:34każdej minuty,
00:40:36którą możemy
00:40:36spędzić razem,
00:40:37my dwoje,
00:40:39których czeka
00:40:39rozłąka.
00:40:40Dokucza mi
00:40:41wieczona
00:40:42gorączka
00:40:43lęku.
00:40:44Cierpię
00:40:44z powodu
00:40:45każdej
00:40:45zmarnowanej
00:40:46godziny,
00:40:47kiedy nie
00:40:48jestem przy nim,
00:40:49a gdy już
00:40:50tam jestem,
00:40:51zmuczę się,
00:40:52cierpię,
00:40:53boję się
00:40:53mówić,
00:40:54siedzę
00:40:54ze swoją
00:40:55robótką,
00:40:56gadam
00:40:57o dzieciach,
00:40:58przyjaciołach,
00:40:59znajomych,
00:41:00nowiknikach
00:41:01z miasta,
00:41:02albo czytam
00:41:03nagłość rzeczy,
00:41:04których on
00:41:05nie chce
00:41:05słuchać,
00:41:06lije,
00:41:07kleń
00:41:08i klimpank,
00:41:10śmiertelnie
00:41:10bojąc się,
00:41:11że poruszam
00:41:12jeden temat,
00:41:13o którym oboje
00:41:14myślimy.
00:41:15Pojmę
00:41:16jednak,
00:41:18że w ogóle
00:41:18ani trochę
00:41:19nie pomaga
00:41:20mi to
00:41:20chwyciwe
00:41:23oszczędzanie
00:41:23każdej kropli
00:41:24niknącej
00:41:26żywotności,
00:41:27ani odrobinę.
00:41:288 stycznia
00:41:291903
00:41:30Kochamy się
00:41:32i wiemy,
00:41:32że czeka nas
00:41:33rozłąka.
00:41:35Nie ma cienia
00:41:36nadziei,
00:41:36nie ma litości
00:41:37dla naszej
00:41:38rozpaczy.
00:41:40Nic jednak
00:41:40nie mówi,
00:41:41nie krzyczymy
00:41:42przez tę
00:41:43bezwzględność
00:41:44życia,
00:41:45nie złochamy
00:41:46razem.
00:41:47Dziś
00:41:47rozmawialiśmy
00:41:48o chcinach
00:41:49ubejre
00:41:50kręsów.
00:41:523 lutego
00:41:521903
00:41:53Nie mogę
00:41:55przestać
00:41:55rozmawiać,
00:41:56jak sprawdzić
00:41:56od Jona
00:41:57do domu.
00:41:58Ktoś
00:41:58musiał
00:41:59nie zastąpić
00:42:00szkole,
00:42:01ale on
00:42:02nie chce.
00:42:02Mówi,
00:42:03że boi się
00:42:03dzieci.
00:42:05Zawsze
00:42:05pyta
00:42:05z troską
00:42:06Ingrid,
00:42:07bo tak
00:42:07często
00:42:07dokuczał
00:42:08jej brzuch,
00:42:09a przed
00:42:09wieczorem
00:42:10powiedział
00:42:11wreszcie.
00:42:12Rozumiał,
00:42:13że długo
00:42:14o tym
00:42:14myślał.
00:42:15Jesteś
00:42:16pewna,
00:42:16że to
00:42:17nic
00:42:17groźnego.
00:42:18Taki
00:42:19mam
00:42:19w sobie
00:42:20lęk.
00:42:20Naprawdę
00:42:21musisz
00:42:21ją na
00:42:22dokładne
00:42:23badania.
00:42:24Zaraz po
00:42:25powrocie
00:42:25porozmawiałam
00:42:26z naszym
00:42:26lekarzem
00:42:27domowym,
00:42:28a wczoraj
00:42:28byłam z
00:42:29nią
00:42:29u specjalisty.
00:42:31Nie
00:42:31widzę
00:42:31żadnego
00:42:32związku,
00:42:33ale i tak
00:42:33się
00:42:33wyskraszyłam.
00:42:348 marca
00:42:351903
00:42:37Chciałbym
00:42:37jednak
00:42:38dożyć
00:42:38tylko
00:42:38do
00:42:39wiosny
00:42:39powiedział
00:42:40o
00:42:40tion.
00:42:40Prawie
00:42:41nie
00:42:41może
00:42:41mówić
00:42:41narzeka
00:42:42na
00:42:42bole
00:42:42gardła,
00:42:43wzrok
00:42:43też
00:42:44ma
00:42:44słaby,
00:42:45twarz
00:42:45jakby
00:42:45mu
00:42:46się
00:42:46zmniejszyła,
00:42:47a
00:42:47ile
00:42:48kroć
00:42:48wyciąga
00:42:49powietrze,
00:42:50poniżej
00:42:50podbródka
00:42:51widać
00:42:52dużą
00:42:52nieprzyjemną
00:42:53dziurę.
00:42:5412 marca
00:42:551903
00:42:56Tak mnie drażni,
00:42:57kiedy ludzie
00:42:58okazują mi
00:42:58współczucie.
00:43:00Drażni mnie też,
00:43:01kiedy tego
00:43:02nie robią.
00:43:03Starsi nauczyciele,
00:43:04nauczycielki
00:43:05bardzo mnie żałują.
00:43:06Co mnie złości
00:43:07za to, że
00:43:08te młode,
00:43:09nowe,
00:43:09które śmieją się,
00:43:11hasają w pokoju
00:43:12nauczycielskim,
00:43:14aż pękają
00:43:14z rozbawienia.
00:43:16Patrują
00:43:16niewy
00:43:17wciekłości,
00:43:19nie zazgroszczę
00:43:20młodym dziewczynom
00:43:21ich radości.
00:43:22Bywa,
00:43:23że krzywo
00:43:23się uśmiecham,
00:43:24gdy opowiadają
00:43:25o wspaniałościach
00:43:27życia.
00:43:28Rzucam też
00:43:29gorzki,
00:43:30gardłowe,
00:43:31mądrość.
00:43:32Na szczęście
00:43:33chyba nie robi
00:43:34to na nich
00:43:35najmniejszego
00:43:35wrażenia.
00:43:37Jak bardzo
00:43:37oddałam się
00:43:38od tego
00:43:39wszystkiego,
00:43:41że żywistość
00:43:41w ogóle nie
00:43:42interesuje mnie
00:43:43praca.
00:43:44Nie przysparza
00:43:45mi też
00:43:46radości.
00:43:47Pracuję
00:43:48zupełnie
00:43:48automatycznie.
00:43:49Zajmuje mnie
00:43:50cały świat
00:43:51czego zupełnie
00:43:52innego.
00:43:5319 marca
00:43:541903
00:43:55pastor
00:43:56odwiedził
00:43:56otyom.
00:43:57Kiedy się
00:43:57rozebrał,
00:43:58ujął moją
00:43:59dłoń
00:43:59i ją
00:44:00ścisnął.
00:44:01Ciałabym
00:44:02usięchałam
00:44:03na kraju łóżka.
00:44:05Pastor
00:44:06Lejk
00:44:06był dzisiaj
00:44:08u mnie
00:44:08martą.
00:44:09Nie
00:44:09wiedziałam,
00:44:10co odpowiedzieć.
00:44:11Otyom
00:44:12zacisnął.
00:44:13Sam
00:44:13go
00:44:14po niego
00:44:14posłałem.
00:44:15Widzisz,
00:44:15marto,
00:44:17nie mam
00:44:17już sił.
00:44:18Walczyłam
00:44:19z tym
00:44:19aż od
00:44:19jesieni,
00:44:20kiedy
00:44:21pojąłem.
00:44:22Nie
00:44:23sypiam
00:44:23w nocy
00:44:24zbyt
00:44:24wiele,
00:44:25a kiedy
00:44:25człowiek
00:44:26leży,
00:44:26tak i
00:44:27nie śpi.
00:44:28Co
00:44:28nocy
00:44:29myślałem,
00:44:30porozmawiam
00:44:30z nią
00:44:31o tym
00:44:31jutro,
00:44:32ale gdy
00:44:33przychodziłaś,
00:44:34wiedziałam,
00:44:35że się zmęczona
00:44:36i zdenerwowana,
00:44:37więc nie
00:44:38chciałem,
00:44:38spędziłem,
00:44:40że dość
00:44:40czasu
00:44:41sprawi
00:44:42na to
00:44:43głowie.
00:44:43pomyślałam
00:44:44wtedy,
00:44:45to ze
00:44:45skrachu
00:44:46chłopcze,
00:44:47wymyślisz
00:44:47teraz to
00:44:48wszystko.
00:44:48Och,
00:44:49ale tylko
00:44:49dlatego,
00:44:50marto,
00:44:51bo gdybym
00:44:51myślał o tym,
00:44:52będąc silnym
00:44:53i zgrowym,
00:44:55kiedy dość
00:44:55miałam innych
00:44:56myśli
00:44:57o interesach
00:44:58i domu,
00:44:59ale gdy
00:44:59człowiek
00:45:00leży
00:45:00tak
00:45:01ja
00:45:01teraz,
00:45:03możesz
00:45:03być
00:45:03pewna,
00:45:04że
00:45:04dostrzegasz
00:45:05swą
00:45:05duszę.
00:45:06Nie,
00:45:07marto,
00:45:08życie ludzkie
00:45:09to coś
00:45:09innego,
00:45:10niż
00:45:10pozostałe
00:45:11życie
00:45:12na ziemi,
00:45:12już tylko,
00:45:14że człowiek
00:45:14leży
00:45:15tak i wie,
00:45:16że umrze
00:45:17miesiącami,
00:45:18myśli,
00:45:19że to nastąpi
00:45:20i o tych,
00:45:21którzy po nim
00:45:21zostaną.
00:45:23Co będzie z nimi,
00:45:24bo widzisz,
00:45:25chyba nie ma
00:45:26potrzeby udawać,
00:45:27że jeszcze
00:45:28mamy nadzieję,
00:45:29co?
00:45:30Pęczałam przy
00:45:30jego łóżku
00:45:31i płakałam,
00:45:32a od ją
00:45:33wziął moją
00:45:33dłoń.
00:45:34Na chwilę
00:45:34położył ją
00:45:35na swojej
00:45:36biednej,
00:45:36chorej piersi.
00:45:38Może tego
00:45:38nie rozumiesz,
00:45:39ale przynajmniej
00:45:40dla mnie,
00:45:41że z chwilę
00:45:41leżą,
00:45:42nie mogąc
00:45:43nic więcej
00:45:43powiedzieć,
00:45:44bo płakał,
00:45:45aż wyszeptał
00:45:46jeszcze bardziej
00:45:47o chrypule.
00:45:48Musi
00:45:48istnieć
00:45:49ktoś
00:45:50silniejszy
00:45:50od nas
00:45:51ludzi.
00:45:52Nie mogłam
00:45:52dłużej
00:45:52postrzymać
00:45:53milczenia.
00:45:54Sądziłam,
00:45:54że muszę
00:45:55mu trochę
00:45:55pomóc,
00:45:56więc
00:45:56wyszeptałam,
00:45:58od ją.
00:45:59Ja też
00:45:59tak
00:45:59myślałam.
00:46:00Tedy
00:46:00przesunął rękę,
00:46:02którą
00:46:02mnie obejmował.
00:46:03Do mojego
00:46:04policzka
00:46:04spojrzał
00:46:05w mi oczy
00:46:06i letko
00:46:06się uśmiechnął.
00:46:07Zrozumiał
00:46:08tak długo,
00:46:09tak dlatego,
00:46:10że był
00:46:11dość ciemno,
00:46:12kiedy wracałam.
00:46:13Na szczęście
00:46:14do tramwaju
00:46:15szłam
00:46:16z jakimś
00:46:17panem
00:46:17i panią.
00:46:18Och,
00:46:19nager
00:46:19lejzen,
00:46:20we ciemności
00:46:21bardzo jest
00:46:22nieprzyjemnie.
00:46:23Pastor Lejk
00:46:24tak bardzo
00:46:25cieszył
00:46:26i uspokaił
00:46:26Othiona.
00:46:27To zresztą
00:46:28wyjątkowo
00:46:29miły i
00:46:30kochany człowiek.
00:46:31Zgadzam się
00:46:32ze wszystkimi,
00:46:33co Othion
00:46:34mówi
00:46:34i chyba
00:46:35bardzo mu
00:46:36to pomogło.
00:46:37Nie Marto
00:46:38powiedział.
00:46:39To nie tak,
00:46:40gdyby
00:46:40wydawało się
00:46:41na świat
00:46:41czworo dzieci.
00:46:43Osoba,
00:46:43która najbardziej
00:46:44się kocha
00:46:45ma zostać sama.
00:46:46Niemożliwe,
00:46:47że wszystkie
00:46:48więzy
00:46:49pękną
00:46:50na
00:46:50ze śmiercią.
00:46:52Nie damy
00:46:53rady
00:46:53napisać tego
00:46:54wieczoru.
00:46:55Nic więcej.
00:46:56Jestem tak
00:46:56okropnie
00:46:57zmęczona
00:46:57myśleniem
00:46:58o wszystkim.
00:46:59Ósmy
00:46:59kwietnia
00:47:001993.
00:47:01Othion
00:47:02powiedział
00:47:02dziś
00:47:02o naszym
00:47:03małżeństwie.
00:47:04Dostrzegam
00:47:04dużo więcej
00:47:05niż myślałam.
00:47:06Pastor
00:47:07Lejk
00:47:07znowu
00:47:08dzisiaj
00:47:08u niego
00:47:08był.
00:47:09Othion
00:47:09mówi
00:47:10o jednym,
00:47:11co teraz
00:47:11go zajmowało.
00:47:12Czuję
00:47:12spokój,
00:47:13Marto.
00:47:14Och,
00:47:14dobrze
00:47:14jest
00:47:15znaleźć
00:47:15wytnienie,
00:47:17ufając
00:47:17temu,
00:47:18który jest
00:47:18silny
00:47:19i
00:47:19miłosierny.
00:47:20Nigdy
00:47:21bym
00:47:21nie sądził,
00:47:23czy tak
00:47:23spokojnie
00:47:24będę
00:47:24żegnał
00:47:25się
00:47:25życiem,
00:47:26choć
00:47:26jestem
00:47:26młody
00:47:27i mam
00:47:27nieskończone
00:47:28wiele
00:47:29porzucenia.
00:47:31Wszak
00:47:31kocham
00:47:32tak
00:47:33bardzo
00:47:33życie
00:47:34i
00:47:34byłem
00:47:34tak
00:47:34silnym,
00:47:35zdrowym
00:47:35człowiekiem.
00:47:37Teraz
00:47:37wiem
00:47:37jednak,
00:47:38że nie
00:47:38stracę
00:47:39nic
00:47:39rzeczy,
00:47:40które
00:47:40są
00:47:41mi
00:47:41tak
00:47:41miłe.
00:47:42Będę
00:47:42posiadał
00:47:43je w
00:47:43inny
00:47:44sposób,
00:47:45bliżej
00:47:45serca.
00:47:46Bardzo
00:47:46się
00:47:46cieszę,
00:47:47że
00:47:47myśl
00:47:47i
00:47:48tak
00:47:48samo.
00:47:50pastorem
00:47:50rozłąka
00:47:52nie jest
00:47:52możliwa,
00:47:53gdy jest
00:47:53się z
00:47:54kimś
00:47:54tak
00:47:55blisko.
00:47:56Rozmawiałam
00:47:56dziś o
00:47:57tobie z
00:47:57pastorem.
00:47:58On mówi,
00:47:59że Bóg
00:47:59nie wymaga
00:48:00od ciebie,
00:48:02byś
00:48:02znosiła
00:48:03to zaraz
00:48:04cierplienie
00:48:04i bez
00:48:05narzekania,
00:48:06ale odnajdziesz
00:48:07pocieszenie,
00:48:08a dzieci?
00:48:09Myślę
00:48:09Marto,
00:48:10że będzie
00:48:11mógł
00:48:12wiedzieć je
00:48:13i podążać
00:48:14za nimi
00:48:15duchem
00:48:15nawet po
00:48:16śmierci.
00:48:17Może
00:48:17też jakaś
00:48:18ich
00:48:18strzec
00:48:20pewnie
00:48:20Bóg
00:48:20będzie
00:48:21im
00:48:21lepszym
00:48:22ojcem
00:48:23niż
00:48:23mogłem
00:48:23być
00:48:23ja,
00:48:24ale
00:48:24może
00:48:25tak
00:48:25całkiem
00:48:26się
00:48:27nie
00:48:27rozdajemy,
00:48:29a my
00:48:29dwoje,
00:48:30gdy się
00:48:30kiedyś
00:48:31spotkamy,
00:48:32będziemy
00:48:32mogli
00:48:33kochać
00:48:33się
00:48:33dużo
00:48:34goręcej
00:48:34niż
00:48:35na ziemi,
00:48:36bo
00:48:36nie
00:48:36będzie
00:48:36tam
00:48:37już
00:48:37żadnych
00:48:38drobiazgów,
00:48:39które
00:48:39nas
00:48:40czasem
00:48:40dzieliły.
00:48:41Bo
00:48:41widzisz,
00:48:41ja wiem,
00:48:42że
00:48:42nie
00:48:42zawsze
00:48:43byłem
00:48:44całkiem
00:48:44szczęśliwym
00:48:45i
00:48:45wiedziałem
00:48:46to w
00:48:46ostatnich
00:48:47latach
00:48:48zawsze
00:48:48byłaś
00:48:49niespokojną
00:48:50duszą
00:48:50moja
00:48:50kochana.
00:48:51Nigdy
00:48:51z tobą
00:48:52o tym
00:48:52nie rozmawiałem,
00:48:54trochę bałem się
00:48:55jeszcze
00:48:55pogorszać
00:48:56sprawę,
00:48:57och,
00:48:57ale
00:48:57w większości
00:48:58było to
00:48:59dobre,
00:49:00że
00:49:00nie
00:49:00martą.
00:49:01Przyklękłam
00:49:02i
00:49:02zaszuchałam
00:49:03skrasznie,
00:49:04że stałam się
00:49:05taka
00:49:06nienerwowa,
00:49:07nie umiem
00:49:08powstrzymać
00:49:09łez,
00:49:10kiedy
00:49:10od
00:49:10ją tak
00:49:11mówi,
00:49:11ale
00:49:12na szczęście
00:49:13odkąd
00:49:13zaczął
00:49:14wierzyć
00:49:15już go
00:49:15to
00:49:16tak
00:49:16nie
00:49:16złości.
00:49:17Tak właśnie
00:49:18zawsze
00:49:18chcieliśmy
00:49:19dla siebie
00:49:19najlepiej.
00:49:21I
00:49:21Marto,
00:49:22kiedyś
00:49:22wszystko
00:49:23zrozumiemy
00:49:24i dostrzeżemy,
00:49:25że wszystko,
00:49:26co
00:49:26czasem
00:49:27nas rozdzielało,
00:49:29było to
00:49:29tylko
00:49:29drobne,
00:49:30doczesne
00:49:31błachowskie,
00:49:33które
00:49:33wkradały się
00:49:34między nas
00:49:34zewnątrz,
00:49:35piły trochę
00:49:36w
00:49:37zwyczajach
00:49:40i wychowaniu.
00:49:41jak nieznaczne
00:49:42były to
00:49:43rzeczy
00:49:43zrozumienie,
00:49:45któregoś dnia,
00:49:46kiedy już
00:49:46nic w życiu
00:49:47jednego z nas
00:49:49nie będzie
00:49:49ukryte przed
00:49:50drugim.
00:49:51Nawet gdybym
00:49:52mogła uwierzyć,
00:49:53czy bałambym
00:49:54w tym
00:49:55jakieś
00:49:55pociech,
00:49:56że nie?
00:49:57Kiedy już
00:49:58nic w życiu
00:49:59jednego z nas
00:50:00nie będzie
00:50:00ukryte przed
00:50:01drugim,
00:50:03gdybyśmy
00:50:03kiedyś
00:50:04mogli
00:50:04ujrzeć
00:50:04swe
00:50:05nagie dusze
00:50:06i naprawdę
00:50:07zobaczyć,
00:50:08jak nieskończenie
00:50:09małe
00:50:10były
00:50:10drobiazgi,
00:50:11które z
00:50:12początku
00:50:12nas
00:50:12podzieliły.
00:50:14Och,
00:50:14buntowałabym
00:50:15się
00:50:16w samym
00:50:17środku
00:50:18Królestwa
00:50:19Niebieskiego,
00:50:20bo
00:50:20wszechmogący
00:50:21i wszechpotężny
00:50:23pozwalał,
00:50:24by cała
00:50:25ta żałość,
00:50:26wstyd
00:50:27zepsucie
00:50:27i szeptara
00:50:28wpływały,
00:50:30wsączyły się
00:50:31przez maleńkie
00:50:32szczelinki
00:50:33w to,
00:50:34co zaczęło
00:50:34się tak
00:50:35znakomicie.
00:50:36Czasem sama
00:50:37tęsniłam
00:50:37za wiarą,
00:50:38chciałabym
00:50:39móc to wszystko
00:50:40odrzucić.
00:50:41Smutek
00:50:42nad bezsensem
00:50:43życia
00:50:43oraz nieszczęście,
00:50:45którego
00:50:45nie doda się
00:50:46naprawić
00:50:47i już wierzyć,
00:50:48że wszystko
00:50:49to ma
00:50:50jakiś sens,
00:50:51że istnieje
00:50:52zbawienie,
00:50:53lecz nie potrafię.
00:50:54Trzeba,
00:50:54by
00:50:55zostawić
00:50:56swój
00:50:56zdrowy
00:50:57rodzątek,
00:50:58aby uwierzyć,
00:50:59że stoi
00:50:59za tym
00:51:00miłość
00:51:00Boga
00:51:01i swoje
00:51:03poczucie
00:51:04przez
00:51:04swojego
00:51:05litości,
00:51:05by wyobrazić
00:51:06sobie,
00:51:06że
00:51:06krucha
00:51:08przynosi
00:51:08zbawienie.
00:51:10Pastor mówi
00:51:10o próbach,
00:51:12na które Bóg
00:51:12wystawia opornych.
00:51:14Cóż to za Bóg,
00:51:15jak za
00:51:16rządca
00:51:16niewolników?
00:51:17Żeby matka
00:51:18nie wierzyła
00:51:19w życie
00:51:19wieczne,
00:51:20mówi
00:51:21Otion,
00:51:22ona,
00:51:22która sama
00:51:23daje życie.
00:51:24Dziecko
00:51:25to list
00:51:26od Boga.
00:51:27Wiedziałam
00:51:27kiedyś
00:51:28w druku
00:51:28dziewczyna,
00:51:29która do końca
00:51:30nie wie,
00:51:31co czyni,
00:51:32dając się
00:51:33przekonać
00:51:34we winianku
00:51:35i we lonie,
00:51:36by dźwigać
00:51:37dzwonów
00:51:38i muzyki
00:51:39w obecności
00:51:40pastora
00:51:41i diabła
00:51:42mężczyźnie,
00:51:43który ją niszczy.
00:51:45Biedna kobieta,
00:51:46która wychodzi,
00:51:47by się nieco
00:51:48zbawić,
00:51:49obić się
00:51:50może,
00:51:51żeby zapomnieć,
00:51:52jak beznadziejnie
00:51:53męczyła się
00:51:54cały dzień.
00:51:55Dziewczyna
00:51:56nadzbięta
00:51:57wieczorem
00:51:58na wolnej drodze
00:51:59przez obcego
00:52:00Włóczęgę.
00:52:02Wszystkie
00:52:02mogą
00:52:03dostać
00:52:04list od Pana.
00:52:05Co Panu
00:52:06do moich dzieci?
00:52:07Co dziecku
00:52:08do wieczności,
00:52:09jak miałabym
00:52:10żyć bez końca,
00:52:12to powstało
00:52:13z jajeczka
00:52:14we mnie.
00:52:14Gdyby moje dziecko
00:52:16zmarło
00:52:16tuż po narodzinach,
00:52:18jak?
00:52:18Jak mielibyśmy
00:52:19odnaleźć siebie
00:52:20kiedyś za
00:52:21dłuższym
00:52:22czasem,
00:52:23kiedy i dla mnie
00:52:24skończy się życie?
00:52:26Może próbowałam,
00:52:27bym coś z tego
00:52:27wierzyć,
00:52:28gdybym straciła dziecko?
00:52:30My ludzie
00:52:31zostaliśmy
00:52:32podobno
00:52:33stworzeni
00:52:34na obraz Boga.
00:52:35Tego,
00:52:36który rządzi
00:52:36nieskończonym
00:52:37światem,
00:52:39próbuję o tym
00:52:39myśleć
00:52:40i myślę o moim
00:52:41życiu,
00:52:42o własnej
00:52:43królkozroczności.
00:52:45Uważam,
00:52:45że to
00:52:46dziecięce
00:52:46gadanie.
00:52:4719 kwietnia
00:52:481903
00:52:49byłam
00:52:50ślepo przekonana,
00:52:51że o tym
00:52:52mnie nie rozumie.
00:52:53Nigdy
00:52:53jednak nie
00:52:54przyszło mi do głowy,
00:52:55że to ja
00:52:56nie rozumiem
00:52:57jego.
00:52:57łądziliśmy
00:52:59w ciemności
00:53:00tak blisko siebie,
00:53:01że gdybym
00:53:02tylko wyciągnęła rękę,
00:53:03znalazłabym go
00:53:04u swego boku.
00:53:06Nasza mała
00:53:07namiętność
00:53:07się wypaliła.
00:53:09Dałam jej
00:53:10zagasnąć
00:53:11i nie wiedziałam,
00:53:12jak łatwo
00:53:13mogłabym
00:53:14dotrzymać
00:53:15ogień
00:53:15miłości,
00:53:16która mogła
00:53:17oświetlić,
00:53:18ogrzewać nas
00:53:19oboje
00:53:19do końca życia.
00:53:21Pomyślałam,
00:53:21że jestem
00:53:22taka mądra.
00:53:23Ot i on
00:53:23wiedział,
00:53:24że nasze życie
00:53:25zdacza się
00:53:25na zły tor
00:53:26i go
00:53:27to smuciło.
00:53:28Chodzi nie tak
00:53:29gorzko,
00:53:30jak mnie.
00:53:30W końcu
00:53:31zawsze miał
00:53:31swoją pracę,
00:53:32nigdy nie myślał
00:53:33aż tyle o sobie,
00:53:34ale smuciło go to,
00:53:36tęsknił
00:53:37za goręcznym
00:53:38pożyciem,
00:53:39nigdy nie dostrzegał,
00:53:41jak bardzo było źle.
00:53:42Wowiązek
00:53:43i wierność
00:53:44były dla niego
00:53:45czymś
00:53:45zanadto oczywistym
00:53:47i pewnie nawet
00:53:48w marzeniach.
00:53:49Nigdy by
00:53:50nie pomyślał,
00:53:51że dwoje,
00:53:52którzy pobrali się
00:53:53z miłości
00:53:54i mieli wspólny dom
00:53:55oraz dzieci
00:53:56mogli tak bardzo
00:53:57się od siebie
00:53:58oddalić,
00:53:59ale ja zawsze
00:54:00sądziłam,
00:54:01że on
00:54:01niczego nie widzi.
00:54:03Teraz pojawił się
00:54:04to w jego słowach,
00:54:05chodził jako
00:54:06cień rzeczy,
00:54:07które minęły,
00:54:08bo teraz
00:54:09wszystkie te rzeczy
00:54:10się dla niego
00:54:11skończyły.
00:54:12Z łatwością
00:54:13chwycił się
00:54:14wiarę on,
00:54:15którego cała
00:54:16istota jest
00:54:17wiarą.
00:54:18Zapytał mnie,
00:54:19czy chciałabym
00:54:20przyjąć
00:54:21wraz z nim
00:54:21sakrament ołtarza.
00:54:23Nie musisz,
00:54:24jeżeli sama
00:54:25nie chcesz,
00:54:25Marto,
00:54:26dla Ciebie,
00:54:27która jesteś
00:54:28w połowie życia.
00:54:29Wszystko to wygląda
00:54:30na pewno inaczej.
00:54:32Rozumiesz,
00:54:32nie wolno robić
00:54:33Ci tego
00:54:34ze względu na mnie,
00:54:36jedynie dla siebie samej.
00:54:38Cieszę się,
00:54:39że natychmiast
00:54:39się zgodziłam.
00:54:41Pojrzałam,
00:54:41jak bardzo
00:54:42Go to uradowało.
00:54:44Codziennie
00:54:44czytałam Mu Biblię
00:54:45i zawsze
00:54:46o nim
00:54:47rozmawiamy.
00:54:48On nie ma
00:54:48już sił
00:54:49zbyt wiele
00:54:50mówić.
00:54:51Jego powolny,
00:54:52ochrypły
00:54:52szep
00:54:53końcu
00:54:54całkiem
00:54:55milknie,
00:54:56a ja muszę
00:54:57co chwilę
00:54:58pomagać Mu
00:54:59przełykać
00:55:00gardło
00:55:00i poddawać
00:55:02wodę
00:55:02z sokiem
00:55:03do picia.
00:55:04A więc
00:55:05Mu czytam
00:55:06nietrudno
00:55:07mi
00:55:07zrozumieć
00:55:08do jego
00:55:09myśli
00:55:10i czasem
00:55:11znajduję
00:55:11niemal
00:55:12pociechę
00:55:13w tej
00:55:13zabawnej
00:55:14wielbiarę.
00:55:16Kiedy
00:55:16patrzy się
00:55:17na nie
00:55:18od wewnątrz,
00:55:19chrześcijaństwo
00:55:20jest całkiem
00:55:21spójne.
00:55:22Można czuć się
00:55:23jak po
00:55:24ośrodku
00:55:24wysokiej
00:55:25kategry
00:55:26z wiatrakami,
00:55:27chociaż wiem,
00:55:28że cały
00:55:29prawdziwy
00:55:30świat
00:55:30oraz światło
00:55:31dnia
00:55:32są na zewnątrz.
00:55:33Boże,
00:55:34cóż to
00:55:34za rozpacz,
00:55:35że taki
00:55:36właśnie
00:55:37jest koniec.
00:55:38Stale
00:55:38tylko
00:55:39kłamił.
00:55:39Nie
00:55:40śmiem
00:55:40powiedzieć
00:55:41mu
00:55:42ani
00:55:42słowa,
00:55:43które
00:55:43naprawdę
00:55:43wierzą.
00:55:44Leriont
00:55:45Lipiec
00:55:461904
00:55:47Co ze mnie
00:55:48w zasadzie
00:55:48za człowiek?
00:55:50Sama
00:55:50sądziłam,
00:55:51że dobra
00:55:51jestem
00:55:52i mądra.
00:55:53Popełniam
00:55:53wielki
00:55:54grzech,
00:55:55ale chyba
00:55:55myślałam,
00:55:56że doszło
00:55:56do niego
00:55:57właściwie
00:55:57bez mojej
00:55:58winy.
00:55:59Teraz
00:56:00wydaje mi się,
00:56:01że byłam
00:56:01bardziej
00:56:02ślepa
00:56:02i zarozumiała
00:56:04mniej niż
00:56:04wszyscy
00:56:05inni
00:56:05ludzie.
00:56:07Nie
00:56:07znam
00:56:07nikogo,
00:56:08kogo
00:56:08życie
00:56:09posypałoby się
00:56:10jak moje.
00:56:11Pewnie
00:56:11wynika to
00:56:12z czegoś,
00:56:13co mam
00:56:13w sobie.
00:56:14Kiedy
00:56:14rozglądam się
00:56:15po pokoju
00:56:16i widzę
00:56:17śpiące
00:56:17dzieci,
00:56:18zastanawiam się,
00:56:19w jakich
00:56:19rozczarowań
00:56:21z nimi
00:56:21z nimi
00:56:21doświadczam.
00:56:23Czy
00:56:23one
00:56:23też
00:56:23się
00:56:24ode
00:56:24mnie
00:56:24oddalą
00:56:25jak
00:56:25wszystko
00:56:25inne?
00:56:26Myślę,
00:56:26że moje
00:56:27życie
00:56:27składało się
00:56:29z kolejnych
00:56:30zawiedzionych
00:56:31nadziei
00:56:31i z kolejnych
00:56:32szans
00:56:33na szczęście,
00:56:34które sama
00:56:35zaprzepaściłam.
00:56:37Taka
00:56:37jestem
00:56:37zmęczona,
00:56:38że nie
00:56:38rozumiem wręcz
00:56:40jak dalej
00:56:40żyć.
00:56:41Czuję
00:56:41się
00:56:42potrącona
00:56:43od środka,
00:56:44jak po
00:56:44ulicznych
00:56:45upadkach
00:56:45i nie mam
00:56:46siły
00:56:46się
00:56:47podnieść.
00:56:48Wyjęłam
00:56:49papier
00:56:49i
00:56:50przybory
00:56:50do
00:56:50pisania,
00:56:52aby
00:56:52odpowiedzieć
00:56:53na
00:56:53list
00:56:53Henryka.
00:56:54Czytając,
00:56:55wymawiałam
00:56:56sobie,
00:56:57że dostrzegam
00:56:58u niego
00:56:58trochę
00:56:58dawnej
00:56:59ciepła.
00:57:00Sama
00:57:00jednak
00:57:01się
00:57:01mam
00:57:02czym
00:57:02mu
00:57:02odwdzięczyć,
00:57:04a jednak
00:57:04nie jest
00:57:05mi to
00:57:05obojętne.
00:57:07Cieszy
00:57:07mnie,
00:57:08że nadal
00:57:08się
00:57:09mną
00:57:09interesuje.
00:57:10Sądzę,
00:57:11że już
00:57:11więcej
00:57:11nie
00:57:12zobaczę
00:57:12się
00:57:13na tym
00:57:13świecie,
00:57:14ale
00:57:14jestem
00:57:14dla mnie
00:57:15jakaś
00:57:16pociecha,
00:57:16gdy wiem,
00:57:17że siedzi
00:57:18Nesje
00:57:18lakier
00:57:19i wciąż
00:57:20dobrze
00:57:20o mnie
00:57:21myśli.
00:57:21Poczułam,
00:57:22że tak
00:57:22jak zostanie
00:57:23Henryk
00:57:24jest w gruncie
00:57:25rzeczy wiernym.
00:57:26Narzekają
00:57:27tutaj na
00:57:27słońce,
00:57:28które piecze
00:57:29i pali
00:57:30dzień w
00:57:30dzień.
00:57:31Siedzę
00:57:31przy płocie
00:57:32z poziomu
00:57:33żerdzi,
00:57:35na skraju
00:57:35lasu
00:57:36albo nad
00:57:36rzeką,
00:57:37poza tym
00:57:38wszystko
00:57:38brzydko
00:57:39to
00:57:40wypalone,
00:57:41lecz tam
00:57:42mych
00:57:42trzyma się
00:57:43jeszcze
00:57:43świeży
00:57:44i zielony,
00:57:45a krzewy
00:57:46olchy
00:57:46mają gęste
00:57:47i ciemne
00:57:48listowie.
00:57:49Stęż
00:57:49jaki jest
00:57:50niski,
00:57:50ale
00:57:50rzeźko
00:57:51i chłodno
00:57:52tam
00:57:53człowiekowi.
00:57:54Ty
00:57:54słucha
00:57:55wody
00:57:55płynącej
00:57:56ze szmerem
00:57:57po kamieniach
00:57:59po kamieniach
00:57:59i kiedy
00:57:59patrzy
00:58:00jak
00:58:00światło
00:58:00słoneczne
00:58:01wpada
00:58:02między
00:58:02cień
00:58:03liści,
00:58:04aż pochłonie
00:58:05pnia
00:58:06owady
00:58:06zaś
00:58:07przypominają
00:58:08wiszące
00:58:08w powietrzu
00:58:09iskry
00:58:10ilekroć
00:58:11wylewają
00:58:12do środka
00:58:13albo
00:58:14chodzę
00:58:14na szczyt
00:58:15jak okiem
00:58:15sięgnąć
00:58:16tylko
00:58:16las
00:58:17świerkowy
00:58:18i jadłowy
00:58:19złocona
00:58:20słońcem
00:58:21ciemno
00:58:22świeczernika
00:58:23z niskim
00:58:24okrągłym
00:58:25pagórkami
00:58:26oddali
00:58:27zaś
00:58:28na tle
00:58:28jasnego
00:58:29od słońca
00:58:30nieba
00:58:30ledwie
00:58:31zaważą
00:58:32niebieskie
00:58:32grzbiety
00:58:33spokój
00:58:34panuje
00:58:35w lesie
00:58:35w tym
00:58:36palące
00:58:37jasne dni
00:58:38węboko
00:58:39jak w
00:58:39wczesnym
00:58:40snie
00:58:41i dać
00:58:42jak słabo
00:58:42i wolno
00:58:43sączą się
00:58:44życiodajne
00:58:45soki
00:58:45w drzewach
00:58:46i wrzosach
00:58:47w końcu
00:58:48stwierdziłam
00:58:48że moim
00:58:49własnym
00:58:49ciele
00:58:50i w mojej
00:58:51własnej duszy
00:58:52życie porusza się
00:58:53tak samo
00:58:53sennie
00:58:54i cicho
00:58:55a mój
00:58:55żal
00:58:56chowa się
00:58:57i śpi
00:58:58gdzieś na dnie
00:58:59mojej istoty
00:59:00dzieci
00:59:01ledwie widzę
00:59:02przez cały dzień
00:59:03są w domku
00:59:04gdzie bawią się
00:59:05z dziećmi
00:59:06nowego
00:59:06właściciela
00:59:07Elnier
00:59:08z początku
00:59:09nie chciał tam
00:59:10przebywać
00:59:11ale teraz
00:59:11i on chodzi
00:59:12tylko
00:59:13a sien
00:59:13depcze tu
00:59:14o
00:59:15dookoła
00:59:16z małym
00:59:16Tomasem
00:59:17Rabry
00:59:18bez spodenek
00:59:20kiedy biorę
00:59:21ją na kolana
00:59:22a ona
00:59:23siedzi
00:59:24i mówi
00:59:24głównie
00:59:25sama do siebie
00:59:26ja zaś
00:59:27słucham je
00:59:27i nie słucham
00:59:28zarazem
00:59:29myślę sobie
00:59:30że w tej główce
00:59:31przy mojej piersi
00:59:32mieści się
00:59:33cały świat
00:59:34tylko ile
00:59:36ja z niego
00:59:36poznam
00:59:37nie ma sensu
00:59:39wyobrażać
00:59:40sobie inaczej
00:59:41dusze naszych dzieci
00:59:42są jak obelce
00:59:44lądy
00:59:45pełne
00:59:45nie skończone
00:59:47nie skończone
00:59:47wiele długich dróg
00:59:48po których
00:59:49po których nigdy nie
00:59:50nie będzie
00:59:50każde dziecko
00:59:51pojmuje
00:59:52któregoś dnia
00:59:53że wcale nie jest
00:59:55tak jak jest
00:59:56a jednak
00:59:56kiedy siedzę
00:59:58i ją
00:59:58przytulam
00:59:59nie jestem
01:00:00całkiem sama
01:00:01ze swoim
01:00:02dzieckiem
01:00:02na kolanach
01:00:03jest
01:00:04się tak blisko
01:00:05drugiego człowieka
01:00:06jak to tylko
01:00:07możliwe
01:00:08to ze względu
01:00:09na dzieci
01:00:09zgodziłam się
01:00:10kiedy Henryk
01:00:11zapytał
01:00:12czy za niego
01:00:12wyjdę
01:00:13taka byłam
01:00:14wdzięczna
01:00:15po śmierci
01:00:16Othiona
01:00:16tak bardzo
01:00:17zmęczona
01:00:18aż opadłam
01:00:19z sił
01:00:20na myśl
01:00:21że
01:00:21miałabym
01:00:22trudzić się
01:00:23idąc z nimi
01:00:24przez świat
01:00:24pojedynkę
01:00:25kiedy siedział
01:00:27obok mnie
01:00:28w kaplicy
01:00:29był niemar
01:00:30równie
01:00:30biały
01:00:31na twarzy
01:00:32jako Othion
01:00:32i w trumnie
01:00:33żał też
01:00:35jakby
01:00:35zimna
01:00:36gdy
01:00:37pastor
01:00:37Oldaik
01:00:38mówił
01:00:39o Bożym
01:00:39miłosierdziu
01:00:40które objawiło się
01:00:42chorobie i śmierci
01:00:43Othion
01:00:44który wędrował
01:00:45po świecie
01:00:46zajęty interesami
01:00:48domem
01:00:49patrzonym
01:00:49w ziemię
01:00:50lęcz który
01:00:51w ciężkich
01:00:52samotnych chwilach
01:00:53zwrócił
01:00:53wzrok
01:00:54ku górze
01:00:55czasami
01:00:56rozpoznawał
01:00:57własne słowa
01:00:58Othion
01:00:58nieprzyjemnie
01:01:00obce
01:01:00i defini
01:01:01fermowane
01:01:03niczym
01:01:03wspomnienia
01:01:05pojawiające się
01:01:06we śnie
01:01:06potem mówi
01:01:07o wiernej
01:01:08ofiarowanej
01:01:09małżący
01:01:10zmarłego
01:01:11oraz o jego
01:01:12przyjacielu
01:01:13i wspólniku
01:01:14cały czas
01:01:15zdawało mi się
01:01:16że śnię
01:01:16te psalmy
01:01:17mnóstwo
01:01:18wieńców
01:01:19i wszyscy
01:01:19ci obcy
01:01:20ludzie
01:01:21w procesji
01:01:22wszystkie te
01:01:23nieprzyjemne
01:01:24czarne
01:01:24cylindry
01:01:25kiedy
01:01:26szliśmy
01:01:27się
01:01:27ciężką
01:01:28i mnóstwo
01:01:29przyjaciół
01:01:30których nie widziałam
01:01:31o których nie miałam
01:01:32na myśli
01:01:33latami
01:01:34wszystko to dziwnie
01:01:35rzeczy
01:01:36nierzeczywiste
01:01:37aż od tamtego ranka
01:01:39kiedy posłano
01:01:40po mnie
01:01:40abym natychmiast
01:01:41przyszło
01:01:42otyjon był
01:01:43przytomny
01:01:44i poznał mnie
01:01:44ale prawie
01:01:46nie mógł mówić
01:01:47miał napady
01:01:49niepokoju
01:01:50między którymi
01:01:52leżał
01:01:52całkiem nieruchomo
01:01:53śmierć była
01:01:55zupełnie inna
01:01:56niż myślałam
01:01:57lekarz twierdził
01:01:59że nie toczy się
01:02:00tu właśnie
01:02:01walka ze śmiercią
01:02:02mimo to
01:02:02pomieszczenie
01:02:03wypełniał
01:02:04sączący się
01:02:05niepokój
01:02:06a otyjon
01:02:07który trzymał
01:02:08mnie za rękę
01:02:09nagle odwrócił
01:02:10od nas wszystkich
01:02:12wzrok
01:02:12spojrzał
01:02:13przed siebie
01:02:14i szepną
01:02:15jezu
01:02:16chwile przedtem
01:02:17jednak
01:02:17uczynił znak
01:02:19że chce mi
01:02:20coś powiedzieć
01:02:21a gdy się schyliłam
01:02:22wyszeptał
01:02:23nie stój
01:02:24tak marto
01:02:25musisz usiąść
01:02:27kochana
01:02:27narzekałam
01:02:28Henrykowi
01:02:29gdyż nie spałam
01:02:30na nas
01:02:31skrażliwa kara
01:02:32mamy
01:02:33stać tak
01:02:34na od
01:02:34grobem
01:02:35otyjon
01:02:36i myśleć
01:02:36coś my zrobili
01:02:38że nie możemy
01:02:39tego w żaden
01:02:40sposób naprawić
01:02:41tylko nieustannie
01:02:42żałować
01:02:43co jest niepotrzebne
01:02:44i nie przynosi
01:02:45korzyści
01:02:46nikomu
01:02:47z żywych
01:02:47tak
01:02:48powiedział Henryk
01:02:49dopóki żyjemy
01:02:51musimy to za sobą
01:02:52ciągnąć
01:02:52nasze szczęście
01:02:54trwi
01:02:55to w nas
01:02:56jak choroba
01:02:57która nigdy
01:02:58nie mnienie
01:02:59a my
01:03:00o tym wiemy
01:03:01wiemy
01:03:02och
01:03:02ale co wiemy
01:03:04marto
01:03:04że cierpimy
01:03:05i cierpieliśmy
01:03:07i że będziemy cierpieć
01:03:09tylko do tego
01:03:10doprowadzi
01:03:11przecież nie mamy
01:03:13pojęcia
01:03:13co życie może
01:03:14uczynić
01:03:15z tych
01:03:16naszych smutków
01:03:17tak mówisz
01:03:18ale ja wiem
01:03:19mówisz o życiu
01:03:21powiadam ci
01:03:22dla mnie
01:03:23życie się skończyło
01:03:24Henryk
01:03:25nie odpowiedział
01:03:26siedział tylko
01:03:27zapatrzony
01:03:29przed siebie
01:03:29posłuchaj
01:03:30Marto
01:03:31odezwał się
01:03:31wreszcie
01:03:32przecież to
01:03:33oboje wiemy
01:03:34kiedyś
01:03:35gdy mnie
01:03:35dość czasu
01:03:37bo bierzemy się
01:03:39stałam na równi nogi
01:03:40rozłościłam się
01:03:42zawodziłam
01:03:44i ze ściekłością
01:03:45wylewałam na niego
01:03:46zarzuty
01:03:47skradziłeś
01:03:48najlepszego
01:03:48przyjaciela
01:03:49rzuciłam z pokardą
01:03:50uwodziłeś mu żonę
01:03:52nawet tydzień
01:03:53nie minął
01:03:54jak leży w ziemi
01:03:55a ty już mówisz
01:03:56że mamy się pobrać
01:03:57tak
01:03:58przyznał Henryk
01:04:00tak już jest
01:04:01masz rację
01:04:02spadł na nas
01:04:04skrażliwa kara
01:04:05ale rzuciliśmy się
01:04:07kiedyś
01:04:07w nurt
01:04:08który zaprowadził
01:04:10nas tutaj
01:04:10styd i żal
01:04:12i hańba
01:04:13nie uciekniemy
01:04:14od nich
01:04:14ale jeszcze żyjemy
01:04:16nie możemy
01:04:17położyć się
01:04:18i umrzeć
01:04:19masz swoje dzieci
01:04:20a ja
01:04:21czy mógłbym ci
01:04:22gdybym umarł
01:04:24nie miała być
01:04:24wtedy nikogo
01:04:25jesteśmy
01:04:26na siebie
01:04:27skazani
01:04:28więc spójrzmy
01:04:29raczej na sytuację
01:04:30taka jak jest
01:04:31co rano
01:04:32gdy się budzimy
01:04:33życie dopada
01:04:34nas dniem
01:04:35przez który
01:04:36musimy przejść
01:04:37czy nie
01:04:38powinniśmy
01:04:39raczej próbować
01:04:40żyć najlepiej
01:04:41jak potrafimy
01:04:42uważam że najlepiej
01:04:43będzie jak będziemy
01:04:44szczerzy wobec siebie
01:04:45nazajem
01:04:46i siebie samych
01:04:47rzed Henryk
01:04:48tylko ty i ja
01:04:49wiemy
01:04:50czegoś my się
01:04:51dopuścili
01:04:51i naprawdę
01:04:52mieliśmy dość czasu
01:04:54by ustalić
01:04:55w duchu
01:04:56czy to
01:04:57w ogóle było
01:04:58oraz co
01:04:59potem nastąpi
01:05:01gdyby
01:05:01od ją
01:05:02wyzgrowiał
01:05:02wyjechałbym
01:05:03a ty
01:05:04musiałabyś
01:05:05wymyślać
01:05:06jak mu to
01:05:06wynagrodzić
01:05:07teraz już go nie ma
01:05:09my dwoje
01:05:10nie możemy
01:05:10ani go skrzywdzić
01:05:11ani mu pomóc
01:05:13on istnieje
01:05:14tylko w naszych
01:05:15wspomnieniach
01:05:16a jeśli udamy
01:05:17że z nim
01:05:18liczymy
01:05:19tak naprawdę
01:05:20liczyć będziemy się
01:05:21tylko ze sobą
01:05:22z naskrojami
01:05:23które w sobie
01:05:24pielęgnujemy
01:05:25jesteśmy teraz
01:05:26tylko ty
01:05:27i ja
01:05:28i musimy
01:05:28spróbować mieć jeszcze
01:05:30coś z życia
01:05:31moglibyśmy czekać
01:05:32na odpowiedni czas
01:05:34udawać
01:05:35że jesteśmy
01:05:35tak rozgotani
01:05:37że nie mieliśmy
01:05:38o niczym
01:05:39innym
01:05:40niż żałoba
01:05:41ale to właśnie
01:05:42jest szatarażne
01:05:43że nie możemy
01:05:44przekochodzić
01:05:46żałoby
01:05:46nie pozwalając by
01:05:48smutek mieszał się
01:05:49ze wspomnieniami
01:05:50przeszłości
01:05:50i myślami o przyszłości
01:05:52Boże mój Martom
01:05:53czy nie rozumie
01:05:54że czasem
01:05:55chciałbym tak bardzo
01:05:56że aż doprowadza
01:05:58mnie to do szaleństwa
01:05:59być teraz przy tobie
01:06:00jako brat i przyjaciel
01:06:02i szczerze
01:06:03przeżywać
01:06:04żałobę
01:06:05po straciotiem
01:06:06i żeby wszystko
01:06:07co nas oboje
01:06:08zajmuje
01:06:09nigdy nie istniało
01:06:10i było czymś
01:06:11nieznanym
01:06:12naszym myślom
01:06:13żebyśmy słysząc
01:06:15o takich związkach
01:06:16uważali je
01:06:17za niezrozumiały błąd
01:06:18a jednak
01:06:19do tego doszło
01:06:20dlatego mieliśmy
01:06:22odkrywać
01:06:22przed sobą
01:06:23komedię
01:06:24bądźmy
01:06:24przynajmniej uczciwi
01:06:26och tak
01:06:27naturalnie
01:06:27masz rację
01:06:28po prostu
01:06:29nie mam
01:06:29teraz siły
01:06:30żeby się
01:06:31w to zagłębiać
01:06:33nie potrafię
01:06:33traktować tego
01:06:34jak ty Henryku
01:06:35moje życie
01:06:36jest od tej pory
01:06:37tak skraszne
01:06:39że nawet nie wiesz
01:06:40tak Marto
01:06:41powiedział cicho
01:06:42a jak myślisz
01:06:43moje życie
01:06:44jakie byłoby
01:06:45przez te lata
01:06:46chodziłam po salonie
01:06:47płakałam
01:06:48zawodziłam
01:06:49aż zatrzymałam się
01:06:50przed nim
01:06:51jest po wszystkim
01:06:52wszystko wyszło
01:06:53minęło
01:06:53dlatego mieliśmy
01:06:54starać się
01:06:55znowu
01:06:56coś odbudować
01:06:57na co miałabym się
01:06:58tak stać
01:07:00i przez to
01:07:01zniszczyliśmy
01:07:02siebie
01:07:02nazajem
01:07:03przez kaprysy
01:07:04zachciankę
01:07:05przez nic
01:07:06nic
01:07:07Marto
01:07:08to co nazywasz
01:07:09niczym
01:07:10jest całym
01:07:10moim życiem
01:07:11odkąd sięgam
01:07:12pamięcią
01:07:13zatrzymałam się
01:07:14przecież dobrze wiesz
01:07:16powiedział Henryk
01:07:17że kocham cię
01:07:18prawie od dziecka
01:07:19a jednak
01:07:20rozważałam ślub
01:07:21oczywiście nie
01:07:22powiedziałam
01:07:23że tego chcę
01:07:24i nigdy o tym
01:07:25nie rozmawialiśmy
01:07:26ale cały czas
01:07:27istniało takie
01:07:28założenie
01:07:28Henryk przychodził
01:07:30do mnie
01:07:30prawie codziennie
01:07:31był miły dla dzieci
01:07:32na swój spokojny sposób
01:07:34niedzielę zabierał
01:07:36chłopców na narty
01:07:37wysyłałam ich
01:07:38do teatru
01:07:39i tak dalej
01:07:40a wobec mnie
01:07:41wykazywał się
01:07:42niesłuchaną
01:07:43pomysłowością
01:07:44i cierpliwością
01:07:45próbując
01:07:45wywabić mnie
01:07:46z mojej
01:07:47kamiennej
01:07:48żałoby
01:07:48kiedy
01:07:49przychodził
01:07:50siadałam
01:07:51tylko
01:07:51obraz rozpaczy
01:07:53i się smuciłam
01:07:54wydobywał
01:07:55z siebie
01:07:55udrękę
01:07:56zmęczenie
01:07:57skryzotem
01:07:58które uspokajał
01:08:00się nieco
01:08:01podczas codziennej pracy
01:08:02siedziałam
01:08:03roztrząsając
01:08:05jak wszystko
01:08:05jest beznadziejne
01:08:07nieszczęśliwe
01:08:07upokarzejące
01:08:09i pozwalałam
01:08:10aby najlepiej
01:08:11jak tylko potrafił
01:08:13próbował
01:08:14zdobić
01:08:15moją
01:08:15skostniałą
01:08:17milczącą
01:08:17istotę
01:08:18dawałam mu
01:08:19mówić
01:08:20i słuchałam go
01:08:21z uśmiechem
01:08:22wyróżnającym
01:08:24smutek
01:08:24zmieszany
01:08:25z
01:08:25powagardą
01:08:27rzucając
01:08:28lakoniczne
01:08:29niejednoznaczne
01:08:30odpowiedzi
01:08:31jednak
01:08:32postrzegał
01:08:33te wizyty
01:08:34Henryka
01:08:35jako
01:08:35jego obowiązek
01:08:36a za swoje
01:08:38święte prawo
01:08:39uważałam
01:08:39żeby go
01:08:40dręczyć
01:08:41tak dręczyłam go
01:08:43jak mogłam
01:08:44Henryk
01:08:45zaznosił
01:08:46moje humory
01:08:46z anielską
01:08:47wręcz
01:08:47cierpliwością
01:08:48opanowaniem
01:08:49w ogóle go nie
01:08:51kochałam
01:08:51lecz akceptowałam
01:08:52jego miłość
01:08:53szarpiąc
01:08:54i dargając mu
01:08:56serce
01:08:56najmocniej
01:08:57jak tylko
01:08:57umiałam
01:08:58nic mi się
01:08:59nie chce
01:08:59powiedziałam
01:09:00któregoś dnia
01:09:01nic w życiu
01:09:02nie jest już
01:09:03dla mnie
01:09:03cokolwiek
01:09:04warte
01:09:05bo czuję
01:09:06że zostałam
01:09:07zunurzona
01:09:08w błocie
01:09:09z którego
01:09:10nie potrafię
01:09:10się podnieść
01:09:12mówię ci
01:09:13nie chce
01:09:13mi się
01:09:14nawet próbować
01:09:15stać
01:09:16a kiedy
01:09:16Henryk
01:09:17starał się
01:09:17chwycić
01:09:18moje dłonie
01:09:19gwałtownie
01:09:20przywiodła
01:09:21je do siebie
01:09:22zostaw mnie
01:09:23kiedy właśnie
01:09:24nie chcę
01:09:25musisz już
01:09:26wziąć się
01:09:27w garść
01:09:28oczywiście
01:09:29łatwiej jest
01:09:30usiąść
01:09:30i rozpaczać
01:09:31przeszłość
01:09:32ale to
01:09:33jak samobójstwo
01:09:35musisz
01:09:35iść dalej
01:09:36na litość
01:09:37boską
01:09:38co umarło
01:09:39zostało już
01:09:40pogrzebane
01:09:41i zastanów się
01:09:42w jakich warunkach
01:09:43możesz teraz
01:09:44żyć
01:09:44jakikolwiek
01:09:45nie byłyby
01:09:46trudne
01:09:47co bym mógł
01:09:48gdybym
01:09:49usiadł
01:09:49u twojego
01:09:50boku
01:09:51i także
01:09:51się
01:09:51zmucił
01:09:52jak myślisz
01:09:53jakie miałoby
01:09:54to wtedy
01:09:55życie
01:09:55stworzymy
01:09:56ja jestem
01:09:58właściwie
01:09:59do uczciwości
01:10:01gdyby ktoś
01:10:02powiedział mi
01:10:04dziesięć
01:10:05dwanaście
01:10:05lat temu
01:10:06że pewnego
01:10:07nie znajdę się
01:10:08w takim miejscu
01:10:09że zrobię
01:10:11to i to
01:10:12wierz mi
01:10:13zaklinałbym się
01:10:14że to niemożliwe
01:10:15stałem się
01:10:17biednym
01:10:17człowiekiem
01:10:18Marto
01:10:18ale
01:10:19przeszłość
01:10:20minęła
01:10:20a moja
01:10:21miłość
01:10:22do ciebie
01:10:22jest teraz
01:10:23i to na niej
01:10:24właśnie
01:10:25można próbować
01:10:26budować
01:10:26życiem
01:10:27chciałam żeby
01:10:28Henryk
01:10:29mówił właśnie
01:10:29takie rzeczy
01:10:30chciałam patrzeć
01:10:32jak wylewa
01:10:32swoją miłość
01:10:33jak głębi
01:10:34z siebie
01:10:35szuka
01:10:35świeżej
01:10:36życiowej
01:10:37odwagi
01:10:37którą mogłabym
01:10:38złożyć
01:10:39u moich
01:10:40stół
01:10:40ale
01:10:40zarażał go
01:10:42moja
01:10:42nieustanna
01:10:43zgryzota
01:10:44i wiedziałam
01:10:44oraz słyszałam
01:10:45że sam jest
01:10:46zreagowany
01:10:47i rozpaczony
01:10:49że nie wierzy
01:10:50we własne słowa
01:10:51aż wreszcie
01:10:52odchodził
01:10:52zmęczony
01:10:53a ja nie poddawałam się
01:10:55dopóki nie
01:10:56wypędziłam
01:10:57życia
01:10:57z jego miłości
01:10:58nie zaakceptował
01:11:00każdej iskierki
01:11:01odwagi
01:11:01i nadziei
01:11:03jaką się w nim
01:11:04zatliła
01:11:05ciągle jeszcze
01:11:05przychodził
01:11:06i nadal chciał
01:11:07żebyśmy się
01:11:08pobrali
01:11:08teraz jednak
01:11:09robił to
01:11:10chyba tylko
01:11:11z poczucia
01:11:12obowiązku
01:11:12i żeby móc
01:11:13jak najszybciej
01:11:14dać siebie
01:11:15mnie
01:11:16oraz dzieciom
01:11:17jednak patrząc
01:11:18jak wyjętnie
01:11:20miłość Henryka
01:11:21coraz bardziej
01:11:22stawałam się
01:11:23nieszczęśliwa
01:11:24nie dlatego
01:11:25że go kochałam
01:11:26lecz że zrozumiałam
01:11:27iż sama
01:11:28odlaganiam od siebie
01:11:29jedyną osobę
01:11:31która się o mnie troszczy
01:11:32widziałam też
01:11:33że robię wszystko
01:11:35by stał się
01:11:36nieszczęśliwy
01:11:36i bo
01:11:37raz kolejny
01:11:38zupełnie
01:11:38niczego
01:11:39nie rozumiał
01:11:40lecz nie zamierzałam
01:11:42tego przerwać
01:11:43tak bardzo
01:11:44niezadowolona
01:11:46czułam się
01:11:46by przemierzać
01:11:48świat
01:11:49sama z dziećmi
01:11:50rok w rok
01:11:51męcząc się
01:11:52w pojedynkę
01:11:53nie śmiałam
01:11:54o tym myśleć
01:11:55a jednak
01:11:56to właśnie
01:11:57dla dzieci
01:11:58z tym skończyłam
01:12:00myśląc o przyszłości
01:12:01bałam się
01:12:02wizji kolejnych lat
01:12:03przez które
01:12:04męczyłam się
01:12:05to w szkole
01:12:06to w domu
01:12:07z kolei myśląc
01:12:08o tym
01:12:09jak wyglądałoby
01:12:09moje życie
01:12:10z Henrykiem
01:12:11o domu
01:12:12w którym
01:12:12mieszkalibyśmy
01:12:13z dziećmi
01:12:14o tjen i moim
01:12:15o tym
01:12:16jak musiałabym
01:12:17kłamać
01:12:18i ukrywać
01:12:19przed nim
01:12:19sprawy
01:12:20mniejsze
01:12:21i większe
01:12:22na to też
01:12:22nie umiałam
01:12:24się odważyć
01:12:25tamtego dnia
01:12:26w marcu
01:12:26kiedy długo
01:12:27chodziłam wokół
01:12:28frontemain
01:12:30i rozmyślałam
01:12:31aż doszło
01:12:32do wniosku
01:12:33że jedyny
01:12:34możliwy
01:12:35wybor
01:12:35jest
01:12:35jeśli mam ze sobą
01:12:37wytrzymać
01:12:38i zachować
01:12:39choć odrobinę
01:12:40szacunku
01:12:40do samej siebie
01:12:41w pełnym sensie
01:12:42poczułam się
01:12:43wyzwolona
01:12:44kiedy to zrobisz
01:12:45będziesz mieć spokój
01:12:47pomyślałam
01:12:47zobaczysz
01:12:48tak będzie lepiej
01:12:50i nie żałuję
01:12:51to jedna z nielicznych rzeczy
01:12:53jakich nie żałuję życiu
01:12:55ale czuję
01:12:56radość
01:12:57że tak się stało
01:12:59równie mocno
01:13:00obawiam się
01:13:01przyszłości
01:13:01nie jest lepiej
01:13:02poszłam do Henryka
01:13:04ale kiedy mówiłam
01:13:05siedząc na kanapie
01:13:06przy drzwiach
01:13:07balkonowych
01:13:08i patrząc na jego
01:13:09bladą
01:13:09zasmuczoną twarz
01:13:11z mroku
01:13:11ogarnęło mnie
01:13:12coraz to większe
01:13:13poczucie nieszczęścia
01:13:14nie wiem co powiedziałam
01:13:16próbowałam mu
01:13:16chyba wyjaśnić
01:13:18co cały czas
01:13:19czułam
01:13:19najlepiej będzie
01:13:20jeśli całkiem się
01:13:21rozstaniemy
01:13:22Henryku
01:13:23to niemożliwe
01:13:24żebyśmy próbowali
01:13:25znowu rzucić razem
01:13:26tylko dla siebie
01:13:27nazajem
01:13:28skrzyw
01:13:28wydzadzimy się
01:13:30o nie
01:13:31nie Marto
01:13:32nie można tak mówić
01:13:34skąd miałabyś wiedzieć
01:13:35w każdym razie
01:13:37dokąd
01:13:37nie się
01:13:38skrzywdziliśmy
01:13:40powiedział
01:13:41wtedy Henryk
01:13:42umilk
01:13:42tylko
01:13:43naprawdę Marto
01:13:44tak pewnie masz rację
01:13:46ale tylko się
01:13:46skrzywdziliśmy
01:13:47ty nie
01:13:48trąciłam szybko
01:13:50ale ja
01:13:51wyrządziłam
01:13:52tylko krzywdę
01:13:53a teraz nawet
01:13:54już mnie nie kochasz
01:13:55owszem Marto
01:13:56w pewnym sensie
01:13:57możesz mieć rację
01:13:58ostatnio sam czasem
01:13:59myślałam
01:14:00że już się nie kocham
01:14:01ale byłem
01:14:03jedynie zmęczony
01:14:04a teraz
01:14:05kiedy się przyszła
01:14:06i tak do mnie mówisz
01:14:07wreszcie rozumiem
01:14:08ej droższa
01:14:09co pozostałoby ze mnie
01:14:11gdybym
01:14:12już cię nie kochał
01:14:13ależ Henryku
01:14:14powiedziałam
01:14:15przecież widzisz
01:14:16jaka jestem
01:14:17zawsze się
01:14:18cię źle traktuję
01:14:19dręczę cię
01:14:21nie kocham cię
01:14:21nikogo już nie pokocham
01:14:23Henryk siedział
01:14:24chowając twarz dłoni
01:14:26powoli zawodził
01:14:27kiedy mówiłam
01:14:28och tak Marto
01:14:29och tak
01:14:30ludzie mogą się
01:14:31nazajem dręczyć
01:14:32nawet jeśli się kochają
01:14:34Henryku
01:14:35Henryku
01:14:35to musisz się skończyć
01:14:37jestem zmęczona
01:14:38i tyś
01:14:39się zmęczył
01:14:40nie
01:14:40nie jestem zmęczony
01:14:42nigdy
01:14:42przenigdy
01:14:43nie będę zmęczony
01:14:44tak bardzo cię kocham
01:14:45i nagle rzucił się na mnie
01:14:47zaczął pieścić
01:14:48błagać
01:14:48grozić
01:14:49sam nie wiem
01:14:50co jeszcze
01:14:51wreszcie mu się
01:14:52wyrwałam
01:14:53leżałam skulona
01:14:54na kanapie
01:14:55i szlochałam
01:14:56a ja stałam
01:14:57przy pianinie
01:14:58nie możesz
01:14:59a tak się smucić
01:15:00nie zasługuję
01:15:01na to być
01:15:02ktoś mnie pokochał
01:15:04możliwe
01:15:04powiedział zmęczony
01:15:05ale mnie to nie pomoże
01:15:07moja miłość
01:15:08oczywiście
01:15:09na nic się nie zda
01:15:10skoro nie potrafię
01:15:12sprawić
01:15:13byś mnie pokochała
01:15:14skoro nawet
01:15:15nie rozumiałaś
01:15:16to na nic
01:15:17nie mam zatem prawa
01:15:19moja miłość
01:15:20jest bezuzytecna
01:15:22Henryku
01:15:23powiedział
01:15:23wiem
01:15:24że powinnam
01:15:25prosić cię
01:15:26o przebaczenie
01:15:27bez do końca
01:15:28prosić o przebaczenie
01:15:30tylko za co
01:15:31że ja cię kocham
01:15:32a ty możesz się
01:15:33zezmudzić
01:15:34by kochać mnie
01:15:35przecież
01:15:36nic na to nie
01:15:37możesz poradzić
01:15:38i odwrócił się
01:15:39ode mnie
01:15:40żeby nie widziała
01:15:41jak płaczę
01:15:42a potem podszedł
01:15:43za mną
01:15:44i w drzwiach
01:15:45mocno chwycił mnie
01:15:47za ręce
01:15:48i lepiej będzie
01:15:49jak pójdę
01:15:49wyzwałam się
01:15:50jest mi
01:15:51siebie
01:15:52styd
01:15:52że nie zasłużyłam
01:15:54żebyś powiedział mi
01:15:56chociaż słowo
01:15:57na pożegnanie
01:15:57nie zasłużyłam
01:15:58żebyś smucił się
01:15:59moim odejściem
01:16:01i nie mogę
01:16:02nic zrobić
01:16:03żeby ci pomóc
01:16:04pozwól mi odejść
01:16:06Henryku
01:16:07tak rzekł
01:16:08i mnie puścił
01:16:09wiem że odejdziesz
01:16:10nie mogę cię
01:16:11zatrzymać
01:16:13i dał mi odejść
01:16:15nie
01:16:15nie stałam się
01:16:16nieszczęśliwa
01:16:16po naszym rozstaniu
01:16:18ale również
01:16:18nieszczęśliwa
01:16:19byłabym
01:16:21gdybym usiłowała
01:16:22stworzyć z nim
01:16:23wspólną przyszłość
01:16:24bo to nieprawda
01:16:25że przeszłość
01:16:26jest tylko to
01:16:27co minęło
01:16:28przynajmniej
01:16:29w moim przypadku
01:16:30tak nie jest
01:16:31to właśnie
01:16:32próbowałam
01:16:32zrobić cały czas
01:16:34zostawić
01:16:35przeszłość
01:16:35za sobą
01:16:36wszystko co mi się
01:16:37przydarzyło
01:16:38starałam się
01:16:39podczekać
01:16:40jako historię
01:16:41która minęła
01:16:42ale gdy tutaj
01:16:43siedzę
01:16:44spoglądam
01:16:45czasem myślę
01:16:46że wszystko
01:16:47co się stało
01:16:48i co się
01:16:49co widzę
01:16:50to tylko
01:16:51zewnętrzne
01:16:52skutki
01:16:52które zastygły
01:16:54w moich kształtach
01:16:55co jest nieistotne
01:16:57niemal przypadkowe
01:16:58pod spodem
01:16:59jednak
01:17:00dostrzegam cień
01:17:01coś
01:17:02czego nie mogę
01:17:03pochwycić
01:17:04nie wiem nawet
01:17:05jak to nazwać
01:17:06jakąś moc
01:17:08która nie zastygła
01:17:10i nie umarła
01:17:11jakkolwiek
01:17:12potoczy się
01:17:13moje życie
01:17:14jak będzie
01:17:15powolne
01:17:16jak niewiele
01:17:17się w nim
01:17:17wydarzy
01:17:18to czego
01:17:19nie umiem
01:17:19określić
01:17:20będzie to
01:17:21wyrzeszać
01:17:23poruszać się
01:17:24za mną
01:17:25czuję tego
01:17:27oddech
01:17:27dość mam
01:17:28swoich
01:17:29niepotrzebnych
01:17:30słów
01:17:31którymi staram
01:17:32się uciszyć
01:17:33własny
01:17:34krwawiący ból
01:17:35pamiętam
01:17:36coś do czego
01:17:37doszło w szkole
01:17:38pierwszy rok
01:17:39mojej pracy
01:17:40w roli
01:17:40nauczycielki
01:17:41jedno z młodszych
01:17:43dzieci zostało
01:17:44przejechane
01:17:45tuż przed
01:17:46szkołą
01:17:47bramą
01:17:48inni
01:17:48wypchnęli
01:17:49dziewczynkę
01:17:50na ulicę
01:17:51przez co upadła
01:17:52a wtedy
01:17:53wóz
01:17:53zebiwem
01:17:55najechał
01:17:56jej na rękę
01:17:58i leżała
01:17:59na kanapie
01:18:00pokoju
01:18:00nauczycielskim
01:18:01kiedyśmy
01:18:02czekali
01:18:03na lekarza
01:18:04męczyliśmy się
01:18:05i ją
01:18:06opatrywaliśmy
01:18:07ale krew
01:18:08sączyła się
01:18:09przez rękawiczki
01:18:10które żeśmy
01:18:12ją
01:18:13owijali
01:18:14biedaczka
01:18:15poruszała
01:18:16cały czas
01:18:16drugą
01:18:17rączką
01:18:18próbując
01:18:18zerwać
01:18:19obatrunki
01:18:20i krzycząc
01:18:21bez ustanku
01:18:22chcę zobaczyć
01:18:23swoją rękę
01:18:24chcę zobaczyć
01:18:25jak wygląda
01:18:26koniec
01:18:27książki
01:18:28nie
01:18:30to
01:18:30nie
01:18:30to
01:18:30nie
01:18:31to
01:18:31nie
01:18:32to
01:18:32nie
01:18:33to
Comments