- 9 minutes ago
Wźięte z strony Domeny publicznej Wolne Lektury.pl
Czyta realnym głosem sakura-haruno18
Autorka Sigrid Undset Tłumaczone przez panią Katarzynę Tunkiel
Książka ma tytuł Pani Marta Oulie
Zapraszam do współpracy chętnie podejmę współpracę
KONTAKT
E-mail: sakura-haruno18@wp.pl
Discord Nanokarin:
https://nanokarrin.pl/discord.com/inv...
sakuraharuno18
Czyta realnym głosem sakura-haruno18
Autorka Sigrid Undset Tłumaczone przez panią Katarzynę Tunkiel
Książka ma tytuł Pani Marta Oulie
Zapraszam do współpracy chętnie podejmę współpracę
KONTAKT
E-mail: sakura-haruno18@wp.pl
Discord Nanokarin:
https://nanokarrin.pl/discord.com/inv...
sakuraharuno18
Category
📺
TVTranscript
00:00Lektura, podobnie jak tysiące innych, jest dostępna online na skronie wolnelektury.pl.
00:05Utwór opracowany został w ramach projektu Wolne Lektury przez Fundację Wolne Lektury.
00:11Sigryg Anstend, Pani Marta Onlie, tłumaczy Katarzyna Tunkiel.
00:17Zapisuję się ze wpatrzona te słowa. Całkiem zajmują mi myśli.
00:22Tak samo zapisywałam niegdyś nazwisko Otian i w nie się patrywałam.
00:27Otio Otian, Otio Otian, Otio Otian.
00:3226 marca 1902.
00:35Miecy Otian przychodzą niezmawodnie jak wtorek i sobota.
00:39Jest w dobrej myśli i pisze, że u niego coraz lepiej, bo ich lekturze zawsze ogarnia mnie ten sam zawód.
00:46Takie są bezosobowe, choć pisze prawie wyłącznie o dzieciach i domu, a tak mało o tym jak żyje im się w sanatorium.
00:54Człowiek ma jednak wrażenie, że równie dobrze mógłby chodzić o jakikolwiek inny dom, inne dzieci.
01:03Sama się wstydzę, że myślę o takich rzeczach.
01:06Skupiam się na charakterze pisma przedsiębiorcy i stylu przedsiębiorcy.
01:11A mimo to w każdym liście wyczuwam jak bardzo za nimi tęskni mój biedny chłopiec i jak bardzo nas kocha.
01:18Ja też nie potrafię zresztą sklecić choćby jednego naturalnego niewymuszonego listu.
01:24Piszę jedynie o dzieciach, lecz sama widzę jak źle napisane są moje listy, ale Otian pewnie tego nie zauważy.
01:312 kwietnia 1902.
01:33Dzisiejszy list Otian sumotniejszy był niż kiedykolwiek wcześniej.
01:38Tak skrasznie tęskno mu za domem.
01:40Mówię, że całe popołudnie spędził czytając stare listy ode mnie i chłopców, oglądając nasze fotografie.
01:48Co wieczór całuję zdjęcia was wszystkich.
01:51To małe, które Henry zrobił Erinowi i tobie w domu letnim.
01:57Wisi nad moim łóżkiem, ale ja je zdejmuję i całuję każdego wieczoru, gdy gaszem światło.
02:03Prosibym wreszcie przyjechała do niego na wielkanoc.
02:06Tak, drogi mój, pewnie przyjadę.
02:09Och, sam ma też tęsknię za tobą.
02:12Od ją tęsknię jednak za niemożliwym życie i duszy oddałabym, aby coś się odstało.
02:18Och, czyste, miedzie dobre, spojne sumienie.
02:22Niestety nie mogłoby mnie oneśmielić, a każde napisanie czy wypowiedzianie do ciebie słowa dałoby ci siłę, nadzieją i życiową energię.
02:32Dzieciem zaś byłabym i ojcem i matką pod trwą nieobecność.
02:38By ogólnie myślałam wtedy o sobie tylko o was, moich ukochanych.
02:43Wylebyś tylko wyzgrowiał od ją, tak marnie czuję się przez to, że stale chodzę tylko i rozmyślam o swoich sprawach, ale ani na chwilę nie mogę przestać i boli mnie to tak samo jak na początku, albo i mocniej.
02:58Muszę znosić to całkiem sama, wbijam sobie te myśli do głowy, a trwają mi umysł niczym nowotny i przypomina mi się tym dwadzieścia razy dziennie.
03:10Znieść się nie da, gdy od to on pyta, czy widziałam może niedawno Henryka, czy często u nas bywa i tym podobnym.
03:19Mówi o nim prawie w każdym liście i jeszcze wszystkie te pozkrowienia dla Arsien, słodkiej maleńki, której ojca jest prawie nie widział.
03:28Wypytuje o wszystko na jej temat.
03:31Bóg wie, co by się stało, gdyby kieloregoś dnia powiedziałam od Jonowi, że Arsien to nie twoje dziecko.
03:38Hendrik i ja my, którym wierzyłeś najbardziej na całym świecie, których najbardziej ceniłeś, radziliśmy cię, to Hendrik jest ojcem Arsien.
03:47Nie wiem, co by zrobił, nie potrafię sobie tego wyobrazić, wiem tylko, że jego życie byłoby dooszczędnie zniszczone, że nic by ze nie pozostało.
03:57Dokąd miałby się zwrócić ze swymi bezgranicznymi, straszliwymi poczuciem krzywdy, że straciliśmy go, choć sam zawsze był taki wierny, nieznośnie wręcz wierny.
04:09Pod każdym względem, odkąd się popraliśmy, patrzyłam, jak żyje tylko dla niego domu, dla mnie i dzieci, jakbyśmy byli jego wierzycielami.
04:19Mieliśmy prawo zabrać mu każdą dostępną godzinę i każde zarobione przez niego orię.
04:26Pewnie nawet nie wierzy, że coś takiego niewierność i cudzołówstwo mogłoby pojawić się w jego życiu.
04:33Na beryferiach jego egzotycznych zapewne czasem zdarzało się, że jakiś mężczyzna uwiódł kobietę, czy zdradził żonę, albo był mężem szaty.
04:43Otion zaś ma na te sprawy poglądy boleśne i nieskomplikowane.
04:48I zawsze w takich przypadkach mówi, że tego, czy tamtą należałoby zastrzelić lub wyrzucić w borku nur Arkian.
04:57Biedny Otion i biedna ja.
04:593 kwietnia 1902.
05:01Znowu zaczęłam prowadzić dziennik.
05:04Prowadziłam go również, gdy byłam zakochana w Otion, ale niewiele w nim pisałam.
05:08Wówczas nie chciało mi się nad sobą rozmyślać.
05:11W dawnych czasach zawsze złościło mnie, kiedy w książkach stwierdzono, że kobieta szczęśliwa jest tylko wtedy, gdy absorbuje ją inny człowiek.
05:20Teraz mogę się potem oburącz podpisać, jak pod innymi wyświetlanymi, okrepnymi prawdami.
05:28Krórek kwestionowałam w młodości.
05:31Teraz rozumiem, dlaczego przestępca wyznaję winy.
05:34Katoliczki naukowo się zopowiadają.
05:37Powiedziałam kiedyś, że zadołałam dokonać mordercwa i żyć z własnym sumieniem, jako tajemniczona sędzia, wyznaczająca karę lub orzekająca o łasce.
05:49Boże mój, chodzę tylko i rozmyślam, aby komuś to wyznać.
05:54W nocy leżę na przygłach i myślę, że tureś dziecko przyjdzie.
05:58Kiedyś dorosłe, udręczone, na duszy i zwierzy się w swojej matce, a ja powiem mu wszystko, co je poszerazi.
06:06Będzie przez drogą, siłą, pomocą, zawieniem, każą, rozkoszą, byłoby móc uklęknąć w wykonfesjonale.
06:15Wyjawić wszystko księdzu za kartką i wrócić do domu z poczuciem ulgi i czystym sumieniem, albo pokutować za grzechy w więzieniu.
06:27Ja zaś spisuję kolejne skrony.
06:29Boże mój grogi, ależ ze mnie nrdzarka.
06:32Wyobraź sobie, że mniej będę myśleć o tym za dnia i mniej leżeć bezsenie w nosy.
06:39Do pewnego stopnia mi się udało, choć to raczej z powodu wielkanocnych porządków.
06:45Jutro jadę do Lindhermachen.
06:47Jest 2 czerwca 1902.
06:50No, próbuję pisać, bo nie wytrzymuję już własnych myśli.
06:53Jakby jakaś nadludzka wyobraźnia wszystko to wymyśliła, uczyniła najbardziej nieznosiem, dręczącym, zburzającym jak tylko możliwe.
07:01Bliska jestem nawrócenia się na wiarę w opatrzność.
07:04Gradziłam męża, młodego, pięknego, miłego, wiernego, dobrego, lachetnego, z jego najlepszym przyjacielem i wspólnieniem, a moim kuzynem.
07:13Jego znam od dziecka i przez którego zbliżyliśmy się do siebie z od Ję.
07:18Teraz zaś od Ję leży w grę Ferns, chory na Suchodym, a mój kochany płaci za niego i wszystkich nas utrzymuje.
07:26O Tion natomiast o niczym nie wie, nie ma pojęcia, a ilekroć go odwiedzam, opowiadam tylko, jak niezrównowanym przyjacielem jest Henry i jak niezrównoważoną żonę ma żonę.
07:40Na dodatek wygląda na to, że czwórki moich dzieci, właśnie to, które jest naszą sprawką, ma za najbliższe i właśnie o nim wcale chce słyszeć.
07:50O całe nieszczęściu dowiedziałam się, w tym pojechała do Otion Wielkanoc.
07:56Chciałam wracać do domu, a gdy powiedziałam, że moim zdaniem powinien zostać tam, aż wyskrowieje, oparł, że nie może ciągle być utrzymywany bez Hendricka.
08:07Wyjeżdżając myślałam, że wyskrowieje parę miesięcy na tyle, by znowu pracować w biurze.
08:12Wtedy dowiedziałam się, że kiedy Otion i Henry zakładali spółkę, Henry włacił cały swój kapitał na rzecz niewielkiego przedsiębiorca Otion.
08:21Zawsze myślałam, że Otion coś odzieczyczył, wtedy po teściu.
08:25Choćby niewiele, okazuje się jednak, że nic przedsiębiorstwo prosperowało, a Otion ma niezwykłe kontakty, ale za mało środków do pracy.
08:35I chociaż jest zdolnym przedsiębiorcą, twierdzi, że Henry zachował się wtedy jak dobry przyjaciel.
08:40Harowałam jak wół, póki był z grów, powiedział Otion i nie miałam sumienia, aby wyjeżdżać, kiedy Henry zaproponował, ale nie mogę latami leżeć w bodaj najdroższym uzkrowisku w kraju.
08:55Usłyszawszy to prawie się wygadałam, jak skraszne były to wieści, ale mogłam jedynie zgodzić się z Otion.
09:02Zaproponowałam, że wynajmiemy coś za miastem, a ja dobrze się nim zajmę.
09:06Boże, ja go prosiłam, równie dlatego, że chciałam coś dla niego zrobić.
09:11Otion był mocno zruszony, płakał z głową na moim ramieniu, bezustannie, gładził mnie po policzku i dłoniach, ale nie chciała.
09:20Ze względu na dzieci, biedacze, bojęłam, że nie ośmieliłby się żyć z nami.
09:25W sposób taki, by teraz konieczny, dokropny, patrzeć jak cierpi i trzyma się życia.
09:32Boi się, bojechał ze mną do domu, spędził trzy tygodnie, cieszył się, że jest obok, bo nie mogłam już prawie znieść tej samotności.
09:41Ale, Boże mój, było to jednak przerażające patrzeć przy tym, jak boi się zarazić dzieci.
09:48A przecież stale przy nim były, a on przy nich codziennie siedział w biurze, a ja ciągle musiałam słuchać o Hendricku.
09:56Othien stale sprazał go też do domu na kolację i obiad.
10:00Hendrick wcale nie czuł się lepiej, co było mi pociechą.
10:04Jakże to jest żałosne.
10:05Po cichu przyglądałam się, że z ostatnich parę lat bardziej posiwiał, ale mimo chęci nie wykryłam, aby cokolwiek się zmienił.
10:14Othien powrócił z Anglii.
10:16Othien jest teraz grefesen.
10:18Gdy tylko się tam znalazł, zaczął silnie wluć krwią i wciąż pozostaje w uszu.
10:24Przejęłam posadę w starej szkole.
10:26Zaczynam po wakacjach.
10:28Oczywiście niezmiernie mnie doraduje.
10:31W ten sposób mogłam żyć z dziećmi bez pomocy przedsiębiorstwa.
10:35Z drugiej skrony rozleniwiło mnie takie wygodne życie, jakie wiodłam przez ostatnie lata.
10:41Każ w zasadzie wolałam, by pewnie siedzieć w hotelu cały.
10:44Dzień rozmyślając nad sobą, obawiam się powrotu do pracy.
10:48Tego powołnia, kiedy zdecydowałam się, że othien pojedzie do grafa Zien.
10:53Hendry przyszedł do pokoju dziecięcego, w którym siedziałam.
10:57Marto, dopóki othien jest chory, musimy udawać, że nic między nami nie było.
11:02Powiedział, musimy.
11:03Ma rację.
11:04I jak mawiają, trzeba go powiesić.
11:0625 czerwca 1902.
11:09Jutro arsien, kończy rok.
11:11Był to najdłuższy rok mego życia.
11:13Mam wyżółte sumienia wobec małej.
11:15Uważam, że nie byłam dla niej dość dobrą matką.
11:18Zresztą dla całej pozostałej trójki też nie.
11:21To w ogóle nie przypuni na tego, czym powinien być.
11:25Och, słodkie dziadki, wezmę się w garść, bo w domu powinniście widzieć jedynie uśmiech, słońce, słyszeć same dobre słowa.
11:33Ale ostatnio zaczęło się psuć nie tylko dlatego, że chłopcy są starsi, że nie przychodzą jak kiedyś na pieszczotę.
11:39Kiedy zbieram troje najstarszych po południu, nie układają mi już głowy na kolanach.
11:46Nie przyciskając się do piersi, nie walczą o moją wagę, obawiam się jutro.
11:51Nie mogę przecież odmówić dzieciom tradycyjnego ciasta czekoletowego.
11:56Erian i Halwier marudziły już, żebym pomogła im wydłubać pieniądze ze skarbony.
12:03Chcieli kupić małej prezenty.
12:05Musiałam się poskrzymać, by nie okazać im zniecierpliwienia, co oczywiście zauważyli.
12:11Oddalili się pyłkiem nie pyszni, biedne maluchy.
12:15Jutro muszę też wybrać się do Otyon.
12:183 lipca 1902.
12:20Dzisiaj jest moja rocznica ślubu.
12:22Zebrałam do niego troje najstarszych.
12:24Zwyczajnie nie śmiałam jechać tam sama.
12:28Jak uzaważyłam, Otyon nie spodobało się, że ich dziś ze sobą wzięłam.
12:33Ulał deszcz, przez co również, jak twierdzi Otyon, nie powinni wyjeżdżać.
12:39Są chyba dobrze ubrane, co?
12:41Niech no ja spojrzę, jakie macie stopy, nie jest wam z aby zimno, to tobie martą.
12:47O, miła moja, chyba uważasz, wierzę przecież, że trzeba pilnuj tylko na Boga, żeby się nie przeziębili.
12:57Siedział w swoim szafroku, zbierało mi się na płacz.
13:01Lekroć na niego spoglądam, tak żałośnie schudz, tak wisiały na nim ubrania.
13:06Próbowałam gwawędzić ze mną i dziećmi, ale rozmowa się nie kleiła.
13:13Ernian i Javier Ingrid dzieli ze zwieszonymi głowami na krzesłach.
13:18Myśleliśmy pić wino, a kiedy zatuknęliśmy się kieliszkami, Otyon ujął oboje moje dłonie i cicho je ucałował.
13:27Dziękuję ci, moja, Marto, powiedział jedynie.
13:30Wtedy już nie wytrzymałam, rozpłakałam się, a Ingrid zaraz zaczęła krzyczeć.
13:35Woda biegła do mnie i schowała mi głowę na kolana.
13:39Musiałam ją podnieść, pocieszyć.
13:41Gdy spojrzałam na odjęt, siedział oparty w fotelu ze zamkniętymi oczami.
13:46Żały mu wargi.
13:47Na szczęście na trochę przestało padać, więc dzieci można było wysłać do parku.
13:53Z okna widzieliśmy, jak cała trójka człapie brzozową aleją.
13:57Szkoda ich tutaj, zabrałaś, Marto, powiedział Otyon.
14:01To dla nich żadna zabawa, przyjeżdżać tutaj.
14:04Nie odpowiedziałam.
14:05To dla nich żadna zabawa, przyjeżdżać tutaj, mówię.
14:09Powtórzę zirytowany.
14:10Ze wszystkich najsmutniejszych jest chyba ten gderliwy, zbolały ton, którego czasem używa.
14:18Nie znałam go, kiedy był z grobym.
14:20Powinniśmy byli przewidzieć do 11 lat temu, rzekł powoli.
14:24Szkoda, że tak się nie stało, bo nie siedziałbyś tu teraz za czwórką małych dzieci i wrakiem męża.
14:31Och, jak inaczej jawiły się nam wtedy przyszłość, Marto.
14:36Nie tegośmy się spodziewali, pamiętasz?
14:40Powiedział, ściskając mi dłonie, aż zabolało.
14:43Dziś mija 11 lat, taka byłaś przez wszystkie te lata.
14:47Marto, moja najsłodsza, bo chyba wiesz, jak bardzo cię kocham.
14:51Tak bardzo dziękuję ci za te lata.
14:53Znowu zaczęło padać i dzieci wróciły na górę.
14:57Było już tak późno, że przyszedł doktor z wieczorną wizytą.
15:01Kiedy mieliśmy wychodzić od jątrzy, wołał do siebie dzieci.
15:04Chyba jesteście grzeczne i słuchacie się matki.
15:07Jak ojca nie ma.
15:08Cały czas jesteście grzeczne?
15:10Dzieci moje nigdy nie przyjęły nigdy.
15:13Nie musi cię zasmucać matki.
15:15Słyszysz, Eryfian?
15:16Jesteś już na tyle duży, że zapamiętasz, co mówi ci ojciec.
15:21Musisz zawsze być dobrym chłopcem.
15:24Zawsze robić, co możesz, a dla matki i dla rodzeństwa.
15:28Ty też, hel fierdzie, chłopcze mój.
15:30Płakali ja płakałam.
15:32Tworzyliśmy żałosny korowód.
15:34Idąc grogą pod parasolami na tramwaj.
15:37Wtedy ingrych się zmoczyła, przez co musiałam wziąć ją na ręce.
15:42Znaczy nigdy nie doszliśmy do miasta z dzieckiem i parasolem w rękach,
15:47w spódnicach mokrych u dołu i z obydwoma chłopcami za mną,
15:52tupającymi niekończącą się polną drogą w ulewnym deszczu.
15:57Dokładnie rok temu leżałam po narodzinach maleńki.
16:00Odton siedział obok mnie.
16:03Pocieszał.
16:04Mogliśmy jeszcze kiedyś świętować złotek o tym,
16:07bo chyba ani przez chwilę nie myślał inaczej, niż że prędko wyskrowieje.
16:12Be lata temu byliśmy tam kuletnim.
16:14Jak zawsze w naszą rocznicę znosiliśmy toła z szampanem.
16:18Odton powiedział, że jest chyba najszczęśliwszym mężczyzną całej Norwegii.
16:22Ja zaś siedziałam i myślałam, jak bezgranicznie jestem nieszczęśliwa.
16:27Jak obecnym staliśmy się sobie, o czym on nie miał zielonego pojęcia.
16:34Nie wiedziałam wtedy, czy naprawdę jestem nieszczęściem.
16:38Za rok będę mąż wdową.
16:40Tomek wystawiono na sprzedaż.
16:42Mam nadzieję, że nie sprzeda się zbyt prędko w tych ciężkich czasach za życia od niej.
16:48Kiedy myślę o całym naszym małżeństwie, w pełnym sensie oczywistością jest,
16:53że tak właśnie się ułożyło z drugiej strony.
16:56Wydaje się to bezsensowne i głupie.
16:59Cały mój smutek zalewa się w złość i gorycz,
17:02których nie mogę zwrócić ku nikomu innemu niż ku sobie.
17:07W zasadzie nie mamy w tym świecie wielkiego wyboru.
17:10Gdyby wtedy, kiedy odjem i ja zaczęliśmy od siebie oddalać,
17:14wiedziałam to, co wiem teraz.
17:17Po dziś dzień byliśmy szczęśliwi.
17:20Mimo to, jeśli bym miała ponownie przeżyć ostatnich pięć, sześć lat,
17:26będąc osobą, jaką byłam wtedy, wiem, że stałoby się tak samo.
17:31Kiedy pierwszy raz zobaczyłam Tien, był drugi września.
17:35Szalałam Kriegenstein w pełnym słońcu mojej czarnej, jedwabnej sukni
17:41i bracie Wrenzlem wraz z kilkoma osobami.
17:45Tego samego rocznika miałam świętować cztery lata.
17:49Od ukończenia szkoły spotkałam Henryka, który mi towarzyszył.
17:53Ulicą świeżnie minął nas jakiś pan.
17:57Powitał się ognistro, rudy włosy, mnóstwo biegów.
18:02Dostojna postać, takie odniosłam wrażenie.
18:06Zapytałam kto to.
18:07O, taki jeden od Tien, mówił Henry.
18:10Z biura, berka i bark jego sierdziewny, wiesz?
18:14Piękny krok, powiedziałam i się odwrócił.
18:18Pan stał na końcu ulicy i nalazł poglądam.
18:21Strasznie miły, przyjemny typ, rzekł Henry.
18:25Masz pozgrowienie od Jontien, powiedział po kilku dniach.
18:28Wygląda na to, że wyrywałaś na nim duże wrażenie.
18:32Dwa nie później zostałam zaproszona na kawę i pańcz na stacji u Handrika.
18:37Kiedy tam weszłam, pierwszą ujrzałam rudą grzywę od Jontien.
18:42Byliśmy tam, wywoje i jeszcze jedna kobieta.
18:46Miałam wtedy 19-2 lata i nigdy wcześniej nigdy się nie kochałam.
18:54Dużo pracowałam, byłam bardzo pilna.
18:57Ludzie uważali mnie za sztywną.
18:59Byłam cicha i wycofana.
19:01Naprawdę wynikało to z niesmiałości.
19:04Jeśli chodzi o Tien, natychmiast poczułam, że go przewyższę.
19:08Od razu zaważyłam bowiem, że jak powiedział Henry, wyrywałam na od Jontien duże wrażenie.
19:15Od razu także pojęłam, że to on prosił Henryka, by mnie go przedstawił.
19:20Gdy podziękowałam za jego przewitanie, oblał się pan pąsem.
19:26Chyba się panna o to nie gniewa, pytał po wielokroć, bo dobrze wiedziałam, kim panienka jest.
19:32Ludzie mówią, że jest panna szalenie zdolna, że dostała najwyższą notę z matury i filozofii na studiach.
19:39Wieczorem odprowadził mnie do domu.
19:42Kiedyś położyłam, świadomił sobie, że niesamowicie dokładnie pamiętam.
19:47Każdy szczegół wyglądu od nią na o wąsaka, koścista twarz, rude włosy, duże, jasnobrązowe oczy i mnóstwo ciemnych pieków.
19:58Usta miał ładne, piękne, zarysowane, do tego okazały zęby.
20:03Dwa górne na przodzie nieco nadchodziły na siebie.
20:08Pamiętam, jak wyraźnie przypomniał sobie jego wargi.
20:11Na jego postaciach zwróciłam uwagę natychmiast, gdy go ujrzałam.
20:17W rzeczywistości nigdy nie widziałam mężczyzny o tak pięknej sylwetce jako tion.
20:22Szczupłej, silnej, eleganckiej, zarówno w niej, jak i o sposobie, w jakiej się poruszą.
20:29Było coś tak zruszającego, że myślało się na jego widok o ładnym, rasowym zwierzęciu, wspaniałym psiem.
20:37Wygląda na młodego niż był, bo parę miesięcy później skończył 26 lat.
20:42Jednak tamtego wieczoru Henryka, przez jego gładką, ogoloną twarz, pochłopięcemu, podwinięty kołnierzyk i niebieską marynarkę, myślałam, że ma najwyżej 22 lat.
20:56Dwa, trzy lata.
20:57Na zajęż spotkałam go w rodze do szkoły.
20:59Od tamtej pory wizydywaliśmy się codziennie.
21:03Najpierw, jakby przypadkiem, później zaczęliśmy się umawiać.
21:07Dlaczego nie miałabym spotkać się z przyjacielem, mówiłam sobie.
21:11Któregoś popołudnia kiedyś spacerowali, okropnie się rozpadało, byliśmy właśnie na ulicy, przy której mieszkał.
21:19Może dałoby się tymczasem zaprosić pan do mnie na górę?
21:23Zapytał z dość nieprawdą miną.
21:26Mam zresztą taki ładny pokój, powiedział, otwierając nam drzwi.
21:31Z rogu stało metalowe łóżko na wysokich nogach i blaszanym stoliku z międnicą.
21:38Po środku ściany, pod jakimś małowidłem, ustawiono pluszową sofę i stół oraz dwa fotele.
21:46Jak w cukierni, w kącie wisiało luzkro.
21:50Przed nim stała roślina doniczkowa.
21:52W dodatku miał też pianinu.
21:54Był wyjątkowo dumny ze swojego pokoju.
21:57Duże konferował korytarzu ze swą gospodynią, która następnie przyniosła nam kawę i domowe wypieki.
22:06Miała na sobie wartów, oby szatyrykowany koronką z harker i wyglądała niezmiernie szacownie.
22:14Otyon powiedział mnie jako pannę absolwentkę Bernhen.
22:19Był skrasznie uroczy, jako gospodarz nieco drżały moje ręce, gdy nalewała kawę otyon, też kiedy podawał mi ogień do papierosa.
22:30W lustrze ujrzałam, że policzki mam płomiennie czerwony, a włosy mocno powalowane.
22:37To przez deszcz dobrze wyglądałam, a po otyonie poznałam, że również tak uważam.
22:42Później skłoniłam go do śpiewu.
22:44Wiedziałam, że jest o towarzyswie śpiewaczy handlowców.
22:48W zasadzie to nic nie umiem.
22:50Rzekł siadając przy pianinie.
22:52Zaśpiewał ciekawa jestem, co ujrzę tam.
22:55Miał piękny tenor.
22:56Śpiewał nieco sentymentalnie.
22:58Cały czas czułam w sobie delikatne drzenie, jakby z ekscytacji.
23:03Nabrałam chęci, by chodzić i dotykać rzeczy, które na co dzień go otaczały.
23:07Mimo, że tak niewiele sobie powiedzieliśmy, czułam, żeby ardośmy się do siebie zbliżyli.
23:14Kładając przed lustrem kapelusz, ukradłam z niego roślinny liść, który schowałam w rękawiczce.
23:21Otien umieścił go później w złotym metaliku dla mnie i zawsze świętowaliśmy ten dzień, kiedy pomogłam mi włożyć płaszcz.
23:29Nagle zapragnęłam odchylić głowę i musnąć jego dłoń szyją.
23:35Wiedziałam, że teraz tylko ode mnie zależy, co się stanie, a potem poczułam gwałtowną, zachłanną radość, że wytrzymałam.
23:44Tego dnia nie mogłam wydarzyć się więcej.
23:48Zostałam zaproszona na jego urodziny.
23:50Było tam wiele innych osób.
23:53Nie wiedziałam ich.
23:54Siedziałam na krześle, plalowym przy oknie.
23:59Otien przesunął do mnie taboret i na nim usiadł.
24:03Przesiedział tam cały wieczór.
24:05Cały czas miała łam przed sobą jego twarz.
24:09Nie mam pojęcia, o czym rozmawialiśmy.
24:12Otien też tego nie wiedział.
24:14Ależ on je!
24:15Zawołał Raz Hendry.
24:17Wspaniały z ciebie, gospodarz, twoje zdrowie.
24:20Och, drogi mój!
24:21Powiedział otien i podszedł do stołu.
24:24Ja opadłam na krzesło osłabiona, jak po dłuższym napięciu.
24:28Ani na chwilę nie przyszło mi do głowy, że też powinnam zniesieć z nim toas.
24:34Kiedy później znowu siedziałam na taboracie.
24:36Miałam równi, jakby powietrze między naszymi twarzami.
24:41Gało niczym wokół pale łomienia.
24:44Gdy wychodziliśmy, umówiliśmy się na sanki.
24:47Otien chciałabym wyciągnąć mnie na sankach, na wszystkie górki.
24:51Siedziałam z poczuciem ciężkiego zatracenia, patrując się w jego ramiona.
24:55Jak ją silny pomyślałam i nagle przeszedł mi rozkoszny dreż.
24:59Ostatnie miesiące spędziłam w stanie nieprzerwanej, drżącej ekscytacji.
25:04Jednak dopiero w tamtej chwili uświadomiłam sobie, jak mocno go kocham.
25:08Co tak bardzo mnie przytłoczyło, że natychmiast ogarnęła mnie zupełnie niemo.
25:13Czułam lęk, zastydzenie, dumę i radość zarazem.
25:17Tamtego wieczoru w sali kuminkowej było mnóstwo ludzi.
25:21Powietrze wisiało gęste od tytoniowego dymu i wyziewu z kuchni rozmawiano ogłuszająco głośno.
25:29Wszystko to jednak zdawało się być gdzieś daleko.
25:32Otion usiadł naprzeciwko mnie, rozpiął sportową kurtkę.
25:36Poz potem miał niebieską flanerową koszulę z miętkim kołnierzem.
25:40Był zgrzany, nieco zdyszany.
25:43A ja?
25:43Jakbym się skraszyła.
25:46Nie śmiałam spoglądać na skrawek jego klatki piersiowej poniżej gardła,
25:51ale nie mogłam postrzymać ukradkowego zerknięcia.
25:54Kiedy na mnie spojrzał, żadne z nas nie spuściło wzroku ani nie wypowiedziało słowa.
26:00Na zgrowie Marto powiedziała, któraś z kobiet.
26:03Och, przepraszam, odparłam skoncentrowana i się zaczerwieniłam.
26:07Kiedyśmy wyszli, odton rzekł do mnie grubym głosem.
26:12Nie odzywał się do mnie, odkąd przyszliśmy z miasta.
26:15Proszę usiąść, pociągnę panią.
26:18Dotarliśmy do Forgie, gdzie usiadł za mną na sankach, opierając się o nie.
26:23Go czułam się, jakby mu się w pełni oddałam.
26:26Zresztą towarzystwa rozstaliśmy się przy Sorvien.
26:31Odprowadzą panę Banshe do domu, powiedział wtedy.
26:34Dotarliśmy do moich drzwi od ulicy.
26:36Tam wyszłam ze szsanek.
26:38Nie miałam klucza.
26:40Mój morze da radę, powiedziałam niewyraźnie otworzył.
26:43Dobrej nocy, dobrej nocy.
26:45Wszedł do środka i nagle chwycił mnie ramiona i pocałował.
26:49Nigdy wcześniej nie czułam mężczyzny.
26:52Czułam się, jakbym zniknęła.
26:54Kiedy weszła na górę, długo siedziałam na skraju łóżka w mokrym stroju narciarskim.
27:01Jak odożona, odczułam jedynie bicie własnego serca.
27:06Kiedy zabudzało we mnie silne, kłujące napady drżenia.
27:10Boże w niebieskich josach, że to też spotkało mnie takie szczęście.
27:16Zabudziłam się na dźwięk zegara gospodarzy, którzy wybili czwartą.
27:23Gdy się rozbierałam, parę razy przelała się przeze mnie fala gorąca i lęku.
27:30Co jeśli on nie kocha ciebie w ten sposób?
27:33Jeżeli to tylko namiętność, słowa i myśli innych ludzi pojawiły się na sekundę.
27:38Prędko jednak zniknęły, bo zbawione dla mnie sensu, a ja zapadłam się w odurzenie szczęście.
27:48Następnego ranka, kiedy wyszłam na ulicy, książkami i zeszytami pod pachą od jen, od je,
27:54sytaną na progu spojrzał mi głęboko oczy, wziął zeszyty i z wypracowanym i rzekł,
28:01czy pomyśleć, że chcesz być moją sympatią martą, roześmiał się do rozpuchu.
28:07No właśnie, pomyślałby kto.
28:09Później zwierzył mi się, że strasznie, dlatego zastanawiałam się, co mniej powiedzieć.
28:15Po powrocie do domu byłem przerażony, bo przecież nic nie powiedziałem.
28:20O drugiej spotkał się ze mną znowu.
28:23Następnego dnia natrafiliśmy na Hendricka, na Peel Street.
28:27Otyon popędził do niego.
28:29Musisz nam pogratulować, staruszku.
28:32Spacerowaliśmy codziennie po szkole, a wieczorami przychodził potyon do biura.
28:38Uzgodniliśmy, że w akazję się pobierzemy.
28:41Otyon zabrał 1800 koron, a ja miałam dalej być nauczycielką.
28:46Miało być znakomicie.
28:48Dostałam wzięte zaskoczenie, ale w zasadzie nie przez Otyon.
28:52Pewne źródła wybiły spod powierzchni mojej istoty.
28:55Spędziłam bez reszty zasłuchana w tę nową muzykę.
29:00Długie wieczory, gdy życzyliśmy już sobie dobrej nocy, a ja po powrocie do siebie siedziałam cicho słuchając.
29:07Dzielące nasze różnice odbierałam wówczas z radością.
29:11Chwałam ogarnięta wiecznym, pełnym zachwytu z zaskoczeniem,
29:15że my tak bardzo różnie odnaleźliśmy się nazajem.
29:18Nauczyciel rysunku z naszej szkoły był zaręczony z koleżanką, z którą zdałam maturę.
29:24Tata powiedziała mnie na stacji i zmęczała rozmowami o miłości.
29:30Ależ ty to nie cudownie.
29:32Och, mieć kogoś, kto pełni cię zrozumie, z kim można porozmawiać o wszystkim, po prostu o wszystkim.
29:39Razem chodziłyśmy po Krewin i rozmawiali o po prostu wszystkim.
29:44Wiesz co, mardą? Moim zdaniem, poufność jest niezbędna, jeżeli miłość ma być czymś idealnym.
29:50Bez prawdziwego pokrewieństwa dusz, powiedz mi, co z tego wszystkiego zostanie?
29:55L'amour sans farsie, powiedziałam i zaśmiałam się z dumą.
30:01Ja nazywam to zwykłą namiętnością, to że strzodkowicie zwierzęca.
30:06Och, wybacz, proszę cię, powiedziałam i jeszcze bardziej się zaśmiałam.
30:10L'amour sans farsie, powtarzałam sobie w kółko, gdy byłam sama.
30:15Miłość, miłość, nie ma w życiu niczego innego, co byłoby jego warte.
30:19Kochałam tak fantastycznie, że nigdy nie potrafiłam zanurzyć się dość głęboko w miłość własną.
30:25Czułam też, jak miłość ta z każdym mnie czyni mnie piękną, świeżą, promieniującą.
30:32Dawała mi niepojęte zrozumienie życia.
30:35Czyniła odważną, wesołą, nieskończenie arogancką.
30:39Ach, byłoby ze mnie przymądrzałe dziecko aż do teraz, gdyby nagle odmłodniałam.
30:46Wszystko, co przeczytałam, czego się nauczyłam, nadal mnie cieszyło, ale czułam też, że byłoby to tylko środki, nie celem.
30:54Były bronią, którą dobrze posiadać, aby dać sobie w życiu radę.
30:59Miłość jednak była samym życiem.
31:01Czułam się wtedy tak skrowa, że nigdy nie wątpiłam miłość własną oraz od innych, ani że to wystarczy.
31:08Trzebowałam kogoś kochać i być kochaną.
31:12Jedynie chodziło mi o mężczyznę, który by mnie rozumiał.
31:15Ach, jakże miałam rację, gardząc prostym, niewychowanym, babskim gadaniem o rozumieniu.
31:22Im zależy, aby mężczyzna był zegarmistrzem ich nudnych, zdziwaczałych główek, krwionących czas na piszczenie się z ich różności.
31:31Ach, my, niezrozumiałe kobiety, mogłyśmy pokochać cały pług mężczyzn, a i tak by to nie pomogło.
31:39Dopiero gdy serce zaczyna usychać, kiedy same już nie rozumiemy, zaczynamy wołać o zrozumienie.
31:46Wtedy rozmawiałam z Othien, sama nie zdawałam sobie sprawy, jak wyraźnie się przede mną jawił dokładnie taki, jaki był.
31:54Nie zdałam od niego niczego, czego nie mógł mi dać.
31:58Nie dorastał do domu anamicznych moli książkowych.
32:02Nie mieszkał wśród machoniowych mebli i haftów korolikowych ciotki Gultien.
32:09Jego ojciec handlował drewnem i on był przedsiębiorcą, i to całym sercem i duszą.
32:15Był także sportowcem, miłośnikiem ruchu na świeżym powietrzu, jak u siebie czuł się tam,
32:22gdzie ja rozkoszowałam się nas trojem i oświetleniem w naszym lesie.
32:27Ręży śkie powietrze i słońcem, że dostające się do mnie.
32:33Wtedy siedziałam zajęta lekturą, sprawiałam, że zaciskałam książkę w kąt.
32:39Wybiegałam na jasny świat.
32:41Chyba żaden mężczyzna nie obchodził się oskrożnie i lepiej z miłą swemu sercu młodą dziewczyną niż Othien.
32:48I to w samym środku naszego niepohamowanego zachowania.
32:52Był też taki przez wszystkie lata, któreśmy przeżyli razem.
32:57Gdy przypuszczałam, że czułam, iż mnie nie rozumie, wiem, że uczciwie, rzetelnie spróbowałby wyjść mi naprzeciw.
33:06Taki docna sumienny człowiek jest Othien, ale gdy nie zrobił zupełnie nic, by mnie poskrzymać, wprost przeciwnie.
33:14Za nakomite miał wszystko, czym się zajmowałam.
33:17Sprawę kobiecą, szerzenie oświaty i tym podobne.
33:22Oczywiście uważał, że wszystko jest w najlepszym porządku.
33:27Podziwiał moją wybitną inteligencję.
33:30Chociaż stale podziwiał wszystko, co kocha dzieci i mnie, Hendrika swych.
33:35Hendrika, swoich rodziców oraz rodzeństwo, swój dom, ogród, domek letni.
33:40Wszystko, co ma na tym świecie, z czasem zaczął mnie drażnić ten jego wieczny, bezkrytyczny podziw wobec wszystkiego, co do nim należało.
33:50Lecz wtedy jeszcze miałam rację, widząc tylko, jaki piękny jest we swojej ożywczej ufności i radości.
33:57Nie istotne, że wielokrotnie, gdy nie rozumiał, wydawał osądy surowe i ograniczone.
34:03Był zdrowy i silny, a wtedy często widzi się tylko to, co na powierzchni i nie rozumie się.
34:08Sama osądzałam teraz wiele rzeczy łagodnie, ale dlatego, że jestem wyspółwinna.
34:15Gdy byłam młoda i czysta, osądzałam surowiej.
34:18Człowiek uczy się całe życie, ale, Boże, dopomóż.
34:22Czego też się uczymy?
34:23Rozumienie wszystkiego powinno równoważyć się wybaczaniu wszystkiego.
34:28Niech Bóg jednak strzeże mnie przed ludźmi, którzy wybaczają za wiele.
34:33Wszak tylko tym się pocieszamy, gdy życie zacznie odciskać na nas swe piękno.
34:38A zrobiliśmy różne rzeczy, których wystydziliśmy się w lepszych czasach, ale albo nie mamy odwagi i energii, aby żyć zgodnie z własnym duchem.
34:49Tedy obniżamy wymagania.
34:51Choć ostatecznie jednak dostaje się w życiu tyle, ile się wymaga.
34:55Łodzi są jednoskronni.
34:57Dla nich do zabawy prowadzi tylko jedna droga.
35:00A jeśli się do czegoś nadają, to właśnie na nią idą.
35:04Później dostrzega się wiele innych dróg.
35:07Człowiek wymyśli, że każda może być równie dobra.
35:11Siada wtedy i każdy dom uznaje za jednakową.
35:15Łatwo jest zarzucić winę na tolerancję i zrozumienie.
35:20Kiedy nie chce się, nam już nic robić z życiem.
35:24Jednak to jednoskronność i zawziętość pozwalają coś osiągnąć.
35:28I to młodzież chce czegoś naprawdę.
35:3120 lipca 1902.
35:33Dziś po raz pierwszy wysłałam chłopców z domu.
35:36Mają spędzić miesiąc uciotki Helmien.
35:38Tacy byli śliczni we swoich nowych niebieskich twenderach,
35:43kurtkach z kieszeniami, które dla nich uszyłam.
35:47Odprowadziwszy ich na pociąg, pojechałyśmy z Ingrid do Thiem.
35:50Musiałam pokazać mu małą.
35:52Była przecudowna.
35:54Trzeba było ją trochę pocieszyć, bo nie wyjechała z braćmi.
35:58Dlatego mogła włożyć sukienkę w róże i w pleść czerwone wstążki.
36:02Te swoje, rśniące, miedziane loki.
36:05Aż chciałoby się ją schrupać tak jasną macerem.
36:08Nie można przestać, gdy znacznie się ją całować.
36:12Jej białą szyjkę schowaną w jasno-czerwonym wypięciu sukienki.
36:18Jeszcze te usta i duże jasne, brązowe oczy.
36:22Latała wokół nas, kiedy Othien i ja rozmawialiśmy na ławce parku.
36:26Był dzisiaj w wyjątkowej formie.
36:28Nigdy wcześniej rozotaczający się stamtąd widok nie wydawał mi się tak piękny jak dziś.
36:34Może to przez słońce takie żałosne lato.
36:36Bezustannym deszczem i zdrowym człowiekiem, by się rozchorował.
36:41Rozległe, zielone zgórza schodzące do fiordu i miasto w dole.
36:46Niskie, obarmowane pokórkami, które osłaniają i otaczają wszystko.
36:51Jednak na tyle przeskronnie, że nie czuć tutaj zamknięcia.
36:55Fiord był dzisiaj jasny jak srebro.
36:58Nad całością unosił się też dzięki woal pary wodnej.
37:02Kiedy Othien i ja siedzieliśmy taki, kiedy objął mnie ramieniem oboje,
37:07płynęliśmy w łagodniej ulotce.
37:10Melancholidne uczucie szczęścia.
37:12Nie mogę przestać wierzyć, że pozostaniemy razem, powiedział Othien.
37:16Widzę przecież, jak z każdym dniem zdrowiejem.
37:19Ty, ja i dzieci martą.
37:21Pomyślałam to samo.
37:22Mam przecież męża i dzieci.
37:24Czekają mnie szlak.
37:25Jeszcze nie skończone szczęście i bogactwo.
37:29Pewnie nadejdą też dla nas trudne czasy, kiedy Othien wróci i do zdrowia.
37:35Ale z tego uważam, że muszę mieć szczęście,
37:39skoro mogę pracować i posiadam zajęciem.
37:42Oraz wiem, że mogę pracować dla moich najdroższych,
37:45jak daleko od nich kiedyś się oddalałam.
37:48O tym nigdy nie dowiedzą.
37:51Sama myślę, że wspomnienie mej błędnej wyprawy
37:54przez pusty, beznadziejny krajobraz oraz tyd,
37:58którym na siebie sprowadziłam,
38:00z czasem zniknie i opadnie na dużo dno mojej duszy.
38:05Czegoś mnie to nauczyło.
38:06Nieskończoną oskrożnością będę chroniła każdą szansę
38:10na ciepło i szczęście w naszym domu.
38:12Nie na próżno zapłaciłam za tę lekcję najwyższą cenę,
38:16bo czystość kobiety to żadne frazesy.
38:19Nieskończone ceny skarby.
38:21Dziś to wiem, ale może będę teraz dawać innym więcej,
38:26niż mogłam wcześniej.
38:27Prędzej reagować na każde drobne poruszenie w ich duszach,
38:31zwłaszcza dzieci.
38:32Jako młoda dziewczyna zawsze uważałam,
38:35że macierzyństwo musi być czymś najważniejszym na świecie.
38:38Jakie to dziwne.
38:39Myślałam, że kiedy mnie samej miało się ono przydarzyć,
38:43prawie nie dawałam temu wiary.
38:46Podziewając się Erian,
38:47byłam tym tak przytłoczona,
38:49że niemal się wstydziłam,
38:51bo naprawdę czułam,
38:53jakby nie istniało nic innego na świecie.
38:56Dziecko, które nosiłam,
38:57wypełnęło mi się myśli dzień i noc,
39:00a przecież postanowiłam traktować to niezmiernie,
39:04rozsądnie i naturalnie.
39:06Boże, dzieliłam stanu wszystkich przedstawicielek płci
39:09żeńskiej na świecie.
39:11Chociaż miałam też wiele obaw,
39:13rognęłam tego każdą cząsteczką siebie.
39:16Chociażby i miałam zginąć,
39:18ale chociaż kocham swe dzieci tak mocno,
39:21jak kochać może tylko matka.
39:23I choć uważam,
39:24że kochałam je też bardzo po ludzku,
39:26obserwowałam najdrobniejsze przejawy
39:29rozwoju w ich życiu.
39:30Tyle szczegółów od jenu zaważył przede mną,
39:33drobnych cech właściwych każdemu z nich,
39:36na które on zwrócił moją uwagę.
39:38Miałam też inne zainteresowania niż moje dzieci.
39:42Czuję jednak z niezbitą pewnością,
39:44że ani na trochę mnie zmniejszyło
39:47do mojej troski o nie.
39:48Dopóki nie zaczęłam zatracać się w sobie
39:51i zastanawiać się,
39:53czego brakowało mojemu szczęściu
39:55i jeszcze mnie kochają.
39:57Chyba bardziej niż większość dzieci
39:59kocha swoich rodziców,
40:00a jednak ich relacja z otien
40:02jest jakby bardziej bezpośrednia.
40:04Może dlatego, że on sam jest bardziej bezpośredni?
40:08Są też do niego podobne energie,
40:10tak mocno, że jasz komicznie.
40:12Również osobowość widziałam tę jego energię.
40:16Wczoraj i dziś sam chciał spakować rzeczy swoje
40:19i Halfela.
40:20A kiedy włożył bilety, portemonetę,
40:23chusteczkę, kłódki do różnych kieszeni
40:26oraz powtórzył moją inskrukcję,
40:29jak zachować się podczas przesiadki w Hamar,
40:31był to prawdę mały Otion.
40:34Halfel przypomina go mniej.
40:36Nie ma też rudych włosów.
40:38To twoje dziecko, mówi Otien.
40:40Tyle rozmyśla nad istotą rzeczy.
40:42W każdym razie skrasznie jest dociekliwy.
40:45Pyta często o najdrobne i osobliwe sprawy.
40:47Zawsze musi wiedzieć,
40:49ale dlaczego?
40:50Kiedy mówię, żeby tyle nie pytał,
40:52odpowiada tylko,
40:53ale dlaczego nie mamu?
40:54Mamu,
40:55Aynsie też przypomina Otion.
40:57Co napawała mnie grozom?
40:59Czytałam coś podobnego w jakiejś francuskiej powieści,
41:03lecz nie wierzyłam, że to możliwe.
41:0421 lipca 1902.
41:07Wcześnie rano pojechałam do Otien.
41:09Zeszliśmy do parku,
41:11usiedliśmy na tej samej ławce,
41:13co wczoraj,
41:13a kiedyś tak sobie siedzieli.
41:15Przyszedł Henry.
41:16Miałam rozmawia z Otionem o interesach.
41:19Chciałam pójść,
41:20lecz oczywiście nie pozwolił mi.
41:22Otion nalegał,
41:23żebym została,
41:24aby Henry mógł doprowadzić mnie do miasta.
41:27Wszyscy troje zeszliśmy więc ścieżką przez ogród
41:30i rozmawialiśmy.
41:32Otien uziął mnie pod ramię.
41:33Henry jest drugi skronny.
41:35Otion był wesół
41:36i mówił głośno,
41:37narzekał między innymi,
41:38że bardzo przytył,
41:40a Marta tak zdychała do szczupłych ludzi.
41:43Może nie chce mnie już znać, co?
41:45Nie mogę przestać wściekać się na to,
41:47że Henry potrafi zachować aż tak opanowanie,
41:51że może tak naturalnie rozmawiać o mnie z Otien.
41:53Jest teraz mniej więcej tak samo nieszczęśliwa,
41:56jak przedtem.
41:57Dało mi się odnaleźć cichą,
41:59radosną nadzieją,
42:01odkonujełam zagłębiać się
42:03we wspomnienia naszej miłości.
42:05Zaczęłam wierzyć w przyszłość,
42:07ale wtedy zjawił się Henry
42:09i pozostanie na zawsze.
42:10Nie wyobrażam sobie,
42:12jak miałabym go uniknąć.
42:1422 lipca 1902
42:16Oto nie przestrzegał wtedy
42:18naszego związku tak samo jak ja.
42:20Nie chodziło jedynie o erotykę,
42:23ale dla niego był to też
42:24ogromne poważne zobowiązanie.
42:26Chyba nigdy nie przyszło mi do głowy,
42:29aby powiedzieć mu o tym,
42:30jak żyłam zanim go spotkałam,
42:33co uważałam,
42:34co myślałam.
42:35Kiedy zdarzyło się nam o ten temat
42:37zahaczyć zawsze,
42:38zaczyna od jen.
42:40Marto powiedział kiedyś dnia.
42:42Nie jestem religijny.
42:43W ścisłym tego słowa znaczeniu.
42:45Pamiętam, że była niedziela.
42:46Na początku marca byliśmy na rtach,
42:49w lasach Norykmar.
42:50Pełne słońce,
42:52las ciężki,
42:53od śniegu.
42:54Przed nami wygniała
42:55niewielka, biała równina.
42:57Mokradło było przycinane
42:58śladami nark.
42:59W cieniu śniegu
43:00był wręcz w wioletowym.
43:03Odczołowaliśmy,
43:04siedząc i jedząc z pomarańczem.
43:06Po drugiej skronie
43:07pod lodem
43:08szumią strumy.
43:09Grzewa wokół
43:10były mocno oszarnione.
43:13Niektóre zamarzły,
43:14tworząc grube,
43:15przezroczyste bryły rodu.
43:17Okazałam właśnie od jonowi
43:19takie zamarznięte drzewo
43:21i zapytałam,
43:22czy myśli,
43:23że kiedykolwiek
43:24wypuści pędy.
43:25Im o tym
43:25toczyła się rozmowa.
43:27Nie jestem
43:28religijnym.
43:29Ci są tego słowa
43:30znaczeniu.
43:31To zresztą
43:31znakomite wrażenie.
43:33Wyjaśnił mi,
43:34co wierzy,
43:35a co nie.
43:36Pełnym zapału,
43:37tonem jakby
43:38spodziewał się
43:39sprzeciwu.
43:40Nie widziałam sensu
43:41tym, że duchowni
43:42wymagają wiary
43:44od innych,
43:45że wystarczy
43:45wierzyć w wszystko,
43:47co napisano w Biblii,
43:48by poznać
43:49zbawienia.
43:49Kiedy człowiek
43:50korzysta ze
43:51zgrowego rozsądku,
43:53czekało go potępienie.
43:54Nie rozmawiał,
43:55na przykład
43:55wiary
43:56szatana,
43:57który pełzał
43:58po jabłkach
43:59i kusił ludzi,
44:00by kradli
44:00albo powiedział
44:01Noemu,
44:02jak ma zbudować
44:03i wyskrować
44:04Arkę.
44:05To jego
44:05zdrowy rozsądek
44:07się w nim
44:07zbudował.
44:08Otion
44:08nie chciał
44:09bezkrytycznie
44:10wierzyć w to,
44:11czego uczyli
44:12go inni.
44:13Krytykował
44:13dość oskro,
44:14nie pomyślał
44:15jednak,
44:15by spojrzeć
44:16na chrześcijaństwo
44:17jako religię.
44:18Tak wszystkie inne
44:19na koniec powiedział,
44:21ale wierzę w Boga,
44:22wiesz,
44:22a ja nie odparłam
44:24i jełam
44:24rozprawiać
44:25o tym,
44:26co wierzyłam,
44:27a co w nie.
44:28Na pewno
44:28nie w Boga,
44:29w ludzkiej postaci.
44:31Świat jest na to
44:32zbyt niesprawiedliwy.
44:33Sam o tym
44:34wiesz,
44:35myślę,
44:35powiedział
44:36Otion,
44:37leżał na boku
44:38śniegu
44:39i podniósł
44:39na mnie
44:40zrok
44:40niemal
44:40przeskraszony.
44:42Świat jest
44:42zbyt wielki,
44:43Otion,
44:43a my jesteśmy
44:44zbyt mali.
44:45Życie nas
44:45nie uwzględnia.
44:47W życie
44:47wieczne
44:48też nie wierzysz?
44:49Zapytał
44:49Otion powoli.
44:50Nie.
44:51I czorem,
44:52kiedy jak zwykle
44:53zakończyliśmy
44:53tę narciarską
44:54wycieczkę
44:55herbatą,
44:56którą Otion
44:57pił na górze
44:58w moim pokoju,
44:59znów podjął
45:00ten temat
45:00i został u mnie
45:01dużo dłużej
45:02niż miał
45:03zwyczaju.
45:04On,
45:04który poza tym
45:05zawsze starał się
45:06wychodzi
45:07w odpowiednim czasie
45:08na odchodne
45:09powiedział.
45:10W zasadzie
45:10niezbyt to chyba dobre,
45:12że wierzę
45:12znacznie więcej
45:13niż ja martę.
45:15Trochę było mi
45:15styd.
45:16Kiedy podszedł
45:17możliwe bowiem,
45:18że w ogóle
45:19byśmy
45:19na ten temat
45:20nie porozmawiali?
45:21Może dopiero
45:22po ślubie?
45:23Częściowo
45:23wynikało to z tego,
45:25iż w pewnym sensie
45:26nie doceniałam
45:27Otion
45:28z wyższością
45:29przedstawicielki
45:30klasy urzędniczej
45:31nad chłopcem
45:32ze wsi.
45:33Rozprawiałam to,
45:34że nieco
45:34w relacji
45:35Henryka i Otiona
45:36w wielu kwestiach
45:37tylko mój kuzyn
45:38był upoważniony
45:40do wyrażania
45:41opinii
45:41i dość wyraźnie
45:43zbywał
45:44Otion,
45:44gdy ten się
45:45wypowiedział.
45:46Teraz nagle
45:47poczułam z tego
45:48powodu złość.
45:49Nie mieliśmy
45:49do tego prawa
45:50ani on,
45:51ani ja.
45:52Och,
45:52ten głupi,
45:53studencki,
45:54snobis,
45:55myślenie,
45:56że Otion
45:56jest tylko
45:57przedsiębiorcą?
45:58Długo
45:58uważałam
46:00tego wyrażenia.
46:01i następnie
46:02do moich
46:03zachowytów
46:04nad
46:04znakomitym,
46:05cudownym
46:06miłośnikiem
46:06ruchu
46:07na świeżym
46:07powietrzu,
46:08nad
46:09atletą,
46:10ale tamtego
46:11wieczoru
46:11się zastydziłam,
46:12ponieważ nigdy
46:13nie interesowało mnie
46:14to,
46:15by poznać
46:15jego myśli.
46:16Raz później
46:17odczułam to
46:18jeszcze
46:18mocniej.
46:19Było to
46:19niedługo
46:20przed naszym
46:20ślubem.
46:21Siedzieliśmy
46:22w mieszkaniu.
46:23Pamiętam,
46:23że Otion
46:24urządził
46:25właśnie
46:25turecki
46:26kącik
46:26z niską
46:27przytwierdzoną
46:29do ściany
46:29i ławą
46:30i stolikiem.
46:32Mieliśmy
46:32pijać tam
46:33kawę.
46:33Na ścianach
46:34miały wisieć
46:35makaty.
46:36Ma być
46:37niebieski,
46:37powiedział Otion.
46:38Interesuje
46:39mnie
46:39habry.
46:40Do tego
46:40mnóstwo
46:41niebieskich
46:42poduszek
46:42w wszystkich
46:43odcieniach.
46:44Niebieski
46:45pasuje ci
46:45najlepiej.
46:46Po południu
46:47spadł deszcz,
46:48ale wtedy
46:48pod wieczór
46:49powietrze
46:49było wilgotne
46:50i ciepłe.
46:51Niek szkalali
46:52nasycone
46:53wonią kwiatów
46:54nad całym miastem
46:55nosił się
46:56zapach
46:56kasztanu
46:57i brzuców,
46:58a gdy
46:58spinaliśmy się
46:59karwien,
47:00wonią była
47:01wręcz przytłaczająca
47:03gorzki aromat
47:04brzozowych liści,
47:05zapach
47:06witnących
47:06ogrodów.
47:07Wyraźnie
47:07rozpoznałam
47:08ładną
47:09woń
47:09piwoni,
47:10przychodzącą
47:11na myśl
47:11japońskie
47:12wyroby
47:12z drewna.
47:13Najbardziej
47:14jednak
47:14czuć było
47:15kasztany
47:16i bzy.
47:16Pamiętam,
47:17że zwróciłam
47:18uwagę,
47:18jak cudownie
47:19jasno-fioletowe
47:21bzy
47:21wyglądały
47:22na tle
47:22ciężkich
47:24słownących
47:25na schodzie.
47:26Myślę,
47:26że świat
47:27był tego
47:27wieczoru
47:28piękniejszy
47:29niż widziałam
47:29go kiedykolwiek
47:30później.
47:31Podeszliśmy
47:31do zgórza
47:32naprzeciwko
47:33plebani
47:34wersen
47:34akier.
47:35W południowym
47:36słońcu
47:37wszystko się
47:38złociło.
47:39Robninki
47:39chmury
47:40na niebieskim
47:41niebie,
47:41komary
47:42nad skrumieniem
47:43i to pole
47:44wzdłuż
47:45drogi.
47:46Wilkoć
47:46i skrzydła
47:47się słońcu.
47:48Na łące
47:49i w koronach
47:50drzew
47:50stury
47:51kawały
47:52połyskujące
47:53kroplem
47:53i na
47:54sardrychach
47:55niebieskich
47:56dachówek
47:56plebani.
47:57Nad płotem
47:58otaczającym
47:59ogrod
47:59wisiały
48:00białe bzy,
48:00a kable
48:01telefoniczne
48:02ciągnęły się
48:03całkiem
48:03złote
48:04jak
48:04sznury
48:05wielkiej
48:06złotej
48:06hafty.
48:07Weszliśmy
48:07do zagajnika
48:08naprzeciwko
48:09plebani.
48:10Zawsze było
48:10to jedno
48:11z moich
48:11ulubionych
48:12miejsc.
48:13Niewielki
48:13lasek
48:14z marmurowym
48:15nagrobiem
48:15blinderna.
48:17Na zniesieniu
48:18myślałam wtedy,
48:19że okrągły
48:20kamien
48:20postanowieniu
48:21wygląda jak
48:22ruin zamku,
48:23a w ładnej
48:24trawie
48:25pod liściami
48:26drzewami
48:27rosły
48:27kruchy bal
48:28ladozielony
48:29piże mlecz.
48:30Usiedliśmy
48:31na kamieniu,
48:32gdzie
48:32to nagrobka
48:33prowadzi
48:34swego rodzaju
48:35rozśnięta
48:36trawa
48:37aleja.
48:37Odtąd
48:38całe
48:38popołudnie
48:39się nie
48:39ozywał,
48:40a siedząc tam
48:41z łokciami
48:42na kolanach
48:43i głową
48:43dłoniach,
48:44po dłuższym
48:44czasie
48:45wspólnego
48:45milczenia
48:46powoli
48:47rzekł
48:47wiesz,
48:48jest jednak
48:48sprawa,
48:49uważam,
48:50że wiem,
48:51że ma obowiązek
48:52ci to powiedzieć.
48:53Na chwilę
48:54przerwał,
48:54po czym
48:55podjął,
48:56ja nie jestem,
48:57ja znałem
48:58wcześniej w ten sposób
48:59inne kobiety
49:00i pewnie
49:01uważa,
49:02że to skraszne.
49:03Widzę to
49:04po tobie,
49:04dodał
49:05po krótkiej chwili,
49:06wiem,
49:07że na pewno
49:07tak uważasz,
49:09nie potrafiłem
49:09zmusić się,
49:11aby
49:11powiedzieć ci to
49:12wcześniej.
49:12Oczywiście
49:13mnie nie
49:13rozumiesz,
49:14a ja nie potrafię
49:15wyjaśnić,
49:16nie żebym
49:17szukał
49:17upra
49:18a wiedliwienia.
49:19Chciałbym mówić,
49:20lecz on mi
49:21przerwał,
49:21chciałam mówić,
49:22lecz on mi
49:23przerwał,
49:24ale nie w
49:24ostatnich paru
49:25latach,
49:26odkąd
49:26zmarła moja
49:27sioskra.
49:28Wiesz,
49:28pani Jeanne
49:29Sien była
49:30tak okropnie
49:30nieszczęśliwa
49:31w małżeństwie.
49:32Wtedy
49:32coś sobie
49:33obiecałem,
49:34ale wcześniej
49:35nie rozumiesz
49:36tego,
49:36gdy jest
49:37się młodszym.
49:38Nie
49:38jest tak.
49:39Otyom
49:39nie
49:40mów
49:40nic
49:40więcej.
49:41Aż tak
49:42to dla Ciebie
49:43okropne
49:43stało.
49:44Wtedy
49:44też
49:45stałam.
49:46Czułam
49:46jedynie
49:46konstytację
49:47i styd
49:48na początku,
49:49kiedy zaczął.
49:50Potwornie
49:50doprowadziło
49:52do coś,
49:53co,
49:53czym nigdy
49:54nie pomyślałam.
49:55To znaczy,
49:56odkąd się
49:56zaręczyłam,
49:57bo rok
49:58czy dwa
49:58lata temu
49:59pewnie bym
50:00dyskutowała,
50:01do czego
50:01powinien
50:02przyznać się
50:03mężczyzna
50:04i tak dalej.
50:05Wtedy
50:05z lubością
50:05dałam się
50:06dyskusjom
50:07i stawałam
50:08wymagania,
50:09ale kiedy
50:09tak mówił,
50:10a ja
50:11widziałam,
50:11że cierpi
50:12i że to
50:12dla niego
50:13strasznie
50:14poważna
50:15sprawa.
50:16Czułam
50:16tak wielki
50:17styd
50:17i upokorzeni,
50:18że nie śmiałam
50:19wręcz
50:20podnieść
50:20z rogu.
50:21Nigdy,
50:21przenigdy
50:22się nim
50:23nie przejmowałam.
50:24Chciałam
50:24jedynie,
50:25by mnie
50:26miał
50:26zauroczą,
50:27by mnie
50:27całował
50:28i pieścił.
50:29Chciałam
50:30kłaść
50:30w dłonie
50:31na jego
50:32szerokich,
50:33mocnych
50:33barkach.
50:34Nigdy
50:34jedna
50:34nie
50:35poszukiwałam
50:36jego duszy,
50:37aby być
50:37dla niej
50:38dobrą,
50:38aby ją
50:39kochać.
50:40Nie,
50:40nie o tion,
50:41nic już nie mów.
50:42Mój drogi,
50:43jakbym prawie
50:44miałabym
50:45czegoś takiego
50:46od ciebie
50:46wymagać.
50:47Sama nigdy
50:48nie zamierzałam
50:49rozliczać się
50:50przed tobą
50:51za błędy,
50:52które popełniłam
50:53albo popełniłam
50:54za brzydkie,
50:55złe,
50:55małoskowe
50:56myśli
50:57i uczynki.
50:58Nie pomyślałam
50:59nawet,
50:59że powinnam się
51:00poprawić,
51:01skoro mamy
51:01się pobrać.
51:03Marto,
51:03och Marto,
51:04powiedz mi wszystko,
51:05co chcesz mi powiedzieć.
51:07Wiem,
51:07że zdołam
51:08cię zrozumieć.
51:09Teraz proszę cię,
51:10powiedz mi wszystko,
51:12czym chciałabyś się podzielić
51:13z kimś innym,
51:14o czym chciałabyś
51:15z kimś po innym
51:16porozmawiać.
51:17Nie wymagam jednak,
51:18by czegokolwiek
51:20wiedzieć.
51:20Nie uważam też,
51:21że mam prawo
51:22o coś cię pytać,
51:24bo przecież wiemy,
51:25że możemy
51:25na sobie polegać
51:27i że skrasznie,
51:28skraszliwie
51:29się kochamy,
51:30prawda?
51:31Och,
51:31słów mi brak,
51:32by wyrazić,
51:33ja bardzo cię kocham,
51:34że tak do tego
51:35podchodzisz.
51:36Gdy zbliżyliśmy się
51:38do siebie
51:38i szliśmy
51:39starą,
51:40mokrą aleją,
51:41i przez cały ten czas
51:42kawały
51:43i mi rogały
51:44krople,
51:45ja zaś byłam
51:46niewypowiedzianie
51:47szczęśliwa,
51:48ale chcę,
51:49też się
51:49wstydziłam,
51:50że miała mnie
51:51aż tak wspaniałą,
51:53tak kiedy już się
51:54będziemy po ślubie,
51:56powiedział Otyon,
51:57a potem
51:57całowaliśmy się
51:59do utraty tchu,
52:00a w drodze do domu
52:01ogarnęło mnie
52:02zabronione
52:03poczucie
52:04wyższości,
52:05współczucie
52:05wobec wszystkich innych
52:07spotkanych
52:08przez nas par.
52:09Ojciec i szwader
52:10Otien
52:10przyszli na ślub.
52:12Mój teć
52:12nie był
52:13zadowolony
52:14z tego,
52:14jak wszystko
52:15załatwiliśmy.
52:16Chciał,
52:16żebyśmy pojechali
52:17do Lotien,
52:18a tam się
52:19pobrali,
52:20skoro
52:20moi rodzice
52:21nie żyli.
52:22W Wielkanoc
52:22odwiedziliśmy
52:23Alu,
52:24ale nie było
52:25tam zbyt
52:26przyjemnie
52:27i choć
52:28wszyscy
52:28przyjaźnie
52:29mnie traktowali,
52:30zrozumiałam,
52:31żeby,
52:32aby Otien
52:33nalazł sobie
52:33dziewczynę
52:34z majątkiem
52:35i że była
52:35dla nich
52:36zbyt elegancka.
52:38Chociaż Bóg wie,
52:38jak cicho
52:39i skromnie
52:40starałam się
52:40zachować,
52:41ale Otien
52:42był taki
52:43kochany
52:43i tak
52:44roszczął się,
52:45żebym
52:45niczego
52:45nie zaważyła,
52:46że mimo to
52:47cieszyłam się
52:48z tego wyjazdu,
52:50a moja
52:50szwagierka
52:51Helien
52:51to przecież
52:52sama słodycz.
Comments