Aby samolot wzbił się w powietrze, potrzebna jest praca ponad setki osób i tysięcy różnorakich urządzeń. Niekiedy wystarczy obluzowana śruba, drobna awaria wyłącznika czy inna drobna usterka, aby bezpieczeństwo wszystkich na pokładzie było zagrożone. Przekonali się o tym m.in. pasażerowie słynnego rejsu PLL LOT 016 z Nowego Jorku do Warszawy. 1 listopada 2011 roku kapitan Tadeusz Wrona, lądując awaryjnie na Okęciu, posadził "na brzuchu" boeinga 767. W tym przypadku winowajcą okazał się jeden z bezpieczników systemu awaryjnego otwierania podwozia. Gdyby był sprawny, układ zadziałałby bez zarzutu.
Comments