- 5 weeks ago
Category
✨
PeopleTranscript
00:03KONIEC
00:39KONIEC
00:40Proszę, to tutaj. Niech pan wejdzie, pani Renoir.
00:44Przedstawiam panu pański pokój i oczywiście łóżko.
00:48Niech pan nie zwraca uwagi na zapach. W zeszłym tygodniu odmalowano ściany ładnie, prawda?
00:53Bardzo pięknie.
00:55Osobiście uważam, że wyzieby terpentyny kłócą się trochę z subtelną wonią formaliny.
01:00Słucham?
01:01Naszym ordynatorem jest doktor Langlois, to on wybierał kolory.
01:06Świetnie.
01:08Przyzna pan, że ma dobry gust?
01:10Dobrze, bardzo dobry.
01:11To zresztą normalne, kiedy jest się ordynatorem.
01:14To jest sala 108. Zapamięta pan?
01:18Mam nadzieję.
01:19No, to świetnie. Gdyby przypadkiem zgubił się pan w korytarzu, albo poślizgnął, albo zemdlał, wszystko się może zdarzyć.
01:29Zderzenie z noszami. Skaleczenie walającym się gdzieś skalpelem.
01:34No, wystarczy jedno słowo.
01:36108. Sala 108.
01:39Nadbiegamy, klepimy pana, reanimujemy i wraca pan do swojego przytulnego gniazdka. Czy to nie nadzwyczajne?
01:48Cudowne.
01:49A co najważniejsze, skuteczne. Od dziesięciu lat, jak tu pracuję, nie zdarzyło się jeszcze, żeby jakiś chory umarł na korytarzu.
01:58Pocieszające.
01:59No, czego nie można powiedzieć o odwiedzających.
02:02Nie dalej jak w zeszłym tygodniu żona jednego z pacjentów kojfnęła, wychodząc z windy, ma pan pojęcie?
02:08Bez uprzedzenia. Wysiadło jej serce ze strachu, że zostanie wdową.
02:12Co, można coś na to poradzić?
02:14Nie nasza wina.
02:15No jasne.
02:17Los czasami bywa okrutny.
02:22Sala 108.
02:24Brawo! Czuję, że będziemy żyć w komitywie.
02:30Ma pan dobrą pamięć, bardzo mi się to podoba.
02:33Tylu tutaj pacjentów, którzy niczego nie pamiętają.
02:37Nawet własnego nazwiska, ma pan pojęcie?
02:40Doktora Langlois to nie dziwi.
02:42Jego sprawa, mnie nic do tego, on jest tutaj szefem.
02:46Ja jednak, no przykro mi, uważam to za niepokojące.
02:50To kwestia godności.
02:52Umrzeć to żaden grzech, jak już się trafiło do szpitala.
02:56A czasami to nawet ulga.
02:59Znam takich, dla których problemem jest to, że żyją.
03:05Co się stało?
03:08I źle się pan poczuł?
03:10Nie, czuję się świetnie.
03:12Palnęłam coś.
03:15Nie wiem.
03:16Trzeba mi szczerze powiedzieć.
03:17Nie zna się poszczególnych pacjentów, ale wiem, że niektórzy są bardzo wrażliwi.
03:21Będę pamiętał swoje nazwisko.
03:23A jeszcze lepiej numer sali.
03:25Mówię to panu po przyjacielsku.
03:27108.
03:31Zapominanie to jeszcze bułka z masłem.
03:33Są tacy, co sikają do łóżka.
03:37Do następnego dnia czeka ich operacja.
03:40Jak Boga kocham.
03:42Dorośli proszę pana.
03:44Ludzie na stanowiskach, ma pan pojęcie?
03:47Do tego też wkładę panu ceratę.
03:52Tak na wszelki wypadek, jak to się mówi.
03:54Dziękuję bardzo.
03:55No, mogła mu długo opowiadać.
03:59Prawdziwe okropności.
04:00Samo życie, jak to się mówi.
04:02Znam takich historii na kopy.
04:04Jeżeli chce pan posłuchać...
04:06Sala 108.
04:06No dokładnie 108.
04:08Pewnego dnia zjawia się facet.
04:10W dosyć kiepskim stanie.
04:12Sińce pod oczami.
04:13Mętny wzrok.
04:14Na kilometr widać, że nieuleczalnie chory.
04:18Zajmuję się nim z uśmiechem.
04:20Wszystko profesjonalnie wyjaśniam.
04:21Wie pan o co mi chodzi?
04:23Odstawiam numer z salą, bo wiem, że to zawsze łagodzi atmosferę.
04:27I wie pan co na to?
04:28Nie, nie wiem.
04:34Gówno mnie obchodzi jakaś kurewska sala, w której będę leżał.
04:37Chcę wiedzieć, w której będę operowany.
04:41Od razu wiedziałam, że mnie nienawidzi.
04:43I wie pan co ja na to?
04:45Nie.
04:46Walę mu prosto z mostu.
04:48I mówię.
04:49Trzy.
04:51Sala numer trzy.
04:53Właśnie tak, sucho i lodowato.
04:55Z klinicznym chłodem bloku operacyjnego.
04:58Utarłam mu nosa, nie?
04:59Tak.
05:01Więcej się do mnie nie odezwał.
05:03Śmieszny.
05:04Co ładne o czym?
05:05Umarł na reanimacji.
05:07No.
05:08Łóżko gotowe.
05:10Zobaczy pan, że całkiem wygodne.
05:12Nie twierdzę, że miękkie, ale niezłe.
05:14Jak na szpital, można nawet powiedzieć, że dobry.
05:17Ach, zapomniałabym.
05:21Jest jeszcze pan Bertillon.
05:24Panie Bertillon.
05:28Panie Bertillon.
05:31Jak taki zaśnie, to umarł w butach.
05:33Panie Bertillon, ma pan nowego lokatora.
05:38Śpi jak zabity.
05:40Jutro wychodzi.
05:43Tak do końca nie udało się ustalić, co mu dolega.
05:46Bywały dni, kiedy się wydawało, że nie przeżyje nocy.
05:50Przygotowywaliśmy oleje święte.
05:53Krucyfiks.
05:54Zawiadamialiśmy zakład pogrzebowy.
05:56Podłączaliśmy rurki z tlenem.
05:58A tu na zajutrz, hop!
05:59Świeżutki i wypoczęty.
06:01Wygląda jak ponczuszek.
06:04Doktor Langlois mówi, że trochę symuluje.
06:09Wszystkich pan nas przeżyje, panie Bertillon.
06:13To jest jakaś paranoja.
06:16Łazienka.
06:21Wygląda pan trochę blado.
06:24Możliwe.
06:24Przepraszam bardzo.
06:25A co powiedział pani doktor Langlois?
06:28Nic.
06:29Czeka na wyniki tomografii, żeby zdecydować, czy robić dalsze badania.
06:33Będziemy wiedzieli dzisiaj wieczorem.
06:36Nie rozumiem.
06:37W zeszłym tygodniu mówił mi, że same prześwietlenia wystarczą.
06:40Ale zeszły tydzień to zeszły tydzień.
06:42A schorzenie trzustki to nie to samo, co katar.
06:45Ze zdjęciami jest tak, że nie zawsze wszystko wykazują.
06:48Dlatego trzeba robić dalsze badania, żeby osadzić zwierza.
06:52Ale niech się pan nie martwi.
06:54Jeżeli wykryjemy jakieś drobne przerzuty, to wydamy im walkę.
06:57Słowo.
06:58A jeżeli ma się krew polać, to się poleje.
07:01Ja to panu mówię.
07:02Jaka operacja?
07:04Zawsze się może zdarzyć jakiś cud.
07:07Ach, zapomniałabym.
07:09Dzisiaj jest pan na diecie.
07:11Jeżeli jutro mamy robić biopsję, nie wolno obciążać żołądka.
07:15Trzeba być jak świeżo narodzone dziecko.
07:20Do twarzy panu ze smutkiem.
07:22Wygląda pan zabójczo.
07:24Zupełnie jak...
07:25Sala 108.
07:26Tak, tak. Wypisz, wymaluj.
07:29Do widzenia.
07:30Do zobaczenia wkrótce.
07:39Poszła sobie?
07:40Słucham?
07:42Strasznie nachelna, co?
07:46Wykonuje swoją pracę.
07:49Jest urocza.
07:51Tylko namolna.
07:53Nie miałem ochoty na dyskusję.
07:58Przypomina mi moją matkę.
08:05Momencik usadowie się trochę wygodniej w mojej trumnie.
08:11Za mało to podyszek.
08:14Zgłaszałem im to.
08:16Parę tygodni temu.
08:19Człowiek ma przez co bóle głowy.
08:24Trzeba się wykłócać.
08:26Przez to czas szybciej leci.
08:29A starzy ludzie o wszystko się wykłócają.
08:32Nawet nie po to, żeby coś uzyskać.
08:35Raczej po to, żeby się wykłócać.
08:42Niech pan na mnie nie zwraca uwagi.
08:46Tylko rozgości się.
08:52Dziękuję.
08:55Przedstawię się.
09:00Bertillon René.
09:03Schorowany starzyc.
09:06Chociaż słusznie byłoby powiedzieć umierający.
09:10W każdym razie w bardzo ciężkim stanie.
09:15Chyba mam raka.
09:18Ale nikt nie chce mi powiedzieć.
09:23Raka albo jakieś inne gówno.
09:26Jest czym wybierać.
09:30A lekarze udają, że o tym nie wiedzą.
09:33Coś panu powiem.
09:36Medycyna spisała mnie na straty.
09:40Lekarze uśmiechają się do mnie.
09:42Mówią, że świetnie wyglądam, ale kiedy znajdują się za drzwiami
09:46słyszę, jak coś między sobą szepczą.
09:52Zresztą nie mam im tego za złe.
09:55Wiem dobrze, że w moim wieku pora umierać.
09:59Ale chciałbym wiedzieć, co mi jest.
10:04Lepiej odejść, wiedząc z jakiego powodu.
10:08Tak jest odważniej.
10:13Błagałem doktora Langlois, ale on tylko wybucha śmiechem.
10:19Facet, który bez przerwy się śmieje.
10:22Mówi, że zawracam mu głowę, że jestem nudziarzem i że jestem zdrowy jak ryc.
10:29Ale ja na przykład czuję, że mam zatkaną jakąś arterię.
10:36Kiedy oddycham coś mnie drapie.
10:40Poza tym czuję ciężar na sercu.
10:48Stary człowiek, podobnie jak zwierzę, wie kiedy umrze.
10:55Nazywam się Charles Renoir.
10:59Z rodziny malarza?
11:01Nie.
11:02Steranny jest pana facet.
11:04W życiu nie widziałem tak dobrze spakowanej walizki.
11:08Moja żona.
11:09To dowodzi, że pana kocha.
11:12Tak.
11:13Ładna?
11:16Tak, chyba tak.
11:19Nie jest pan pewien?
11:21Ładna oczywiście, że ładna.
11:22No to świetnie.
11:25Tak.
11:26Domyślam się, że i pan ją kocha.
11:29Domyślam się.
11:31Tak, tak.
11:32Miłość to wspaniała rzecz.
11:36Fantastyczna.
11:37Owszem.
11:40Ile pan ma lat?
11:43Pięć lat.
11:44Świetnie, jest pan jeszcze młody.
11:47No powiedzmy.
11:49Jedna chorego jest pan bardzo młody.
11:54Kięćdziesiąt lat, świetnie.
11:56Prawdę mówiąc pana wieku, ja nie chorowałem.
12:05Życie jest straszne, nie?
12:08Czy ten telefon działa?
12:09Orientuje się pan?
12:10Bo żona ma zwolić.
12:11Nie wiem.
12:12Do mnie nikt nigdy nie dzwoni.
12:16Zatem mówiąc, nie wygląda pan na bardzo chorego.
12:22Kręci się pan jak mucha w ukropie.
12:27Anemi pan na pewno nie ma.
12:29Nie, nie mam anemi.
12:31Gdybym pana spotkał na korytarzu, wziąłbym pana za doktora.
12:37Serio?
12:39Niech pan powie, panie Renoir.
12:42Jak człowiek wydaje ostatnie tchnienie, to jest jeszcze życie?
12:49Czy to już śmierć?
12:52Nie mam pojęcia.
12:54Przepraszam, czy mogę przestawić pańskie przybory toaletowe?
12:58Bardzo proszę, naturalnie, Charles.
13:01Czy mogę mówić panu Charles?
13:04Ja pan sobie życzę.
13:06Bardzo dziękuję, Charlie.
13:08Charlie mniej mi się podoba.
13:11No niech będzie Charles.
13:14Są tacy, co od razu przechodzą na ty.
13:17Uważam, że to wulgarne.
13:20Szpital to nie koszary.
13:22Trzeba zachować dystans.
13:25Ale nazywanie siebie po imieniu nic nam nie zaszkodzi.
13:31No jasne.
13:34Ludzie są dziwni, kiedy chorują.
13:39Słucham?
13:41Mówię, że świat jest dziwny.
13:47To zależy.
13:54Jakiego rodzaju raka pan ma?
13:58Nie mam raka.
14:00To co pan ma?
14:02Nie wiem.
14:05Jak pan nie wie, co pan ma, to musi być rak.
14:10Serdecznie panu współczuję.
14:13Cholera jasna.
14:13Może starczy już tego dobrego, dobrze?
14:15A co ja złego powiedziałam?
14:19Nie mam żadnego raka.
14:20Koniec i kropka.
14:22Nic mi nie jest.
14:23Nie jestem chory, proszę pana.
14:25Czekam po prostu na wyniki badań.
14:26To jest rutynowa hospitalizacja.
14:28Zrozumiał pan?
14:29Nic mi nie jest.
14:30Jestem tu w charakterze turysty.
14:33Nie ma najmniejszych powodów do obaw.
14:35Niech pani dupy im nie zawraca więcej.
14:37Niech pan się zamkn.
14:38Teraz będzie najlepiej.
14:39Dobrze.
14:40Ja wyglądam na kogoś, kto ma raka?
14:42Nie.
14:42No, to dziękuję bardzo.
14:44Czy ja wytykam panu pańską starość?
14:47Nie.
14:48Chce pan widzieć, co myślę o takich staruchach jak pan?
14:51Nie.
14:52No, to zakończmy tę rozmowę może.
14:54Pan mi da spokój.
15:05To.
15:44Przed chwilą byłem brutalny. Przepraszam bardzo.
15:52Jestem beznadziejny. W najmniejszym stopniu nie chciałem pana obrazić. Przepraszam.
16:00Wszystko, wszystkie historie z... Rozumie pan? Po prostu trudno mi się pogodzić. Nie jestem taki jak zwykle.
16:18Boję się cholera jasna.
16:28Pielęgniarka ma na imię Żenin i pod fartuchem nie nosi koszulki.
16:43Przepraszam siada na moim łóżku i zdarza się, że płacze.
16:51Lubi opowiadać. Jak była małą dziewczynką chciała być piosenkarką, a ja chciałem być lotnikiem albo...
16:59Albo... Jak się ten nazywa? Strażakiem.
17:09Kocha się w jednym z sanitariuszy. Sypie z nim dwa razy w tygodniu.
17:17Zachwyca się jego skórą. Podobno ten chłopak jest uroczy.
17:25Jak pan sądzi? Czy Żanin jest ładna?
17:31Kto taki? Żanin. Jak pan sądzi? Czy jest ładna?
17:37Uwszem, niczego sobie. Więcej. Jest cudowna. Jest bardzo ładna, rzeczywiście.
17:46W pańskim wieku mężczyzna nie szuka kobiety wyjątkowej. Musi być osiągalna. Uroda w nosie ma urodę.
17:58Nie, nie, ale skąd, panie Bertillon?
18:01Niech mi pan mówi Helenę. Będzie mi bardzo miło.
18:07Naprawdę bardzo mi przykro z powodu tego, co zdarzyło się przed chwilą. Przepraszam.
18:12A dawniej byłem tak jak wszyscy inni mężczyźni. Dostrzegałem kobiety dopiero kiedy się z nią przespałem.
18:18A dzisiaj, kiedy wyszedłem z użycia, jedyną przyjemnością, jaka mi pozostała, to jest kontemplacja piękna.
18:34Nie bez pewnej nostalgii.
18:40Niezwy z pana numer.
18:47Zdara się, że czasem ją wzywam zupełnie bez powodu. I proszę o jakąś rzecz bez znaczenia. Ona doskonale wie, o
18:58co chodzi.
19:01Kładzie mi rękę na czole. Gładzie mnie po ramieniu. Poprawia kołdrę. Czuję jej zapach. Wiesz, że nic nie ryzykuje, ale
19:19dla mnie to bardzo ważne.
19:29Tak.
19:32Chyba się zdrzędam.
19:36Lubię pana.
19:39Przeadu.
19:55Mam pięćdziesiąt lat.
20:01Jestem nieskomplikowanym facetem.
20:05Nie mam, właściwie nigdy nie miałem żadnych większych ambicji.
20:10Chcę po prostu żyć normalnie.
20:14Być szczęśliwy.
20:16Patrzeć jak rosną moje dzieci.
20:18Nic nadzwyczajnego.
20:23Jestem pewien, że pan nie śpi.
20:27To oczywiście.
20:29Znam takich, co uwielbiają być chorzy.
20:31Gotowi sprzedać własną matkę, żeby tylko co chwila być operowani.
20:35Ciągle łykają jakieś pigułki, badania robią, cierpią na najrozmaitsze bóle.
20:39To oni powinni mieć raka.
20:41Zasługują na niego.
20:46Są przyjemności, których należy sobie odmawiać.
20:50Mnie to natomiast...
20:56Irytuje.
21:01Gniewa się pan na mnie jeszcze?
21:15Współczuję panu.
21:16Nie, nie ma powody.
21:19No jednego jestem pewien.
21:21Będą mnie badać na wszelkie sposoby.
21:23Będą mi robić jakieś pieprze na analizy, biopsję, wlewki, te wszystkie rzeczy.
21:28Będą mi chcieli otworzyć brzuch.
21:30Proszę bardzo, bardzo proszę.
21:31Nie mam nic do ukrycia.
21:32Niczego nie znajdą.
21:34Gwarantuję panu.
21:35Nic za nic.
21:35Nic.
21:36Super.
21:37Może pan myśleć, co pan chce i tak wiem, co mówi.
21:41Moim zdaniem to może być zwykła niestrawność.
21:46Tak, tak, niewątpliwie.
21:49Świetne.
21:50Banalna niestrawność.
21:51Za dużo piłem.
21:55Hospitalizacja z powodu kaza.
21:56Brawo.
21:57Świetny.
21:57Naprawdę świetny pomysł pani Bertillo.
21:59Moja żona też miała coś takiego.
22:02Coś z niestrawnością?
22:05Z trawieniem i z nerwami.
22:08Z nerwami i z trawieniem.
22:10Jak już chorować, to porządnie.
22:14Mówiłem jej, nie łykaj tak gwałtownie, bo potem będzie źle trawić.
22:20Ona, wie pan co mi odpowiadała?
22:24Jest mnóstwo rzeczy, których nie mogę strawić.
22:29A teraz czuje się lepiej?
22:31Kto taki?
22:32Wypasażona?
22:36Nie żyje.
22:48Halo?
22:51Tak, ja.
22:53Świetnie, kochanie.
22:56Tak, ja bardzo czysto.
22:58Bardzo mili.
23:01Nie wiem.
23:02Nie wiem.
23:05Nie, nie, nie chcę.
23:07Mówiłem, że nie życzę sobie odwiedzin przecież.
23:11Nie, nie chcę.
23:13Wszystko będzie dobrze.
23:17Zadwoń jutro wieczorem.
23:20Ja też cię całuję.
23:23Tak, kocham.
23:24Kocham ci pani.
24:02Ciekawa?
24:05Tak.
24:09O czym?
24:11Zacząłem czytać dopieroż.
24:12No to rzeczywiście nie może pan wiedzieć. Jasne.
24:19No właśnie.
24:21Strasznie gruba ta książka.
24:25Tak?
24:26Drukowana dużą czcionką.
24:31Byłby pan tak łaskawidał mi chwilę w spokoju poczytać?
24:36Już nic nie mówię.
24:41Ale skoro pan pyta, odpowiem.
24:44Mnie nie nudzi sama lektura.
24:47Tylko przechodzenie z jednej linijki na drugą.
24:51Zawsze wracam do tej samej.
24:55Wolę już chyba rozmawiać.
24:57No właśnie widzę.
25:00Prawdę mówiąc przydałby mi się ktoś, kto by mi czytał na głos.
25:06I kto miałby na to ochotę?
25:07Ktokolwiek, wie pan.
25:10Ktoś z nowotworem albo z jakimś innym świństwem.
25:15A ja jestem wymagający.
25:17Co za parszywy zgryt.
25:20Słucham?
25:21Nic.
25:23Niech pan mi powie szczerze.
25:25Od pół godziny widzę, jak nie zamykają się panu usta.
25:29Od pół godziny widzę, jak cieszy pan się na myśl, że mogę mieć raka.
25:32Więc pytam.
25:33Naprawdę pan by chciał, żeby umarł?
25:35Dlaczego pan tak mówi?
25:37Pytam.
25:38Uczciwie mówiąc, pańska śmierć nie sprawiłaby mi żadnej przyjemności.
25:43Znaczy pan od pierwszy ode mnie.
25:47Nie brak panu poduszki?
25:50Nie.
26:08Co się stało, panie Berdzijon?
26:10Panu Renouarowi potrzebna będzie dodatkowa poduszka.
26:16Ja o nic nie prosiłem.
26:18Będzie mu wygodniej czytać.
26:21Jest bardzo zdenerwowany.
26:23Ja zapewniam panią siostro, niczego nie potrzebuję.
26:26Ale niech pan nie będzie taki nieśmiały.
26:29Przyniesienie panu dodatkowej poduszki to dla mnie żadna fatyga.
26:32Na tym właśnie polega moja praca.
26:34Nie musi pan załatwiać takich rzeczy za pośrednictwem innych.
26:38Uważam, że to dziecinne.
26:40Ale zapewniam panią, kto to jest.
26:42O, no coś.
26:43Oj, wygląda na to, że zasnął.
26:45No jakie zasnął?
26:46Nie śpił.
26:47Udaje.
26:47Przed chwilą było to samo.
26:49To jest niesamowite.
26:50Udaje.
26:50No zapewniam panią.
26:52Wiem.
26:53Uważam, że to bardzo ładnie ze strony pana Berthijona, że dba o pana wygodę.
26:57To akurat.
27:00To co?
27:02Chce pan tę poduszkę?
27:04Hmm?
27:05Proszę.
27:08Proszę.
27:10O, dziękuję.
27:13Za chwilę przyjdę znowu z doktorem Langlois.
27:17Proszę.
27:28Chory, chory.
27:31I chory, który już nie jest chory.
27:34Nie mają sobie nic do powiedzenia.
27:40Dlatego właśnie z wielu jeszcze innych przyczyn będę spał.
27:49Czy pan może przymknąć żaluzję?
28:02Chory, to jest ryzy.
28:04Chory.
28:18Chory.
28:19Chory.
28:22Chory.
28:23Czy pan może zgasić tę swoją lampkę, będzie mi łatwiej spać.
28:47Pewnie uważa mnie pan za strasznego żartucha.
28:51Za nikogo pana nie uważam.
28:54Gdybym panu opowiedział, jak wygląda typowy dzień nieznanego emeryta zidrociałego staruszka, dostałby pan handlę.
29:06Dziękuję i bez tego mam handlę.
29:08Wstaję proszę pana o piątej rano, raz wcześniej, raz później, ale zawsze w okolicach piątej.
29:16Toaleta, kawa, wiadomości radiowe i tak schodzi mi do szóstej, pół do siódmej.
29:25Między pół do siódmej a dziesiątą snuję się, patrząc na zegarek.
29:34Potem myślę co zjem.
29:38Potem jem.
29:41Potem się kładę na trochę.
29:44Po południu robię rundkę po skwerku, jeśli jest pogoda.
29:50Gawędzę z artrytykami, staruszkami, kalekami, jeśli się nawiną.
29:56Potem wracam, potem myślę co zjem i potem jem, potem śpię.
30:10W moim wieku przerwy między posiłkami są straszliwie nudne.
30:19Co pan sądzi o takim trybie życia? Musi być przygnębiający, co?
30:24Gada pan trzy po trzy, proszę pana.
30:27Ale ja strasznie lubię gadać co myślina na język przyniesie.
30:31Głupoty też.
30:33Głupoty przede wszystkim panie Renoir.
30:38Widzę, że pan nic nie zjadł.
30:41Jakoś nie mam apetytu dzisiaj.
30:44Biedny pan Renoir.
30:46Gule jakąś jakbym miał tutaj.
30:48Biedny pan Renoir.
30:49To na litość boską chyba pan nie będzie co trzy sekundy mówił.
30:52Biedny pan Renoir.
30:54Zmiłowania, no panie.
30:55Na pewno do bulionu z warzywami zapomnieli dodać soli.
31:00Powierzałem, że warzyw też zapomnieli dodać.
31:03To smutne.
31:07O czym to ja mówiłem?
31:12O mojej córce.
31:16Z czasów, kiedy jeszcze była moją córką.
31:35Miała 18 lat i przestała jeść.
31:43Kupowaliśmy jej ciastka, kurczaki i w ogóle wszystko, co można, a ona nic.
31:55Milczenie albo atak, płaczu.
31:58I wie pan, co się okazało?
32:01Zupełnie nie do wiary.
32:03Okazało się, że nie chce jeść, ponieważ uważa, że jest brzydka i że wszystko jest nudne.
32:11Z powodu braku miłości.
32:15Mam na myśli biologię.
32:17Nie takie jakieś uczucie.
32:19Przez co straciła apetyt.
32:21Więc niewiele myśląc, żona kupiła jej sukienkę z dekoltem i zapisała na kurczy tanga argentyńskiego, żeby ułatwić jej zawieranie znajomości.
32:36Bo musi pan wiedzieć, że ja z żoną poznałem się na zabawie.
32:41To pasjonujący.
32:43I co, udało się?
32:45Szybciej niż spodziewaliśmy się.
32:48Po pół roku zaszła w ciążę.
32:52Fantastycznie.
32:53I wie pan, co ja zrobiłem?
32:59Nie.
33:03Jeżeli to pana nie interesuje, to mogę nic nie mówić.
33:06No doskonale. Świetny pomysł.
33:09Ale pokoje dwuosobowe są po to, żeby ludzie między sobą mogli się porozumiewać.
33:14To niech pan spróbuje się porozumiewać bez słów.
33:17Nie potrafię.
33:19To niech pan się nie porozumiewa. Niech pan milczy.
33:22Pan jest nieuprzejmy.
33:24Jestem nieuprzejmy, bo pan jest gadatliwy.
33:26Jestem gadatliwy, bo się nudzę.
33:28Ja się też nudzę.
33:29I bardzo dobrze.
33:31Wkurwia mnie pan, panie Bertillon.
33:32Trzeba się będzie przyzwyczaić.
33:36Gówno mnie obchodzą pańskie i kretyjskie opowieści.
33:41I co panowie, jak leci?
33:43Słychać was w drugim końcu korytarza?
33:46Piłyśmy sobie właśnie kawę.
33:48Mówiłam Marinette, że mój nowy chory z sali 108 ma wiele uroku.
33:53Aż tu nagle słyszę jakieś krzyki.
33:56Awantury, drzaski, obelgi.
33:58Jakby nie wiem co się działo.
34:00Naprawdę panowie myślicie, że gdzie wy jesteście?
34:03Uprzedzam, że nie zamierzam znosić waszych humorów.
34:06Zwłaszcza dziś wieczór.
34:07Kiedy się dowiedziałam, że muszę zostać na nocnym dyżurze.
34:10Bardzo się cieszę.
34:11A ja nie, panie Berti, ją wcale się nie cieszę.
34:15Kupiłam na dzisiaj bilety do opery.
34:18Lubi pani opery?
34:20Nie lubię opery, ale kupiłam bilety.
34:23Zostałam zaproszona, jeżeli to pana interesuje.
34:26Mężczyzna?
34:27A panu co do tego?
34:29Przepraszam.
34:30Przeszkadza to panu?
34:32Sanitariusz?
34:33Właśnie, że nie sanitariusz.
34:35Wcale nie.
34:38Panie Renoir, pan nic nie zjadł.
34:41Nie.
34:42To bardzo niedobrze.
34:43Proszę natychmiast wypić swój bulion.
34:46Nie.
34:47Proszę wypić swój bulion, bo się pogniewam.
34:49Kiedy się złości jest okropna.
34:55Szlak by to zaraził.
35:03No i widzi pan, nic prostszego jak słuchać swojej pielęgniarki, dobry?
35:09Tak.
35:10Aha.
35:11Więc jak panowie, mieliście małą sprzeczkę.
35:15Może mogłabym jakoś pomóc o co właściwie wam poszło?
35:17Dawał do mnie przez cały czas.
35:19Ja nie bardzo miałem ochotę słuchać ze złościwym.
35:22Może nie powinienem.
35:23Bardzo mi przykro.
35:25Siostra, ja bym chciał dostać osobny pokój.
35:29Niech pan to jeszcze raz sobie spokojnie przemyśli.
35:33Bo jak się leży samemu, to czasami jest jeszcze gorzej.
35:37Cisza zwykle jest bardzo hałaśliwa.
35:41Siostra też myśli, że stąd nie wyjdę?
35:43Nic podobnego.
35:44Ja nic nie wiem, nic nie myślę.
35:45Ale czekamy na wyniki badań.
35:47To wszystko.
35:48Moja praca ogranicza się wyłącznie do opieki, jasne?
35:52Żenin.
35:53Tak.
36:00Chcę tutaj zostać.
36:03Nie chcę jutro wychodzić.
36:05Proszę mi dać rękę.
36:08O tak.
36:11Wie pan, że to niemądre?
36:13Boję się wracać do domu.
36:15A czego się pan boi?
36:19Widzę tylko jedno rozwiązanie.
36:21Zadzwonić do pana córki.
36:22Nie, nie, nie.
36:23W żadnym wypadku.
36:24Jestem pewna, żeby się ucieszyła.
36:26Bardzo bym się zdziwił.
36:28Jest pan śmieszny.
36:31Ja już nie mam córki Szenin.
36:33Zapomniała o mnie.
36:35Zresztą ma rad się.
36:36Ja nie mam do niej żalu.
36:39Dziecko nigdy nie zapomina o ojcu.
36:43Zapomniała o mnie, mówię pani.
36:46A list, który przysłała z pudełkiem czekoladek,
36:50to przecież o czymś świadczy.
36:53Naprawdę jest pan uparty.
36:55Napisała ten list, prawda?
36:58Tak.
36:59I co w nim jest?
37:03Nie wiem.
37:05Jak to pan nie wie?
37:07No bo...
37:12Czekoladki zjadłem, a listu nie otworzyłem.
37:18Świetnie.
37:19Cudownie.
37:20Wspaniale.
37:21Ma pan naprawdę wielkie serce.
37:24Prawdziwe serce ojca.
37:26Gratuluję.
37:27Gratuluję.
37:28Nie wiem tylko po co tracę czas na wysłuchiwanie pana,
37:30bo widzę, że nie warto.
37:31Pan o to śmieszy?
37:33To jest nerwowe.
37:35Aha.
37:35Świetnie.
37:37A teraz proszę, żeby wyrodny ojciec i nerwowy pacjent
37:41zechcieli zmierzyć temperaturę.
37:43I to szybko.
37:44Nie jesteście w tym szpitalu sami.
37:47I żebym was więcej nie słyszała.
37:49Zrozumiano?
38:16Trzydzieści siedem i siedem.
38:19Nie sądzi pan, że to dużo?
38:21Dobrze pan spojrzał?
38:24Tak, no.
38:28Trzydzieści siedem i siedem i pół kreski.
38:34Dziwne.
38:36Może to jakaś grypa?
38:39Ja uważam się, że to raczej nie jest grypa.
38:42Za lat to się pan przejmuje.
38:47Jestem skończony.
38:49Ale skądże?
38:52Trzustka.
38:54No przyznaję, że trzustka, dosyć delikatna sprawa.
39:01Delikatnie mówiąc nieuleczalna.
39:05Trzeba myśleć pozytywnie.
39:07Powiedzieć sobie, nic mi nie jest.
39:10Wszystko przejdzie i już.
39:14Niektórzy tak robią i pomaga im to.
39:20Chciałbym mieć zwykłą trumlę, wie pan?
39:24Prostą, ale solidną.
39:26Coś trwałego.
39:29To są sprawy naprawdę osobiste.
39:33Jestem pewien, że wieczność wygląda znacznie gorzej,
39:36jeżeli ma się wokół siebie sklejkę.
39:39Bardzo trafne spostrzeżenie.
39:42Chciałbym jak najdłużej odpierać ofensywy robaków.
39:45Świetny pomysł.
39:47Naprawdę doskonały.
39:49I pomyśleć, że są umarli, którzy z nimi nie walczą.
39:54Od razu kapitulują.
39:57Chciałbym, żeby mój rozkład przebiegał w sposób intymny.
40:01Skludny.
40:05Chce mi się wymiotować.
40:11Które to jest piętro?
40:16Drugie chyba, tak.
40:18Dlaczego pan chce wiedzieć?
40:19Myślę sobie, że mógłbym wyskoczyć, wie pan?
40:24Mógłbym wyskoczyć.
40:25Razem z moim raczkiem trzustki we dwóch, żeby go ubić.
40:28Zanim on mnie ubije, co?
40:30Co pan na to, jak pan myśli?
40:32Niech pan poprosi pielęgniarkę, żeby panu dała coś na uspokojenie.
40:38Nie, nie, nie.
40:41Niech pan da spokój.
40:43Jestem za wielkim tchórzem, żeby się rzucić z okna.
40:48Postanowiłem nie robić nic, nic, nic.
40:51Nic.
40:53Poddam się losowi.
40:55Napędził mi pan stracha, aż dostałem bicia serca.
41:00Jako dobry psycholog zauważył pan pewnie, że mam naturę zwycięzcy.
41:03To widać doskonale.
41:06Jestem z tych, co wygrywają.
41:08Tak, zgoda.
41:10Swoją chorobę traktuję bardzo lekko.
41:12Moje cierpienie jest...
41:14Ma w sobie coś ulotnego.
41:15Tym lepiej.
41:17Jest tylu chorych, którzy się zamartwiają.
41:21A wie pan, co jest najzabawniejsze w tym wszystkim?
41:25Niech pan się zastanowi.
41:26Wiem, że mam guza na trzustce, ale nie wiem nawet, gdzie ta pieprzona trzustka jest.
41:32Wiem, że gdzieś tam w środku w brzuchu, ale konkretnie gdzie?
41:35I do czego normalnie służy?
41:37Do czego może służyć jakaś pieprzona trzustka w normalnych warunkach użytkowania?
41:42Chcę mi się spać, padam ze zmęczenia.
41:47Przepraszam pana.
41:53Chcę, żeby płakano na moim pogrzebie.
41:56Rzewny miłzan.
41:59Chcę mieć wrażenie, że nie mogą pogodzić się z moją stratą.
42:02Chcę być kochany po śmierci.
42:05Chcę, żeby moja żona zachowała moją fotografię w swoim portfelu
42:08i żeby ją oglądała co najmniej raz dziennie.
42:10I żeby pozostała w domu.
42:12Albo żeby oszalała z żalu.
42:14Chciałbym, żeby nikt z moich najbliższych nie przeżył mojego odejścia.
42:18Żeby ta cała historia stała się jedną wielką tragedią.
42:22Nie śpi pan.
42:24Wiem, że pan nie śpi.
42:26Panie Bertillon, nie śpi pan.
42:29No.
42:30To niech pan mi opowie coś o sobie.
42:34Chcę znać pana historię.
42:39Niech pan mi powie coś.
42:40Wszystko jedno co.
42:41Obojętnie.
42:41Bzdury, kłamstwa, wszystko jedno.
42:42Coś śmiesznego.
42:43Niech pan mnie rozbawi.
42:48Dobrze.
42:52Więc pana żona nie żyje.
42:56A jak wyglądała?
42:58Jak z tymi rzeczami?
43:01Tylko stawię uczciwie między nami.
43:03Szczerze.
43:05Kiedy pan przestał jej pożądać?
43:07Po pięćdziesiątce, co?
43:10W wieku pięćdziesięciu lat zaczyna pan zaniedbywać żonę.
43:14Prawda?
43:15Wtedy ona umiera.
43:17Pewnego wieczora czuje się pan trochę niezdrowy.
43:21Więc zadowolony myśli pan sobie,
43:23oby to było coś poważnego.
43:24Obym nie musiał tkwić w tym pieprzonym mieszkaniu,
43:27gdzie się śmiertelnie nudzę.
43:29I trafia pan tutaj.
43:30Do szpitala.
43:31No zawsze lepiej tutaj niż do przytułku.
43:33Prawda?
43:34Tutaj się panem zajmują, skaczą wokół pana,
43:36dogadzają, dopieszczają.
43:38Jacyś chorzy przewijają się przez pański pokój.
43:41Niektórzy umierają, żeby zrobić miejsce innym.
43:44No coś się dzieje w każdym razie.
43:46Ale nagle pojawia się problem.
43:48Pewnego ranka doktor Langlois mówi,
43:51że pan już nie jest chory.
43:52Bo pan nigdy chory nie był.
43:55Ach, pan się broni oczywiście.
43:57Denerwuje się pan, buntuje się pan.
43:59Udaje pan, że pan płuca wypluwa.
44:02Ale doktora Langlois nie jest tak łatwo wyprowadzić w pole.
44:05I koniec. Kropka.
44:06Wynocha!
44:07Wynocha!
44:08Panie Bertillon!
44:09Wynocha!
44:13Niech pan powie coś cholera jasnego.
44:18Widzi pan, że nie jestem w normalnym stanie.
44:25A co z mańską córką?
44:31Co dzień?
44:33Pan ma jakieś pretensje do niej, tak?
44:36Chciała pana oddać do zakładu?
44:40A powie mi pan coś?
44:46Panie Bertillon?
44:51Sprawia mi pan ból.
45:01Nie widziałem jej 35 lat.
45:15Nie widziałem swojej córki.
45:22Żadnego kontaktu ani słowa.
45:26Pokłóciliśmy się.
45:29W 1968, 12 października, wieczorem, gdzieś około pół do dziewiątej, otworzyła drzwi.
45:51Uśmiechnięta.
45:53Uśmiechnięta.
45:54Chyba nigdy nie była tak szczęśliwa.
45:59Powiedziała, że spodziewa się dziecka.
46:0335 lat?
46:08Powiedziałem, żeby nie zwlekała z małżeństwem.
46:11Tak mi się wydawało, że będzie lepiej.
46:21Nie zgodziła się.
46:25Chciała zatrzymać dziecko i zostać sama.
46:31Właśnie tu.
46:35Tego nie zrozumiałem.
46:38To wtedy było dla mnie zbyt skomplikowane.
46:42Wyrzuciłem ją z domu.
46:47I to wszystko.
46:49I to się ciągnie 35 lat?
46:53Wytrzymałem.
46:55Udowodniłem, że mam charakter.
47:03Mam wnuka, nie widziałem go.
47:06Ma na imię Michel.
47:34Mogę mówić do pana Reny?
47:40Tak, szeal.
47:42Coś panu poradzę, jeśli pan pozwoli.
47:45Niech pan wyjmie list od córki i przeczyta.
47:50Nie.
47:51Myślę, że to jest odpowiedni moment.
47:53Nie.
47:55Dlaczego?
47:59Nie wiem.
48:01Niech pan to zrobi, Bertio.
48:04Nie, nie.
48:16Dobranocz.
48:17Dobranocz.
48:19Dobranocz.
48:23Dobranocz.
48:31Dobranocz.
48:38Dobranocz.
48:40Dobranocz.
48:45Dobranocz.
48:52KONIEC
49:36Dziękuję.
49:38Szaal.
49:41Szaal.
49:49Szaal.
49:54Szaal.
50:01Szaal.
50:02Jakiś problem, panie Renouer?
50:05Nie.
50:06Dzwonił pan?
50:07Owszem.
50:09I nie ma pan żadnego problemu?
50:11Nie.
50:12Jest prawie druga w nocy.
50:14Nie śpi pan, leży pan w łóżku.
50:17Najwyraźniej czuje się pan dobrze.
50:19No, w każdym razie niczego pan nie potrzebuje
50:21i nagle wzywa pan pielęgniarkę.
50:24Zgadza się?
50:25Tak, zgadza się.
50:27To ciekawe.
50:29Co pani robi w nocy, kiedy ma pani dyżur?
50:32Czekam.
50:33Nie nudzi się pani?
50:35Płacą mi podwójnie.
50:37Proszę podejść bliżej.
50:52Patrzył pan kiedyś na twarz starego człowieka pogrążonego we śnie?
50:58Nie.
50:59A szkoda.
51:01To bardzo piękny widok.
51:03Jakby maska pośmierdna dziecka.
51:07Dlaczego pani mi to mówi?
51:10W ten sposób zwracam panu uwagę, że nie jesteśmy tutaj sami.
51:23Z kim siostra miała iść do opery?
51:27Nieważne.
51:29Proszę usiąść.
51:34Powinien pan spać o tej porze.
51:37Niech pani da rękę.
51:39Nie.
51:44Ale zostanie siostra jeszcze chwilę?
51:48Nie pan pierwszy odstawia mi taki numer z bezsennością.
51:52Wiem jak to jest.
51:54Pacjent się burzy.
51:56Buntuje.
51:57Aż w końcu wzywa pielęgniarkę to się zawsze tak odbywa.
52:00Proszę dać rękę.
52:04Chociaż z drugiej strony jest pan młodszy od przeciętnej.
52:11Ma pan bardzo czułe spojrzenie.
52:15Można powiedzieć, że niebezpieczny.
52:31Wiedziałam, że tak się stanie.
52:38Coś jest nie tak.
52:41Nie.
52:42Wszystko w porządku.
52:44Nie najlepiej, ale w porządku.
52:47Myślę, że dobrze zrobił mi ten pocałunek.
52:50Tak?
52:51Tak.
52:52A pani?
52:55Mnie ani trochę nie zaszkodził.
52:57Jak na pocałunek był nawet dosyć udany muszę przyznać.
53:01Odrobina czułości.
53:03Kapka zaangażowania.
53:05Pan starał się w to włożyć trochę serca.
53:08Ja udawałam, że to pnieje jak śnieg w promieniach słońca.
53:12Oboje byliśmy bardzo dobrze.
53:14Bardzo na miejscu.
53:16Nie tak to rozumiałem.
53:19Poza tym u dzisiejszej nocy jestem jakaś smutna i rozkojarzona.
53:23Pani mi się podoba.
53:24Jako pielęgniarka.
53:25Jako kobieta.
53:26Jako pielęgniarka jestem niezła muszę przyznać.
53:29Ale ja mówię poważnie.
53:31Uwaga stop stop stop.
53:33Jest pan bardzo miły.
53:35Bardzo pana lubię.
53:35Mogę się z panem przelotnie pocałować.
53:37Ale nie dajmy się zwariować.
53:39Nie no darujmy sobie wielkie deklaracje dobrze.
53:42Był pan kiedyś w operze.
53:44Co?
53:46Cholerny jak bluła.
53:49W zeszłym roku wyciął mi taki sam numer.
53:52Tylko, że nie chodziło o operę.
53:54Ale o wyjazd nad morze.
53:56Nie ma tu jakiegoś ustronnego miejsca.
53:59Niech pan nie gada.
54:00Głopca do widzenia.
54:02Gdyby nie ten pieprzony raka.
54:04Nie ma pan raka.
54:14Co?
54:17Mówisz, że nadeszły wyniki pana badań.
54:21I że nie ma pan raka.
54:22Ma pan zwyrodnienie trzustki.
54:24Nie ma pan kuza.
54:25Jutro pan wyjdzie.
54:39Słyszymy!
54:40Słyszymy!
54:43Słyszymy!
54:44Słyszymy!
54:55Przepraszam Panią bardzo.
54:57Za to co zdarzyło się przed chwilą.
55:00Bardzo przepraszam, ale Pani nie zdaje sobie sprawy,
55:03cóż to jest za uczucie.
55:04Przepraszam bardzo mi przykro.
55:06Człowiek głupieje po prostu, wystarczy że...
55:09Tak.
55:11Oczywiście.
55:13Bardzo mi przykro, przepraszam.
55:18Nic się nie stało.
55:22Nic się nie stało.
55:26Dobranoc.
55:29Panie Bertillon!
55:32Panie Bertillon!
55:34Panie Bertillon!
55:35Co się stało?
55:38Która godzina?
55:39Druga chyba, nieważne.
55:42Są rzeczy ważniejsze od snu.
55:44O drugiej w nocy?
55:46Pamięta pan mojego raka?
55:48Nie, nie pamiętam.
55:49Mojego raka trzustki, pamięta pan?
55:51Nie ma go, nie ma go, załatwione.
55:54Jestem zdrowy, załatwione.
55:57Wspaniale, wspaniale.
55:58Ale czy pan rozumie, co do pana mówię?
56:01Nie.
56:02Dobranoc.
56:06Dobranoc, Charles.
56:12Nie ma.
56:14Nie ma.
56:14Nie ma.
56:41Nie ma.
56:41Pan stąd wyjdzie?
56:43Odwiedzi mnie pan w domu?
56:47Nie sądzę.
56:49Dam panu swój adres.
56:52Chciałbym, żeby taki zdrowy facet jak pan wpadł, kiedy zobaczyć jak powoli zdycham w moim dwupokojowym mieszkanku.
57:07Niech pan się zwróci do córki.
57:09Dziękuję, Charles, dziękuję bardzo.
57:13Proszę.
57:16Pokażę panu swoje zdjęcia z młodości. Byłem bardzo przystojny.
57:24Wpadnie pan może z żoną i z dziećmi i wybierzemy się razem na wspólne wakacje.
57:30Wie pan, jestem pewien, że jeśli bym się czuł kochany, to dociągnę do stu lat.
57:53Dziękuję.
57:55Szal.
57:56Sram.
58:08Was?
58:09Beledz.
58:12G Leute.
58:24Wad不好 za ten.
58:28Muzyka
58:57Muzyka